X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania W oczekiwaniu na dwie kreseczki...
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
W oczekiwaniu na dwie kreseczki...
O mnie: Mam na imię Angelika, mam 28 lat, w lipcu 2012r. wzięłam ślub, do szczęścia brakuje mi tylko jednego...
Czas starania się o dziecko:
Moja historia: Odkąd pamiętam to miałam problemy z miesiączką, ale jako nastolatka nie przywiązywałam do tego zbytniej uwagi. Dopiero, gdy chciałam mieć dziecko zaczęły się problemy. Z początku to było bieganie od lekarza do lekarza, bo jakoś nie mogłam trafić na tego właściwego. Każdy jakoś mnie zbywał i mówił, że to się wszystko z czasem wyreguluje. W końcu trafiłam na lekarza, który naprawdę przejął się moim przypadkiem, była masa badań USG, badanie krwi i nadszedł wyrok PCO... Byłam przerażona, bo wiedziałam, że czeka mnie długa droga, żeby uzyskać oczekiwany efekt. Zmieniałam co chwilę tabletki, bo jakoś mój organizm nie tolerował tych hormonów. Coraz większe dawki, coraz gorsze samopoczucie i coraz większe skutki uboczne. Zaczęłam brać Clo i przy podwójnej dawce w końcu udało się uzyskać owulację. Niby wszystko było w miarę dobrze, bo efekt uzyskany, ale do zapłodnienia nie dochodziło. Z każdą miesiączką moja nadzieja coraz bardziej umierała. W końcu mój lekarz prowadzący kazał zbadać nasienie męża i tu znowu była przykra niespodzianka, bo mężczyzna nie palący, uprawiający zdrowy i aktywny tryb życia miał złe wyniki. Okazało się, że ma żylaki powrózka nasiennego. Oczekiwanie na operację męża i czas rekonwalescencji był okropny, a kiedy szliśmy po wyniki kontrolne nasienia to czułam, że idziemy jak na skazanie, bo przecież operacja nie gwarantowała 100% wyleczenia. Na szczęście nasienie bardzo się poprawiło i lekarz dał nam nadzieję na dzidziusia. Mamy teraz pierwszy cykl z Clo, mąż nadal musi brać witaminy, ale mamy nadzieję, że wkrótce zobaczymy dwie kreseczki na teście :)
Moje emocje:

2 kwietnia 2013, 19:43

Odkąd pamiętam to miałam problemy z miesiączką, ale jako nastolatka nie przywiązywałam do tego zbytniej uwagi. Dopiero, gdy chciałam mieć dziecko zaczęły się problemy. Z początku to było bieganie od lekarza do lekarza, bo jakoś nie mogłam trafić na tego właściwego. Każdy jakoś mnie zbywał i mówił, że to się wszystko z czasem wyreguluje. W końcu trafiłam na lekarza, który naprawdę przejął się moim przypadkiem, była masa badań USG, badanie krwi i nadszedł wyrok PCO... Byłam przerażona, bo wiedziałam, że czeka mnie długa droga, żeby uzyskać oczekiwany efekt. Zmieniałam co chwilę tabletki, bo jakoś mój organizm nie tolerował tych hormonów. Coraz większe dawki, coraz gorsze samopoczucie i coraz większe skutki uboczne.
Zaczęłam brać Clo i przy podwójnej dawce w końcu udało się uzyskać owulację. Niby wszystko było w miarę dobrze, bo efekt uzyskany, ale do zapłodnienia nie dochodziło. Z każdą miesiączką moja nadzieja coraz bardziej umierała. W końcu mój lekarz prowadzący kazał zbadać nasienie męża i tu znowu była przykra niespodzianka, bo mężczyzna nie palący, uprawiający zdrowy i aktywny tryb życia miał złe wyniki. Okazało się, że ma żylaki powrózka nasiennego. Oczekiwanie na operację męża i czas rekonwalescencji był okropny, a kiedy szliśmy po wyniki kontrolne nasienia to czułam, że idziemy jak na skazanie, bo przecież operacja nie gwarantowała 100% wyleczenia. Na szczęście nasienie bardzo się poprawiło i lekarz dał nam nadzieję na dzidziusia. Mamy teraz pierwszy cykl z Clo, mąż nadal musi brać witaminy, ale mamy nadzieję, że wkrótce zobaczymy dwie kreseczki na teście :)

3 kwietnia 2013, 11:51

Jest ciężko, bo nie dość, że psychicznie już wysiadłam to na dodatek źle znoszę hormony. Brzuch mnie bardziej boli niż zwykle... Do tego skutki uboczne w postaci mdłości, wzdęć czy owłosienia tam gdzie nie powinno, go być. Wykres też mi nie wychodzi, bo wczoraj miałam zielone światełko, a dziś jest żółte, a to dopiero 13 dzień. Muszę zainwestować w przyszłym cyklu w termometr owulacyjny i w testu ovu. Tak mnie to wszystko przeraża, bo niby wiem dużo o swojej chorobie, ale jak czytam wpisy innych to przychodzą mi myśli, że jestem źle prowadzona przez swojego ginka. Jedno marzenie, a tyle historii i metod leczenia, że zwariować idzie od tego czytania, a ja jestem taka, że mocno się nakręcam i przejmuję. Jak cieszyć się z bliskości skoro trzeba dostosować się do cyklu i nie da się o tym nie myśleć, bo za każdym razem mam nadzieję, że to będzie ten cykl. Później jest rozczarowanie, bo @ przychodzi, są łzy i wielki smutek, następnie nowy cykl i nowa nadzieja...
Coraz częściej łapię się na tym, że z zazdrością patrzę na kobiety w ciąży, wiem, że to złe tak myśleć, ale to samo przychodzi, dlaczego to one a nie ja.

5 kwietnia 2013, 08:43

Dziś 15 dzień cyklu. Niby owulacja jest, teraz czekanie na zrobienie testu. Bardzo mnie boli brzuch tak jakbym miała zaraz dostać @, ogólnie czuję się tak jak przed @, a to przecież za wcześnie, brzuch boli mnie tak, że aż drętwieje mi noga. Piersi też są jakieś wrażliwe. Tak zawsze było przed @, a nie w środku cyklu. Nie wiem co się dzieje, sama się już nakręcam zbytnio. Najgorsze jest to czekanie, bo mam nadzieję, że tym razem się uda.

19 kwietnia 2013, 07:28

Nowy cykl, nowa nadzieja, że tym razem się uda...