Wczoraj dostałam pierwszą miesiączkę po laparoskopii i chyba dopiero wtedy tak naprawdę dotarło do mnie, co się wydarzyło. Ja… w ciąży? Ja mam w ogóle szansę naturalnie zajść? Szok, szok i jeszcze raz szok.
W poniedziałek lecę do ginekologa i na wymaz (MUCHA 🦠). Suple na razie biorę totalnie „z przypadku” — takie, jakie złapałam w aptece przy okazji dwóch kresek (multiwitamina + DHA). Ale spokojnie, już wjeżdża upgrade.
Zamówiłam:
– selen i inozytol z Proton Labs
– od kwietnia wchodzę w Prenacaps I z DHA (w subskrypcji jak królowa )
– mam też zapasy: magnez, witamina D i cholina
Na start chyba wystarczy, chociaż kusi mnie jeszcze jakiś metylowany kompleks B (team MTHFR here 🙋♀️ — homozygota, ale na szczęście bez jazd z krzepliwością).
Jeśli chodzi o drożność jajowodu — zrobiłam research i okazuje się, że w klinice Bocian u mnie w mieście robią to praktycznie od ręki. Także plan jest prosty: za miesiąc, 1. dzień cyklu → telefon → działamy.
Czy coś jeszcze? No ba 😅
Odkopałam mój termometr owulacyjny (powrót legendy), leki na tarczycę i depresję elegancko poukładane przy łóżku, a w środę mam wizytę u psychiatry, żeby ogarnąć zmniejszanie dawek i powolne odstawianie.
I oczywiście… zaraz zamawiam hurtowe ilości testów z Allegro 😂 Plan działania: tryb turbo włączony.
No to lecimy!
Przychodzę do Was z małym update’em moich starań 🌿
Dzisiaj byłam u ginekologa – na szczęście wszystko jest w porządku, co bardzo mnie uspokoiło 🙏 Nie zrobiłam co prawda panelu PCR MUCHa (bo dalej mam delikatne plamienie a to może zaburzać wynik) ale odkryłam, że można pobrać wymaz samodzielnie w domu i odesłać do badania, więc pójdę w tę stronę – szczerze mówiąc, nie uśmiecha mi się płacić kolejnych 200 zł za wizytę tylko po to, żeby ktoś pobrał wymaz.
Jeśli chodzi o suplementację, to doszedł mi inozytol do picia oraz selen. Staram się też regularnie brać to, co kupiłam wcześniej – trochę z przypadku, trochę „zapasów”, ale działam i jestem w tym coraz bardziej systematyczna 💪
Przyszły też moje ulubione testy owulacyjne (Horienmedical) – aż 100 sztuk, więc jestem przygotowana na dłużej 😄
Poza tym zaczęłam chodzić na siłownię i naprawdę staram się dbać o dietę. Właśnie przygotowuję jedzenie na najbliższe dni – owsianki z malinami, sałatki z kurczakiem i brokułem 🥗 To taki miks zaleceń z Akademii Płodności i moich własnych modyfikacji – stawiam trochę bardziej na białko i zdrowe tłuszcze, a trochę ograniczam węglowodany.
No i mały przełom – dziś po raz pierwszy od wielu miesięcy (a może nawet ponad roku!) zmierzyłam rano temperaturę i zaczęłam prowadzić wykres 📈 Czuję, że wracam na dobre tory i że to wszystko zaczyna być bardziej poukładane.
Trzymajcie kciuki ✨
Chciałam się z Wami podzielić czymś, co ostatnio często siedzi mi w głowie… Może któraś z Was też tak ma.
Od niedawna staramy się z partnerem o dziecko, więc teoretycznie „krótko” jestem na tej drodze. Ale moje doświadczenia są trochę bardziej złożone… Straciłam dwie ciąże – jedną bardzo wczesną, biochemiczną, a drugą pozamaciczną, po której straciłam lewy jajowód.
I wiecie co… za każdym razem, kiedy widzę ogłoszenia ciąż u znajomych – te piękne zdjęcia, szczęśliwe posty – z jednej strony naprawdę się cieszę. A z drugiej… pojawia się taka myśl: „Czy ja też kiedyś tak będę mogła?” albo „Może ja też bym dziś coś ogłaszała, gdyby nie to wszystko…”
Dziś zobaczyłam post koleżanki z liceum, rok młodszej ode mnie… ogłoszenie ciąży. I znowu mnie to uderzyło.
Łapię się też na tym, że potrafię w głowie wyliczać, ile dziewczyn z mojego rocznika ma już dzieci… a ja wciąż stoję w miejscu. I to gdzieś we mnie zostaje, nie umiem tego tak po prostu odpuścić.
Czasem to tylko chwila, a czasem zostaje ze mną na dłużej.
Zastanawiam się, czy to normalne? Czy któraś z Was też ma takie mieszane uczucia, widząc takie posty? 🤍
Będę wdzięczna, jeśli podzielicie się swoimi doświadczeniami.
https://ibb.co/wrYzF2Dz
To był jeden z tych momentów. Dopiero 10 dpo – racjonalnie wiem, że wcześnie. A jednak bardzo chciałam zrobić test jeszcze wtedy, kiedy narzeczony był obok. Miałam w sobie taką cichą nadzieję, prawie szeptaną, że może akurat się uda i że powiem mu to patrząc w oczy. Bez ekranów, bez dystansu, tak po prostu – razem.
Nie udało się. Test wyszedł biały, a ja chwilę później wjechałam. I nagle zostałam z tym wszystkim sama – z myślami, z lekkim rozczarowaniem, z tym „a może jednak jeszcze za wcześnie”, które gdzieś tam się tli.
Bo przecież wiem – to dopiero 10 dpo. Wiem, że wszystko jeszcze może się wydarzyć. A jednocześnie widzę te wszystkie historie dziewczyn, którym wychodzi już w 9 dpo i gdzieś pod skórą czuję, jak ta moja nadzieja robi się bardziej krucha.
I w tym wszystkim pojawia się coś bardzo charakterystycznego – ta nasza staraczkowa głowa, która nie potrafi się zatrzymać. Bo przecież zanim jeszcze ten cykl się skończył, ja już zdążyłam zamówić kolejne testy. Oczywiście „bo taniej w necie”, ale prawda jest taka, że to też sposób na bycie o krok do przodu, na bycie „przygotowaną”.
A mało tego – myślami już wybiegam dalej. Do kolejnego cyklu. Do badań drożności jajowodów. Do kolejnych planów, scenariuszy i „co jeśli”.
To jest trochę męczące, ale też… bardzo prawdziwe. Bo kiedy czegoś tak bardzo się chce, to trudno po prostu „odpuścić i nie myśleć”. Ta nadzieja, nawet jeśli czasem cicha i ostrożna, i tak gdzieś tam jest. I chyba właśnie ona trzyma to wszystko w ruchu.
W tym cyklu zrobiłam też progesteron i estradiol w 8 dpo. I tutaj naprawdę mam się czego trzymać, bo wyniki wyszły bardzo ładne – progesteron 17,7, estradiol 163. Czyli wygląda na to, że owulacja była porządna, a dominacji estrogenowej brak.
Chyba właśnie tak chcę zamknąć ten cykl – może nie z wymarzonym wynikiem, ale z poczuciem, że moje ciało zrobiło dobrą robotę.
Reszta… jak zawsze, zostaje w rękach czasu.
Do następnego 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia, 19:35
Panel MUCHa od góry do dołu negatywny.
Zapisałam się na piątek na badanie drożności jajowodu – przy okazji będzie robiona biocenoza pochwy, z czego akurat się cieszę.
Od 30.04 jedziemy razem na majówkę, więc modlę się do mojej owulacji, żeby łaskawie przyszła chociaż dzień później 🙏
Rozpoczęłam subskrypcję Prenacaps I, bo poprzednie suplowe resztki już wyjedzone.
Nie zatrzymuję głowy na poprzednim cyklu – cisnę dalej w następny 💪
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia, 13:56
O, my w Katowicach w Bocianie oddawaliśmy spermę do badania. Znaczy, jakie tam my – mój mąż :D Cudownie się to czyta. Nadal masz nadzieję, a tylko 50% sprawnych jajowodów. Będę Ci mocno kibicować <3