Hej wszystkim, jestem tu nowa, postanowiłam dołączyć do forum po dzisiejszej wizycie u gin… czuję się nie zrozumiana.
Ale od początku…
Mam 24 lata, od dwóch cykli zaczęliśmy starania o ciążę (ktoś pewnie pomyśli pfff co to dwa cykle). Brak chorób i jakiś większych zaburzeń cyklu, myślałam że wyjdzie od ręki, ale niestety. Dbam o dietę, suplementację i aktywność fizyczną.
Ktoś powie że o co mi chodzi, jak tak naprawdę to tylko 2 cykle, a nas goni czas, ze względów zawodowych. Została nam ostatnia próba w kolejnym cyklu i jeśli się nie uda musimy odłożyć starania na prawie rok 😓 a bardzo bym tego nie chciała.
Historia ginekologiczna:
2022-2024 - antykoncepcja hormonalna (bolesne miesiączki, przed tym okresem cykle 30-35 dni)
Krótki epizod brania lipiec- październik 2025 (od tego czasu cykle 28-31 dni)
W poprzednim cyklu brak wyraźnego Piku w testach owulacyjnych (dobretesty), najbardziej zbliżony wynik do pozytywnego 18 DC, razem z mężem ❤️❤️ w kolejnych dniach no oczywiście nie wyszło nic. Jeszcze wtedy bez kontroli temperatury. Myślałam że coś przegapiłam, pomyliłam przecież jestem młoda zdrowa powinno wyjść. Progesteron 30 DC 1,8.
Myślę pewnie jednorazowy niewypał. Próbujemy jeszcze raz.
Aktualny cykl, kupiłam testy z easyhome, termometr i obserwuję. 13 DC - widać ciemnienie kreski, sa na równi z kontrolną, pojawia się śluz więc znowu akcja, ❤️❤️. Niestety brak wyraźnego wzrostu temperatury . Myślę okey fałszywy alarm, śledzę dalej. Kreski w testach żyją własnym życiem, raz ciemnieją raz są jaśniejsze. Widać taką fale tego lh. (Dodam że testowałam bardzo dużo.) Temperatura ani drgnie. 20 DC dalej wyraźne zaciemnienie kreski , powiedziałabym że nawet mocniejsze niż wtedy, powiedziałabym że to już musi być to, znów pojawiło się dużo śluzu więc ❤️❤️. Ale znowu temperatura ani drgnie.
Wczoraj tj. w 24. dniu cyklu miałam wykonane USG. Lekarz opisał pęcherzyk dominujący w lewym jajniku o średnicy 17 mm, nie stwierdził obecności ciałka żółtego, endometrium miało 9,1 mm. Tego samego dnia progesteron wyniósł 0,4. TSH mam 1,5, prolaktynę 18. Powiedział że z niego to już raczej nic nie będzie przy długości moich cykli. Okey…
Byłam dziś na konsultacji u innego ginekologa. Ten natomiast powiedział, że jeszcze nie przekreśla tego pęcherzyka i na razie nie chce włączać stymulacji owulacji na przyszłość. Zalecił obserwację i ewentualnie monitoring w kolejnych cyklach. Zastanawiam się jednak, czy przy cyklu trwającym 28–31 dni pęcherzyk 17 mm w 24. dniu cyklu ma jeszcze realną szansę pęknąć (ten lekarz znowu bierze pod uwagę te cykle sprzed czasu stosowania anty czyli te do 35 dni). Zrobiłam jeszcze dziś LH z krwi zobaczymy co wyjdzie ale zrobiłam to już z czystej ciekawości.
Być może panikuję za szybko, być może źle zrobiłam że nie byłam na USG w poprzednim cyklu, ale naprawdę liczyłam że uda się bez żadnych ingerencji.
Dzisiejsze teksty lekarza mocno mnie podłamały, poczułam że szukam sobie problemu, że dwa takie cykle to nic, a ja po prostu chciałam usłyszeć plan działania na najbliższy cykl, żeby wytłumaczył mi różne możliwości. Być może coś jeszcze trzeba sprawdzić być może moje wszystkie cykle tak wyglądają i nie chcę czekać 1 roku nieudanych prób, a być może to akurat te 1-2 cykle bezowulacyjne w ciągu całego roku wypadły teraz.
Chce podejść do tego na spokojnie.
Czy któraś z Was miała podobną sytuację? Czy pęcherzyk pękł mimo tak późnego dnia cyklu? Czy lekarz podawał jeszcze zastrzyk hCG, czy uznał cykl za bezowulacyjny i dopiero od następnego cyklu wprowadził leczenie (np. letrozol lub inną stymulację)?
Będę wdzięczna za Wasze doświadczenia.