Bardzo kiepski dzień bardzo. Cały dzień popłakuję, czuję się jak jakaś wariatka, która nie może wziąć się w garść, ale to prawda - nie mogę, nie potrafię, za dużo... za dużo do udzwignięcia, albo ja jestem zbyt słaba.
Bo przecież nie może iść w końcu, po pół roku jeżdzenia cykl w cykl, gładko, no nie może. Szło...dopóki się dziś rano nie obudziłam, żeby odkryć, że mam infekcję. Niby infekcja nie koniec świata, niby, gdyby nie to, że transfer (planowany) na za parę dni może się przez to nie odbyć (tfu, tfu, tfu), nie wspominając o tym, że nie mogę już aplikować globulek na endo, co znaczy, że od jutra będzie spadać zamiast rosnać jak zaczne stosować cała litanie prolutexów, lutinusów itd itp.
Mąż mówi..przecież miałaś się nie nastawiać, przecież mówiłaś będzie co ma być...no może i mówiłam, ale jak podliczyłam ile wydaliśmy w tym miesiącu (2 tyś) i ile się najeździliśmy (do kliniki 140 km, bylismy 5 razy - to są wyprawy zazwyczaj całodzienne) i ile się nabrałam leków i zastrzyków i teraz miało by nawet do transferu nie dojść ......... w życiu nie przypuszczałam, że tak to wszystko wygląda
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2019, 18:54
W piatek okazało się, że endo 9,4 mm , rozbeczałam się, trzęsłam ze szcześcia, progesteron bardzo dobry transfer w niedzielę. Nie do uwierzenia!
Obecnie po transferze, szczęśliwa, ale z nowymi obawiami. bo jednak zgodziłam się na podanie dwóch zarodków, a nie jestem co do tego przekonana, no, ale przeciez teraz mi juz ich nie wyjmą

.
Teraz wyrzymać tydzień! tylko jak?
3 dpt. Obudziłam się z płaczem. Już sama nie wiem czy we śnie czy na jawie to było, ale gadalam z bąbelkami. Mówiłam im, że wszyscy tu na nie czekają. Mama, tata, babcia, dziadek, ciocie i wyjkowie. Chyba schizuje. Ciężko będzie się z nimi pożegnać.
W tolacie lutinus zabarwiony na różowo, ale czy to coś znaczy ?
Święta Rito wyproś łaski dla mnie u Pana Boga i pozwól mi cieszyć się macierzyństwem.
Wariuje. To na pewno.
I czekam. Nadal. To dopiero 4 dpt, a ja czuję jakby cała wieczność, a z drugiej strony nie chcę, żeby ten dzień przyszedł, bo boję się porażki. Nie wiem jak pójdę we wtorek do pracy. Brzuch mnie boli chyba jak na okres, w dodatku cały dzień śpię, ale u mnie to normalne, bo przecież uwielbiam spać. Ale dziś to jakby mi ktoś obuchem w głowę strzelił, i z koncentracją też mam problem. Kupiłam test. I myślę jutro iść na betę. Jeśli będzie 0 to będę miała więcej czasu na dojście do siebie.
6 dpt. Wczoraj zrobilam test sikany - negatywny, no, ale co mialo wyjść w 5 dpt. Potem polecialam na betę... trzeba bylo czekać kilka godzin, jakoś przeżyłam, właściwie to nie chciałam czytać tej bety, spacerowalam sobie i korzystałam z pięknej pogody. Ale w końcu poszłam. Dopiero w domu sprawdziłam, choć już.mina pani z laboratorium zdradzila conieco. Beta pozytywna 8,23. Pół godziny w szoku siedziałam..zaraz relanium, żeby się nie denerwować, cieszyć też się nie można bo to za wcześnie. Ale to byl magiczny moment. Zobaczymy co będzie dalej. Następną beta w poniedziałek. Dziś nie było plamien i brzuch też mniej boli, jajniki tylko. Znowu troszkę gadałam z bąbelkami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2019, 15:50
7 dpt. W oczekiwaniu na jutro postanowiłam zrobić sikanca, i to nie jakiegoś mega czulego, i wyszedl POZYTYWNY !
Jezu ludzie jak ja do jutra wytrzymam do tej bety, jeść nie mogę, spać też coś nie bardzo, schudlam 3 kg. Modlę się nieustannie.
Pani w labolatorium dziś się nie uśmiechnęła.