W maju 2018, już chciałam do niego się zapisać, ale gdzieś myśl w środku głowy mówiła - " po co, dopiero zaczęłaś się starać na poważnie, dacie radę. Zresztą masz do niego daleko - chce Ci się?". Nie chciało mi się, dałam sobie czas. Teraz żałuję, rok temu rozpoczynając z nim przygodę, byłabym już zdiagnozowana.
Wszystkie podstawowe badania porobione, hormony, panele krzepliwości, laparoskopia powychodziły ok. Gdyby nie upór dr byłoby zasądzone - niepłodność idopatyczna. Tymczasem po badaniach immunologicznych wyszło, że mam zbyt aktywne komórki nk, brak mi kira implantacyjnego i moje allo mlr wynosi 0%. Niby wynik normalny, bo w ciąży nigdy nie byłam, ale dr jak i immunolog zachęcają do szczepień.
Byłam już na nie zapisana. Przełom lutego i marca. Niestety śmierć bliskiej osoby bardzo źle odbiła się na moim zdrowiu i musiałam przemówić szczepienia. Kolejny termin był maj/czerwiec. Jednak przyszła korona i znów pokrzyżowała plany - szczepienia odwołane.
Mam czasem wrażenie, że jak rok się źle rozpoczął, to i źle się skończy. Oby nie.
Po ostaniej wizycie u dr, podkręceniu owulacji - pękły mi 3 pęcherzyki. Dr obstawił mnie lekami - immunosupresja na NK, Accofil na kiry i wspomagająco dupek i dowcipny progesteron.
Trzymajcie kciuki! Za tydzień beta....
Chciałabym, żeby był już był poniedziałek.
Chcę zrobić już tą betę.
Uzbrojona w leki, czuję się spokojniejsza i gdzieś we wnętrzu tli się nadzieja. Mimo to gdzieś z tyłu głowy słyszę głos - "nie bądź głupia, jeśli do tej pory Ci się nie udało, to dlaczego ma Ci się udać teraz?". Staram się od razu odrzucać tą głupią myśl!
Przecież kiedyś w końcu musi się udać, prawda? 🙏
Macie tak, że jak czekacie na wynik to czujecie odrobinę nadziei?
Szczerze miałam odrobinę nadziei, że może coś się wykluło. Pierwszy cykl, w którym zauważyłam, że nie bolały mnie piersi oraz nie wysypało twarzy. Do tej pory już na ok 9 dni przed okresem zaczynały mnie boleć moje bimbałki i pojawiały się pojedyńcze wypryski. Teraz nic, null. To zawsze był mój wyznacznik, że się nie udało.
Ale gdyby miało się udać to chociażby cień cienia był widoczny, prawda?
Chociaż uważam, że na tyle mam już spaczony umysł ciągłym staraniem, że doszukuję się tej kreski. Do tego stopnia, że głowa potrafi sobie zwizualizować cień.
Póki co czekam na betę.
Rano byłam w dwóch punktach, kolejki mnie odstraszyły. Finalnie wykonałam badanie w innej miejscowości.
Czekam na wynik.
Miał być dziś.
Tymczasem awaria na stronie Diagnostyki...
Jak żyć!?
Edit:
Beta: 0.57
Brak mi już sił 😭
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 19:25
Powodzenia :) może to ten czas. Słabo rozpoczęty rok może jest zapowiedzią czegoś pięknego, które nastąpi bardzo szybko :) Trzymam kciuki żeby tak właśnie było :)
@Paulina Nessa, dziękuję za słowa otuchy! 😘
3 pęcherzyki ! wow ! Może udało się zrobić więcej jak jednego kropka ? :)
Trzymam kciuki :) Też z mężem staramy się od maja 2018 o dzidzie. Mam nadzieję, że w końcu doświadczymy tego cudu. :)
@Joan, jeden naprawdę wystarczy, byleby chciał się utrzymać. Już parokrotnie miałam po 3-4 pęcherzyki i niestety nic się z nich nie wykluło. No ale wtedy też lekami nie byłam obstawiona. W lekach nadzieja! :)
@Kate28, w końcu musi się nam kiedyś udać!
Zaczęłaś pisać, fajnie😄 Czyli już można accofil przepisywać? Masz zastrzyk czy tylko wlew?
@Anuśla, a stwierdziłam, że może tutaj moje frustacje i rozczarowania powrzucam, to lżej mi się na duszy zrobi :) Czy można? Na własną odpowiedzialność hehe Nie chciałam dłużej czekać :) Zastrzyki co trzy dni. Jednak kłucie samej siebie nie jest proste 🤣