X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Po przejściach:(
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Po przejściach:(
O mnie: Mam 33 lata. Dziecko chciałam mieć przed trzydziestką ale nie wyszło. Mam malutką nadzieję, że kiedyś wyjdzie.
Czas starania się o dziecko: 7 lat
Moja historia: Opisałam ją poniżej.
Moje emocje: Dopadają mnie różne emocje: złość, wściekłość, płacz, żal itp..

5 listopada 2015, 18:45

Zaczynam nowy etap życia ale dzisiaj nie mam sił by opisać moje dotychczasowe życie. Było bynajmniej dużo nadziei i wszystko przenikło. Zawsze mówię do innych życie to tylko życie ale ja sama sobie z nim już nie radzę.

6 listopada 2015, 06:25

Powoli zacznę opisywać moje 7 lat życie chodź ciężko to będzie przychodzić. Postaram się choć w lekkim skrócie to zrobi.

6 listopada 2015, 17:32

Powoli zaczęłam się zbierać do opisanie mojej historii. Miałam nigdy nie opowiadać o sobie po jakich przejściach jestem ale jednak zdecydowałam się choć tu opisać co musiałam i nadal przechodzę. Mam nadzieję, że chociaż w taki sposób sama się podniosę na duchu i znajdę siły do dalszej walki.

Moja historia o walkę o małe maleństwo zaczęła się troszkę przed ślubem. Już z przyszły mężem zaczęliśmy powoli starać się o maleństwo. No jako panna młoda poszłam do Ołtarza nie z brzuchem. Po ślubie mijały tygodnie miesiące. W końcu zdecydowałam się iść do swojego ginekologa przepadał mnie i stwierdził, że wszystko jest w porządku (badania rutynowe: cytologia, czy nie mam nadżerek itp.). Minęło następne kilka miesięcy i nic więc poszłam znowu i zaczęliśmy już monitoring jak się zachowują pęcherzyki czy rosną. Wszystko grało.
Do tego wszystkiego dostała leki: clostilbegyt, luteinę,plivafemf, clotrimazolum. Do tego mąż dostał też clostilbegyt. Tak oby dwoje braliśmy leki prze następne miesiące około roku.
Po wszystkich braniach tych leków mój lekarz stwierdził, że Zrobimy zabieg jak wyglądają moje jajniki i prawy lekko szwankował ale jak to stwierdził naprawił go. Wspomnę, że lekarza mam wspaniałego uczuciowego zna się na rzeczy i mówił zawsze konkretami jak nie mógł nam pomóż to od razu szukał innego rozwiązania doceniam go za to bardzo, dziękowałam mu, że zawsze pomagał widział jak chcemy mieć dziecko a nie możemy. W końcu po zabiegu, lekach nie było znowu żadnego efektu i już ręce załamał ręce lekarz widziałam w jego oczach łzy jak mi mówił, że nie jest w stanie nam już pomóż i zaproponował byśmy się udali na inseminacje. Więc zaczęłam szukać szpitala gdzie inseminacja jest na NFZ znalazłam jak najbliżej domu w Bytomiu. Ja mieszkam w Częstochowie. Mieliśmy trochę kilometrów ale nie tak dużo pojechaliśmy zarejestrowaliśmy się i zaczęliśmy procedurę do inseminacji. Nie braliśmy żadnych leków tylko na moim cyklu próbowaliśmy i tym sposobem jeździliśmy sześć razy za każdym razem nic. Za ostatnim razem się podłamałam poszłam do swojego lekarza opowiedziałam mu co i jak stwierdził, że jak chcemy i pozwala nam nasze sumienie to byśmy spróbowali in vitro. Jeszcze wspomnę o inseminacji lekarz się nie przykładał do tego, ludzi zawsze multum a żadnych wyników, zawsze widziałam te same twarze. Zaczęło być to dominujące, że się nic nie dziej. Gdy wyszłam od swojego lekarza cały czas miałam myśli in vitro in vitro tak cały czas moje myśli. Przyszłam do domu opowiedziałam mężowi co powiedział lekarz wysłuchał i skończyliśmy rozmowę nie rozmawialiśmy już cały dzień o tym. Na następny dzień po pracy siedliśmy razem i jak by razem powiedzieliśmy spróbujemy.
Zaczęłam szukać kliniki. W tym samym czasie in vitro miało być z Ministerstwa wiec stwierdziłam czemu nie skorzystać. Znalazłam klinikę w Katowicach. Pojechaliśmy zarejestrowaliśmy się. Czekaliśmy około 1,5 miesiąca czy nas zakwalifikują. Udało się zakwalifikowali. Byłam szczęśliwa mówiłam będzie nowa nadzieja i tak z nią żyłam. Dotrwaliśmy zaczęły się różnego rodzaje badań matko jak dużo tak sobie powiedziałam. Przeszliśmy te wszystkie badania zdrowi oprócz jednej bakterii (chlamydia) którą miałam ale dostałam leki i po dwóch miesiącach ani śladu po bakterii. Zaczęliśmy stymulację.

7 listopada 2015, 11:03

Nasza stymulacji była na krótkim protokole. Miałam 13 jajeczek. Byliśmy szczęśliwy zapłodniły się tylko 5. Mieliśmy jechać na transfer naszykowaliśmy się do wyjazdu a tu dzwonią z kliniki że ani jeden nie dotrwał do blastocysty szok, płacz...... . Nie było żadnych mrożaczków. Przeboleliśmy to wszystko i zdecydowaliśmy na następną stymulacje ta sama historia 13 jajeczek. Zapłodniło się 6. Tym razem miałam transfer ale nie blastocysty tylko 3 dniowe. Po dwóch tygodniach rozczarowanie nie udało się i znowu płacz. Między czasie zgadałam się z moim lekarzem ogólnym i polecił mi inną klinikę. Nie powiem ale był zaangażowany i jest do tej pory wszystko co się dzieje u mnie to wszystko wie trzyma kciuki. Więc zdecydowaliśmy się przepisać do tej kliniki co nam polecił. Udało się przepisanie też w Katowicach. Dostałam się za rekomendacja do wspaniałego lekarza. |Popatrzył co już zrobiliśmy a czego nie i decyzja że mam zrobić histeroskopie. Więc zrobiła oczywiście ta operacja była odpłatna. Wszystko wyszło ok. Więc poszliśmy do lekarza i pytam się jak wszystkie badania moje i męża oraz operacje które przeszłam są książkowe to czemu się nie udaje. W tedy usłyszałam odpowiedź, że jest 1% gdzie oni nie wiedzą dla czego tak się dzieje, że osoby są zdrowe a dziecka nie ma. Pomyślałam no to ładnie jesteśmy w beznadziejnej sytuacji ale co tam zobaczymy. Zaczęliśmy ostatnią stymulację lekarz powiedział, że będzie długi protokół ok przeszłam tą stymulację. Było bodajże 10 jajeczek z tego zapłodniło się 6 dwa mi podali w 3 dniu. Z reszty udało się przeżyć do blastocysty dwójce byłam w szoku tu się coś działo byłam szczęśliwa mam dwa mrożaczki a w tamtej klinice nic się nie działo. Po dwóch tygodniach wynik pozytywny byłam szczęśliwa czułam że maluszek tam jest po prostu to wiedziałam a tu masz pech za dwa dni krew mówię o ranu NIE i poleciało. Znowu płacz, smutek dochodziłam długo do siebie aż w końcu mąż mówi idziemy po nasze mrożaczki. Podali mi nasze mrożaczki ale tu czułam wewnętrznie, że nic z tego nie będzie ale też miałam nadzieję, że moje odczucia będą fałszywe. Za dwa tygodnie idąc na bete hcg wiedziałam nie udało się potwierdziło się nie udało się. Oczywiście załamka całkowita. Poszliśmy do lekarza kazał nam odpocząć i przyjść za kilka miesięcy bo mąż powiedział, że będzie jeszcze próbować i wie, ze tu się coś działo zaufał lekarzowi widziałam to a u niego to ciężko by zaufać lekarzowi. Rozmawia z lekarze, że zdobędzie kasę i tu się zgłosi. Pan doktor powiedział nam byśmy poczekali do stycznia bo może się coś zmieni jeszcze z in vitro. Więc czekamy. Było widać, że przeją się i chciałby byśmy byli szczęśliwi.

Od i to cała moja historia w skrócie.

Zdecydowałam, że będę żyć oddychać a może jeszcze kiedyś do mnie szczęście zapuka. Tak teraz żyję z dnia na dzień. Uśmiecham się ale nikt nie wie co ja cały czas do tej pory przechodzę po nocach płaczę w ukryciu by nikt nie widział płaczę i pytam ciągle czemu ja dlaczego ja. Tak mijają dni.

13 listopada 2015, 12:15

W końcu zdecydowałam się coś napisać. Nie mam sił na nic. Wczoraj byłam u siebie na ogrodzie tak chodziłam i usłyszałam głos lecącego ptaka tak straszliwie krzykliwy, że nie dało się spojrzeć w górę a tu patrzę nad moim domem na de mną leci bocian, no myślę sobie ale jaja nie raz widziałam bociana ale nigdy nie leciał nad naszym domem. Ha ciekawe ale nic się nie dzieje więc jak na razie z bociana nici bo temperatura mi skacze jak szalona. Fakt zmieniłam termometr może i przez to ale co tam zobaczymy. Powolutku muszę przyzwyczajać się do myśli, że mogę nie być mamą. Najgorsze to, że zaczynam się przyzwyczajać do tego odpuściłam sobie wszystko oprócz mierzenia temperatury nigdy tego nie robiłam a może tu jest jakiś problem. Bynajmniej wszystko teraz na luzie co ma być to będzie. Życie samo życie więc żyję oddycham, jem, śpię i tak żyję.

13 maja 2016, 09:58

Ciąża rozpoczęta 6 listopada 2015
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii