X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Per aspera ad astra
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Per aspera ad astra
O mnie: 28-latka starająca się o pierwsze dziecko...Fotografka, bloggerka, miłośniczka skandynawskich wnętrz, dobrych książek.
Czas starania się o dziecko: W sierpniu 2013 odstawiłam tabletki antykoncepcyjne. Od tego czasu nie przeszkadzamy naturze.
Moja historia: W marcu odkryto u mnie dwa mięśniaki, które mogą aczkolwiek nie muszą być powodem niepowodzeń. Mam nakaz starania się o jak najszybszą ciążę. Gdyby tylko to było takie proste...
Moje emocje: Marzenia o dziecku nie przysłaniają mi całego świata, jednak coraz bardziej odczuwam strach przed tym, czy kiedykolwiek zostanę mamą...Najgorsze są dni, gdy wiem, że kolejny raz się nie udało. Każdy nowy cykl jest nową nadzieją na to, że może tym razem się uda.

13 czerwca 2014, 21:28

Nowy cykl, nowe nadzieje. Jeszcze dwa dni temu uroniłam łezkę, gdy temperatura spadła i wiedziałam, że kolejny raz nie się nie udało. Dziś wstąpiły we mnie nowe siły. Pełna optymizmu wkraczam w ten cykl. Lipiec będzie to będzie TEN miesiąc! To MUSI być ten miesiąc.

23 czerwca 2014, 15:15

Tydzień urlopu dobrze mi zrobił. Wypoczęłam, nabrałam sił, naładowałam baterie. Nie wiem skąd u mnie taki dobry humor, ale niech już zostanie! Jakiś wewnętrzny spokój we mnie zagościł. Uznałam, że co ma być to będzie, jeśli się nie uda to przecież nie koniec świata. Poczułam, że jestem szczęśliwa tu i teraz. Mam swoją pasję, mogę się spełniać, a dziecko... Nadal bardzo mocno pragnę ujrzeć w końcu wyczekane II kreski, ale już dawno zauważyłam, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Wszystko ma swój czas i miejsce. Widocznie tak musi być. I czasem coś, co wydaje nam się największą tragedią, obraca się ostatecznie w coś pozytywnego.
Staram się trzymać pozytywnych myśli. Resztę zostawiam w rękach Boga.

24 czerwca 2014, 09:39

Porada
''Najlepiej nie planuj nic. Nie przewiduj tysiąca możliwości. Daruj sobie myślenie, o tym co będzie. Bo wiesz co? Od życia i tak dostaniesz to, czego akurat najmniej się spodziewasz.''

24 czerwca 2014, 11:11

Wczoraj mimo mojego dobrego humoru popłakałam się. Łzy pociekły mi podczas oglądania wiadomości, gdy mówili o skatowanych dzieciach, w ciężkim stanie, pobitych przez konkubenta matki... W głowie mi się to nie mieści. Jak można uderzyć dziecko??!! Co się dzieje na tym świecie? Ci którzy pragną, marzą o dziecku i wszystko by oddali, by móc tulić w ramionach swoje maleństwo, suplementy, diety, tysiące badań i wciąż borykają się z kolejnymi niepowodzeniami, a inni nie dość, że zachodzą w niechcianą ciążę raz za razem, mimo, iż często piją, źle się odżywiają, palą papierosy, potem jeszcze takie dzieciątka biją, mordują... Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można takiemu maleństwu zrobić krzywdę... Co ono zawiniło? :(

Jadę dziś do pracy. Za oknem świeżo skoszona trawa. Jest pięknie.
Uśmiecham się do siebie, bo jestem szczęśliwa. Tu i teraz.
Podnoszę wzrok.
Nade mną leci bocian.

A może to znak?

25 czerwca 2014, 15:37

Moja energia powoli ze mnie ulatuje. Dobry humor wraz z nią...
Z natury nie jestem optymistką. Po chwilowym hurranastroju nie wiele zostało.
Wszystko przez to, że coraz bliżej owulacji, a ja coraz bardziej boję się kolejnej porażki. Więcej we mnie obaw, że znów się rozczaruję niż nadziei, że będzie dobrze. Czemu to wszystko nie może być prostsze? O wiele bardziej lubię początek cyklu, gdy rośnie we mnie nadzieja, że może tym razem dopisze nam szczęście, a Bóg nie pozostanie obojętny na moje modlitwy. Im bliżej kluczowych dni tym mniej we mnie wiary w pozytywne zakończenie i zielony finał.
Muszę przestać o tym myśleć. Może założenie tu pamiętnika nie było dobrym pomysłem? Tylko jeszcze bardziej się nakręcam. Najbardziej bolą słowa bliskich - "musisz przestać o tym myśleć, a zobaczysz, że od razu się uda".
Ale jak mam przestać o tym myśleć? Otaczają mnie kobiety z brzuszkiem. Jak mam przestać myśleć, skoro wśród znajomych powoli tylko my zostajemy bezdzietni. Jak mam nie myśleć, kiedy tak bardzo marzę o tym małym cudzie, o tym by całować małe stópki, poczuć zapach własnego dzieciątka, cieszyć się każdym dniem i każdą nową umiejętnością. Jak mam nie myśleć skoro co chwile ktoś zadaje pytania "A Wy kiedy?"...
Nie wiem kiedy... Wciąż liczę na to, że wkrótce...

26 czerwca 2014, 12:43

Porada
"Nadzieja jest najcenniejszą towarzyszką życia." /J.P. Sartre/

29 czerwca 2014, 12:13

Eh... nie mam już sił. Postanowiłam, że to mój ostatni cykl z termometrem i ovu. Robię przerwę wakacyjną od tego wszystkiego. Nie mam sił na kolejną kłótnie z mężem. Dziś wyglądam jakbym miała mongolskie korzenie - oczy całe zapuchnięte.
Wczoraj - pierwszy raz odkąd odstawiłam antykoncepcję pojawił się u mnie płodny śluz w ilości większej niż jeden mały glutek. Do tej pory raz w miesiącu miałam dosłownie jednorazowo na bieliźnie mały kleks śluzu płodnego, rozciągliwego. Jeden raz dziennie, raz w miesiącu - to wszystko. Tym razem też był jak zwykle, a po jednym dniu przerwy, nagle wczoraj wieczorem ( w dniu przypuszczalnej wg moich obliczeń i objawów owu) dużo, dużo śluzu. Ale niestety mąż był niewspółpracujący - jak co miesiąc zresztą - on jest zmęczony, nie ma sił ani ochoty... bla... bla...bla.
Rozumiem nic na siłę, nie jesteśmy maszyną do robienia dzieci, ale jakoś zawsze, gdy mam ochotę się kochać, on jest zmęczony. Za to kiedy on ma ochotę, ja mam być zawsze chętna? To chyba tak nie działa. Wiem, że życie postawiło nas przed faktem dokonanym i ze względu na moje mięśniaki lekarz nakazał starać się o dziecko, póki jeszcze są takie małe, bo ich przyrost to ok 1 cm na rok. Mąż oczywiście wszytko rozumie, powiedział, że i tak chciał za jakiś czas się starać, a że będzie to kilka miesięcy wcześniej to nic się nie dzieje. Tymczasem mam wrażenie czasem, że może czuje, że nie jest jeszcze gotowy...
Dużo rozmawiamy i wiem, że niepowodzenia bolą go tak samo jak mnie. Myślę, że podświadomie unika porażki, bo godzi to w jego męskość :( Zrobiło mi się strasznie przykro wczoraj... Organizm może wreszcie wszedł na właściwe tory, daje mi jasne znaki, a tu dupa blada :(

Do tego głupi of wyznacza owulację na 14 dc co jest kompletną bzdurą - biorąc pod uwagę wczorajszy zalew śluzu płodnego, otwierającą się szyjkę etc. Dobrze, że siedzę troszkę głębiej w NPR i znam swój organizm na tyle, że mogę przypuszczalnie określić kiedy mniej więcej jest owulacja. Przesuwając owulację, przesunął też na wcześniejszy dzień @ - gdybym nie znała swojego organizmu i zasad npr, pewnie łudziłabym się jak głupia, że okres się spóźnia...a tymczasem on przyjdzie w terminie dokładnie 2 dni po tym, jak wyznaczył go program.
Spisuję ten cykl na straty. Nie wiem nawet czy mierzyć temp.
Za to w lipcu i sierpniu robię sobie przerwę od termometru, of, mierzenia, czytania forum i nakręcania się. Wakacje.
To sprawy na które nie mam wpływu. Tak samo jak na zachowanie mojego męża.
Zajmę się tym, na co mam wpływ. Może poszukam lepszej pracy, zamiast wiecznie trzymać się mojej, bo "tu mam stabilne warunki, umowę o pracę więc w razie jak zajdę w ciążę nie zostanę na lodzie, bla, bla..."
Nie żyję tylko tym, by zajść w ciążę, choć mój wczorajszy płacz pokazał jak bardzo - nawet jeśli tego nie czuję - podświadomie zależy mi na dziecku...

30 czerwca 2014, 10:39

Porada

Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili.
Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.

Koh 3, 1-11

3 lipca 2014, 09:18

Dziś 21 dc
Of przesunął dziś datę owulki na 18 dc.
Wynikałoby z tego, że mój cykl będzie 32 dniowy. No zobaczymy.
Jeśli jednak byłaby to prawda, to szanse w tym cyklu są zerowe. Trudno...
Tracę nadzieję. Patrzę na mój wykres i już wiem, że tym razem znów się nie udało.

10 lipca moja ukochana mama ma urodziny. Tak bardzo marzyłam o tym, by powiedzieć jej, że zostanie babcią. To byłby dla niej najcudowniejszy prezent pod słońcem. Mama od początku mnie wspiera. Wie o mięśniakach i naszych problemach. Często powtarza, że mam odpuścić, nie myśleć, a sama zobaczę, że zaraz będzie brzuszek.
Miałam nadzieję, że dostanie najwspanialszy prezent, że będę mogła pokazać jej test...
Smutek mnie dziś ogarnia.

Edit: w tym cyklu coś lewy jajnik nie daje mi spokoju i ciągle podolewa od czasu do czasu. Dobrze, że 21-go wizyta, niech go ginka podejrzy czy czasem jakaś torbiel się tam nie zadomowiła.

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 09:47

4 lipca 2014, 15:16

22 dc
Ciekawa jestem ile potrwa ten cykl. 32 dni jak przewiduje of, czy standardowo 29 jak wypada z moich wyliczeń. Nie ufam temu programowi.
Od kilku dni okropnie boli mnie gardło. Wszystko przez tę pogodę. Dopiero dziś słoneczko się pokazało. Mniej więcej za tydzień o tej porze wszystko się wyjaśni, albo na kilka dni przed odnotuję spadek - co będzie oznaczało, że @ się zbliża, albo stanie się cud...Cuda się przecież zdarzają. Trzeba dużo wiary, dużo modlitwy...

5 lipca 2014, 10:04

Chora...
No to rozkręciło się na całego :(
Gardło boli nie miłosiernie. Na szczęście nie mam temperatury.
Za to dziś tempka poranna skoczyła po wczorajszym 36,88 do 37! zastanawiam się czy to nie wina choroby.

Boję się przyszłego tygodnia. Boję się, choć spisałam ten cykl na straty, bo owulka była później niż zwykle (wg of), a my kochaliśmy się za wcześnie. Potem znów mąż nie miał ochoty i było spięcie.
Może w kolejnym cyklu się uda bliżej owulki.
Mimo wszystko tli się we mnie nadzieja, jak co miesiąc.
I jak co miesiąc będą łzy rozczarowania.
To czekanie jest najgorsze...

edit:
dzisiejszą wysoką temperaturę sponsoruje choroba. Temp. ciała w ciągu dnia 36,95 - więc poranna też zaburzona.
Walczę z infekcją gardła :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2014, 13:26

6 lipca 2014, 18:49

Walczę z chorobą. Jutro lekarz i skończy się pewnie l4 do końca tygodnia.
Chyba jakaś angina mnie dopadła.
Temperatura ciała w ciągu dnia 37,5, więc poranna pewnie też mocno zaburzona.

7 lipca 2014, 12:39

L4 do piątku.
Całą noc nie spałam, bo myślałam, że oszaleję z bólu. Ucho tym razem.
Dostałam antybiotyk (podobno "bezpieczny" w ciąży, o ile można mówić o bezpieczeństwie przy antybiotyku).
Wezmę skoro lekarka uznała, że bez tego się nie obejdzie. A pewnie i tak nic z tego w tym cyklu.
Wczoraj wieczorem przez chwilę myślałam, że dostanę okres. Poczułam charakterystyczne "bąbelki", jakby szybkie, mini skurcze macicy -nie umiem zupełnie określić tego uczucia- takie same jak na dzień przed okresem. Ale na szczęście cisza.

Jestem dziś nie do życia. Nie mam jak oddychać, bo nos zapchany. Nie mam jak jeść, bo gardło przy każdym przełykaniu boli. Przy kręceniu głową strzela w uszach. A pogoda taka, że chciałoby się pojechać nad wodę, pomoczyć nóżki w górskiej rzece...

8 lipca 2014, 10:30

Dziś 26 dc.
Czuję się lepiej - znaczy, że antybiotyk pomaga.
Ale co gorsze, mąż się zaraził, a chory facet w domu to tragedia. Bo lekko zaboli i on umiera. Ale dzielnie go znoszę :-)
Upał daje się we znaki.
Z niecierpliwością wyczekuję końca tygodnia. Wszystko się okaże. Skłamałabym, gdybym nie powiedziała, że nie tli się we mnie nadzieja. Zawsze się tli. Zawsze liczę po cichu, że Bóg wysłucha mojej prośby.
W zeszłym tygodniu napisała do mnie koleżanka, która tydzień po nas brała ślub, od razu po ślubie zaszli, chyba w 3 cyklu.
Poprosiła czy nie zrobiłabym sesji małej (zajmuję się fotografią).

Uwielbiam sesje maluszkowe! Kocham te maleńkie ciałka, malusieńkie pomarszczone stópki, słodkie usteczka, tyci, tyci piąstki i paluszki z paznokietkami wielkości groszku.
Czasem myślę, że jak urodzę dziecko, to nic tylko będę siedzieć i się w wpatrywać w ten cud (wiem, wiem, naiwna jestem, pewnie będę odsypiać zarwane noce w każdej chwili :p).
Oprócz niemowlęcych uwielbiam jeszcze sesje ciążowe. Kobieta w ciąży wygląda cudnie. Kwitnąco. To niesamowite, ale tak jest. Z czułością patrząca na swój brzuszek... ręcę mężczyzny splecione na brzuszku kobiety. Czy może być piękniejszy obrazek?

9 lipca 2014, 06:14

27 dc
Spadek, który wiadomo co oznacza.
Rozpadam się na miliony kawałków.
Wiedziałam, że się nie uda. Nie piszcie, że póki nie ma @ jest nadzieja.
Nie ma nadziei, bo w kluczowym momencie mąż odmówił współpracy, a poprzednie <3 były zbyt wcześnie.

Mam żal do męża. Ja latam po lekarzach, wstaje świątek piątek o 6:00, żeby zmierzyć temperaturę, łykam garść leków, a on w kluczowym momencie jest ZMĘCZONY i nie ma ochoty :(
I tak to wygląda...

Robię przerwę od of, temperatury, forum i wszystkiego.
Nie mam już siły.

18 lipca 2014, 20:53

https://www.youtube.com/watch?v=tCZUKI8-zKc

Popłakałam się!
Piękne!

23 lipca 2014, 15:01

Dobry tekst!

http://www.nishka.pl/nie-pytaj-mnie-kiedy-bede-matka/

23 lipca 2014, 15:01

Dobry tekst!

http://www.nishka.pl/nie-pytaj-mnie-kiedy-bede-matka/

24 lipca 2014, 12:45

Porada
Postaraj się nie być zbyt niecierpliwa w stosunku do terminu zajścia w ciążę. Według eksperta doktora Raymond Chang z Kliniki leczenia problemów z płodnością (Center for Reproductive Medicine and Infertility) dobrze jest traktować zachodzenie w ciąże jak los wygrany na loterii - ucieszyć się jeśli się zdarzy, ale nie oczekiwać, że od razu na pewno wygrasz.

Gdyby to było takie proste....
No i szkoda, że szansa na wygraną w totka to ponoć 1 do 14 000 000.
Mam nadzieję, że z ciążą pójdzie łatwiej....

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2014, 12:45