Jestem tu nowa, a to mój pierwszy cykl. Postanowiłam rozpocząć pamiętnik, by mieć wgląd w to, co działo się wcześniej podczas kolejnych prób starania się o dziecko. Na początku stycznia podjęliśmy z narzeczonym decyzję, że najwyższa pora, aby przekazać geny dalej. Nie mogą się przecież zmarnować
Nie mam jakiegoś wielkiego ciśnienia, ale biorąc pod uwagę naszą różnicę wieku (ja w tym roku skończę 26, on - 33) oraz fakt, że starania mogą zająć trochę czasu (1,2, 12 lub więcej cykli) uznałam, że nie ma powodu, by dłużej zwlekać. Ze względu na niego.Ten cykl, jak i parę pozostałych rozpoczynamy metodą "naturalną", posiłkując się jedynie wyglądem śluzu, temperaturą oraz testami owulacyjnymi. Z tym ostatnim nieco się spóźniłam, ale w dniu jego wykonania (18.01) był pozytywny. Prawie cały zeszły tydzień i początek tego uważam zatem za bardzo udany. Chłop jurny, więc podołał, choć teraz patrzy na mnie z lekką obawą, gdy kładziemy się spać

Z poowulacyjnych/przedokresowych objawów dwie najważniejsze rzeczy:
- ból podbrzusza, jak na okres, choć do terminu @ zostało ok. dwóch tygodni. Zwłaszcza lewy jajnik. Jest tak wyczuwalny, że boję się, że to znów moje nerki. Nie wspominam szczególnie szczęśliwie tego okresu...
- kłucie z boku piersi, po lewej stronie. Nie pamiętam, kiedy zdarzyło się to ostatni raz i czy w ogóle zdarzyło się kiedykolwiek. Jakby mi ktoś igłę wbijał, znienacka, aż prawie podskakuję.
O ile wcześniej wszelkie objawy odbiegające od normy udawało mi się ignorować, te są zbyt zauważalne, bym mogła o nich zapomnieć. Ten stan utrzymuje się od dwóch dni. Zobaczymy, co przyniesie jutro ^ ^