X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Sen o Wiktorii
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Sen o Wiktorii
O mnie: Tez cos napisze, co mi tam. 32 lata, w zwiazku 8 lat. Ogolnie zadowolona z zycia, mimo ze na obczyznie.
Czas starania się o dziecko: Zalezy, co mamy na mysli. Aktywnie i swiadomie kwiecien Anno Domini 2013.
Moja historia: Mam za soba jeden bezsensowny 4-letni zwiazek. W zwiazku z tym zwiazkiem zaczelam brac tabletki antykoncepcyjne, bo bylam na tyle przytomna, by wiedziec, ze z nim to dzieci miec nie chce. Potem poznalam mojego lubego i od jakiegos czasu chcemy razem, ale nie wychodzi. Acha: tabletki bralam rowne 10 lat! Jaka ja glupia bylam!
Moje emocje: Pragnienie, smutek, zal, rozczarowanie, rozpacz i malenka nadzieja

27 czerwca 2014, 20:49

11 stycznia 2014

Mam to oficjalnie w dupie! Po prawie roku staran i wizytach u milej, aczkolwiek niekumatej pani doktor, bylam dzis tam po raz ostatni. Nic nowego sie nie dowiedzialam (Poza tym, ze wszystko wyglada "normalnie" i raczej "Nie na ciaze"!). Naczekalam sie tylko jak glupia, standardowo ponad godzine, po czym na wlasne zadanie (bo doktorka nie jest w stanie sama na cokolwiek wpasc), probowano mi pobrac krew na jebany progesteron. Trzy wklucia w rozne zyly i nic! Tylko w glowie mi sie zakrecilo, p.o. maz musial mnie do domu przywiezc. Mam przyjsc niby jutro o 9:00, ale powaznie sie zastanawiam, czy mam ochote na ten cyrk. Chyba raczej nie, bo coz to zmieni? Tabletki dobiore do konca opakowania, a potem totalna olewka. P.o. maz dostal adres do urologa, moze sie tam wybierzemy w kwietniu, jesli do kwietnia nie bede w ciazy. I tyle. Akcja odwolana. Dziecko jak bedzie mialo ochote, to sie po prostu pojawi.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2014, 10:54

27 czerwca 2014, 23:55

W poniedzialek monitoring numer 1 przed IUI na naturalsie numer 1. Takie sytuacje sklaniaja mnie do powrotu na ovufriend. Ale nie wracam po wsparcie ani po nadzieje tylko po to, by zwerbalizowac mysli. O tym, ze i tak gowno z tego bedzie. Wyliczylam, ze zaplanowane 3 podejscia uda sie zrobic przed koncem wakacji. Idealnie byloby wrocic z urlopu z ciaza, ale, jak sie wielokrotnie przekonalam, moje zycie jest bynajmniej nie idealne. Nie jest nawet przyzwoicie przewidywalne, wiec pewnie pojawie sie tu znow w pazdzierniku/listopadzie, robiac w majtki przed IVF. I akurat w powodzenie ktoregos tam z kolei IVF wierze. Nie mam jakiegos limitu na proby, bo bedziemy probowac wtedy do skutku. Najwyzej pojdziemy z torbami, ale z dzieckiem. Mam juz imie: Wiktoria/Wiktor, bo ono bedzie ZWYCIESTWEM.

28 czerwca 2014, 11:14

Skutecznosc inseminacji to tylko 25-30%, przy czym szanse na ciaze w sposob naturalny wynosza 26%. Czyli zamienil stryjek siekierke na kijek.
Lekarze w Polsce podpisuja klauzule sumienia. Czyli jak masz pecha, zostaje Ci te 26% albo adopcja.
Adopcja jest procesem dlugotrwalym i skomplikowanym. Czyli jak bylo 26% tak dalej zostaje.
Wraz z wiekiem szanse na zajscie w ciaze maleja, konczy sie rezerwa jajnikowa, zaczyna sie menopauza.
Jakim cudem ludzkosc nie wyginela?!

18 lipca 2014, 14:46

No to sobie wykrakalam. IUI nr 1 w plecy. Nawet nie wiem, jak to skomentowac!

20 lipca 2014, 20:55

A dzis zamiast okresu, ktory teoretycznie zaczal sie wczoraj, straszny bol brzucha i plamienie z ciemnobordowymi skrzepami. W mozgu sieczka, bo przeciez beta w 14 dniu <5... Czytam sobie watek o IUI, a tam historia dziewczyny, ktora w 12 dniu miala bete 2, a po tygodniu okazalo sie, ze jednak jest w ciazy. Ech... Na szczescie glos rozsadku nakazuje mi jutro zadzwonic do kliniki i umowic sie na monitoring do IUI nr2. W razie czego, jesli to Wiktor(ia), bedzie przeciez widac na USG.

21 lipca 2014, 10:22

Rozkrecilo sie bez zadnych watpliwosci. Bolu nie jest w stanie zabic podwojna dawka nospy forte. Rano w toalecie o malo nie zemdlalam, az maz sie dobijac zaczal, co tak dlugo i czy wszystko ok?
Telefon do kliniki wykonany. Za pierwszy dzien cyklu podalam sobote, mimo ze pani pytala, czy aby na pewno w tym dniu bylo prawdziwe krwawienie. Tak szczerze, to cykl liczylabym raczej od dzis, ale to i tak dla IUI nie ma wiekszego znaczenia. Wszystko zalezy przeciez od rozmiaru pecherzyka. Podejrzymy w poniedzialek, co tam uroslo, a potem od nowa polka ludowa. Tym razem spokojniej, bo juz wiem, jak to wszystko wyglada, jak mi sie po progesteronie spac i wymiotowac chce i ze to ma niewiele z ciaza wspolnego.
Zatem podejscie nr 2 uwazam za oficjalnie otwarte.

27 lipca 2014, 12:28

Rano chcialam napisac, jak to mi seks nie smakuje i jaka placzliwa znowu jestem. Ot, typowe dni plodne. Ale wyluzowalam po tym, jak maz stwierdzil, ze teraz to on juz sie nie spina ( w domysle: to lekarz okresla, kiedy jest owulacja, wstrzykuje plemniki, wiec nam zostaje tylko przyjemnosc z seksu, a nie plodzenie). Ma racje.
Placzliwosci to jednak nie zmniejsza. Moze dlatego, ze niedawno dowiedzialam sie o kolejnej ciazy w moim bliskim otoczeniu. Jest to w zasadzie trzecia ciaza tej kobiety, poprzednia poronila z powodu konfliktu serologicznego. Wspolczuje, ciesze sie, trzymam kciuki za szczesliwy final, ale...
Znowu dziecko "poszlo" nie tam, gdzie trzeba. Znowu inna para bedzie sie cieszyc. A my dalej w pieprzonej kolejce!
Czytalam o adopcji, by jakos sie do tego ustosunkowac psychicznie. I przykro mi bardzo, ale NIE. Czekanie, kursy, odwiedziny w domu po to, by wychowywac dziecko, ktorego rodzice nie chcieli. Bez sensu. Oni sobie zrobia, nie chca, oddadza, a my mamy czekac, chodzic na kursy, odwiedzac i byc odwiedzanymi? To nie jest sprawiedliwe! Opcja adopcja zostala w mojej psychice oficjalnie wykluczona. W zwiazku z tym, ustawiam sie znowu na koncu tej cholernej kolejki i czekam dalej... Moze jakies drogowskazy poustawiam, trasparent wywiesze, by ONO tym razem nie zabladzilo i trafilo wreszcie do NAS!

WIKTOR(IA)! TWOI RODZICE SA TUTAJ!!!

10 sierpnia 2014, 00:07

Moj maz. Zero zrozumienia wlasnej zony. Wkurwia regularnie. W takich warunkach zajscie w ciaze jest po prostu niemozliwe. Na nic inseminacje i invitra, gdy wlasny maz jest glownym zrodlem stresu. Dotarlo do mnie jasno i wyraznie. Jeszcze tylko akceptacja faktu i wreszcie osiagne swiety spokoj.
Pierwszym krokiem bylo rozdzielenie lozek. I tak przychodzil laskawie nad ranem do sypialni, przespawszy cala noc na sofie. No to oficjalnie tam zanioslam mu posciel i zamknelam drzwi na klucz.

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 sierpnia 2014, 00:29

15 sierpnia 2014, 18:53

I huj bombki strzelil druga IUI.
Nie bawie sie juz. Zabieram zabawki i ide na inne podworko!