Pamiętniki Po usunięciu jajowodów, piąty transfer nieudany, ile jeszcze
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

3 maja 2020, 22:09

Jutro mój pierwszy dzień w nowej pracy, trochę się stresuję, mam nadzieję, że ludzie, których spotkam będą dla mnie mili bo po tym wszystkim co ostatnio przeszłam nie potrzebuję dodatkowy stresów i problemów. Tak sobie myślę, że gdyby transfer się udał, byłabym w ciąży, nowa praca i ciąża to zdecydowanie za dużo. Jeśli mogę wam coś doradzić - nie planujcie życie pod ciąże, niestety w naszym przypadku nie da się tego zaplanować, nie możemy pozwolić żeby życie przeszło nam przez palce.

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja 2020, 22:13

10 maja 2020, 16:29

Pierwszy tydzień w nowej pracy mam już za sobą. Zmiana zdecydowanie na lepsze, nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca ale myślę, że to była dobra decyzja. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili :) Nie sądziłam, że ta praca da mi takiego kopa i taki zastrzyk pozytywnej energii, jestem wdzięczna za to :) w czwartek biopsja endo- nie sądzę, żeby coś wniosła, ale skoro lekarz chce to robimy. Wczoraj przyszedł rachunek za ostatni transfer- zdecydowanie najdroższy transfer jak do tej pory. Jeszcze tylko ta biopsja i pora odpocząć finansowo od tego wszystkiego.

21 maja 2020, 16:01

Wczoraj rano odczytałam wiadomość "Straciłam dziś swojego synka. Wszyscy walczyli, ale się nie udało" wiadomość wysłana ok 3 w nocy. Rok temu na początku mojej drogi z in vitro poznałam tutaj na forum cudowną osobę, dużo rozmawiałyśmy z czasem praktycznie codziennie. M. ma za sobą bardzo trudną drogę. 6 inseminacji, 2 procedury in vitro. Druga okazała się być "szczęśliwą". Od początku ciąży komplikacje, częste plamienia/krwawienia, stres o maluszka. M. musiała dużo leżeć, odpoczywać przez to nasz kontakt się trochę ograniczył. Chyba żadna z nas nie przypuszczała, że ta upragniona, wywalczona, wybłagana ciąża tak się skończy. Byłam przekonana, że M. będzie cudowną mamą, tak bardzo pragnęła tego dziecka. Wielokrotnie się za nią modliłam, wiem, że ona za mnie również. Jak tylko przeczytałam tą wiadomość to się rozpłakałam. Nawet nie byłam w stanie powiedzieć mężowi co się stało. Od razu odpisałam,- że to niemożliwe... Przyszła kolejna wiadomość: Dostałam krwotoku i skurczy, odeszły mi wody i urodziłam...
Dziś M. pochowała swojego nienarodzonego synka :( Nie potrafię zrozumieć dlaczego ją to spotkało, dlaczego kogokolwiek to spotyka, jak to jest rodzić w bólu dziecko, które nie ma szansy przeżyć, pochować małą, upragnioną istotkę, która tak naprawdę nigdy się nie narodziła...
Boże gdzie jesteś?

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2020, 16:04

26 czerwca 2020, 21:12

Dwa miesiące w nowej pracy. Na początku udało mi się odwrócić moją uwagę, skupić na czymś innym, nie myśleć tylko o jednym. W pracy wielokrotnie ktoś pytał czy mam dzieci, czy nie chce mieć dzieci. Nawet raz odpowiedziałam, że nie mam "pociągu do dzieci", że nie czuję tego czegoś, że chciałabym je mieć. Z drugiej strony boję się, że ktoś mógłby odkryć moją "tajemnicę". Boję się, że nam się nigdy nie uda. Nie wiem jak mam z tym żyć. W weekend teściowa poinformowała mnie o ciąży znajomej naszej rodziny. Jeszcze nie dawno powiedziała do mnie, że jeśli in vitro nie będzie się udawało to powinniśmy odpuścić, a teraz z taką lekkością przyszło jej poinformowanie mnie o ciąży znajomej.
Mam zostać chrzestną bratana. Ciągle zostaje zasypywana zdjęciami cudzych dzieci, na tą chwilę to dla mnie za wiele, rozsypałam się dzisiaj na kawałki :(

27 czerwca 2020, 20:29

Rano obudziłam się z opuchniętymi oczami, już nawet zastanawiałam się jak to uzasadnię w pracy jeśli ktoś zapyta- alergia? Topie smutki w lampce czerwonego wina... Zastanawiam się jak pogodzę kolejną procedurę z nową pracą. Postanowiliśmy, że zrobimy 4 miesiące przerwy, coraz trudniej przychodzi mi to czekanie. Ta bezpłodność wypala mnie od środka, gdybym tylko wiedziała czy to się kiedyś skończy.
Biopsja wykazała zwiększoną ilość komórek nk w endometrium, będę musiała przyjmować kroplówki z intralipidu co prawdopodobnie wiążę się z częstszymi wizytami w klinice, jednak nie wierzę, że to jest przyczyną. Przed nami 5 transfer, nie sądziłam, że zajdziemy tak daleko...

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2020, 20:34

19 lipca 2020, 22:01

Tylko mój mąż wie jak ciężki jest "krzyż niepłodności", często niesiemy go razem, pomaga mi się podnieść gdy upadam.

Niechętnie spotykam szczęśliwe rodzinki z małymi dziećmi a zwłaszcza ciężarne, niestety nie zawsze da się tego uniknąć. Urodziny bratanka ze strony męża (model 2+2), mnóstwo znajomych - wszyscy z dziećmi, dwie ciężarne, w tym jedna znajoma - wypada pogratulować, zapytać jak się czuję a przy tym uśmiechać, okazać zainteresowanie no i najważniejsze za nic w świecie nie dać po sobie poznać żalu jaki w tym momencie przepełnia moje serce. Impreza była zaplanowana, staram się na kilka dni wcześniej przygotować psychicznie, znów będę musiała założyć "moją maskę". Jedziemy do teściów, w drodze dostaję okres, strasznie boli mnie brzuch, biorę dwie nospy, nie pomagają. Okazuje się że ciężarna znajoma zaprasza wszystkich na grila, (szwagier z rodziną już tam jest), ja od razu mówię, że ja nie idę bo źle się czuję (dziś nie dam rady na odgrywanie szopki). Siedzimy sami w domu teściów, biorę ibuprom max- ból znika. Wieczorem wraca szwagier z rodziną (nie widzieliśmy się 7 miesięcy) przywitałam się i udaje ogromne zainteresowanie serialem, który oglądałam zanim przyszli, nie potrawie spojrzeć na jego dzieci ... Są dni kiedy jestem silna ale są też takie jak ten - kiedy nie potrafię zapanować nad tym co czuję. W drodze powrotnej opowiedziałam mężowi o swoich uczuciach, że takie spotkania są dla mnie czasem bardzo trudne to trochę jak samookaleczanie - po prostu muszę wytrzymać i nie dać po sobie poznać, co czuję. Zawsze w takich sytuacjach spotykam się z bolesną krytyką ze strony męża, on tego nie rozumie, uważa, że nie mogę zabronić innym mieć dzieci TYLKO dlatego, że ja ich mieć nie mogę. Wiem, że to złe co czuję, ale czasem to uczucie jest silniejsze ode mnie ... I to właśnie jeden z takich dni kiedy zostaje sama z moją niepłodnością, wtedy większa część tego krzyża spoczywa na moich barkach...

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2020, 22:09

2 sierpnia 2020, 13:01

3 tygodnie temu odebraliśmy klucze do naszego domu. Do tej pory mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu z balkonem. Posiadanie dużego domu z ogrodem to dla mnie zupełna nowość. Remont i planowanie jak go urządzimy pochłonął nas do reszty. W tym domu dziecko mogłoby mieć swój pokój, nawet już go wybrałam, jasny z dużą ilością światła i wyjściem na taras. Czasem w trakcie prac remontowych ogarnia mnie smutek, że jesteśmy z mężem tylko we dwójkę, spokojnie mogłyby mieszkać w nim cztery osoby... Gdyby nie ten remont to podeszłabym w następnym cyklu do kolejnej procedury. Poczekam aż się przeprowadzimy i we wrześniu spróbujemy ponownie, po raz piąty ... Mam nadzieje, że w tym pokoiku niedługo ktoś zamieszka...

12 sierpnia 2020, 21:24

To czekanie mnie wypala, tak BARDZO chciałabym zacząć kolejną stymulację... Wciąż jestem na okresie próbnym - brak wolnego na wizyty, udało mi się uzbierać trochę nadgodziny niestety urlop za nadgodziny potrzebuję na chrzest na który jedziemy do Polski - mam być matką chrzestną :( za jakiś miesiąc będziemy się przeprowadzać, do końca września musimy opuścić mieszkanie w którym obecnie mieszkamy, dom jeszcze do tego czasu nie będzie gotowy - mąż już zapowiedział, że będziemy musieli mieszkać "na budowie".
Wczoraj kolega z pracy w "żartobliwy" dla niego sposób zapytała czy nie jestem w ciąży, odpowiedziałam że słyszę to pytanie nieustannie odkąd jestem mężatką po czym koleżanka zapytała w dość nie miły sposób ile mam lat chcąc mi w ten sposób powiedzieć "w tym wieku nie masz jeszcze dzieci" powiedziałam, że w tym kontekście nie odpowiem na to pytanie. Czy tak trudno się domyślić, że nie wszyscy mogą lub chcą mieć dzieci. W pracy nie dałam nic po sobie poznać ale już w aucie polały się łzy :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 sierpnia 2020, 22:16

16 sierpnia 2020, 22:09

Pragnienie zostania mamą z dnia na dzień staje się coraz większe, tak bardzo, bardzo chce już wrócić do starań...Dziś 1 dc z kolejnym cyklem zaczynam stymulację nie obchodzi mnie, że remont, że przeprowadzka to uczucie jest coraz silniejsze :(

3 września 2020, 20:02

W sobotę odbył się chrzest małego S. , mojego pierwszego chrześniaka. Boże dziękuję Ci za siłę jaką mi dałeś, że nie czułam bólu trzymając tego słodziaka na rękach. Świadomość tego, że niedługo wracamy do starań czyni mnie na pewno silniejszą. Byłam dziś na wizycie w klinice za jakieś 10 dni miałam zacząć stymulację .... i co się okazało - torbiel na jajniku :(:(:(
jeśli nie zniknie z okresem to po stymulacji, boje się, że ta torbiel (40mm) uszkodzi mi jajnik. Nie mam jajowodów, nie mogę stracić jajnika :(

13 września 2020, 13:06

torbiel nie zniknęła, leki wykupione, stymulacja zawieszona:( za miesiąc kolejna kontrola... dlaczego mnie to spotyka :(

11 października 2020, 14:15

Kolejny cykl, kolejna wizyta w celu sprawdzenia czy torbiel zniknęła. Ze względu na przeprowadzkę musiałam poszukać nowego ginekologa. Obdzwoniłam kilka przychodni, sporo powiedziało, że nie przyjmują nowych pacjentów, bardzo się ucieszyłam kiedy w końcu udało mi się znaleźć lekarza, który mnie przyjął. Pani dr powiedział, że nie widzi żadnej cysty co mnie ogromnie uradowało, po czym ją znalazła ... schowała się za jelitem, zmniejszyła swoją wielkość o połowę, mimio wszystko klinika nie wyraża zgody na rozpoczęcie stymulacji, kolejny już raz wychodziłam od ginekologa płacząc ...Czekamy jeszcze miesiąc ...

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2020, 14:16

8 listopada 2020, 18:53

Jestem w dość słabym stanie psychicznym, powoli myślę o tym że potrzebuje pomocy psychologa, myślę, że NIKT nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo to w mnie siedzi, nawet mój mąż mimo, że to on wie najwięcej.
Kolejny cykl, kolejna wizyta u gina żeby sprawdzić czy torbiel zniknęła i mogę w końcu zacząć stymulacje. Zmniejszyła się ale nie zniknęła - to było jak cios prosto w twarz. Moja ginekolog powiedziała, że nie rozumie dlaczego klinka nie dała mi żadnych leków na zasuszenie torbieli. Zapytała czy czuję, się tam "zaopiekowana"? Wybuchnęłam płaczem, płakałam całą drogę w tramwaju a łzy płynęły mi do maski. Byłam zła na siebie, że nie potrafię kontrolować emocji przed obcymi. Zadzwoniłam do kliniki i powiedziałam, że chce rozmawiać z moim lekarzem. Pani dr oddzwoniła i powiedziała, że możemy zacząć stymulacje ale jeśli torbiel urośnie trzeba będzie ja przerwać, boje się, że tak będzie :( ostatnio dzieją się same złe rzeczy...

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2020, 20:51

17 listopada 2020, 19:41

Stymulacja nie została przerwana mimo, że torbiel trochę urosła. Tym razem klinika tańczy jak ja zagram. Chciałam stymulacji to mam. Mimo, iż tym razem zmniejszyliśmy dawkę gonalu (gdyż poprzednim razem miałam lekką hiperkę) wyprodukowałam masę jajeczek, na ostatniej kontroli pani dr naliczyła 23. Z góry zaznaczyłam, że chce mieć świeży transfer gdyż jak do tej pory nigdy takiego nie miałam. Postanowiliśmy z mężem, że chcemy transferować dwie blastocysty, pani dr odradzała, ale my postanowiliśmy na swoim. Obym nie wylądowała w szpitalu przez tą swoją zawziętość. Jutro punkcja, generalnie nie boję się narkozy i żadnych operacji ale ilość jajeczek jest ogromna i to może spowodować komplikację. Muszę mieć świeży transfer. Myślę, że wtedy kropki będą miały większą szanse się zagnieździć. Dwie godziny przed punkcją kroplówka z intralipidu - w niej pokładam iskierkę nadziej i zastrzyki z granocytów - mają obniżyć komórki nk. Ciekawe jak to wszystko się skończy...

19 listopada 2020, 13:53

Wczoraj odbyła się punkcja. Na dwie godziny przed dostałam kroplówkę z intralipidu. Pobrano 25 komórek, z czego 14 było dojrzałych, 10 się zapłodniło, 6 zamrożono a 4 walczą o przetrwanie aby do poniedziałku stać się blastocystą. W poniedziałek o 12.10 transfer - chcieliśmy transferować dwie blastocysty, myślałam, że 5 będą dalej kultywować żeby otrzymać dwie blastki. Nie wiem czy z 4 udać 2 przetrwać. Jestem trochę obolała, ale to nie ważne, zniosę wszystko... Jutro znowu musimy jechać do kliniki żeby zbadać krew, lekarze trochę się obawiają hiperki. Fajny urlop, co drugi dzień pół dnia spędzamy w klinice po czym mąż musi czekać na zewnątrz jakby go to nie dotyczyło, szkoda.

Dziś bratowa wysyła mi artykuł "Pyłek pszczeli pomaga zajść w ciąże", jak ma mi pomóc pyłek pszczeli skoro ja nie mam kur.. jajowodów. Tym razem prawie nikomu nie mówiliśmy o kolejnej próbie, nawet rodzina tego nie rozumie... Teściowa uważa, że takie młode małżeństwo jak my nie powinno tyle czasu spędzać w klinikach leczenia niepłodności a szwagier, że nieudany transfer to przecież nic strasznego...

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2020, 13:58

22 listopada 2020, 20:24

Jutro po raz piąty odbieramy nasze kropki, mam nadzieję, że udało się osiągnąć dwie blastocysty. Rano mam sobie wstrzyknąć "Granozyte" które mają za zadanie zredukować komórki nk, to już drugi zastrzyk w tym cyklu, a to cholerstwo jest dość drogie ponad 100 euro za sztukę. Jeśli tym razem się nie uda to ja już nie wiem co moglibyśmy jeszcze zrobić, zrobiliśmy już chyba wszytko co klinika w tym zakresie ma do zaoferowania.

23 listopada 2020, 20:29

Mamy dwie blastusie na pokładzie, nawet całkiem ładne. O klasyfikacji niewiele się tutaj mówi, na pytanie o jakość blastek pani embriolog powiedziała, że jedna jest "voll" a druga" expandiert" co w klasyfikaji oznacza 3 i 4. Przed transferem wstrzyknęłam sobie jeszcze "Gronozyte" a jutro Tryptofem, który ma pomóc w zagnieżdżeniu. Jutro decydujący dzień - walka o przetrwanie. Z dniem dzisiejszym kończy się mój urlop. Jestem strasznie senna, jak zawsze po progu i na dodatek MĘCZĄ mnie mdłości. Pierwszy raz miałam tak, że jeden kropek nie opuścił tej rurki, którą się wsuwa do macicy, w której znajdują się embriony i trzeba było zaczynać wszystko od nowa... Pomyślałam sobie wtedy, że jest uparty jak tata hihi. Dwa miesiące temu wprowadziliśmy się do nowego domu, remont nadal trwa, dziś malarz szlifował pokój który byłby pokojem dla bejbików, taki mały zbieg okoliczności :D

24 listopada 2020, 17:41

Czy któraś z was miała może hiperkę i wie jak ona się objawia? Mam brzuch jak balon, noszę spodnie o dwa rozmiary większe ale to jeszcze nie problem. Od jakiejś godziny męczą mnie duszności i to mnie trochę martwi, od czasu do czasu zaboli mnie brzuch dość mocno ale nie trwa to długo, szybko przechodzi, wczoraj miałam mdłości- dzisiaj brak.

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2020, 20:01

25 listopada 2020, 07:02

Po godz przeszly mi dusznosci, ale czuje jakbym miala eksplodowac mam tak wielki brzuch, rano zmierzylam obwod 90cm! A dodam ze jestem osoba szczupla, nie wiem jak mam maskowac w pracy taki balon eh. Dziewczyny dzieki za rady.

26 listopada 2020, 08:52

Brzuch sie troche zmniejszyl, hiperka odpuszcza a mnie ogarnia czarana rozpacz, ze pewnie znowu sie nie udalo moja glowa nawet nie dopuszcza do siebie tej mysli, ze mogloby sie udac. Nie chce znowu tego przechodzic...
1 2 3 4
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego