Czy któraś z Was miała problem w wystawieniu prawidłowego zaświadczenia o martwym urodzeniu?
To moje drugie poronienie, ciąża była raczej biochemiczna chociaż uwidocznił się albo pęcherzyk rzekomy albo jakaś inna zmiana, mimo, że podczas wizyty lekarskiej padło sformułowanie "maleńki pęcherzyk ciążowy".
Po pierwszym poronieniu pokornie przyjęłam diagnozę i to że "trzeba się dalej starać". Poszłam do pracy następnego dnia. Tym razem, mimo, że do poronienia doszło na znacznie wcześniejszym etapie to ból fizyczny i psychiczny był nieporównywalnie większy, ciąża była wyczekana i wystarana rok, zanim ponownie doszło do zapłodnienia.
Po wizycie lekarskiej zostałam zapytana czy potrzebuję l-4 i powiedziałam, że nie o ile mogę skorzystać ze skróconego urlopu macierzyńskiego. Lekarka odpowiedziała, że tak i wystawiła mi zaświadczenie lekarskie o poronieniu we. wzoru typowego dla zaświadczeń lekarskich, z rozpoznaniem O03 Poronienie samoistne. CII PI ciąża wczesna.
Zaświadczenie okazało się oczywiście nieprawidłowe. Lekarka odmówiła wystawienia prawidłowego stwierdzając, że nie da się sprawdzić podczas ciąży biochemicznej kiedy dochodzi do poronienia (rozpoczęłam intensywne krwawienie 5.05.2026r. i zakończyłam 8.05.2026r.) więc wydaje mi się, że można stwierdzić, że doszło całkowicie do wydalenia tkanek a i beta spadła już do wartości niewykrywalnej.
Moje pytanie do Was: czy któraś z Was ma doświadczenie z lekarzem na Śląsku, Małopolsce czy Podkarpaciu który nie potraktuje mnie jak wariatki i nie powie, że "nie da się stwierdzić zgonu Pani zarodka"? Cała dokumentacja jest, beta, usg, itd. nie byłam nigdy leczona zastrzykami, ciąża na cyklu naturalnym.
Dzięki!