Pamiętniki To nie czas na zabawę w wyginięcie
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
To nie czas na zabawę w wyginięcie
O mnie: Grzeczna, ułożona choleryczka. Trochę nudna, trochę śmieszna, bo przecież nie-zabawna. Na pewno złośliwa, ale przytulę, pocieszę, wysłucham. Góry też przeniosę, o ile będzie mi się chciało. Może to przez ten Czarnobyl?
Czas starania się o dziecko: Jak na mnie zbyt długo :) niezobowiązujący sex od czerwca 2013, a "na poważnie" (cokolwiek by to oznaczało) od października 2014 r.
Moja historia: W skrócie- żołnierzy w bród i super jakości, u mnie też wszystko w porządku- przynajmniej do tej pory nic nie stwierdzono.
Moje emocje: Determinacja- dorwiemy Cię gówniarzu!

23 lutego 2015, 20:48

"To nie czas na zabawę w wyginięcie"- na pewno powiedziano to w Epoce Lodowcowej i myślę, że był to ten sepleniący zwierz. Z drugiej strony nie ważne kto to powiedział, bo ja powtarzam sobie to hasło przed egzaminami i innymi "ciężkimi" wydarzeniami. I chyba czas powiedzieć to o naszym staraniu o gówniarza- tak, nazywamy go gówniarzem, bo mimo, że się jeszcze nie pojawił już wprowadza tyle problemów i zamętów, głównie dlatego, że go nadal nie ma.
Może ktoś pomyśli, że nie staramy się zbyt długo, albo zbyt intensywnie, ale biorąc pod uwagę nasze charaktery- robimy plan i go realizujemy, gówniarz z tego planu się wyłamuje.
Czy bardzo chcę mieć dziecko? Nie wiem. Chciałabym je mieć, albo inaczej- myślę, że bycie mamą musi być czymś wspaniałym i sprawia, że ten cały świat dokoła nabiera innego, mniejszego (i słusznie) znaczenia. Ale nie rozczulam się na widok każdego dziecka, nie muszę każdego wziąć na ręce i nie trafia mnie coś, kiedy dowiaduję się, że komuś innemu się udało, bo nie jest to powód do zazdrości- może jedynie do małego smuteczku, że nam nadal nie.
Męczy mnie "staranie się". Monitoring owulacji od pięciu cykli, wydruków usg od tego czasu nazbierałam 23 sztuki. Tabletka na każdą porę dnia i w każdym kolorze... I ta jedna dręcząca nas myśl- jaki był sens wydawania tyle kasy na tą antykoncepcję... :)

7 marca 2015, 09:07

Czasem jak czytam "nasze" forum to myślę sobie, że to jakiś obłęd i nie wiem czy to wina nas, czy tego pokręconego świata. Nawet zajście w ciąże stało się zadaniem do wykonania, które chcemy zaplanować, kontrolować itp. Nie mówię, że jestem poza tym - bo niestety nie. CLO, estrofrm, duphaston, olej z wiesiołka, potem tran, oczywiście kwas foliowy, od czasu do czasu żelazo, monitoring owulacji, testy owulacyjne... przynajmniej ciążowych nie robię w każdym cyklu. I zamiast się uczyć do egzaminów czytam forum, książki i zastanawiam się jakie badania zrobić by odkryć "przyczynę". A może to ja jestem przyczyną i to nie w sensie fizycznym ale mentalnym. Może powinnam przestać to wszystko kontrolować? Z drugiej strony szkoda "tracić szansę" jak mogę mieć potwierdzoną na 100% owulację, przecież to zwiększa moje szanse... paranoja.
A ja tylko chciałabym zostać mamą- jak widać to wiele.