Pamiętniki Droga do skarbu
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Droga do skarbu
O mnie: Mam 36 lat, wspaniałego męża i życie, które bardzo lubię. Przez wiele lat pracowałam jako cukiernik kierując się pasją, aż poczułam że potrzebuję to zostawić i iść dalej. Jestem uparta, wytrwała i zmotywowana, by osiągać postawione przed sobą cele. Poszłam na studia i zmieniłam zawód, by pracować godniej i wygodniej :P Jak chyba każdy mam marzenia, które już się spełniły oraz takie, na których spełnienie dopiero czekam.
Czas starania się o dziecko: start - czerwiec 2020. Edit: Udało się w sierpniu :)
Moja historia: Z mężem jesteśmy razem 12 lat, z czego 6 po ślubie. Od samego początku jasno stawiał sprawę. Absolutnie żadnych dzieci. Brzmiało strasznie, ale pogodziłam się z tym. Zaakceptowałam z miłości do niego. Potrafiłam sobie wyobrazić życie bez dzieci, ale nie potrafiłam bez niego, więc wybór był prosty. W ciągu tych wszystkich lat nigdy nie naciskałam ani nie próbowałam nakłonić go do zmiany zdania. Miałam jednak takie głęboko skrywane marzenie, że któregoś dnia będzie z czułością głaskał mój ciążowy brzuch albo tulił nasze nowonarodzone dziecko. To marzenie tliło się we mnie niczym maleńka iskierka. Lata mijały, a ja nie myślałam o tym za często. Czasem zawieszałam wzrok na czyimś ciążowym brzuchu. Czasem zaglądałam do cudzych wózków. Nic wielkiego. Zawsze uważałam, że do tego tańca trzeba dwojga. Rodzicielstwo jest czymś tak wielkim, że obydwie osoby muszą do niego dojrzeć. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek się tego doczekam, a jednak... :) Kiedy mąż zapytał mnie znienacka kiedy zrobimy sobie dziecko musiałam wstrzymywać łzy szczęścia. Właściwie to wciąż wstrzymuję :P
Moje emocje: "[…] przecież czekając na coś, cieszymy się równie mocno, jak wtedy, gdy to coś otrzymamy!" Jestem szczęśliwa i podekscytowana.

13 lipca, 18:25

"Bądź dobrej myśli, bo po co być złej".
Przyznaję, w pierwszej chwili przestraszyłam się, że jestem już stara. Nie w kij dmuchał te 36 lat. Starość jak malowane. Przekroczyłam magiczną granicę wytyczoną przez lekarzy i być może czeka mnie już tylko niekończący się zbiór nieudanych cykli. Szereg badań, negatywnych testów i nie wiadomo co jeszcze. Akurat.
Zawsze byłam optymistką. "Płacz może trwać całą noc, lecz o poranku nadejdzie radość". Te słowa towarzyszą mi od bardzo dawna. Dlatego otrzepuję się z tego strachu. Nie pozwolę, by na stałe zagościł w moim sercu. Jestem dorosłą kobietą. Natura urządziła wszystko tak, by moje ciało było gotowe na przyjęcie dziecka. Wierzę jej. To nie musi być w tym miesiącu ani w następnym. Kto wie, może nawet nie zdarzy się w tym roku. Nie mogę wiedzieć co zdarzy się jutro, ale dziś należy tylko do mnie. Dlatego wypełniam go spokojem i ufnością.
Mam czas by siedzieć w ulubionym fotelu i czytać blogi o macierzyństwie. Powoli wyobrażać sobie jak to będzie.

18 lipca, 12:23

Wczoraj byłam u ginekologa na kontrolnym usg jajników. Na początku czerwca inna doktor dopatrzyła się maleńkiej torbielki. Na wczorajszym badaniu czysto, macica w porządku, jajniki w porządku, torbieli brak.
Zmartwiło mnie tylko, że w 10dc lekarz nie widział żadnych pęcherzyków ani na prawym ani na lewym jajniku. Przy długości moich cykli (26 dni) owulacja powinna być w 12-14 dc, więc oznacza to, że tym razem jest bezowulacyjny.
Trochę mnie to zasmuciło. Wiem, że trzeba się uzbroić w cierpliwość. Wiem, że takie cykle to zupełnie normalna rzecz. Myślę jednak, że to przewrotna złośliwość losu wyłapać coś takiego na pierwszym badaniu po podjęciu decyzji o staraniach :P

Ciekawa jestem jak to będzie wyglądało na wykresie. Bez skoku temperatury? Bez pozytywnego testu owu? Swoją drogą dziś czuję , że ten lewy, nieśmiały jajnik (nieśmiały, bo schował się za macicą) lekko mnie czasem kłuje.

24 lipca, 14:38

16dc
No i proszę, ciekawostka. Testy owu wyszły pozytywne, śluz się pojawił i temperatura skoczyła do góry. Dwie aplikacje: OF i OvuView wyznaczyły owulację w 13dc. Jak to powiedziała któraś z dziewczyn na forum, najpewniejszym potwierdzeniem przebytej owulacji jest ciąża :P
To wszystko jest dla mnie nowe i dziwne. Nie mogę się powstrzymać przed zaglądaniem na forum. Potrafię zerkać na swój wykres po kilka razy dziennie dumając co z niego wyjdzie. Przyjemnie jest też kibicować innym dziewczynom i czytać o pozytywnych wynikach testów. Trochę też zabawne jest czekanie na wyniki cudzej bety prawie jakby chodziło o własną.

Miałam się tak nie wkręcać. Tłumaczę sobie, że to przecież dopiero początek. Tylko, że ja na nic nie umiem czekać z cierpliwością. Wszystko bym zawsze chciała na już, na teraz. Powinnam się skupić na pracy, zmobilizować do dalszej nauki programowania w wolnym czasie. Niedługo minie rok jak zmieniłam zawód i wciąż jeszcze wiele nauki przede mną. Zamiast się skupić bujam w obłokach. Wyobrażam sobie co poczuję, kiedy rzeczywiście zobaczę dwie kreski na teście. W jaki sposób powiem mężowi (hehe, on to ma pewnie nadzieję, że to się prędko nie wydarzy) i jak długo uda mi się utrzymać parę w buzi przed rodziną.
Mojej kochanej teściówce szepnęłam delikatnie, że zaczęliśmy się starać. Musiałam to komuś powiedzieć, bo myślałam że pęknę :P Za to moja mama nie będzie miała o niczym pojęcia do samego końca. Zawsze jak jej mówiłam, że nie będziemy mieli dzieci (z wyboru) to kwitowała to krótkim "I dobrze". Heh, dzięki mamo... :P Ona zaliczyła dwie wpadki, na szczęście dla mnie i brata. Zawsze jednak wiedziałam, że nie czuła szczególnie instynktu macierzyńskiego.
Nie to co ja. Ja będę hołubić swojego maluszka. Przeczytam też pewnie z milion książek, żeby nauczyć się instrukcji obsługi.
Myślę jednak, że najważniejszą rzecz już dla niego mam. Szczęśliwy dom. Reszta sama się jakoś ułoży.

28 lipca, 19:32

21dc (8dpo)
Czy nie byłoby wspaniale, gdyby przewrotny Los obdarował mnie ciążą w "bezowulacyjnym" cyklu? Taki psikus. Psikusek.
Nie będzie tak, ale pomarzyć zawsze można :)
Wczoraj zrobiłam test owulacyjny, ot tak, z czystej ciekawości. Dwie grube krechy. Testowa była może ciut mniej intensywna od kontrolnej. Chociaż mąż popatrzył na mnie jak na wariatkę kiedy zapytałam czy widzi między nimi różnicę. Za to dzisiaj obie bladziutkie. Negatyw bez cienia wątpliwości. Zagadka.
W piątek jedziemy na dwa tygodnie do lasu. W tym roku dzięki zdalnej pracy spędziliśmy poza miastem długie tygodnie i teraz strasznie ciężko nam wysiedzieć w mieszkaniu. Przeszkadza nam wieczny hałas. Miasto nigdy nie śpi. Rankiem jeszcze przed budzikiem ze snu potrafi nas wyrwać szum w rurach, nieomylny znak, że sąsiad z góry już zaczął poranną toaletę. Zaraz też za oknami słychać pierwsze startujące auta, szczekające psy i sznur płaczących dzieci, jako że mamy małe przedszkole dosłownie tuż pod oknami. Może z tym sznurem nieco przesadzam, ale zdarzają się dni, kiedy raz po raz pech chce, że pod naszą sypialnią zatrzymują się rodzice uspokajający biedne, małe żuczki. Zawsze mi wtedy żal i tych rodziców i dzieci i siebie.
Nie znoszę dużego miasta. Tak szczerze. Z każdym rokiem bardziej. Przyjechaliśmy tu za pracą, ale już nie możemy się doczekać kiedy uciekniemy. Nie wyobrażam sobie wychowywać dziecka w mieście. Moja dusza tęskni za lasem :) Za przestrzenią i zielenią. Za ciszą. Wyobrażam sobie małego berbecia drepczącego boso po trawie przy naszym domu. Tym, który kiedyś będziemy mieli. Widzę małego brudaska bawiącego się patykami i błotem. I nas z uśmiechem czuwających niedaleko.

3 sierpnia, 11:47

1dc
Mam nadzieję, że nie dojdę nigdy do punktu, w którym ten dzień miałby powodować u mnie wybuch łez. Może i za oknem leje deszcz, może i brzuch dokucza mi okrutnie, ale z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że humor mam w sumie dobry. Pewnie dlatego, że jesteśmy w lesie. Wczoraj byliśmy na długim spacerze i sporą jego część poświęciliśmy na rozmowy o tym jak chcielibyśmy wychowywać nasze dziecko :) Dziś nawet odczułam lekką ulgę jak pojawił się okres. Tym razem lekarz mi nie powie, że nie widzi pęcherzyków, bo nie idę na żadne badanie :P Jeśli rzeczywiście poprzedni cykl był bezowulacyjny to ten zgodnie z naturalną koleją rzeczy powinien być już normalny. Zatem jest szansa na ciążę :) Na razie więc odczuwam głęboki spokój. Przypuszczam, że dopiero w przyszłym tygodniu zacznę się niecierpliwić i przejmować czy znajdziemy dla siebie czas w odpowiednim momencie. W końcu lada moment pojawią się teściowie i będziemy ich mieli tuż za ścianą...

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia, 11:48

18 sierpnia, 16:29

16dc (3dpo)
Z ciekawości weszłam na kalendarz dni płodnych na t-time.pl
"Zapłodnione jajo jest już w jajowodzie". Dokładnie taką mam nadzieję. Nawet rano dopingowałam je po cichutku.
Kropku, Kropku jesteś tam w środku? Chcę wierzyć, że jest. Możliwe, że za dwa tygodnie boleśnie się rozczaruję, ale przynajmniej spędzę ten czas wyobrażając sobie najlepsze, a nie najgorsze.
Przed owulacją jeszcze się martwiłam. Czy przyjdzie? Czy uda nam się znaleźć chwilę na osobności dla siebie. Wszystko się udało. Nawet starania były idealnie pod chłopca, którego pragniemy (choć dla dziewcznynki mamy już imię).
Czułam mocny ból owulacyjny późnym wieczorem i w nocy z soboty na niedzielę (13/14dc). Monitor clearblue sprawdził się dobrze i w tych dniach pokazał mi szczyt płodności. Dzisiaj temperatura skoczyła sporo do góry.
Na razie więc wszystko idzie bardzo dobrze. Teraz sama sobie powtarzam, że być może właśnie rozwija się we mnie nowe życie. Cudowna nadzieja :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia, 16:30

27 sierpnia, 13:33

25dc (12dpo)
Nie wytrzymałam i zrobiłam test. 10dpo nic. 11dpo miałam wrażenie, że jest cień cienia.
Dzisiaj 12dpo jest już bladzioszek :)
https://naforum.zapodaj.net/ab1bde947ce4.jpg.html

Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Ciężko mi się skupić na pracy. Od samego początku miałam ogromną nadzieję, że ten cykl skończy się szczęśliwie, ale teraz nagle czuję ogromną niepewność. Co jakiś czas chodzę sprawdzać czy ta cieniutka kreseczka nie była wytworem mojej wyobraźni i naprawdę znajduje się na tym teście. Patrzę na nią, oddycham, uspokajam się na moment, a potem znowu muszę się upewniać na nowo :)
Podjadę dzisiaj do Rossmana po więcej tych testów Facelle. Termin @ dopiero jutro albo pojutrze.
Chcę wierzyć, że będzie dobrze, ale teraz rozumiem tę obawę przed przedwczesną radością.

Moja maleńka Kropeczko zagość się tam na dobre...

28 sierpnia, 07:27

26dc (13dpo)
To się dzieje naprawdę :)
Dzisiejszy test jest trochę ciemniejszy: https://naforum.zapodaj.net/32b034b85a83.jpg.html

Nie śpię od 5:30. To zdecydowanie nie jest moja normalna pora wstawania. O 6:00 wstałam zrobić test. Może po dzisiejszym mąż mi uwierzy, że jestem w ciąży. Wczorajszy wziął za błędny skoro kreseczka była taka bladziutka. Śmiał się, że 5% opacity to jeszcze nie ciąża. Mężczyźni. Co oni tam wiedzą. Przecież ja od owulacji wysyłam dobre myśli do naszego Kropka. Byliśmy nad jeziorem. Po pracy popołudniami mogłam cieszyć się widokiem lasu, siedzieć na tarasie i cichuteńko zapraszać maleństwo do siebie. Może to wariactwo, ale co mi tam. Wierzę, że ważne jest nastawienie. Dlatego teraz staram się wyrzucać wszelkie złe myśli z głowy. Wczoraj wieczorem naszedł mnie moment stresu i myśl co będzie, jeśli dziś obudzę się z okresem. Już leżąc w łóżku wsłuchałam się w siebie i skupiłam na powtarzających się co jakiś czas kłuciach w podbrzuszuu i dziwnych igiełkach w pochwie. Nic z tego nie przypominało bóli okresowych, więc pozwoliło mi się uspokoić. Ten strach jest bez sensu. Wolę wierzyć, że wszystko będzie dobrze. No i proszę. Okresu brak, a test wyraźniejszy. Jestem w ciąży. Powtarzam to sobie, jakbym smakowała te słowa na języku. Nie wiem co dalej :)

28 sierpnia, 07:27

Ciąża rozpoczęta 3 sierpnia 2020
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego