Pamiętniki Walczymy z PCOS - czy wygraliśmy? :)
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Walczymy z PCOS - czy wygraliśmy? :)
O mnie: W październiku stuknie mi 27 lat. "Realistka" jak mówią o mnie inni. Lubię mieć wszystko zaplanowane: jak widać życia nie da się zaplanować.
Czas starania się o dziecko: od maja 2014r. "na luzie", od września 2014r. ze wspomaganiem
Moja historia: Moja historia zaczyna się w czasach licealnych: z dnia na dzień pogłębiający się atak trądziku leczonego tetracykilną i różnymi mazidłami, miesiączki baaardzo nieregularne, w końcu wizyta u ginekologa - diagnoza: podejrzenie PCOS i pytanie: chce Pani zajść teraz w ciążę? -Oczywiście, że nie. - Diane 35, stała opieka ginekologa (raz na 3 m-ce). I tak przez całe studia. Po rozpoczęciu pracy zmiana ginekologa i postawienie do pionu: kto przez tyle czasu faszeruje się takimi tabletkami?! Zmiana na Bonadea i ciągnięcie jej przez kolejny rok. Potem ślub i decyzja: odstawiamy i zaczynamy się starać. Pierwszy cykl ok. 50 dni, drugi wywoływany luteiną, trzeci - wywoływany luteiną... Na własną rękę porobione hormony, wizyta u gina. USG - obraz typowy dla PCOS, stosunek LH/FSH -1,5, brak owulacji, TSH w normie. Zalecenie Inofolicu, "wyluzowania", dieta + ruch. Gdy po następnym miesiącu cykl przeciągał się w nieskończoność - kolejna wizyta i decyzja: CLO 1x1 od 5 do 9 dnia cyklu. Po 2 miesiącach nic - mimo, że owulacja była na 100% w 22 i 20 dc (badania progesteronu 7dp). Decyzja - CLO 1x1 od 3 do 7 dnia cyklu. Owulacja przyspieszyła i pojawiła się w 17 dc, w następnym cyklu (obecnym) w 18 dniu. CLO pożarło mi śluzówkę (miesiączki jak kot napłakał), śluzu płodnego jak na lekarstwo - wspomaganie olejem z wiesiołka i siemieniem lnianym. Od początku tego cyklu na lepsze ukrwienie endo - acard. Za 3 tygodnie wizyta u gina - decydujemy co dalej. Nie czuję, że mogło się udać mimo starań w odpowiednim czasie. Jeżeli teraz się nie uda u lekarza na biurku czeka na mnie skierowanie na HSG, a dla męża- badanie nasienia.
Moje emocje: Bywają wzloty i upadki, sądzę, że jak u każdego kto walczy z niepłodnością. Wciąż mam nadzieję, że przed 30-tką uda się zaskoczyć.

17 marca 2015, 09:42

Dziś rano w 15 dniu fazy lutealnej zrobiłam ostatni test ciążowy, który został mi z 10 zamówionych na allegro chyba w czerwcu zeszłego roku. Dwie kreski. DWIE KRESKI!!! Po pół roku Inofolicu, 4 cyklach CLO, oleju z wiesiołka, siemienia lnianego i miesiąca Acardu. Z odstawieniem cukru we wszelakich formach (choć były dni załamania) i ruszeniem tyłka (zaczęłam z Ewą, przez ostatni m-c moje "patyki" - nordic walking :))Z moim PCOS. Myślę, że też z małą pomocą "tego z góry" :) Cały czas wydaje mi się że to pomyłka, że niemożliwe. Jutro rano pojadę na krew. Za tydzień wizyta u ginekologa (umówiona 3 m-ce temu...). Do męża jeszcze chyba nie dotarło, myślę, że dotrze gdy usłyszy (oby tak było) bicie serca naszej kropki. Na razie towarzyszy uczucie szczęścia pomieszane ze strachem. Czy wszystko będzie dobrze? Tyle się słyszy złych rzeczy... Oby los był dla nas łaskawy :)