Pamiętniki Trudna walka o dziecko z KD
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Trudna walka o dziecko z KD
O mnie: 34 lata, mąż 33 lata, od 5 lat po ślubie, dzieci 0
Czas starania się o dziecko: od kwietnia 2018 r.
Moja historia: Diagnoza już na samym początku starań nas przygniotła - AMH 0,02, brak jajników, konieczność skorzystania z komórki dawczyni. Jednak mimo że wiadomo jaki jest problem i myślałam że po rozwiązaniu go czyli adopcji komórki się uda - no niestety naiwna byłam... Po 3 procedurach in vitro i w trakcie czwartej, 9 nieudanych transferów za nami... Ile jeszcze? Czy to kiedykolwiek się uda?
Moje emocje: Brak sił, zniechęcenie, zmęczenie, brak wiary w szczęśliwe zakończenie, marazm, apatia

23 maja, 23:33

Nawet pisanie pamiętnika mi nie wychodzi, właśnie nasmarowałam długi wpis i się skasował :/ Ech życie nieudacznika... Bo jak inaczej się nazwać skoro 9 transferów z komórką dawczyni się nie udało :( Już praktycznie nie mam co badać, konsultacje z immunologami też nic nie dały, podobnie jak test ERA. Jutro kolejna wizyta u prof. Malinowskiego, bo po 2 transferach z jego zaleceniami, po szczepieniach limfocytami też się nie udało. Czy coś jeszcze wymyśli...? Wiary już brak :( Może nie jest mi dane zostać mamą ale tak bardzo bym tego chciała. Zawsze słyszałam że mam podejście do dzieci.... fajnie, i co z tego. Nie wiem też co dalej, jeśli 10 transfer się nie uda... Kolejna procedura w tej samej klinice? Czy udać się do Czech? Ale tam też z tego co czytam na forum dają te same leki co i w Polsce, czy to coś da zatem? A może adopcja zarodka? Ale dlaczego pozbawiać męża jego biologicznego dziecka? Chyba że jego plemniki też są wadliwe ale nie wydaje się, badania ma w miarę dobre, zarodki też dożywają do blastocysty... Brak mi sił... Chciałam skonsultować się z psychologiem bo chyba tego potrzebuję ale nawet tego nie udało mi się załatwić bo nigdzie akurat nie odbierali telefonu... Człowiek może zgnić ze swoimi myślami i nikogo to nie obejdzie... Idę napisać pytania na jutrzejszą wizytę. Ależ smęcę i piszę depresyjnie ale mam słaby humor i nie umiem tego zmienić... Czy kiedyś jeszcze wyjdzie dla mnie słońce? Wątpię...

25 maja, 12:27

No i w koncu nie napisalam wczoraj po wizycie u prof. Malinowskiego. Sam sie glowil jak zmienic mi zalecenia i stanelo na braniu jednoczesnie Prografu 1 mg x 2 kapsulki i Encortolonu 2x5 mg rozpoczynajac od 10 dni przed transferem. Poza tym dalej Accofil wlew i zastrzyki, Intralipid w dniu transferu, Fraxiparina 0,4 i Acard. Do tego scratching w cyklu przed transferem. Ale to kombo Prografu i Encortolonu ma ponoc maksymalnie ulatwic zagniezdzanie i dac mozliwosc zaimplantowania sie zarodkowi. A zatem w przyszłym cyklu transfer a na scratching ide juz dzisiaj. Troche tchnąl we mnie nadziei prof. ze jest jakas zmiana zalecen a to zawsze jakas szansa ze moze z nimi sie uda, wole chyba tak niz kolejny raz podchodzic na tych samych zaleceniach. Aczkolwiek nie jest to jakas ekscytacja i pewnosc ze sie uda. Zobaczymy.

26 maja, 13:06

Dziwny dzien dzisiaj ten 26 maja. Wszedzie trąbia o dniu matki, pelno wpisów na forum z tym zwiazanych ale mnie to jakoś aż tak nie dotyka w tym roku. Oczywiscie jest lekkie uklucie zalu ze mnie to jeszcze nie dotyczy ale bez tragedii. Moze to skutek wizyty u prof. M ostatnio, ktory jakas iskierke nadziei mi dał zmianą zalecen. A na to ze jeszcze sie nie udalo nic nie poradze przeciez. Jest jak jest, trzeba to przyjac na klate i walczyc dalej. Na szczescie dzien matki trwa tylko 1 dzien, jakos go przetrwam. Po pracy ide do teatru z mezem i tesciowa. Nawet nie wiem na co ale to szczegol 🙈

27 maja, 17:11

Dzisiaj zapracowany dzien. Ale widzialam sie z kolezanka z ktora od pazdziernika mijalysmy sie na pracy zdalnej wiec troche pogadalysmy na zywo. Mam jakies lekkie plamienia po scratchingu, okres jeszcze mam nadzieje ze to nie jest, zreszta to tylko niewielkie plamienia, jeszcze kilka dni zanim okres powinnam dostac i tak tez mi pasuje bo oczywiscie przed kolejnym transferem znowu cala logistyka kiedy osc na wizyte, badania krwi i jak pogodzic to z praca.

Widze 2 komentarze pod poprzednimi postami ale nie umiem bezposrednio na nie odpowiedziec wiec zrobie to w tym wpisie.
Kd_eye mowiac szczerze nie sadzilam ze az taka wytrwaloscia bede musiala sie wykazac. Myslalam ze jak rozwiazemy problem braku jajeczek to juz bedzie z gorki a tu niestety nie. W immunologii na pewno mialam za niskie allo mlr mimo ze w ciazy nigdy nie bylam ale podobno juz samo przygotowanie sie do transferu je podnosi i powinno byc wyzsze, stąd szczepienia. Mam tez na pewno rozjechane cytokiny ale to juz dla mnie wyzsza szkola jazdy i nie umiem konkretnie powiedziec, ktory z tych wynikow powoduje koniecznosc leczenia. Staram sie zaufac lekarzom w tym zakresie.
Justyna1719 to tez ciezko macie. Z dawca jest o tyle lepiej ze mozesz sprobowac inseminacji jesli u Ciebie wszystko ok. Ale dla faceta to chyba tez ciężkie ze to nie jego plemnik bedzie. Ja sie nosze z zamiarem porozmawiania z mezem o ewentualnej adopcji zarodka ale jakos odsuwam to na razie myslac ze moze jednak sie uda, bo wiem ze nie bedzie dla niego to latwe do przekniecia a nie ma zlych wynikow, no chyba ze cos jest nie tak z nasieniem co nie wyszlo w dotychczasowych badaniach.

28 maja, 22:46

Dzisiaj to dopiero mialam zapracowany dzien, ponad 12 godzin w pracy... potem jeszcze wyskoczylam na zakupy ale kupilam sukienke na jutrzejsze spotkanie z kolezankami chociaz.

Wczoraj przeczytalam gdzies ze szanse na udany transfer z blastki z 6 doby a taka nam zostala wynosza 20% a nie tak jak z blastek z 5 doby 33%. Troche mnie to przybilo ale z drugiej strony skoro nam sie z tych najlepszych nie udaje to moze z tej zaskoczy akurat. Poza tym zastanawiam sie czy dobrze ze zrobilam scratching i planuje miec wlew z accofilu. Roznie sie slyszy, ze mozna te dwie rzeczy razem albo ze nie mozna ich laczyc. Sama juz nie wiem kogo sluchac... roznie lekarze mowia. Chce im zaufac ale sama nie wiem. Prof Malinowski mowi ze mozna je łączyc to koze juz tego powinnam sie trzymac.

6 czerwca, 12:49

Dawno nie pisalam ale wyjechałam na kilka dni w Bieszczady. Lubie tam jezdzic, te góry maja cos w sobie, no i te bieszczadzkie anioly, zawsze mam nadzieje ze ich odwiedzenie przyniesie mi cos dobrego. Zaczelam cykl kiedy mam miec transfer ostatniego mrożaka. Postanowiłam wesprzec sie suplementami tym razem, takimi ktorych jeszcze nie bralam bo nie lubie powtarzac w kolko tego samego liczac na inny efekt. Staram sie nastrajac pozytywnie ale to trudne. Niedlugo kolezanka ma slub i wiem ze planuje dziecko zaraz po nim. Staram sie wizualizowac sobie jak fajnie byloby byc razem w ciazy a potem chodzic na spacery z wozkami. Ale sama juz nie wiem jakie lepiej miec nastawienie, obojetnosc czy takie ze na pewno sie nie uda czy wlasnie ze tym razem na pewno bedzie dobrze. Nie mam tez planu co dalej, z 1 strony nie chce go ukladac zeby nie zapeszac a z drugiej czuje sie lepiej majac cos w zanadrzu, latwiej wtedy przetrwac porazke. W tym tygodniu ide tez na konsultacje z akupunktury, nigdy nie mialam. Czlowiek chwyta sie juz wszystkiego. Wracajac do kolezanki, ciekawa jestem czy uda im sie zajsc od razu. Mam nadzieje ze nie doswiadcza takich problemow jak ja mam czy jakichkolwiek ale troche poraza mnie jej pewnosc, ze zaraz po slubie bedzie dziecko w drodze. Nie zawsse tak to dziala. Na pewno tez jesli jej sie uda a mi znowu nie, bedzie zazdrosc. Nie da sie chyba tego wykluczyc.

8 czerwca, 11:31

Wczoraj byl ciezki dzien w pracy wiec nie pisalam. Zamowilam kolejne sulementy, jem juz tego tyle ze niemal sie najadam ;) ale daje mi to, moze zludne, ale jednak poczucie ze cos zmieniam i dzialam. Od dzisiaj biorę prograf i encortolon. Moja kalendarz w telefonie pęka w szwach od przypomnien o lekach, bez tego polowy bym zapominala brac. Z plusow - zrobila sie ladna pogoda. Mozna wyjsc na rower i to nawet wieczorem bo jest dlugo widno. Fajnie sie poruszac. Moze tez cos schudne bo zbliza sie to wesele kolezanki. Zastanawiam sie co z wakacjami, czy cos planowac, rezerwowac czy jednak sie wstrzymac. W piatek wizyta kontrolna w 11dc. Zobaczymy jak tam endo, zazwyczaj ladnie rosnie tylko efektu brak.

9 czerwca, 13:08

Mysle dzisiaj nad swoim nastawieniem psychicznym i wychodzi mi tylko tyle ze wiem ze nic nie wiem. Jak to pogodzić, ze z jednej strony moze powinnam to "olać" czy tez zastosowac to mityczne już odpuszczenie, a z drugiej - trzeba przeciez wierzyc w sukces, wiara czyni cuda, jak podejdziesz z nastawieniwm na nie to sie na pewno nie uda. No to jak w końcu? Nie wiem... trudno zapomniec i odpuscic muszac non stop lykac leki i suple, planowac wizyty, badania i transfer, trudno tez uwierzyc na 100% w sukces skoro tyle razy juz sie nie udalo. Chyba tylko spokoj mnie uratuje. Stoicyzm to jest to. Oraz jeszcze CARPE DIEM. Trzeba chwytac dzien biorac to co daje i nie myslec zanadto nad przyszlością. Ogolnie to coraz czesciej mysle czy moze to glowa mnie blokuje przed zajsciem w ciaze? Moze np. boje sie ze nie dam rady z tak malym dzieckiem w dzien, w nocy, caly czas? A co jak zachoruje? Albo dostanie kolki? Moze gdzies w srodku to siedzi i sprawia ze sie nie udaje? W koncu przeciez glowa jest wazna... niestety ostatnie proby dostania sie do psychologa spelzly na niczym wiec nie wiem nawet czy tak jest. Czy sama moge to stwierdzic? Takie obawy chyba ma kazdy przeciez... No i takie rozkminy mam wlasnie przy srodzie :) P.S. Dzis wizyta u dr od akupunktury, ciekawe jak bedzie.

11 czerwca, 22:17

Bylam w srode na konsultacji u prof. Wozniaka w sprawie akupunktury. Powiedzial ze najlepiej by bylo podejsc do 10 zabiegow. A ja transfer mam jeszcze w tym miesiacu 😂 powiedzial ze jako alternatywe moze mi zaproponować niemiecki wynalazek i wbic jednorazowo igle w ucho, ktora dziala do 2 tyg i po tym czasie mniej wiecej wypada. No i skorzystalam. Moze to cos da. Dzisiaj z kolei wizyta u gin na ocene endo w 11 dc. Endo piekne jak zawsze. Transfer w przyszla sobote. Zostala blastka 4aa z 6 dnia i mam zaczac brac proga 5,5 doby przed transferem. Nie mialam tak jeszcze. Moze to sie okaze skuteczny sposob na mnie? W tym tygodniu 2 znajome urodzily. Tłumaczę sobie ze zwalniają brzuszki dla mnie ;) Moge miec nawet blizniaki klony, nie obraze sie ;)

14 czerwca, 09:20

No to rozpoczęlam wczoraj o 19 przyjmowanie progesteronu. Jakoś stresuje sie tym razem bardziej niz zawsze, chyba dlatego ze to ostatni mrożak. A z drugiej strony chce wierzyć ze będzie dobrze tym razem. Niemalże co 2 godziny jakies leki biore, masakra. Kalendarz w telefonie pęka w szwach. A potem to czekanie do bety... najgorsze. Igła z akupunktury nie wypadła jeszcze z ucha, jak dotykam to czuje ze tam jest. Ciekawe czy to cos da... dobrze ze szykuje sie zajęty tydzien w pracy to szybko zleci.
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego