Mam problem z moją siostrą. Ona też się starała i poroniła, gdyż dziecku w 8 tygodniu przestało bić serduszko. I jak mówię że mam wizytę za 3/4 tygodnie to pyta czy sie nie martwię, i że ona by robiła więcej testów i częściej chodziła do lekarza. Trochę mnie to stresuje. Ja staram się podchodzić do tego z myślą co będzie to będzie. I tak nie mam na to wpływu jeśli coś się stanie. Moja lekarka powiedziała na ostatniej wizycie, że nie mam czym się denerwować i widzimy się za 4 tygodnie. Dostałam progesteron na wszelki wypadek i żeby zabezpieczyć dzidziusia w związku z tą torbielą. Gdyby bolał mnie brzuch albo coś się działo to mam do niej napisać i ewentualnie jechać do szpitala.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2025, 00:46
Czeka mnie jeszcze założenie szwu na szyjkę w najbliższym czasie i krzywa glukozowa.
Teraz jak nie mam już tyle mdłości to czekam aż zacznę czuć ruchy malucha i już się nie mogę doczekać. Niestety łożysko jest na przedniej ścianie macicy więc pewnie będę musiała czekać do 20 tygodnia albo dłużej🫣.
Nadal mamy progesteron dopochwowo ze względu na niewydolność szyjki w poprzedniej ciąży. Zaczynam powoli wierzyć że tym razem się uda 😍 następne USG za tydzień ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października, 22:33
Zaraz po porodzie mogliśmy poleżeć skóra do skóry przez około 2 godziny, chociaż wydaje mi się że trwało to dłużej.❤️ Maluch był przecudowny te jego malutkie oczka które oglądały świat były piękne. Próbowaliśmy go przystawić do piersi jednak się nie udało. Położna stwierdziła że pewnie nie jest głodny, i że ma jeszcze zapasy z brzuszka i nie każde dziecko chwyta pierś zaraz po porodzie. (Swoją drogą bardzo jestem jej wdzięczna bo prowadziła mnie przez ten poród cudownie i była bardzo empatyczna i dyskretna - wiem że podczas parcia zrobiłam kupę a ona wycierała mnie cały czas twierdząc że to pozostałości czopa i wód płodowych😂 Anioł nie kobieta)
Ze względu że poród był w sobotę rano nie było w szpitalu do poniedziałku doradczyni laktacyjnej. Ja oczywiście próbowałam młodego przystawiać ale nie bardzo mi to szło, maluch coś tam possał ale za chwilę zasypiał więc myślałam że może jest za bardzo zmęczony, albo jednak coś tam mu leci ( myślałem że mam mleko, bo po poprzednim poronieniu w 23 tygodniu miałam nawał po 3-4 dniach, więc założyłam że jakieś kropelki mu poleciały). Z resztą położne twierdziły że przez 24 godziny od porodu dzieci często śpią i nie jedzą bo mają jeszcze zapas z brzuszka. A Maluchowi co chwilę sprawdzano glukozę z powodu mojej cukrzycy ciażowej więc byłam pewna że nie ma spadków cukru. W nocy z soboty na niedzielę młody był już bardzo głodny i nie potrafił złapać piersi więc dostał pierwszy raz mleko modyfikowane. Oczywiście ja pełna nadziei rano poprosiłam o laktator i zaczęłam odciągać mleko. Jakież było moje zdziwienie gdy w po pierwszej randce z laktatorem udało mi się wycisnąć tylko kroplę siary. Jedna z położnych stwierdziła to bardzo mało, co też mnie trochę dobiło, ale wzięłam się w garść i co 3 godziny w dzień i w nocy odciagalam moje kropelki mleka dla synka.
W poniedziałek rano przyszła doradczyni laktacyjna i obejrzała malucha oraz mnie i podjęliśmy próbę przystawienia. Do jednej piersi się nie udało, kombinowaliśmy z drugą i z pozycjami. Udało się go przystawić spod pachy. Byłam przeszczęśliwa że ssie i słychać nawet jak połyka. Dostałam całą rozpiska jak mam karmić - na początku próbować przystawić jak się dzidzia denerwuje podać mu kilka łyków mojego odciągniętego I próbować znów przystawić jak skończy jeść z piersi to podać moje odciągnięte z butelki i później modyfikowane na koniec jeśli jeszcze będzie głodny. Do tego miałam cały plan na rozkręcenie laktacji I jak mam pracować z laktatorem ręcznym w domu. Zauważyła że dostałam za duży lejek i już mi się tworzyły ranki wokół brodawek więc przyniosła mi mniejszy lejek i powiedziała jak dbać o piersi. Była trochę zmartwiona że nie mam jeszcze nawału ale stwierdziła że powinien nadejść lada dzień. Nie nadszedł...
Dzień w szpitalu wyglądał następująco: próba karmienia, podanie tego co udało mi się odciągnąćz dokarmienie mm, odciąganie mleka laktatorem jak mały spał, mycie butelek i laktatora i tak w kółko do tego badania i ważenie młodego. Spadł z wagi z 2900 na 2690, więc nie wiedziałam czy nas wypuszczą we wtorek. W szpitalu prawie nie spałam (współlokatorka nie była dobra) do tego tę sesję z laktatorem i to mycie i sterylizowanie butelek i smoczków zajmowało trochę czasu i byłam przeszczęśliwa jak udało mi się odciągnąć 1mililitr, później 3 a z każdą kolejną sesja coraz więcej. We wtorek rano miałam już 10 ml i byłam z siebie bardzo dumna.
Na szczęście udało się i zostaliśmy wypisani do domu we wtorek po południu. Jeszcze w szpitalu zamówiłam laktator ale było jakieś opóźnienie i w domu musiałam odciągać ręcznym. Każda próba przystawienia malucha do piersi była dla mnie trudna. Dziecko nie chciało ssać z jednej piersi pomimo prób przystawienia w różnych pozycjach jadł tylko z tej z której złapał za pierwszym razem i to nie przy każdym karmieniu i tylko w jednej pozycji spod pachy gdzie musiałam się do niego nachylać co po pewnym czasie powodowało ból pleców. Ja na początku walczyłam z laktatorem ręcznym później z elektrycznym i z tej jednej piers z której nie jadł mleka odciagalam wyraźnie mniej. W pewnym momencie byłam już tak zmęczona że pomijałam sesje z laktatorem po to żeby odpocząć odrobinę. Po jakimś tygodniu może dłużej takiej wałki pewnego poranka maluch nie chciał w ogóle złapać piersi więc z płaczem podałam mu butelkę mieszanki. Gdy zobaczył mnie mój mąż i dowiedział się dlaczego płacze stwierdził że nieważne czym go będziemy karmić ważne że będzie najedzony i to spowodowało że odpuściłam ale nie próby karmienia, tylko w głowie tą presję na rozkręcenie laktacji i karmienie wyłącznie piersią. Doszłam do wniosku że nie ma sensu się tym tak przejmować najwyżej przejdziemy na mm jak nie będę miała mleka.
Mimo wszystko podjęłam próby karmienia piersią i postanowiłam jeszcze raz systematycznie pracować z laktatorem. Po 1 takim dniu i nocy odciągania co 3 godziny obudziłam się rano z pełnymi piersiami. Nie był to typowy nawał, ale po prostu piersi pełne mleka. Do tego to był dzień podwójnego sukcesu bo maluch złapał pierwszy raz tą pierś której nie umiał i to dało mi kolejnego kopa do pracy z laktatorem. Nadal karmiłam tak jak zaleciła mi doradczyni w szpitalu, ale tym razem najpierw proponowałam tą mniej "lubianą" pierś, później dawałam ta która potrafił już złapać.
Po kilku dniach (jakieś 3 tygodnie od porodu) karmiłam już tylko moim mlekiem (najpierw pierś potam z butelki moje odciągane) ale nadal było to męczące bo po każdej sesji z laktatorem musiałam wszystko myć i sterylizować co zabierało mi czas odpoczynku. Mimo wszystko walczyłam nadal. W pewnym momencie zaczęło zostawać moje mleko w butelce i doszłam do wniosku że odstawiamy laktator i butelkę i karmimy tylko piersią najwyżej będę karmić częściej co pobudzi mi laktację jeszcze lepiej. I się zaczęło karmienie co godzinę, do półtorej, albo co 2 a czasem co pół godziny do tego karmienia trwały po 40minut albo i dłużej na jedną pierś ćwierć czasem młody wisiał na piersi ponad godzinę. Było różnie. W nocy było najtridniej bo trzeba było do malucha wstawac bardzo często i karmienia trwały bardzo długo. Mąż w pewnym momencie stwierdził że lepiej będzie gdy podamy mm I może dziecko pośpi dłużej w ja odpocznę ale nie chciałam się na to zgodzić. Dzidziuś nauczył się już pić dobrze z piersi i do tego próbowałam go uczyć nowych pozycji karmienia. Wiec wpadłam na pomysł że będę go karmić w nocy na leżąco w łóżku i trochę przy tym się zdrzemnę. Zaczęłam w ciągu dnia próby przystawia na leżąco. Raz było lepiej raz gorzej. Ale udawało się coraz częściej. Wiec zaczęliśmy spać z młodym razem i gdy zaczynał w nocy marudzić ja mu dawałam pierś. Czasem się udało czasem musiałam wstać z nim i go nakarmić na fotelu ale po tygodniu doszliśmy do wprawy. Oczywiście były teksty od męża i teściowej że go zadusimy w nocy ale ja spałam tak czujnie że jak tylko maluch zaczynał się wiercić się budziłam. Wiem że są tu zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy współspania ale nam to odpowiadało w tym czasie i tak śpimy do dziś. Chociaż mały część nocy przesypia już w swoim łóżeczku.
Pierwsze tygodnie były dla nas bardzo trudne i czuję że działałam na autopilocie. Mam wrażenie że dzień polegał tylko na karmieniu, przewijaniu, laktatorze, myciu i sterylizacji. Z dnia na dzień było coraz łatwiej. Mam nadzieję że pomogę tym wpisem komuś kto jest na początku drogi do rozkręcenia laktacji I dam jej nadzieję.
PS: Na rozkręcenie piłam femaltiker 2 razy dziennie i brałam prenatal lakto.
