Pamiętniki Starania z PCOS
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Starania z PCOS
O mnie: Mam 29 lat. Jestem z Warszawy i tu szukam lekarzy. Staram się nie myśleć o sobie przez pryzmat problemów z hormonami, ale trochę tych problemów jest: pcos, androgenizacja nadnerczowa, hiperprolaktymia, choroba hashimoto w stanie eutyreozy, nietolerancja glukozy (czasem), i na dodatek cała macica mięśniakowata (a 4 mięśniaki spore).
Czas starania się o dziecko: Od sierpnia 2012
Moja historia: Pcos zdiagnozowała mi lekarka rodzinna i wysłała do szpitala na badania 6 lat temu. Potem nie brałam leków. Jak zaczęliśmy myśleć o ślubie i dziecku (ok. 3 lata temu) wybrałam się do gin-endokrynolog, która skierowała mnie do swojego syna na badania w szpitalu (bez pobytu). Przez 9 miesięcy byłam leczona glucophagem i novynette i kilka razy miałam dokładnie badane hormony. I mama gin-endo i syn byli może i profesjonalni, ale bardzo nieempatyczni i zupełnie nie umiałam się z nimi dogadać. Zaczęłam szukać lekarza na forach i znalazłam młodą, sympatyczną ginekolog-endokrynolog przyjmującą prywatnie. Mam dużą androgenizację nadnerczową, ale ta nowa młoda lekarka za bardzo się tym nie przejmowała (i ogólnie wszystkim nie przejmuje). Powiedziała, że nie muszę brać leków na zbicie androgenów, że mogę odstawić metforminę i najpierw mi dała anty, a potem powiedziała, żebym rok się starała bez leków. Miałam duże problemy - cykle 63 dniowe, plamienia 20 dniowe, cykle bez owulacji, więc nie wytrzymałam tego roku i poszłam wcześniej. Skierowała mnie na histeroskopię i dała metforminę (na moją wyraźną prośbę - pamiętałam, że biorąc metforminę, miałam lepsze cykle). Powiedziała, że po 2-3 miesiącach na metfo mam zacząć brać CLO. Ale mam wątpliwości. Niektóre cykle mam ładne. Pierwszy wykres po metforminie był idealny. Czuję, że ta lekarka mi nie wystarcza. Nie ma usg, więc muszę na usg chodzić oddzielnie, to bez sensu. I nie zajmuje się moimi nadnerczami. Uznała, że wyniki badań sprzed dwóch lat są świeże (myślała, że są sprzed roku) i powiedziała, że nie muszę się badać. Zbadałam na własną rękę hormony. Prócz androgenów nadnerczowych, za wysoka wyszła prolaktyna. Akurat koleżanka umówiła mnie państwowo do bardzo fajnego lekarza - Rodzenia z Madalińskiego i to on przepisał mi bromergon. Niestety dr Rodzeń, mimo że chciałabym żeby mnie prowadził, też niestety nie ma usg w gabinecie, przyjmuje państwo - czyli co 2 miesiące, nie wiadomo kiedy i, przede wszystkim, powiedział, że powinnam leczyć się u kogoś, kto lepiej zna się na endokrynologii i ogarnie moje nadnercza. Nie wiem, co teraz robić. Czy szukać innego lekarza? Czy może jeszcze przez wakacje brać tylko metforminę i bromergon i nie myśleć o lekrzach badaniach itp, wyluzować, a po wakacjach stymulacja?
Moje emocje:

29 czerwca 2013, 17:29

Dwa miesiące temu zaczęłam brać metforminę. Pierwszy cykl po niej miałam ładny - 32 dni, bardzo wyraźny wzrost temperatury w 18 dniu cyklu i ładna 2 faza. Nie byłam na usg.

Lekarz zobaczył ten cykl i powiedział, żebym monitorowała cykle usg, żeby sprawdzić, czy na pewno jest owulacja. Niestety ten lekarz (dr Rodzeń) nie miał usg, powiedział, że muszę zrobić prywatnie. Byłam w 17 dc tego cyklu, pęcherzyki tylko drobniutkie. Spytałam lekarki, czy jest sens przychodzić w drugiej fazie, zobaczyć, że była owu. Powiedziała, że tak i że mogę w dowolnym momencie tej drugiej fazy przyjść (za darmo). Mam tam daleko, więc poszłam dziś bliżej gdzie indziej. Od jakiegoś czasu mam wysokie tempki. Detektor najpierw wyznaczył mi owulację na 32 dc, potem 35, a dziś przestawił na 39, ale wzrost był, tempki mam drugofazowe.

Na usg niestety nie dało się jednoznacznie potwierdzić owulacji. Nie było widać ciałka żółtego (ale lekarka powiedziała, że to nie znaczy, że go nie ma). Było troszkę płynu wokół jajnika i w zatoce, ale szczątkowo, niejednoznacznie. Nie dało się stwierdzic, czy owulacja była, czy jej nie było.

Zdziwiła mnie jedna rzecz: w prawym jajniku mam pęcherzyk wielkości 18 mm! O co chodzi? Wyższe tempki mam już od 8-11 dni, więc to nie wygląda na dominujący, który ma rosnąć i pęknąć. I jest bardzo późno. Nie jest to dawny pęcherzyk, bo w 17dc go nie było. Czy to możliwe, że to ten pęcherzyk mi się luteinizuje i dlatego mam wyższe tempki? Albo że to drugi pęcherzyk, a pierwszy pękł i była owulacja?(lekarka powiedziała, że to dość mało prawdopodobne).

Mój mąż jak zobaczył pęcherzyk 18 mm, to się pyta, czy muszę brać clo (a taka perspektywa przede mną), jeśli coś takiego mi rośnie? No ale urosło za mało i nie pękło.

Jedyna pozytywna wiadomość to endometrium. Grubość 13,5 mm :) Zawsze miałam 5, to duży sukces (jedzenie orzechów i czasem winko czerwone pomagają).

Zasmuciła mnie ta lekarka, bo powiedziała, że metormina nie działa u mnie, tak, jak powinna. Ja jej mówię, że to dopiero 2. cykl, że jest wzrost, że poprzedni (1. po metfo) był idealny, ale ona, że po metfo powinien być krótszy i że metfo działa od razu, jakby miała zadziałać u mnie dobrze, to już by działała i że to znaczy, że metfo nie wystarcza. ale na pewno jest lepiej niz było, kiedy miałam cykle 60dni+, plamienia przez miesiąc, i brak wzrostu na wykresie w co drugim cyklu.

Piszę tyle, bo nie wiem, co robić. Moim problemem jest to, że nie mam jednego lekarza, który ogarnia wszystko i nie wiem, co robić. Może coś doradzicie.

Jedna lekarka od usg obiecała mi darmowe sprawdzanie owu / pęcherzyków. Myślicie że jest sens iść do niej we wtorek (wtedy ma dyżur). Może zobaczyć, czy ten pęcherzyk 18 mm urósł/zniknął, a może ona dopatrzy się ciałka żółtego? A może nie ma co iść na to usg, skoro ten cykl nie jest idealny (poprzedni był ładniejszy - krótszy i skok wyraźniejszy).

Mam monitorować moje cykle bez clo, a to bardzo trudne, one nieregularne, nie wiadomo, kiedy sprawdzać, więc może to sobie darować i wyluzować chociaż. Między młotem a kowadłem jestem z tym wyluzowywaniem i leczeniem/diagnostyką.

2bb52fc1dd6650a4e700e5c08c6ff612.png

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2013, 17:34

1 lipca 2013, 00:15

Wielkie dzięki dziewczyny za komentarze! :) Wybierając wcześniej lekarza nie brałam pod uwagę tego usg. Też właśnie myślę, że muszę znaleźć kogoś z usg, żeby być pod opieką jednej osoby i już. Bardzo dziękuję za odpowiedzi, dużo mi daje takie wsparcie :) Serio :)

26 lipca 2013, 11:13

Wróciłam z wakacji i analizuję badania męża z 10 lipca:

upłynnienie mechaniczne!
objętość 1,40
szybki ruch postępowy 24% (norma od 25%)
wolny ruch postępowy tylko 1 %
więc suma plemników o ruchu postępowym to 25% (norma od 32%, najlepiej 50%)

22,10 mln plemników/1 ml - tu ok, ph 8 - ok, żywych 84% - ok, szybkość plemników - duża (prawie 2 razy powyżej dolnych norm)

Na razie CLO nie będę brać, poczekamy czy wyniki męża się poprawią po wakacjach.

PLAN:
Powtórne badanie męża pod koniec wakacji.
Wizyta u endokrynologa-naprotechnologa we wrześniu. (Badania, leki?)
Potem może będziemy się zastanawiać nad inseminacją.
Czytałam też wczoraj o adopcji, ale to trudna decyzja, i dzieci bardzo wymagające pomocy, jeszcze daleka droga przed nami, jeśli byśmy się decydowali.

Tak bardzo nie nastawiam się, że się uda, będzie, jak ma być.

30 lipca 2013, 19:15

Wklejam wczorajszy post z forum. Tam wszystko opisałam. Czuję ulgę, lekarka u której byłam może i nie spieszy się z leczeniem i dawaniem leków, ale ma dużą zaletę - spuszcza ze mnie powietrze ;), zawsze po wizycie u niej mam poczucie, że nie jest źle, nie czaruje, każe być cierpliwym i nastawia mnie pozytywnie i daje nadzieję, której w przerwach między wizytami zaczyna mi brakować..

"Skończyła mi się dziś metformina, musiałam jechać do lekarki po wydłużenie recepty. A że akurat lekarka była wolna poszłam na wizytę, żeby wszystko skonsultować. Zastanawiałam się nad zmianą lekarza, we wrześniu mieliśmy iść do naprotechnologa, ale to nie będzie konieczne, lekarka okazała się wystarczająca zupełnie. W końcu minął ten rok starań i się za mnie wzięła :)

1) nadal biorę metforminę
2) na pewno mam brać bromka na zbicie prolaktyny
3) mam brać na zbicie androgenów nadnerczowych pabi dexamethason (moje pcos ma źródło nadnerczowe, b.duże wartości 170H progesteronu świadczą o późno wykrytym wrodzonym przeroście nadnerczy)
4) mąż nie ma takich złych wyników nasienia, wyglądają wyniki jak do powtórzenia, jak będzie źle drugi raz - to do androloga, jak dobrze, to dobrze :) poleciła suplementy: PRO MEN i karnitynę i folik
5)za 3, 4 miesiące jak się nie uda to laparoskopia i stymulacja CLO - jeśli nasienie będzie ok - (to nie jestem pewna w jakiej miałoby być kolejności). Na razie nie dostałam Clo, bo leki, które mam brać mogą odblokować mi owu i będzie ona częściej (czasem ją mam). Coś jeszcze lekarka zaczęła mówić też, że potem może być klinika i in vitro.

Troszkę jestem zła na lekarkę, bo wydaje mi się, że zestaw tych 3 leków już od razu mogłam brać rok temu - wystarczyłoby żeby dokładniej obejrzała moje badania. Nie wiem czemu wcześniej mówiła, że w czasie starań nie można zbijać androgenów. I czemu nie przypilnowała mojej prolaktyny (sama robiłam badania).

Miałam czekać na wizytę u lekarza do września, mieliśmy iść z mężem razem (do napro), przypadkowo wyszło inaczej i jestem zadowolona w sumie. Mam cichą nadzieję, że opcja suplementy na nasienie + u mnie: zbijanie prolaktyny i hamowanie nadnerczy nam wystarczy."

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2013, 19:15

30 lipca 2013, 22:13

Zaczęliśmy starania rok temu, a wydaje mi się, że to tak niedawno było. Szybko zleciało ;)

Na początku wydawało mi się, że po miesiącu, dwóch zajdziemy w ciążę :)

Po odstawieniu novynette (anty) nie brałam leków. Od początku mierzyłam tempkę.
1. cykl miał 59 dni ale był ze wzrostem tempki (15 dni, ładna 2. faza)
2. cykl chyba aż 80 dni bez wzrostu tempki i z 20 dniowymi plamieniami
3. cykl 63 dni ze wzrostem tempki (15 dni, ładna 2. faza)
4.Z powodu plamień miałam w szpitalu histeroskopię (by wyciąć polipy i sprawdzić, czy nie ma zmian niepokojących), a po niej znów popaprany długi cykl bez wzrostu tempki, a za to z plamieniami.
5.Poszłam do lekarki, bo tak długie cykle i te plamienia mnie stresowały, dała mi metforminę (to było po 8 miesiącach starań, a ja miałam dopiero 4. cykl).Po metforminie (która jest lekiem dla cukrzyków, ale pomaga w pcos) miałam książkowy cykl - 32 dni z pięknym wzrostem tempki.
6. Podobno wzrost tempki nie gwarantuje, że na pewno była owulacja (może się luteinizować duży niepęknięty pęcherzyk). Dlatego miałam mieć monitoring kolejnego cyklu. Poszłam w 17 dc - nic. Pod koniec cyklu: pęcherzyk 18 mm, nie wiadomo, czy owulacja była czy nie, ale zapewne ten pęcherzyk nie pękł i się luteinizował. Ten cykl trwał 50 dni, wzrost tempki był, ale czy owu nie wiadomo, raczej nie.
7. Teraz mam kolejny cykl, 23. dc, a tempka nisko. Zrobiłam komplet badań, dostałam bromergon na zbicie prolaktyny i deksamethason na zbicie hormonów nadnerczowych. Może wcześniej mogłam zrobić odpowiednie badania i dostać te leki, teraz byśmy byli już do przodu w staraniach.

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2013, 07:25

5 września 2013, 11:33

Nie mogę ogarnąć tego, że finansują in vitro (co oczywiście jest bardzo dobre), a nie ma żadnego programu wspierającego leczenie gin-edno, żeby była większa dostępność lekarzy, program lecznia (niektórzy naprawdę nie mają pojęcia o pcos czy problemach z płodnością) i badania dostępne. Żeby się leczyć dobrze, to trzeba wiedzieć więcej niż lekarze, wiedzieć, gdzie pójść i jakie leki brać. Nawet nie chodzi o pieniądze, ale że samemu trzeba być swoim lekrzem często, bo jest duża szansa, że trafi się na kogoś, kto nie ma pojęcia, złą diagnozą i bagatelizowaniem sprawy tylko krzywdę zrobi. Dofinansowanie badań gin-endo i dostępności dobrych lekarzy przecież nie jest tak drogie. Trąbią o niżu demograficznym, a się zastanawiam, w jakim stopni zależy on od problemów z płodnością i tego, że na wizytę u endokrynologa się czeka 2 lata, a jak się do niego już trafi, to może on nie zlecić wszystkich potrzebnych badań i źle leczyć.
Takie myśli mi chodzą po głowie, że trzeba coś z tym zrobić, zmienić system leczenia i że brakuje reprezentacji młodych kobiet we władzach i że nasze problemy są wykorzystywane politycznie (np. antagonizuje się naprotechnologię i in vitro, a obie formy leczenia są potrzebne) i że przydałaby sie jakaś akcja ukazująca konieczność polepszenia leczenia niepłodności, nie chodzi tylko o dostępność in vitro. Nie każdy przecież może sobie pozwolić na leczenie drogimi lekami, płatne usg i wizyty. Tylko, że np. matki pierwszego kwartału wywalczyły dłuższe urlopy macierzyńskie, bo poszły protestować, a osoby, które mają problemy z płodnością nie pójdą protestować czy nie będą robić akcji uświadamiających skalę problemu, bo problemy z płodnością są wstydliwym tematem i jednak nikt nie chce obwieszczać całemu światu - tak mam problemy z płodnością. Więc trudniej jest walczyć o swoje prawa.
Ale cały czas mi chodzi po głowi, że coś trzeba z tym zrobić, wymyślić sposób. Istnieje NASZ BOCIAN, ale to mało. Zresztą oni się skupiają na in vitro i adopcji. Potrzebny jest jakiś portal, akcje internetowe, COŚ.
Czasem się nakręcam i mówię o tym mężowi, to patrzy na mnie jak na świruskę. Ale nie mogę przestać o tym myśleć. Że trzeba założyć jakąś stronę, policzyć ile nas jest, na pewno dużooo, jakie mamy problemy i co jest konieczne, żeby nam pomóc, lepiej leczyć. Ech, takie mrzonki, ale chodzi mi to po głowie i nie moze przestać.

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2013, 11:43

26 listopada 2013, 04:54

Ciąża rozpoczęta 9 października 2013
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego