Pamiętniki Pamiętnik zakrapiany intralipidem ;) jesteśmy w ciąży!
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

16 marca, 13:17

Zbliżamy się wielkimi krokami do połowy ciąży .. szok... Oczywiście pozytywny :) dziś 17+5
Dobrze, że brzuszek powoli się powiększa, bo wierzę, że jestem w ciąży... Chociaż dalej to dla mnie taki Cud, wiem, że medycyna nam bardzo pomogła, ale i tak widzę w tym Cud :):):) Nasz Synuś...

Czuję się nadal bardzo dobrze, tylko ten tydzień jakiś taki "tak bardzo mi się nie chce..", może to kwestia weekendu, który był intensywnie towarzyski, korzystamy z Mężem razem i każdy z osobna, póki mamy siły (ja) oraz nie musimy ogarniać opieki dla Maluszka :) i też mówimy na żywo o ciąży, chociaż mam wrażenie, że niektórzy znajomi to się dowiedzą jak urodzę, bo czasem jest tak ciężko się dogadać co do terminu.. nie przeskoczę.. a jednak nie chcę przez telefon, chociaż jak komuś ten sposób odpowiada to nie widzę problemu, ja próbuje osobiście :)

Zabrałam się też za temat wyprawki, póki co buszuję po stronach z używanymi rzeczami, bo myślę, że taki Maluszek to mało co niszczy te ubranka, więc można tak temat ugryźć, poza tym też często są to rzeczy nowe z metkami, albo jedynie uprane, zresztą sama zobaczę, ile te ubranka wynosi nasz Synuś. Biorę rozmiary 56-62, w czerwcu jeżeli siły i okoliczności pozwolą chce też skorzystać z wyprzedaży czy to online czy stacjonarnie, może wtedy coś więcej będziemy wiedzieć o wielkości Synka, póki co Lekarz zawsze mówi, że dziecko jest w odpowiedniej wielkości do etapu ciąży. Liczę na to, że będę miała Go w co ubrać, albo po porodzie znajdę chwile żeby dokupić to czego nam brakuje, albo to co nam się sprawdziło, bo póki co kupuję według poleceń innych mam, plus to co mi się podoba i wydaje się praktyczne (ciekawe co faktycznie się sprawdzi). Tak sobie żyjemy spokojnie, czekamy na wiosnę żeby też więcej spacerować, bo w taką pogodę jak teraz nie chce mi się po prostu nic... Pod koniec miesiąca zapisujemy się też do szkoły rodzenia, na szczęście póki co spotkania mają być stacjonarnie i mam nadzieję, że tak zostanie, bo liczę na to, że szkoła rodzenia da mi teoretyczną wiedzę, dzięki której poczuję się lepiej, bo wiadomo życie dopiero pokaże mi jak to jest z Maluszkiem ;) czasem tak sobie siedzę i myślę jaki On będzie.. Na koniec anegdotka z cyklu nie wiadomo czy się śmiać czy płakać, chociaż ja to obróciłam w żart... gdy mówiliśmy, że będzie Syn, usłyszeliśmy "następna będzie dziewczynka"... no cóż jeszcze nie urodziłam jednego dziecka a już słyszymy o drugim.. Nie ma nawet co komentować, więc na koniec stwierdzę, że poproszę śledzia ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca, 13:20

22 marca, 09:28

STRASZENIE...

Co mnie wkurza w ciąży ? STRASZENIE... już pomijam straszenie, ze dziecko zmienia życie... ok, to sama wiem bez tego, a jak zmieni, to czas pokaże... Ale nie moge za siebie, jak straszą mojego Męża porodem... to już mi ręce opadają... może naiwnie podchodzę do tematu, ale póki co staram się nie bać porodu, bo A. Mam jeszcze ponad 4 miesiące czasu.. B. nie wiem jak będzie mój poród wyglądał, niby nie mam przeciwwskazań do naturalnego porodu, ale kto wie, jak Cud(ak) się ułoży... C. jest pandemia - nie wiadomo jaka będzie rzeczywistość w szpitalach w sierpniu... więc staram się myślec, ze urodzę, ze zrobię wszystko żeby poród nie był trauma (jeżeli będę jakoś w stanie na to wpłynąć). A co mnie doprowadziło aż do łez w weekend.. Znajomi, Ojciec dwójki dzieci, po porodzie naturalnym a drugi cesarskie cięcie... i hasła do mojego Męża "masz przej***, współczuję Ci, hahaha ja to już mam za sobą,.." na co ja wypaliłam, ze "być może problem się sam rozwiąże bo jest covid i może nawet nie będzie opcji żeby ten mój Mąż był z nami..." potem chyba żeby załagodzić sytuacje ta Dziewczyna zaczęła mówić, jak to po porodach ten Mąż Jej pomagał.. przynosił do szpitala różne rzeczy, siedział z Nią itd.. i potem niby pocieszali, ze będzie dobrze przecież w sierpniu.. taaaa... final był taki, ze jak się pożegnaliśmy, to ja w ryk... poczułam taki strach, poczucie niesprawiedliwości, takiego osamotnienia.. raz, ze boje się samotności w szpitalu, tego, ze będę tam zdana sama na siebie, ze nie ochronie dziecka, ze z tego wszystkiego psychicznie będzie ciężko.. to raz, a dwa chciałabym bardzo żeby mój Mąż z nami był, żeby tez mógł przeżyć poród ze mną.. żeby zobaczył ile to wszystko kosztuje... jeszcze inny aspekt to przypomniało mi się, jak inni znajomi (którzy to zawsze mówili ze "ciąża to nic", a kobieta jak rodziła to przyrównał Ja do za przeproszeniem krowy.. ech.. stwierdził, ze po co facet po porodzie, lepiej jechać na imprezę i pić z kumplami... a mój Mąż być może nawet gdyby chciał z nami być to może nie mieć takiej szansy... Może ktoś napisać, ze ten mój post to takie głupoty i nie ma co przeżywać, ale tak poczułam... na cale szczęście na drugi dzień rano zaczęłam sobie myśleć, ze tyle przeszłam, więc dam radę, chociażby sama, a Syn będzie motorem napędowym.. i mam nadzieje, ze wlasnie niezależnie od sytuacji i warunków - DAM RADE :)
Ps mam nadzieje, ze szkoła rodzenia dalej będzie stacjonarnie (pod koniec miesiąca się zapisujemy i póki co zajęcia maja być normalnie), położne z tej szkoly rodzenia pracują tez w szpitalu, który ma bardzo dobre statystyki w ochronie krocza w Polsce poniżej 2 %, co prawda mój Mąż mówi ze niby mamy za daleko do tego szpitala, ale ja to kicham, przecież nie urodzę w 30 minut.. raczej... więc myślę, ze spokojnie zdążymy dojechać, myślę tez o porodzie w wodzie (ta myśl tez mnie uspokaja, wiec nawet jak do tego nie dojdzie, to skoro mie to uspokaja, to sobie o tym myślę) plus o masażu krocza.. no i prywatna położna żebym miała tam kogoś znajomego kto będzie faktycznie mnie przez to wszystko prowadził nawet jakbym była bez Męża.. ale to wiadomo czas pokaże, jak będzie.
PSS. Mój Ginekolog jest sprawdzonym Lekarzem jeśli chodzi o cesarskie ciecia w mojej rodzinie ;) moja Bratowa miała u Niego 3 ciecia i poleca rekami i nogami tego Lekarza, więc myślę, ze i u mnie gdyby coś stanie na wysokości zadania, a do tego mam do Niego zaufanie. Także racjonalnie patrząc, chyba jakoś ten poród jaki by nie był przeżyje..

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca, 09:54

1 kwietnia, 09:51

Połowa ciąży za nami...

Bardzo mnie to cieszy 🙂🙂🙂 czuje się nadal bardzo dobrze. Brzuszek powoli rośnie, jesteśmy +2 kg 🙂🙂🙂 jutro mamy wizytę, a w przyszłym tygodniu połówkowe 🙂 miejmy nadzieje, ze wszystko będzie dobrze. Przed zamknięciem udało mi się odwiedzić fryzjera, mała zmiana a jak cieszy. Jedyny mały minus (absolutnie nie narzekam!) to pojawił mi się trądzik taki drobny, różowy, na dole policzków.. ktoś coś poleca, co jest bezpieczne w ciąży? Mam teorie, ze to albo od hormonów albo od nowego kremu, bo ostatnio testowałam 2 nowe.. jak otworzą salony kosmetyczne to chce się przejść żeby moja Kosmetyczka mi doradziła jak sobie z tym poradzić.
Wyprawka się kompletuje.. musze przyznać, ze całkiem sprawnie mi to idzie, co mnie tez uspokaja. Po świętach tez zaczynamy szkole rodzenia, będą zajęcia stacjonarne i tutaj moje wielkie uffff. Wybieramy się jeszcze z Mężem na male wakacje nad Polskie Morze, myśleliśmy, ze jeszcze skorzystamy z jakiegoś wyjazdu do ciepełka, ale w obecnej sytuacji, gdzie nie chcemy długiego lotu, a w Europie jest jak jest.. to nie ma co ryzykować, także musimy na maksa wykorzystać ten wyjazd.
Zastanawiam się nad sesja ciążowa.. generalnie przed ciąża wydawało mi się to oczywiste, ze robimy.. a teraz jakoś tak jak pomyślałam, ze my mamy ja mieć to nie wiem czy to kwestia braku pomysłu czy czegoś innego, ale tak jakoś nie jestem przekonana.. a powoli byśmy się musieli gdzieś umówić.. mysle tez czy nie poprosić kogoś znajomego żeby nam zrobił
Pare ujęć w plenerze.. i tyle.. szkoda mi, ze nasz ślubny fotograf nie robi takich sesji, bo miał bardzo dobre oko.. wiem, ze moje przemyślenia ciążowe mogą się dla kogoś wydawać infantylne.. ale odpukać nasza ciąża jest poki co bardzo spokojna i zdrowa, wiec tez mam inny punkt odniesienia..

Ostatnio tez powiedzmy pomagam Dziewczynie, która ma problem z niepłodnością.. a jest z szerokopojętych znajomych.. staram się Ja wspierać ile mogę, chociaż Ona teraz będzie zaczynać z ivf, wiec tutaj jedynie mogę być dla Niej, bo doświadczenia nie mam.. Mam nadzieje, ze będą tym przypadkiem, gdzie pierwszy transfer sie udaje.. chociaż wiem, ze może być różnie.. ale tez nie ma co z góry zakładać, ze bedzie złe...i grzebać np. w immunologii (chociaż ja to bym każdego wysyłała do Łodzi) 😉

Ps byliśmy na wizycie i nasz Synuś ma już 360 gramów, które kochamy bezgranicznie! Z szyjka tez w porządku, wiec możemy sobie spokojnie w tej ciąży chodzić 😉😍

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia, 08:08

7 kwietnia, 10:31

Jesteśmy po drugich prenatalnych „połówkowych”, dalej mi w to wszystko ciężko uwierzyć, ale dzieje się to! Wszystko jest w porzadku, a Synuś nie okazał się być córeczka 😉 o mojej ciąży dalej mogę pisać, ze wszystko dobrze i czuje się tez dobrze.

Co do mojej psychiki to ostatnio dowiedziałam się o ciąży w rodzinie, generalnie lubię bardzo ta pare, a Ich Synka, który ma 2 lata ubóstwiamy... życzę Im naprawdę jak najlepiej, ale gdy ogłosili druga ciaze, poczułam bardzo podobne uczucie jak miałam zawsze gdy ktoś ogłosił ciaze, wyjątkiem zawsze były wyczekane ciaze Staraczek, bo to było takie uczucie zwycięstwa, takie „patrz Im się udało, to może i na nas przyjdzie kolej”. A tutaj takie dziwne uczucie.. takie ukłucie.. tylko zastanawiam się dlatego.. skoro swój Cud już mamy w brzuchu, to dlaczego nie mogę reagować tylko radością na wiadomość o ciąży innych.. czy mój mózg już ma tak zakodowane, ze najpierw właśnie jest to dziwne uczucie.. nawet nie potrafię go nazwać.. bo to nie kwestia, ze zazdroszczę Im tej ciąży, bo sami mamy swoje Szczęście.. może to jakaś forma zazdrości, ze inni maja prosta drogę do rodzicielstwa.. bo nic innego mi do głowy nie przychodzi... generalnie cały dzień mnie to gryzło.. miałam poczucie winy... na szczęście przetrawiłam temat i na drugi dzień już poczułam taka radość, ze nasze dzieci razem się będą wychowywały, ze będziemy mogły razem chociażby rozmawiać o wyprawce.. także ufff jest radość. Czy takie uczucie dziwne już zawsze będzie ze mną.. jak Wy macie?
Dzisiaj w samochodzie mój Mąż sam z sobie poruszył temat niepłodności (szok!) opowiadał mi o audycji radiowej, w której zastanawiali się co zrobić żeby rodziło się więcej dzieci i właśnie powiedział o problemie niepłodności, ze był tam poruszony.. także widzę tutaj postęp.. 😁 nie powiem na pewno teraz Mu łatwiej o tym mówić, skoro powiedzmy na tym etapie ten problem nas bezpośrednio nie dotyczy, ale dobrze, ze go widzi i to w takim globalnym aspekcie. Poza tym to, ze w tym momencie nas nie dotyczy, to nie znaczy ze do niego nie wrócimy... kolejny raz tez z Panią Doktor, która robiła badania prenatalne mówiłyśmy jak to rząd udaje, ze nie ma problemów, a do mojej cudownej Pani Doktor nie ma w ogóle zapisów na ten rok, bo ma tak duzo już obecnych pacjentów.. także to mówi samo za siebie.. mocno wierze, ze każdej starającej sie parze, w taki lub inny sposób uda się zostać rodzicami.. szkoda tylko, ze tak szczycące się Państwo pro życie, nie chce tym Parom pomoc.. ale tego nie przeskoczymy.. także oby Pacjenci mojej kochanej Pani Doktor i waszych wspaniałych specjalistów szybko zwalniali miejsca nowym pacjentom, którzy potrzebują pomocy!
1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego