Pamiętniki Po usunięciu jajowodów, czwarty transfer nieudany
Dodaj do ulubionych
1 2 3

3 maja, 22:09

Jutro mój pierwszy dzień w nowej pracy, trochę się stresuję, mam nadzieję, że ludzie, których spotkam będą dla mnie mili bo po tym wszystkim co ostatnio przeszłam nie potrzebuję dodatkowy stresów i problemów. Tak sobie myślę, że gdyby transfer się udał, byłabym w ciąży, nowa praca i ciąża to zdecydowanie za dużo. Jeśli mogę wam coś doradzić - nie planujcie życie pod ciąże, niestety w naszym przypadku nie da się tego zaplanować, nie możemy pozwolić żeby życie przeszło nam przez palce.

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja, 22:13

10 maja, 16:29

Pierwszy tydzień w nowej pracy mam już za sobą. Zmiana zdecydowanie na lepsze, nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca ale myślę, że to była dobra decyzja. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili :) Nie sądziłam, że ta praca da mi takiego kopa i taki zastrzyk pozytywnej energii, jestem wdzięczna za to :) w czwartek biopsja endo- nie sądzę, żeby coś wniosła, ale skoro lekarz chce to robimy. Wczoraj przyszedł rachunek za ostatni transfer- zdecydowanie najdroższy transfer jak do tej pory. Jeszcze tylko ta biopsja i pora odpocząć finansowo od tego wszystkiego.

21 maja, 16:01

Wczoraj rano odczytałam wiadomość "Straciłam dziś swojego synka. Wszyscy walczyli, ale się nie udało" wiadomość wysłana ok 3 w nocy. Rok temu na początku mojej drogi z in vitro poznałam tutaj na forum cudowną osobę, dużo rozmawiałyśmy z czasem praktycznie codziennie. M. ma za sobą bardzo trudną drogę. 6 inseminacji, 2 procedury in vitro. Druga okazała się być "szczęśliwą". Od początku ciąży komplikacje, częste plamienia/krwawienia, stres o maluszka. M. musiała dużo leżeć, odpoczywać przez to nasz kontakt się trochę ograniczył. Chyba żadna z nas nie przypuszczała, że ta upragniona, wywalczona, wybłagana ciąża tak się skończy. Byłam przekonana, że M. będzie cudowną mamą, tak bardzo pragnęła tego dziecka. Wielokrotnie się za nią modliłam, wiem, że ona za mnie również. Jak tylko przeczytałam tą wiadomość to się rozpłakałam. Nawet nie byłam w stanie powiedzieć mężowi co się stało. Od razu odpisałam,- że to niemożliwe... Przyszła kolejna wiadomość: Dostałam krwotoku i skurczy, odeszły mi wody i urodziłam...
Dziś M. pochowała swojego nienarodzonego synka :( Nie potrafię zrozumieć dlaczego ją to spotkało, dlaczego kogokolwiek to spotyka, jak to jest rodzić w bólu dziecko, które nie ma szansy przeżyć, pochować małą, upragnioną istotkę, która tak naprawdę nigdy się nie narodziła...
Boże gdzie jesteś?

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja, 16:04

26 czerwca, 21:12

Dwa miesiące w nowej pracy. Na początku udało mi się odwrócić moją uwagę, skupić na czymś innym, nie myśleć tylko o jednym. W pracy wielokrotnie ktoś pytał czy mam dzieci, czy nie chce mieć dzieci. Nawet raz odpowiedziałam, że nie mam "pociągu do dzieci", że nie czuję tego czegoś, że chciałabym je mieć. Z drugiej strony boję się, że ktoś mógłby odkryć moją "tajemnicę". Boję się, że nam się nigdy nie uda. Nie wiem jak mam z tym żyć. W weekend teściowa poinformowała mnie o ciąży znajomej naszej rodziny. Jeszcze nie dawno powiedziała do mnie, że jeśli in vitro nie będzie się udawało to powinniśmy odpuścić, a teraz z taką lekkością przyszło jej poinformowanie mnie o ciąży znajomej.
Mam zostać chrzestną bratana. Ciągle zostaje zasypywana zdjęciami cudzych dzieci, na tą chwilę to dla mnie za wiele, rozsypałam się dzisiaj na kawałki :(

27 czerwca, 20:29

Rano obudziłam się z opuchniętymi oczami, już nawet zastanawiałam się jak to uzasadnię w pracy jeśli ktoś zapyta- alergia? Topie smutki w lampce czerwonego wina... Zastanawiam się jak pogodzę kolejną procedurę z nową pracą. Postanowiliśmy, że zrobimy 4 miesiące przerwy, coraz trudniej przychodzi mi to czekanie. Ta bezpłodność wypala mnie od środka, gdybym tylko wiedziała czy to się kiedyś skończy.
Biopsja wykazała zwiększoną ilość komórek nk w endometrium, będę musiała przyjmować kroplówki z intralipidu co prawdopodobnie wiążę się z częstszymi wizytami w klinice, jednak nie wierzę, że to jest przyczyną. Przed nami 5 transfer, nie sądziłam, że zajdziemy tak daleko...

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca, 20:34

19 lipca, 22:01

Tylko mój mąż wie jak ciężki jest "krzyż niepłodności", często niesiemy go razem, pomaga mi się podnieść gdy upadam.

Niechętnie spotykam szczęśliwe rodzinki z małymi dziećmi a zwłaszcza ciężarne, niestety nie zawsze da się tego uniknąć. Urodziny bratanka ze strony męża (model 2+2), mnóstwo znajomych - wszyscy z dziećmi, dwie ciężarne, w tym jedna znajoma - wypada pogratulować, zapytać jak się czuję a przy tym uśmiechać, okazać zainteresowanie no i najważniejsze za nic w świecie nie dać po sobie poznać żalu jaki w tym momencie przepełnia moje serce. Impreza była zaplanowana, staram się na kilka dni wcześniej przygotować psychicznie, znów będę musiała założyć "moją maskę". Jedziemy do teściów, w drodze dostaję okres, strasznie boli mnie brzuch, biorę dwie nospy, nie pomagają. Okazuje się że ciężarna znajoma zaprasza wszystkich na grila, (szwagier z rodziną już tam jest), ja od razu mówię, że ja nie idę bo źle się czuję (dziś nie dam rady na odgrywanie szopki). Siedzimy sami w domu teściów, biorę ibuprom max- ból znika. Wieczorem wraca szwagier z rodziną (nie widzieliśmy się 7 miesięcy) przywitałam się i udaje ogromne zainteresowanie serialem, który oglądałam zanim przyszli, nie potrawie spojrzeć na jego dzieci ... Są dni kiedy jestem silna ale są też takie jak ten - kiedy nie potrafię zapanować nad tym co czuję. W drodze powrotnej opowiedziałam mężowi o swoich uczuciach, że takie spotkania są dla mnie czasem bardzo trudne to trochę jak samookaleczanie - po prostu muszę wytrzymać i nie dać po sobie poznać, co czuję. Zawsze w takich sytuacjach spotykam się z bolesną krytyką ze strony męża, on tego nie rozumie, uważa, że nie mogę zabronić innym mieć dzieci TYLKO dlatego, że ja ich mieć nie mogę. Wiem, że to złe co czuję, ale czasem to uczucie jest silniejsze ode mnie ... I to właśnie jeden z takich dni kiedy zostaje sama z moją niepłodnością, wtedy większa część tego krzyża spoczywa na moich barkach...

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca, 22:09

2 sierpnia, 13:01

3 tygodnie temu odebraliśmy klucze do naszego domu. Do tej pory mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu z balkonem. Posiadanie dużego domu z ogrodem to dla mnie zupełna nowość. Remont i planowanie jak go urządzimy pochłonął nas do reszty. W tym domu dziecko mogłoby mieć swój pokój, nawet już go wybrałam, jasny z dużą ilością światła i wyjściem na taras. Czasem w trakcie prac remontowych ogarnia mnie smutek, że jesteśmy z mężem tylko we dwójkę, spokojnie mogłyby mieszkać w nim cztery osoby... Gdyby nie ten remont to podeszłabym w następnym cyklu do kolejnej procedury. Poczekam aż się przeprowadzimy i we wrześniu spróbujemy ponownie, po raz piąty ... Mam nadzieje, że w tym pokoiku niedługo ktoś zamieszka...
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.