Pamiętniki Pamiętnik zakrapiany rumem ;) walka mimo przeciwności losu
Dodaj do ulubionych
1 2 3
WSTĘP
Pamiętnik zakrapiany rumem ;) walka mimo przeciwności losu
O mnie: Aktywna Staraczka, niebezpiecznie zbliżająca się do drugiej rocznicy starań, na co dzień szczęśliwa Mężatka od ponad dwóch lat, aktywna zawodowo, starająca się nie zwariować, kobieta.
Czas starania się o dziecko: Staramy się od stycznia 2018r.
Moja historia:
Moje emocje: Z nadzieją patrzę w przyszłość i czekam :)

31 grudnia 2019, 09:29

Jutro nowy rok.. Dla nas rozpocznie się 3ci rok starań.. szok? niedowierzanie? I tak i nie... szczerze to czułam to od początku, wiedziałam, że będą problemy... ale 2 lata? he? Jak kiedyś moja dobra koleżanka powiedziała mi, że starali się o Maluszka ponad 2 lata, to potem przepłakałam pół nocy i twierdziłam, że ja to tak nie dam rady... I co? Przeżyłam, ba! wcale nie wydaje mi się, żeby to był jakiś kosmicznie długi czas.. po prostu po pierwszym roku starań człowiek przechodzi do porządku dziennego nad tym wszystkim... Oczywiście, że chcę! Bardzo chcę, ale staram się żyć tak aby starania nie przysłoniły mi całego mojego świata.

1 stycznia, 14:58

I mamy 2020r. Życzę Wam i sobie żeby ten rok był łaskawy, abyśmy się doczekały spełnienia naszych pragnień i marzeń...

Dziś nasza 6-ta rocznica związku.. Czas tak szybko śmiga.. Mąż zażartował, że gdybyśmy zaliczyli wpadkę w pierwszym dniu naszego związku, to już byśmy byli rodzicami 6cio latka... ale tak się nie stało.. w ogóle dla mnie "wpadka" to jakiś kosmos.. ale podobno ludziom się zdarzają? chyba w myśl tego, że jak czegoś nie chcesz, to los przewrotnie Ci to daje..
Jestem ciekawa co ten rok nam przyniesie.. Poprzedni był jak sinusoida... albo szczęście i radość, albo trud i łzy.. nie nudziłam się, ojj nie... Na pewno jestem zadowolona z tego, że zmieniłam pracę! pomimo, iż w starej pracy doczekałam się umowy na czas nieokreślony, która teoretycznie dawała mi stabilizację, ale z racji tego, że był to "obozik pracy", to uważam, że zmiana była jak najbardziej dobrą decyzją. O zmianie pracy dowiedziałam się, w trakcie cyklu stymulowanego lametta... Miałam mętlik w głowie straszny... ale zaryzykowałam! dzień po tej decyzji razem z lekarzem zdecydowaliśmy, że nie podajemy pregnylu na pęknięcie pęcherzyka i dajemy sobie czas aż się trochę ogarnę w nowej pracy... to był maj... I co? nadal nie spieszy mi się do powrotu do tego wszystkiego..... Ale zrobiłam krok do przodu i w lutym mamy wizytę u "Magika" lekarza.. który zapładnia kobiety czasem po 1 wizycie - śmieje się, że to chyba "ręce, które leczą".. Koleżanka, której żaden lekarz nie dawał szansy na naturalną ciążę, tylko IVF ze względu na kiepskie wyniki Męża, po jednej wizycie u tego Lekarza, zaszła naturalnie w ciążę, pomimo iż lekarz w zasadzie nic nie zrobił tylko zlecił szereg badań do inseminacji... Może i nam się uda? Sama w to nie wierzę, że tak magicznie nagle się uda.. ale pójdziemy na konsultacje i potem zobaczymy co dalej... Sama też myślę żeby wrócić do mojego Starego Lekarza i jeszcze spróbować z maksymalnie 3-ma stymulowanymi cyklami, bo ładnie reagowałam na stymulacje owulacji i te owulacje były... A bo naturalnie u mnie pcos, cykle bezowulacyjne, ale z lekami ładnie wszystko jest.. Tyle pytań, tyle wątpliwości... Czasem podczas tych starań czuję się jakby ktoś zawiązał mi oczy, zamknął w pokoju i powiedział to teraz sobie radź.. Niestety starania to metoda prób i błędów, nie ma złotej recepty żeby się udało, każdy organizm jest inny i nie ma dwóch takich samych cykli.. Także w każdym momencie może się w zasadzie udać...
A moje postanowienia na ten rok- cieszyć się z tego co się ma, a nie skupiać na tym czego brakuje! Dlatego też myślimy z Mężem żeby w kwietniu pojechać na urlop. Niby byliśmy w październiku,ale ja znowu czuję się zmęczona, pewnie przez to myślenie ... Także póki co marzy mi się poleżeć na ciepłym piasku w słoneczku...

9 stycznia, 17:32

"TO TWOJA WINA" ... i od roku takich słów Mój Mąż powiedzieć nie może, gdyż mogę Mu powiedzieć to samo i co? oboje będziemy mieli rację.. "WINA" ... Nasza historia starań zaczęła się od tego, że zrobiłam rundkę po lekarzach... najpierw ginekolog, zanim jeszcze odstawiłam antykoncepcję, który nie widział żadnych problemów, także wystartowaliśmy w styczniu 2018r. po pół roku małżeństwa... Potem endokrynolog, bo słyszałam, że problemy z tarczycą mogą być przyczyną niepowodzeń - tutaj wszystko ok.. Także pełni nadziei wystartowaliśmy.. I tutaj się zaczęły schodki.... rozjechane totalnie cykle.. po 40-50 dni.......... Wiedziałam, że będzie problem po MOJEJ stronie... także zaczęły się wizyty u ginekologa... Na szczęście trafiłam na Wspaniałego Lekarza, który mnie nie odesłał, pomimo iż przyszłam w 7 miesiącu starań... Zaczęło się... AMH dosyć wysokie, obraz jajników policystyczny... Monitoring owulacji - pierwszy policzek - pusto... Stymulacja, jedna, druga, trzecia - nic......................... Także mój Mąż pozwalał sobie mówić - "To Twoja wina"... w głębi uważałam, że to "NASZ problem" i nie ma tutaj miejsca na obwinianie... ale nie kłóciłam się, bo jednak to mnie trzeba było leczyć.. Na leki reagowałam ładnie, mieliśmy owulacje, kochaliśmy się wtedy kiedy trzeba i dalej nic....... Więc czas było zając się Mężem... Bardzo niechętnie poszedł na badanie nasienia... Najpierw były moje prośby, groźby, krzyki, płacze... byłam załamana, że nie chce iść się zbadać, skoro niby bardzo pragnie dziecka... W końcu się udało! I tak oto w styczniu odebrałam wyniki Męża i.... z jednej strony się załamałam, bo było bardzo kiepsko... wszystko poniżej normy... morfologia na poziomie 2% , ruch poniżej norm... Objętość mała.. pamiętam ten piątkowy wieczór... pokłóciliśmy się strasznie, bo ja załamana, a Mąż na zasadzie wyparcia twierdził, że wyniki są dobre... Teraz wiem, że bardzo się tym wszystkim przejął tylko tak zareagował i nie potrzebne były moje pocieszania i dramatyzowanie... Od tego czasu to bez wątpienia "NASZA WINA" .. Czy jest mi łatwiej - zdecydowanie "nie", bo ciężko mi z tym, że ja i Mąż nie jesteśmy w równym stopniu zaangażowani ... Efekt jest taki, że od połowy kwietnia do dziś nie wspomagamy się leczeniem tylko "czekamy na cud", który nie nadejdzie... Dobrze, że mam wizytę u mojego starego Lekarza za tydzień w piątek i zobaczymy co tam się dzieje... I jaki jest dalszy plan.. Także reasumując zawsze trzeba pamiętać, że to WSPÓLNY PROBLEM i PARA RAZEM się z nim zmaga.. I to niczyja wina.. Bardzo ważne, w tej walce jest żeby być dla siebie nawzajem wsparciem.

14 stycznia, 18:02

(Urojona) ciąża .... heh... od kliku dni źle się czuję, jestem osłabiona, zupełnie nie mam apetytu, jest mi niedobrze, wczoraj w nocy miałam wrażenie, że pieką mnie sutki.. no wypisz wymaluj objawy ciąży... Wszystko by pasowało gdyby nie fakt, że miałam okres, który się rozpoczął 3 stycznia.. Jedynie co to nie miałam potwornego bólu brzucha, który mi towarzyszy zazwyczaj podczas pierwszego dnia okresu... i już oczywiście zaczęło się myślenie... Ile już razy czułam, że to ciąża.. a jakie potem było rozczarowanie... Ile razy sobie obiecywałam, że nigdy więcej testu ciążowego tylko cierpliwe czekanie.. I co? W piątek mam umówioną wizytę do mojego Ginekologa na monitoring, ale oczywiście kusi mnie żeby zrobić test.. I chyba to jutro zrobię.. I znowu pewnie będę na siebie zła, że nie byłam aż nadto silna.. Że znowu gdzieś tam uwierzyłam, że może? ... Ale cóż zrobić widać 2 lata to jeszcze mało żeby pozbyć się tej iskierki nadziei, która się ciągle tli... Ale miło być w tej urojonej ciąży.. Najchętniej to bym nie przerywałam tego aż do piątku.. ale nie można żyć złudzeniami...

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia, 18:04

15 stycznia, 07:15

Zrobiłam... oczywiście negatywny - takze szybkim krokiem jestem w 13dc.. tylko skąd u mnie ta zla forma...? Dobrze, ze w piątek mam lekarza i wracamy do starań ze wspomagaczami! Kiedyś w koncu ten test musi pokazać || !!!

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia, 07:26

18 stycznia, 10:15

Dzis 16 dc.. i juz wiem... ze to nie bedzie „ten cykl” - i dobrze... zawsze wolałam wiedzieć niz żyć złudzeniami...
a wczoraj u mojego Lekarza.. w skrócie powiedział, ze On nie ma na nas pomysłu i radzi zeby przejść do specjalisty zajmującego sie tylko leczeniem nieplodnosci ... jasne, możemy jeszcze próbować cos z cyklami robić... skoro wczoraj był pęcherzyk 26 mm to cos jednak po tej przerwie rośnie bez leków... (wczesniej bez leków była totalna pustka), mam przyjść we wtorek i sie zastanowimy czy cos jeszcze kombinować ze stymulacjami czy nie... Szczerze to utwierdził mnie w mojej decyzji, która juz podjęłam ... bo zapisuje sie na czerwiec do Pani Doktor bardzo polecanej w jednej z Klinik leczenia nieplodnosci... ale miałam nadzieje, ze jeszcze spróbujemy ze stymulacjami... miałam tylko 2 takie które zaliczyły sie owulacja i w zasadzie ładnie reagowałam na leki.. smutno mi sie zrobilo... ale dzis nowy dzien i trzeba działać a nie sie mazgaić..
Moj plan - spróbować w następnym cyklu (o ile bedzie pęcherzyk) podać zastrzyk na pęknięcie, kiedy pęcherzyk osiągnie odpowiednia wielkość i tak uzyskać owulacje.. jak nie bedzie z tego ciąży.. to juz raczej poczekam do czerwca na świeży start u nowej Pani Doktor! A w miedzy czasie chce żyć i zapomnieć o tym wszystkim... takze wakacje, a jeszcze przed chce zrzucić pare kg (do wagi sprzed slubu brakuje mi zrzucić 5kg, wiec nie jest zle), zadbać o zdrowe żywienie, ostatnio z tym cieżko, bo było mi cały czas niedobrze i wolałam opuszczać posiłki albo jeść np. Sucha bułkę... do tego więcej sie ruszać! Takze plan jest! Do dzieła 😉 jak macie jakies sugestie... rady, to piszcie.. moj Maz znowu wymyśla ze za rzadko sie kochamy... nie rozumie ze jak nie mam owulacji to nawet 5 razy dziennie cały cykl nic nie da.. heh...
Ps jak znalazłam w koncu ginekologa, przed którym nie wstydzę sie... nie jestem zażenowana cała sytuacja, poza tym jest bardzo cierpliwy i ogólnie sprawił, ze moja trauma z okresu nastoletniego odnośnie ginekologów odeszła w niepamięć... to musze Go zmieniać... heh.. ale wrócę do Niego w ciąży! I tego sie trzymajmy!

20 stycznia, 13:22

Urlop :) Dziś mam dzień wolny od pracy.. na relaks i odpoczynek, żeby złapać oddech :) Co prawda póki co średnio mi to wychodzi, ale już siadam na tyłku i odpoczywam :) Wczoraj się widziałam z Koleżanka i Jej Mężem w lutym poród.. Myślałam, że jestem już na tyle twarda, że mnie to nie ruszy... ale niestety mnie to rusza... Zwłaszcza, że nie widzę u Nich w ogóle radości (zresztą od początku ciąży), a tylko narzekania... a to, że w ciąży jest się grubym- litości???!!! To logiczne, że jak ktoś zachodzi w ciążę, to musi liczyć się z tym, że brzuch mu urośnie, ale żeby od razu twierdzić, że się jest grubym i brzydkim...he? kolejne żale to kwestia tego, że niby ciężko z finansami..... serio????? Przecież to też da się ogarnąć, nikt od nikogo nie wymaga żeby wydał na wyprawkę dla dziecka tysiące złotych .... Można dostosować to do budżetu domowego.... I tak ciągłe narzekania... A ja robię dobrą minę do złej gry i w środku we mnie się gotuje i mam ochotę krzyczeć - "Daj mi tą ciążę, zniosę wszystko"... ale niestety tak nie jest... A z drugiej strony sobie myślę, czy ktoś zdrowy jest w stanie zrozumieć osobę chorą? Czy ktoś kto zaszedł w ciążę bez pomocy medycznej i to jeszcze powiedzmy w ciągu kilku cykli starań... jest w stanie to docenić... Docenić jak wielki cud go spotkał.. i że ciąża to nie jest "nic".. (bo i takie usłyszałam słowa od ciężarnej).... Niepłodność jest straszną chorobą ... Raz że nie wiadomo, czy kiedyś zakończy się szczęśliwie, dwa wiążę się z niezrozumieniem... trzy czasem wyklucza nas społecznie... nie pozwala normalnie żyć... Staram się jak mogę żyć, cieszyć się życiem, brać z niego garściami, ale czasem coś pęka (tak jak wczoraj) i siadam i wyję, że chcę tak bardzo... tak bardzo... bardzo dziecka... I choćbym miała czekać wiele lat i walczyć to będę! Życie niepłodnej pary jest niestety ciężkie...

Żeby jednak nie było tylko smutno, to muszę przyznać, że z Mężem udaje nam się póki co nadal czerpać radość i przyjemność z bliskości.. Może dlatego, że taki seks pod usg mieliśmy w życiu tylko raz (było to straszne),po czym stwierdziłam, że czy czas płodny czy nie, to będziemy się kochać wtedy kiedy mamy na to ochotę a nie wtedy kiedy trzeba... być może tym podejściem czasem tracimy szanse na ciążę, ale nie straciliśmy przyjemności z intymności :)

Jutro mam podgląd tego dużego pęcherzyka... Zobaczymy co tam się zadziało, czy udało się, pękł była owulacja, czy też jest nadal i w kolejnym cyklu zastrzyk na pęknięcie w razie gdyby znowu coś tam samo urosło... Chyba, że mój Lekarz już nas odeśle to nic... poczekamy do czerwca :) A kto wie, może jakiś naturalny cud... który się ludziom zdarza to i może nam...

21 stycznia, 21:05

Ten cykl jest bezowulacyjny... ale jest dalszy plan ... wracamy do stymulacji ... tym razem lametta + pregnyl, takze teraz troche luzu zeby wrócić z nowymi siłami i walczyć z pomocą o szczęście 🙂

23 stycznia, 10:47

Mamy to! Termin do Pani Doktor - ide w czerwcu, takze teraz 5 miesięcy czekania.. na szczęście w miedzy czasie mam sporo planow związanych jeszcze z moim dotychczasowym Lekarzem, takze kto wie, czy bedzie ta wizyta potrzebna 😉

2 lutego, 14:43

Dzis 1dc - jestem zaskoczona - co za miła odmiana od wiecznego czekania... moj cykl poprzedni miał tylko 30 dni - ciekawe, ładnie sie skrócił- jest pozytyw. I tak w koncu dotarłam znowu do etapu ze działamy! Takze od jutra lametta, jutro tez sie dowiem w którym dniu mam przyjść na wizyte. Juz sobie dzis żartowałam, ze w walentynki najpierw pojde na wizyte a potem cały weekend bedziemy robić dziecko - pol żartem pol serio.. zobaczymy, czas pokaze! Poki co kubek rumianku i byle przetrwać pierwszy dzien okresu.. a kto wie? Moze to juz ostatni?

6 lutego, 20:36

Cieżko... jest mi po prostu cieżko... nic złego sie nie dzieje, ale ja jakos nie wyrabiam.. mam ostatnio fazę- „Jestem tak beznadziejna, ze w ciaze zajść nie moge”... i szczerze żałuje, ze komukolwiek powiedziałam, ze chcemy miec dziecko... ostatnio dobijają mnie pytania znajomych (wiem, ze nie chca zle...) jak tam starania... ech... co ja mam Im powiedzieć- ze chce ale nie moge... ze lekarz robi mi ostatnia stymulacje, bo w sumie sie uparłam.. ze nie mam siły juz, a wypadałoby jej jeszcze dużo znaleźć zeby wystarczyła gdyby in vitro było potrzebne... nie lubię ostatnio siebie... znowu jestem za często smutna, wycofana... nawet nie mam ochoty na bliskość z Mężem... a zaraz w środe monitoring i trzeba bedzie... i na sama myśl tez mi sie chce płakać... ze to nie tak wszystko miało byc... w pracy tez jakos tak mam sprawę, która mnie troche meczy ... i tez oczywiście jak to ja - jestem surowa wobec siebie i juz widze wszystko w czarnych barwach... jutro mam wieczór sama to moze zrobię cos dla urody i jakas maseczkę 🙂 albo paznokcie! Tak zeby sie lepiej poczuć! Ech.. gdyby sie tak dało wyłączyć myślenie..

9 lutego, 11:44

Niecierpliwość.. starania uczą cierpliwości??? Ech... ale ja nie jestem cierpliwa... cieżko ciagle na cos czekać, do czegoś odliczać... dzis jest moj 8 dc... (gdzie tam do konca?) mam przyjść w 12dc na monitoring, zeby sprawdzić jak tym razem reaguje na lametta ... i co? Dzis stwierdziłam, ze skoro moj Pan Doktor ma gabinet jeszcze w innym mieście i tam przyjmuje właśnie we wtorek (moj 11dc), to zaczynam sie łamać zeby tam jechac i skrócić sobie czekanie o ten 1 dzien... i chyba tak zrobię.. ten cykl jest ciężki ... wiedziałam, ze jak wrócę do starań z pomocą medyczna to bedzie znowu to samo... nadzieja.. zniecierpliwienie, odliczanie.. ile bym dała zeby to był moj ostatni cykl starań... ale zobaczymy.. patrząc obiektywnie to, mamy lepsze wyniki nasienia niz rok temu (gdy byłam stymulowana), mamy nowy lek, który nie upośledza endometrium jak clostilbegyt ... teoretycznie zatem szanse na sukces sa większe... co prawda jest troche niewiadomych .. ale z drugiej strony dlaczego zakładać, ze to czego nie wiemy jest akurat zle.. tak bardzo bym chciała...

Edit kciuki potrzebne w środe! 🙂

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego, 17:39

12 lutego, 20:43

To cykl sie skończył wczesniej niz przypuszczałam ... nie reaguje w ogóle na leki na stymulacje juz...

Czekam zatem na klinikę i ... wielka niewiadoma... tak czy siak z gabinetu wyszłam dzis prawie z płaczem...

14 lutego, 17:36

Mamy walentynki - najlepszy prezent- Mamy przesunięta wizyte z czerwca na marzec - cudnie!!!! Nowa nadzieja 🙂🙂🙂 Ps miłych Walentynek 😉

25 lutego, 18:12

Dzien dobrych wieści 😁 mamy wyniki hba - 80% dna poniżej 10 jupi!!! Jestesmy dumni z Męża a mi ulżyło... możemy zatem spokojnie isc na wizyte 🙂 jeszcze tylko pozostaje nam uzyskać owulacje i kto wie 😉

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego, 18:13

16 marca, 10:24

Ciężki czas... Trudne chwile przeżywamy teraz my Staraczki ojjj tego jeszcze nie miałyśmy co? tak do "kolekcji" przeszkód.. Wiem, że odezwą się głosy, że najgorzej mają teraz kobiety w ciąży lub te które mają rodzić- owszem .. ale czy My mamy łatwo? po pierwsze borykamy się z pytaniem, co dalej? czy działać, czy się wstrzymać.. U mnie akurat dziś 43 dzień cyklu.. już robiłam 2 testy na "wywołanie" okresu i nic.. pewnie ta lametta mi namieszała, zdaniem lekarza, to cykl bezowulacyjny, więc ma prawo się ciągnąć.. i tak też robi.. ech... W piątek mamy mieć wizytę pierwszą w klinice, póki co klinika działa normalnie ale do piątku kto wie.. a jeżeli nam odwołają wizytę to znowu kilka miesięcy czekania.. i tak w kółko coś.. A jest jeszcze informacja na stronie kliniki, że wizyty bez osób towarzyszących .. i teraz jak nie będę mogła wejść z Mężem na wizytę to sama nie wiem czy ma to sens.. jednak pierwsza wizyta w leczeniu niepłodności powinna być wspólna! muszę zadzwonić to ustalić..
A tak poza tym to siedzimy z Mężem w domu i pracujemy zdalnie.. póki co staram się podchodzić do sytuacji poważnie, bo z domu nie wychodzimy, ale też nie dać się zwariować i w domu starać się żyć normalnie i nie oglądać nadmiernej ilości informacji. Musimy dać radę, musimy! Zdrowia Dziewczyny i siedźmy w domu jak możemy!

17 marca, 15:34

Po 44 dniach, 2 zmarnowanych testach ciążowych, w koncu okres! Nowy cykl, pierwszy w koronarzeczywistosci... w piątek pierwsza wizyta w klinice leczenia nieplodnosci. Po ponad 2 latach zaczynamy nowy etap! Oby nam sił i wytrwałości nie zabrakło! Trzymajcie kciuki!

20 marca, 17:47

I jestem po wizycie machina ruszyła... Jak wyszłam z gabinetu to sobie myślę.. eeee ale że co? że nie robimy IUI, IVF itd. że póki co nie padły takie słowa... A ja tu taka zwarta i gotowa żeby biec do przodu aż padnę.. Ale od początku. Pani Doktor bardzo miła, kompetentna, wizyta przebiegła w luźnej atmosferze, niestety słowo "koronawirus" było odmieniane przez wiele przypadków.. Pani Doktor póki co zleciła sporo badań, część powtarzam, takich jak tsh, wit D, część z nich to u mnie nowość- ureaplasma, chlamydia, do tego: atpo, atg, toxo igg, różyczka igg, igm. 17 ohp, dhea-s, androstendion. Pani Doktor pochwaliła, że Mąż wyniki super i że jest ładnie przebadany - ciekawe czyja to zasługa ;) hihihi i stwierdziła, że suplementacja zbędna. U mnie za to zaleciła melatoninę na noc, mioinozytol, resveratrol. Plan jest taki, że dziś w 4 dc biorę 8 tabletek lametty i próbujemy z taką stymulacją owulacji (byłam i jestem dalej przerażona, bo po 2 tabletkach dziennie byłam już emocjonalnym wrakiem, a co dopiero po takiej dawce???), ale ufamy Pani Doktor i próbujemy. Tak chce zrobić z 3 cykle a później laparoskopia z histeroskopią, chyba że wyjdzie ureaplasma albo chlamydia to wcześniej laparoskopia z histeroskopią. Także czas pokaże który scenariusz się sprawdzi. Ufam ... Będzie dobrze? W końcu kiedyś musi .. Jak nie plan A to plan B albo i nawet C, bo widzę, że w głowie Pani Doktor pomysły się kłębią tylko niech ten koronawirus się skończy!!!

30 marca, 22:32

Moja Pani Doktor to faktycznie anioł! Na drugiej wizycie kiedy juz moj stres opadł to udało mi sie to odkryć!
A po monitoringu - mamy 4 pecherzyki, małe ale dajemy im szanse do piątku kiedy to kolejny monitoring! Poki co mam zadbać o endometrium (5 mm) takze czerwone winko, morele, a na śniadanko jajeczko i awokado. Jak jeszcze cos kojarzycie to podrzućcie pomysły. Mamy plany z Panią Doktor i nie damy sie temu wirusowi!

3 kwietnia, 18:43

U mnie w 19 dc ostatecznie 2 pecherzyki z których cos moze byc- 18,3 i 16,4 . Endometrium ładnie podrasowalam do 10mm, zastrzyk jutro, starania jutro i w poniedziałek! Potem czekanie na betę ... kolejny cykl gdyby sie nie udało to juz na gonatropinach - tak czy siak bedzie dobrze, musi!
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego