Zaczęłam brać Clo i przy podwójnej dawce w końcu udało się uzyskać owulację. Niby wszystko było w miarę dobrze, bo efekt uzyskany, ale do zapłodnienia nie dochodziło. Z każdą miesiączką moja nadzieja coraz bardziej umierała. W końcu mój lekarz prowadzący kazał zbadać nasienie męża i tu znowu była przykra niespodzianka, bo mężczyzna nie palący, uprawiający zdrowy i aktywny tryb życia miał złe wyniki. Okazało się, że ma żylaki powrózka nasiennego. Oczekiwanie na operację męża i czas rekonwalescencji był okropny, a kiedy szliśmy po wyniki kontrolne nasienia to czułam, że idziemy jak na skazanie, bo przecież operacja nie gwarantowała 100% wyleczenia. Na szczęście nasienie bardzo się poprawiło i lekarz dał nam nadzieję na dzidziusia. Mamy teraz pierwszy cykl z Clo, mąż nadal musi brać witaminy, ale mamy nadzieję, że wkrótce zobaczymy dwie kreseczki na teście
Coraz częściej łapię się na tym, że z zazdrością patrzę na kobiety w ciąży, wiem, że to złe tak myśleć, ale to samo przychodzi, dlaczego to one a nie ja.