Pamiętniki Starania o drugą ciążę,a w sumie o czwartą :(
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Starania o drugą ciążę,a w sumie o czwartą :(
O mnie: 34 lata,10 rocznica ślubu w czerwcu,mama 9 latka i dwóch aniołków,o których myślę każdego dnia :( Co miesiąc liczę na cud,który nie chce nadejść......
Czas starania się o dziecko: intensywanie od roku(przerwa po poronieniu)
Moja historia: A więc tak od zawsze praktycznie miałam dziwne misiączki i różne problemy głównie ze skórą z racji czego praktycznie od 15 lat z przerwami byłam na tabletkach Diane 35.O dziecko zaczęliśmy się starać zaraz po ślubie,odstawiłam tabletki w lipcu,a w sierpniu byłam już w ciąży:)Cała ciąża przebiegła praktycznie książkowo,poród zakończony cc,bo synek miał polożenie pośladkowe.Mały rósł,a nam nie bardzo spieszyło się do powiększania rodziny,wiadomo najpierw praca,pózniej własne mieszkanie itd.Jestem jedynaczką i zawsze chciałam mieć więcej niż jedno dziecko,ale biorąc tabletki wszystko zależało od nas.W marcu 2009 r postanowiłam zrobić sobie przerwę w braniu tabletek,a w kwietniu okazało się,że spóznia mi się miesiączka,niby były jakieś dziwne brązowe plamienia,ale nie dawało mi to spokoju,więc zrobiłam test i tu niespodzianka dwie kreski.Następnego dnia beta wskazywała na 5-6 tydz ciąży,szybko trochę po znajomośći pojechaliśmy do szpitala,gdzie lekarka zbadała mnie,zapisała Duphaston i kazała w Wielką Sobotę powtórzyć betę.Przeleżałam te kilka dni,ale plamienia nie ustępowały,choć plus był taki,że brzuch nie bolał mnie wcale,W sobotę pojechaliśmy na badania laborantka podała mi je z uśmiechem gratulująć ciąży,a ja po przeczytaniu ich już wiedziałam,że to koniec :( beta spadła drastycznie szok,płacz,smutne święta.Nie musiałam zgłaszać się na zabieg wszystko samo się oczyściło.Chyba dlatego,że ciąża nie była planowana dość szybko się pozbierałam,nawet mój mąż przeżywał to bardziej niż ja,a on jest z tych skrytych i twardych.Fakt,że wtedy różnie między nami bywało,ale gdyby ciąża się utrzymała cieszylibyśmy się z drugiego dziecka.Oh życie!!!
Moje emocje: Rodzinne sczęście miesza się z cierpieniem,bółem,ciągłymi pytaniami dlaczego ja....czuję,że czasu coraz mniej :(

21 kwietnia 2016, 11:14

Kolejne lata mijały mały poszedł do zerówki,pózniej do szkoły,a my poczuliśmy z mężem,że to jest ten czas,nasz czas na powiększenie rodziny.W styczniu 2015r odstawiłam tabletki,zaliczyłam lekarza,który nic tylko stwierdził,że mamy działać.Mijały kolejne miesiące i nic,były myśli,że może nie trafiamy w te dni,bo cykle miałam długie i nieregularne.W lipcu wyjechaliśmy na urlop,a był to akurat czas starań :)po powrocie z ciekawości zrobiłam test i tu kolejna niespodzianka :) Beta potwierdziła ciążę,a ja byłam najszczęśliwsza na świecie.Lekarz na usg widział już pęcherzyk,ale niepokoiło go to,że ciąża wygląda na młodszą.Zaczęło się kontrolowanie bety i tu wyniki bywały już różne.Coś podpowiadało mi,że nie jest dobrze:( We wrześniu praktycznie w dniu spodziewanej miesiączki zaczęłam plamić,szybko pojechaliśmy do mojego lekarza,który po badaniu stwerdził,żę wszystko jest ok,przepisał Duphaston i kazał ewentualnie złgosić się do szpitala,gdy będę mocno krwawić.Przeleżałam czw i pt,a w sobotę krwawienie tak się rozkręciło,żę nie nadążałam zmieniać wkładek.Szybko pojechaliśmy do szpitala,gdzie mój lekarz jest z-cą ordynatora,lekarz który mnie badał od razu powiedział,że zostaję i zdziwił się bardzo,że lekarz prowadzący nie skierował mnie do szpitala już w środę :( Jedyna dobra wiadomość była taka,że szyjka była zamknięta i dawało to jakieś szanse na utrzymanie ciąży.W niedzielę cały dzień krwawiłam i czułam straszne parcie oraz bolał mnie kręgosłup.Położono mnie na sali z samymi ciężarnymi,niektóre do porodu inne na badania i tylko ja między nimi roniąca swoje dziecko.Zero zainteresowania ze strony pielęgniarki,dopiero gdy zakrwawiłam całe łóżko i poprosiłam o zmianę pościeli dała mi podkład higieniczny,pózniej mąż wszystko mi przywiózł,bo szpital nic nie daje.?Po południu podczas wizyty w toalecie zauważyłam na podpasce dziwną rzecz jakby mała pępowina i kokon nie wiedziałam co mam zrobić,więc zawinęłam w papier i włożyłam do kosza.Boże piszę i ryczę!!!

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 11:11

21 kwietnia 2016, 11:25

Nie wiedziałam co mam zrobić siedzi to we mnie do dzisiaj,wiem,żę szpital zrobiłby to samo,bo ciąża była zbyt wczesna,żeby można było mówić o pochówku(podobno trzeba znać płeć).Bół fizyczny minął,ale z psychiką było tylko gorzej.W poniedziałek zbadał mnie mój lekarz i lakonicznie stwierdził,że mam po prostu pecha,że badań mam nie robić,bo wszystko jest ok,a mam się cieszyć,bo nie muszę mieć zabiegu Pożegnałam się z nim tego samego dnia!

21 kwietnia 2016, 11:30

Mąż zaskoczył mnie totalnie!W dniu wyjścia ze szpitala przyjechał z ogromnym bukietem róż,wspierał
mnie od początku,może to dziwne,ale te wszystkie sytuacje tylko scementowały nasze małżeństwo!

21 kwietnia 2016, 11:43

Nowy lekarz nowa nadzieja takie było moje motto.W pazdzierniku bez problemu dostałam miesiączkę,a lekarz zalecił terapię tabletkami,4-5 cylki i po odstawieniu zacząć starania.Tak zrobiłam i w styczniu pełna pozytywnej energii poszłam na pierwszy minitoring i kicha pęcherzyki małe,a dominującego brak.W lutym miesiączka o czasie,a za dwa tygodnie kolejna,podczas wizyty lekarz stwierdził,że cykl stracony.Kolejna wizyta jest ciało żółte,czyli owulacja prawdopodobnie była,ale nie trafiliśmy ze staraniami.W marcu zaczęłam przyjmować Inofem,wieiołek i Castagnus,ale ten ostatni lekarz mi odradził.Cykl rozpoczęłam 26 marca,monitoring plus testy owulacyjne potwierdziły owulację,starania były i czekamy,bo co jeszcze mogę więcej zrobić :(

21 kwietnia 2016, 11:53

Badania zaczęłam robić po poronieniu wszystko w normie tarczyca,prolaktyna,progesteron,zespół antyfosfolipidowy,toksoplazmoza,cytomegalia tyle zlecił mi lekarz.Mam tylko nadzieję,że przyczyną poronień nie jest blizna na macicy.Ogólnie nie znam przyczyny utraty moich dzieci,lekarz twierdzi,że skoro w ciążę zachodzę wszystko powinno być ok.W Polsce dwa poronienia nie dają wskazań do leczenia tym bardziej w tak długim odstępie czasu.A jeszcze jedno mój lekarz ostatnio stwierdził,że natura wie co robi i sama eliminuje słabe zarodki jakkolwiek to strasznie brzmi :( Dodam,że nie palę,nie piję nawet okazjonalnie,waga w normie,praktycznie zero stresów,a jednak coś chyba jest nie tak :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 13:01

22 kwietnia 2016, 14:35

Dziś wizyta u lekarza obyło się bez badania,poszłam zapytać o konsekwencje odstawienia luteiny na wypadek gdybym była w ciąży.Lekarz odradził zrobienie bety i kazał czekać twierdząc,że jest za wcześnie,łatwo powiedzieć " czekać "Pytałam czy zrobić jakieś badania czy włączamy Clo,ale stwierdził,że nie ma takiej potrzeby.Spytałam czy luteina może powodować ból persi,który mam od paru dni,ale powiedział,że nie,a google oczywiście twierdzi inaczej i kto tu ma rację ;) Daję mu jeszcze jeden cykl i się pożegnamy,chyba wyczerpały mu się pomysły na mnie :(Plusem jest to,że do poradni mam 5 minut i za monitoring nic nie płacę,ale może trzeba świeżego spojrzenia na to wszystko......

25 kwietnia 2016, 21:30

Dzisiaj był dzień kiedy zapomniałam o sobie,staranich,możliwej ciąży!To był bardzo,bardzo ciężki dzień dla całej naszej rodziny :( rano pojechaliśmy uspać naszą 12 letnią suczkę,o której zdrowie walczyliśmy ponad 7 m-cy.Od dnia postawienia diagnozy wiedzieliśmy,że ten dzień kiedyś nadejdzie,ale i tak była to jedna z najcięższych decyzji,którą musieliśmy podjąć.Taka zabawa w Pana Boga nie powinna mieć miejsca żałuję,że nie odeszła sama.Takiego psa już nigdy nie będziemy mieć!Kochamy Cię psinko!

4 maja 2016, 19:07

Progesteron 0,49 ng/ml
Prolaktyna 14,60 ng/ml 4,79 23,30
Żelazo 109,2 µg/dl 33,0 193,0
TSH 1,510 µIU/ml 0,270 4,200
FT3 3,16 pg/ml 2,00 4,40
FT4 1,14 ng/dl 0,93 1,70

Moje ostatnie badania wyglądały tak

4 maja 2016, 19:48

Ostatnio miałam kilka ciężkich spotkań,a wiem że nadchodzą jeszcze gorsze dni :( Rok temu poznałam żonę kolegi mojego męża,tak samo jak my zaczęli starać się o drugie dziecko.Młodsza o 5 lat,dziecko 3 letnie,ogólnie dogadałyśmy się bez problemu.W sierpniu okazało się,że obie jesteśmy w ciąży,dzieliło nas jakieś dwa tygodnie,cieszyłyśmy się,że obu nam się udało i jeszcze w tym samym czasie.Niestety ja we wrześniu poroniłam,a jej trzy tygodnie temu urodziła się druga córka.Wiedziałam,że nie będzie łatwo ich odwiedzić,broniłam się jak tylko mogłam i nie chodzi o to,że zazdroszczę,tylko jest mi tak po ludzku przykro :( Ale zebrałam się w sobie i pojechałam po czym wróciłam zdołowana jeszcze bardziej!Okazało się,że dziewczyna po pierwszym CC miała zrosty i zamiast 30 min zabiegu miała 1,5 godzinną operację,leżała dwa tygodnie w szpitalu i delikatnie zasugerowano jej,że nie powinna mieć więcej dzieci.Szczęściem w nieszczęściu okazała się chociaż dobra decyzja lekarza o zrobieniu drugiego CC,bo istniało zagrożenie przy naturalnym porodzie dla niej i dla małej.Na dokładkę kruszynka ma dziurkę w sercu :( Oby się zrosła,bo inaczej czeka ją operacja!Nastraszyła mnie trochę,bo lekarz jako jedną z przyczyn długiego starania się wskazał zrosty po CC,które ja również mogę mieć :(Ale walczymy dalej piję siemię,zajadam pestki dyni,ograniczyłam kawę,do tego witaminy dla mnie i dla męża :) Jeszcze wierzę,że i nam się uda!

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2016, 19:44

27 czerwca 2016, 19:24

Ciąża rozpoczęta 28 maja 2016 jeszcze nie wierzę :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2016, 19:23

Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii