26dc nie wytrzymałam, zrobiłam test Pepino - druga bardzo bladziutka kreska - "nie ma się co cieszyć póki co", ale @ nie przyszła



Wczoraj byłam na bHCG, jutro powtórka. Stwierdziłam, że odbiorę oba wyniki na raz, żeby nie stresować się dodatkowo, tylko od razu sprawdzić przyrost

Na razie czuję się dobrze, nie mam mdłości. Na bóle brzucha, które występują sporadycznie biorę No-spę, pomaga

Opiszę tutaj swój poród, dopóki jeszcze go dobrze pamiętam, a Mały grzecznie śpi w kołysce

W sobotę 25 kwietnia wybraliśmy się z Mężem na Kopiec Krakusa, chcieliśmy wywołać Małego na świat



Nie mogłam spać. O północy zaczęły się regularne skurcze, jak w zegarku - co 10 minut. Wzięłam jeszcze prysznic, jak radzili nam na szkole rodzenia, skurcze się nie wyciszyły, dlatego pomyślałam, że się ZACZĘŁO. Dopakowałam kosmetyczkę, sprawdziłam dokumenty, M się jeszcze zdrzemnął. Skurcze był coraz częstsze - co 9, 8, 6 minut... O 3:30 wyjechaliśmy do szpitala, w aucie skurcze były już co 5 minut, praktycznie co do sekundy

W ambulatorium nikomu się nie spieszy


Na trakcie porodowym czekała na mnie kolejna papierologia, na szczęście wypełnianie szpitalnego planu porodu mnie ominęło, bo miałam go już ze sobą (ze strony rodzić po ludzku) i w tym momencie muszę przyznać, że cały poród i po porodzie wszyscy pracownicy trzymali się go skrupulatnie. Polecam mieć taki dokument - oczywiście podpisany przez Was - ze sobą!

W końcu koło 5:30 położna poprowadziła mnie do sali porodowej, omówiła ze mną szczegółowo plan porodu i zbadała ("o matko! szyjka jeszcze nie zgładzona, rozwarcie na 2 cm - czyli tyle, co 2 dni wcześniej u lekarza, a ja od ponad 5 godzin mam regularne skurcze! będę rodzić 2 dni!"), skurcze były już co 3 minuty, trwały około minuty, ale postępu porodu nie było widać...
Skurcze były coraz bardziej bolesne i zaczynały boleć mnie również plecy, ale widocznie nie było ze mną tak źle, skoro między 6 rano a 12 oglądaliśmy z M seriale na porodówce

Po 12 skurcze były już ciężkie do zniesienia, najgorsze było to, że położna nie widziała specjalnego postępu, najboleśniejsze skurcze się w ogóle nie pisały na KTG (chyba jestem jakimś dziwnym przypadkiem) i już proponowała mi oksytocynę, na którą na szczęście się nie zgodziłam. Szyjka dopiero się zgładziła a rozwarcie osiągnęło 3 cm. Modliłam się o 4cm i możliwość wzięcia ZZO, jednocześnie przeklinając mój niski próg bólowy. Gaz rozweselający nie dawał mi zupełnie nic, ale M po przetestowaniu zakręciło się w głowie ;P Jedynie skakanie na piłce podczas skurczu i nieoceniona dłoń mojego M silnie dociskająca mój odcinek lędźwiowy jako tako dawały mi ulgę. Podpisałam zgodę na ZZO, podpięto mnie pod KTG, żeby sprawdzić tętno dziecka, ja pamiętam tyle, że zwijałam się z bólu, najgorsze były bóle krzyżowe. Skurcze nadal się nie pisały

Przed 15 położna sprawdziła rozwarcie, w myślach powtarzałam, żeby było już to upragnione 4cm, wydawało mi się, że nie dam rady... Położna coś tam pogmerała i nagle zaskoczona mówi: "Niesamowite... Jest 9cm! Będziemy zaraz rodzić!". W tym momencie poczułam ulgę, wiedziałam, że nie dostanę znieczulenia, ale że koniec jest blisko

Dosłownie POBIEGŁA po lekarkę i drugą położną, bo ja chwilę po tym miałam już skurcze parte, ledwo zdążyły sobie wszystko przygotować, rozłożyć łóżko i rozpakować zestaw do pobrania krwi pępowinowej, który ze sobą mieliśmy


Dosłownie po 3 skurczach partych maluszek był już na świecie :)26,04 o 15:40 urodził się mały Marek.
Poród to najpiękniejszy moment w moim życiu i pomimo bólu, nic innego poza dzieckiem się nie liczyło! Tylko ten mały cud


Wszystkim przyszłym Mamom życzę powodzenia i tego Małego Cudu, na który zasługujecie!

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2015, 14:10
polecam od razu brac duphaston.... przerabiałam to. moja pani dr poleciłą mi brac dupka zanim przyjde na wizytę.
Brałam Duphaston od 16dc po 2 tabletki/dzień do trzeciego pozytywnego testu, później zmniejszyłam dawkę do 1/dzień, bo mi się kończyły, od wczoraj nie biorę, bo już nie mam... chyba nie da się kupić bez recepty, a mój gin jest na urlopie do 31.08 ;/ ale stwierdziłam, że jutro zrobię progesteron i jak będzie niski to od razu pójdę po receptę do kogoś innego na dupka...
Cześć :) Gratuluję! Przyszłam się "zarazić" - jesteśmy w jednym wieku, ja też mam PCOS. Od września staramy się o nasze pierwsze dziecko :) W tym miesiącu miałam potwierdzoną na USG owulację i teraz czekam na testowanie :)