Pamiętniki Życie jest tylko jedno, dlatego pierniczę problemy, pnę się na Everest moich marzeń
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Życie jest tylko jedno, dlatego pierniczę problemy, pnę się na Everest moich marzeń
O mnie: Mam na imię Ania, mam 25 lat.
Czas starania się o dziecko:
Moja historia: Moja historia? Hmm mogę tu napisać parę tomów ale kogo to będzie obchodzić? Moja historia jest bardzo podobna do tych tutaj zamieszczanych. Jedni stwierdzą , co Ty wiesz o problemach? Inni, masz przechlapane... Moim celem nie jest promowanie mojego pamiętnika, nakręcanie się, czy też użalanie się nad sobą. Mam jedno cudowne dziecko za które Bogu codziennie dziękuję i nie tylko dlatego, że je mam ale dlatego, że jest żywe, zdrowe i moje. Nie była to ciąża usłana różami ale... Nie potrafię pisać pamiętnika, w ogóle potrafię popełniać błędy ortograficzne, które rażą w oczy. Cóż, taki mój urok. Parę miesięcy temu straciłam moją drugą dziecinę. Nie lubię o tym rozmawiać, pamiętnik to dla mnie terapia.. Ciągle wracam do tych wspomnień i mam dużo żalu do siebię.. Od początku wierzyłam, że to córeczka. Nadaliśmy jej imię Zuzia- od nie Dżeskika, czy Jaśmina ani też żadna Rumpurara.. To dziecko na początku było dla mnie dużym zaskoczeniem. Chciałam schudnąć po poprzedniej ciąży, byłam zmęczona opieką nad moim pierwszym wcześniakiem i wieloma wizytami u specjalistów. Chciałam podjąć pracę.. Chciałam dziecka ale chyba ciało nie zgrało się z rozumem i sercem. Zazię straciłam w 12 tyg, choć zmarła ona około 9 tygodnia. Ból poronienia i serca nigdy nie opuści moich wspomnień. Przed oczami mam ciągle widok małej fasolki na mojej dłoni. Ona była człowiekiem, była śliczna, moja. Wkurzam się, gdy kobiety teraz walczą w obronie aborcji. Nie rozumiem, dlaczego chcą wyrzec się swej naturze i pozwolić na zbrodnie na swoich dzieciach... To jest tragedia, koniec świata. Pisząc to zalewam się łzami. Dziś rozpoczynam nowy rozdział życia. Spakowałam pamiątki po mojej córce- zdjęcia, wyniki. Dziś pożegnam się z nimi. Ona będzie zawsze żywa w moim sercu, nie chcę patrzeć na jej martwe ciałko ze zdjęć Usg. W tym miesiącu dałam na wstrzymanie. Zaczęłam się odchudzać, zdrowo jeść, dbać o siebię i rodzinę. Jest ciężko z wszystkimi, nie ogarniam bałaganu, syn czasem zje zupkę że słoika lub parówkę. Nie jestem idealną matką ale wiem, że w oczach mojego dziecka jestem i zawsze będę. Staram się dla rodziny i dla siebię. Wierzę, że jeśli sobie wybaczę to nic mnie nie zatrzyma. Znowu będę się śmiała i biegła z wiatrem z otwartymi ramionami. Życie potrafi być piękne i ja chcę aby moje takie było. To co złego się wydarzyło, tylko mnie umocnił choć zostawiło blizny to chcę być jak wojownik, poraniony ale hardy i gotowy na to co przyniesie kolejny dzień. Za oknem wychodzi słońce, i w moim sercu także. Trzymajcie za mnie kciuki.
Moje emocje: Nieustanna nadzieja, optymizm, czasem smutek i rozczarowanie.

8 grudnia 2014, 18:58

Dziś rozpoczęłam swój pamiętnik. Dlaczego nie? Moja historia nie jest ciekawa ani też wzruszająca. Bardzo dobrze mi się czytało pamiętniki innych Staraczek i wiem, że to przede wszystkim pomaga w wyciszeniu samej siebie. Nie chcę obarczać męża moimi nowinkami, ciągłym mówieniu o dniach płodnych, owulacjach itp. Nie chcę zaprzątać mu głowy. Ostatnio ma bardzo dużo nerwów w pracy i bardzo mi go szkoda. Przez to ma mniejszą ochotę na serduszkowanie bo ciągle myśli o tym co musi zrobić jutro.. eh.. Dlatego gdy przychodzi do domku to staram się go rozluźnić i pocieszyć..robię obiadek, coś słodkiego (lubi strasznie słodkie smakołyki), dużo rozmawiamy, nie tylko o tych domowych i zawodowych sprawach. Ja sama nie pracuję (czasem mi ciężko, że on się tak męczy a ja w siedzę w domu). Dużo rozmawiamy o dzieciach i jemu tak jak i mi bardzo się one marzą.
Dziś wstąpił we mnie piorun entuzjazmu... jeszcze przed godziną byłam zamyślona i markotna..tempka nijaka, śluz nie do określenia, szyjka raz wysoko, raz nisko..ostatnio testy owulkowe negatywy a dziś...pozytyw! Tylko mąż ma za sobą ciężki dzień... ciekawe z jakim nastawieniem wróci... Najwyżej zje smaczne jedzonko, wypijemy po lampce winka, wyśpi się a rano go "zaatakuję" hi hi hi.

8 grudnia 2014, 19:06

Stres źle wpływa na płodność faceta ale co zrobić? Życie teraz nie jest takie proste i ciężko jest się wyluzować... W połowie stycznia jedziemy na narty do Włoch, chcę, żeby się wyluzował.M trochę się martwi, że jeśli będę w ciąży to może nie powinniśmy jechać ale co ma być to będzie.. nie wyprzedzam faktów. Jak Bóg da to musiałby mieć powód, żeby też zabrać. Jeśli mamy być rodzicami to na pewno będziemy, mocno w to wierzę :)
PS jestem bardzo wierzącą osobą- rozmawiam często z Bogiem i wiem, że on nas słucha :) w końcu po 6 latach próśb, jednak moje drogi i mojego męża się połączyły i był to całkowity przypadek jak z filmu. Dziecko to cud a cuda to nie przypadek, błąd, czy zaniedbanie. Wszystko ma swój sens...

9 grudnia 2014, 10:20

Wczoraj mąż wrócił strasznie zły z pracy...trochę pogadaliśmy i oglądneliśmy film. Wieczorem nie miał ochoty na serduszkowanie. Potem zmienił zdanie ale na początku zrobiło mi się przykro, że po pozytywnym teście, gdy mamy największe szanse to on nie ma ochoty.. ale to była chwilowa myśl :)

Dziś pobudka o 5.. przez to mam spadek w tempkach na wykresie bo mierzona godzinę, przed czasem. Mój mąż jest przeziębiony i miał straszny kaszel...zrobiłam mu polopirynę i melisę z szałwią. Po tym usneliśmy i obudziliśmy się dopiero o 9. Kurcze mam jakieś dziwne przeczucie, że w grudniu się uda... :) Dziś bolą mnie jakby plecy, albo oba jajniki...dziwny ból. Mam całą masę prania i sprzątania.... to odwróci moje myśli od ciąży :)

12 grudnia 2014, 08:13

Oj nie pisałam troszkę :) wczoraj się podłamałam bo temperatura ciągle nie rosła tak, jak powinna, nawet mi się serduszkować nie chciało albo i chciało dla tej owulacji. Dziś z rana trochę zaspałam i M robiłam kanapki w biegu. W piątki pościmy więc śniadanie lekkostrawne :) i co najważniejsze, temperatura rośnie. Nie ma tu mowy o jakimś skoku ogromnym ale to więcej niż ostatnio- już się martwiłam, że termometr ma skalę do 36.5 :) oby się udało bo boję się, że popadnę w paranoję. Wiem, że to nie proste ale zawsze miałam problemy z @ i czasami myślałam, że skoro tak bardzo kocham dzieci to pewnie los mi postawi jakąś przeszkodę... muszę się uzbroić w siłę, żeby ją przeskoczyć.
Cieszę się strasznie, bo M postanowił kupić działkę na wsi i okazało się, że prawdopodobnie staniemy się posiadaczami aż 2 ha :) jak rolnicy hehe (zawsze to jakaś perspektywa, gdy mąż będzie miał dość swojej pracy). Do tego ma to być działka we wsi, z którą wiążę bardzo dużo wspomnień z dzieciństwa :) powiem, że to było moje skryte marzenie- marzenia się spełniają, to pewne. Nie od razu bo na swoje największe w postaci mojego M, czekałam aż 6 lat ale wytrwałość i cierpliwość opłaca. Z dzidziusiem też tak będzie :) Następne moje marzenie to konik i pies aaale to może poczekać :) w końcu przed nimi jest kolejka paru bardzo ważnych fasolek :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2014, 08:13

15 grudnia 2014, 19:00

Nie pisałam pare dni ale to dlatego, że internet szwankował. Dziś opracowuje pomysł na tort- moja mama ma jutro urodzinki. Strasznie lubie pichcić w swojej kuchni. W tym roku z M robimy sylwestra w domu. Oczywiscie to wyzwanie kulinarne dla mnie i niezła gradka. Oczywiście staram sie wybiegać w przyszłość, nie tylko do dnia testowania heh ale przyznam, ze nic nie przebije tego dnia. Marzę, żeby powiedzieć M w święta, że nasza fasolka kiełkuje :-D Boże Narodzenie to czas cudów, dlatego wierzę z całych sił. Od wczoraj pobolewają mnie piersi ale mimo tego, ze jestem lekko przeziębiona to mam dużo energii :-) moze to coś oznacza? Jutro piekę pierniczki :-) i mam w planach zrobić parę ozdób na choinkę. W tym roku wykończyliśmy górę, więc mamy miejsce na piękną, dużą zieloną.

17 grudnia 2014, 08:53

Dziś pokusiło mnie, żeby zrobić test i się doigrałam...wyszedł negatywny ale nawet gdyby to po co tak wcześnie...eh :) poczekamy do tego 22-23 grudnia :) nic nie mówię mężowi bo po co ma się dodatkowo stresować. Powiem, jak będą już II kreski lub gdy będę potrzebować pocieszenia w niepowodzeniu. Kurcze wierzę, że to może być to. Piersi nie bolą mnie tak strasznie, we wcześniejszym cyklu bolały strasznie same brodawki. Ogólnie nic specjalnego nie widzę. Na pewno, czego nie było w innych poprzedzających cyklach, bardzo dużo kremowego śluzu. Apetyt mam nieco zaostrzony ale to pewnie zajadam na słabą pogodę. Dziś może zabiorę się za świąteczne pierniczki. Miałam zrobić dla M do pracy :) wczoraj moja mama miała 51 urodziny i upiekłam jej tort. Miód na moje uczy, gdy słyszałam same pochwały od wszystkich. Pył pyszny :) Czekoladowy biszkopt, bita śmietana i pijana wiśnia w galaretce. Trochę się natrudziłam nad ozdobami ale to był istny majstersztyk. Szkoda, że nie zrobiłam fotki...

17 grudnia 2014, 19:46

Rudz!a, dzięki :) będę do Cie zaglądać i patrzeć, co nowego:)Wczoraj przy torcie ciągle podjadałam bitą śmietanę, potem robiłam kapuśniak i naszła mnie chęć na kapustę kiszoną hehe ale ja tak często "mieszam" :) ostatnio bardzo wymyślnie przyznam :) wprawdzie zawsze chciałam mieć dzidziusia w okresie wiosenno-letnim ale w końcu to nie ma znaczenia.. wiadomo, kiedyś człowiekowi się wydawało, że zajść w ciąże to pryszcz i można sobie zaplanować, kiedy poród itp.. teraz wiem, że są ważniejsze rzeczy niż znak zodiaku, czy pora roku. Gdy patrzę na mojego M to mi się marzy, żeby był już tatusiem :) gdy bawi się z moim 3 letnim chrześniakiem to strasznie się rozczulam :) czasem aż muszę się odwrócić, bo łezka mi się kręci. To taki wspaniały widok... M jest fanatykiem bmw (nie jest dresem ani gangsterem :) he he), lubi dobre samochody i trochę je kolekcjonuje. Jeszcze przed ślubem oglądał foteliki bmw do samochodu i wózki hehehe :) słodkie to było. Pociesza mnie jak może i nawet sam stwierdził, że gdzieś czytał, że palenie mentolowych papierosów upośledza płodność (kiedyś palił), więc jeśli się nie uda to jest gotów się zbadać pod tym kontem. CO do mojego samopoczucia to nic ciekawego się nie dzieje. O dziwo, co mnie bardzo cieszy dawno nie bolała mnie głowa :) ogólnie czasami cierpię na migrenę i wtedy wyłącza mnie to z życia. Kładę się i nakrywam szczelnie kocem czekając aż mnie ból opuści, często to parę godzin. Moim zdaniem za często tu zaglądam, swój wykres oglądam średnio 5x dziennie, analizując objawy itp. czytam i oglądam też wykresy dziewczyn, którym się udało i ciągle moje nadzieje rosną. Nie chcę się zniechęcić, jeżeli się nie uda. Zawsze miałam spore rozbieżności z cyklami. Raz było ok, innym razem przerwa po 50 dni... teraz zmieniłam ginkę i kazała mi przyjść za 3 miesiące jak już się wszystko unormuje (biorę eutyrox 25 na Hashi). To ponoć ma pomóc...dodatkowo mam hiperlipidemię, cholesterol 230... mam wagę w normie. Dostałam skierowanie do kliniki zaburzeń metabolizmu i będę miała ułożoną indywidualną dietę..ale pierwsza wizyta dopiero 27 stycznia, potem w marcu. A może do tej pory będę już hodować Jasia Fasolę? :)

18 grudnia 2014, 11:44

Dziś ponury dzionek.. rano poszliśmy po choinkę. M ma dziś zły humor bo w pracy idzie ciężko. W ogóle jakieś dziwne czasy nastały, wszyscy chodzą źli, w pracy źle..co chwilę słyszę, że ten znajomy się rozszedł z żoną, ktoś umarł, komuś upada firma...nikt nie ma czasu, wszyscy zabiegani. Mój M jeszcze niedawno był bardzo optymistyczny a teraz strasznie się stresuje pracą..do tego doszedł mu refluks, obniżona odporność przez boreliozę, którą miał kiedyś... eh.. bierzemy razem witaminy :) staram się o niego dbać bo facet bez nadzoru kobiety strasznie zaniedbuje swoje zdrowie, co z tego, że ma uprasowaną koszulę.. :) Dziś tempka ma tendencję spadkową ale ciągle wierzę, że jutro skoczy i pokaże co potrafi. Jeśli chodzi o jakieś objawy to dalej nic ciekawego się nie dzieje. Zastanawiają mnie piersi bo nie bolą jakoś strasznie a nawet powiem, że bardzo lekko. W zeszłym cyklu bolały same brodawki..i to jak :) na początku dotyk był miły bo były bardzo wrażliwe ale potem to już nawet obcisła bluzka mnie drażniła. Skończyło się to krwawo ale może w tym miesiącu będzie inaczej. Przez ostatnie dni zjadłam ponad 2 kg bananów :) wczoraj ugryzłam kawałek kiełbaski i zagryzłam pomarańczem :) pewnie to nic nie znaczy ale apetyt mam dziwny.

18 grudnia 2014, 16:45

Dziś kompletnie nic mi się nie chce..miałam dokończyć pierniczki ale nie wiem, czy mi się chce. M ma dziś wigilię w pracy o 18 więc wieczór spędzę samotnie :( przykro mi gdy on ma imprezy w pracy a ja siedzę w domu i się nudzę. Chyba podminowała mnie ta niższa temperaturka. Mam nadzieję, że jutro skoczy, bo w przeciwnym razie stracę nadzieję. Chyba się podniosę z kanapy i wezmę za sprzątanie bo jutro przychodzi ksiądz po kolędzie (wcześnie..). Dziś musiałam jechać do sklepu z dewocjonaliami i kupić "zestaw od księdza" :), biały obrus też się gdzieś znajdzie.

19 grudnia 2014, 16:19

Po ciężkim dniu w końcu wyszło słońce :) dziś temperaturaoh skoczyła więc jestem dalej pełna nadziei :) ah...w sobotę i niedziele mam dużo zajęć więc nie będę miała czasu pewnie tu zaglądać i myśleć za dużo o wukresach (o ciąży owszem-robię to bez przerwy). M dziś, gdy dowiedział się, że temperatura ruszyła bardzo mocno mnie przytulił. Zaczyna widzieć, jak bardzo jest to dla mnie ważne. Do niedawna mówił mi, że nie muszę badać tempki, abyśmy poszli na spontan. Oczywiście kusząca propozycja ale wiem, że przy chorej tarczycy, nawet jeśli te cykle zakończą się brakiem fasolinki to będę mogła je porównywać i nosić do ginki, do wglądu. Dziś od rana mam dużo energii.. ugotowałam obiad, deser, posprzątałam i nawet miałam czas się ogarnąć :) teraz leżę tylko na kanapie z laptopem i pyszną herbatką z cytrynką i goździkami :)