X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Drogi pamiętniczku..
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Drogi pamiętniczku..
O mnie: W tym roku kończę 26 lat. Raczej zdrowa, żaden ginekolog nie znalazł nic niepokojącego. Miesiączki regularne, owulacje występują.
Czas starania się o dziecko: Od kwietnia 2022 roku z jednym cyklem przerwy. Zaczęliśmy na luzie, ale z każdym kolejnym miesiącem ten luz przeradza się w coraz to większą frustrację.
Moja historia:
Moje emocje: Smutek, zrezygnowanie, frustracja

5 stycznia, 19:32

Już jakiś czas temu chciałam zacząć pisać pamiętnik, aby dać upust tym wszystkim trudnym emocjom. Doszłam do takiego etapu, że naprawdę tego potrzebuję. Nie chcę smęcić dziewczynom na wątkach, więc zaczynam przelewać moje emocje tutaj.

A więc od początku...
W tym roku skończę 26 lat. O założeniu rodziny marzyłam od zawsze. Zawsze też obawiałam się przedłużających się starań. Bałam się, że jak nie wyjdzie od razu to strasznie się zafiksuję, a często słyszałam opinię, że im mocniej chcesz, tym bardziej nie wychodzi.

W 2021 roku wyszłam za mąż za wspaniałego mężczyznę. Mój mąż jeszcze przed ślubem wspominał, że chciałby od razu po ślubie zacząć starania o dziecko. Ja jednak nie czułam się na to gotowa i po rozmowach na ten temat wspólnie stwierdziliśmy, że to jeszcze nie czas, że chcemy nacieszyć się sobą. Minęło trochę czasu, a ja coraz silniej zaczęłam odczuwać coś w rodzaju instynktu macierzyńskiego. W kwietniu wybrałam się na wizytę do ginekologa, wspomniałam o planach powiększenia rodziny, wszystko było super. Pani doktor przepisała mi Euthyrox25, bo moje TSH było lekko do zbicia. Starania planowaliśmy rozpocząć w wakacje, ale skoro nic nie stało na przeszkodzie to zdecydowaliśmy się wówczas podjąć pierwszą próbę spłodzenia potomka. Jak teraz sobie przypomnę tamte emocje, pewność, że się udało i wszystkie książkowe objawy ciąży.. o ja naiwna 😅 Pierwszy nieudany cykl zabolał, ale przecież tylko szczęściarzom udaje się w pierwszym cyklu. W kolejnym cyklu się zabezpieczaliśmy, bo bałam się lecieć na wakacje będąc we wczesnej ciąży. No cóż, zajście w ciąże wydawało mi się wtedy nieco prostsze. Potem wakacje, sprzyjająca staraniom luźna głowa, a potem znowu zderzenie z rzeczywistością. Trzy pierwsze cykle przeżyłam najgorzej, w każdym z nich doszukiwałam się objawów ciąży i wmawiałam sobie, że coś musi z nami być nie tak skoro nie wychodzi. Teraz mam w sobie większy luz, ale chyba też mniej nadziei. Pół roku temu myśląc o staraniach, które mogłyby potrwać 8-9 miesięcy czułam przerażenie, wydawało mi się, że tego nie wytrzymam psychicznie. A teraz mam wrażenie, że przywykłam do tej sytuacji. Powoli zbliżamy się do tej magicznej granicy 1 roku i coraz częściej brakuje mi wiary. Wiem, że wiele dziewczyn stara się o wiele dłużej i jestem pełna podziwu dla ich determinacji, ale ciężkie są dla mnie te wszystkie emocje i musiałam się trochę wyżalić.

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia, 19:35

6 stycznia, 19:44

Wracam tu znowu, bo mam strasznie podły nastrój. Czuję dzisiaj starszną pustkę i tęsknotę za czymś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. Choć nie wiem czy to w ogóle możliwe..

Nie robię testów owulacyjnych, więc nie wiem dokładnie ile jestem dni po owulacji, ale po śluzie i mocnym bólu jajnika obstawiam, że dziś 10dpo. Nie testuję na razie, bo biel sprawia, że rozpadam się na kawałki. Jakoś lepiej znoszę okres niż jedną kreskę. Nigdy nie byłam w ciąży, więc zastanawiam się jak się będę czuła w tym szczęśliwym cyklu, czy będę przeczuwała, że się udało? Na ten moment nie czuję tego, czuję się zupełnie normalnie, nawet piersi nie bolą, jak to zawsze bywa u mnie po owulacji. Przez te miesiące starań przerobiłam już większość objawów "ciążowych", więc nie wiem co musiałabym poczuć, żeby uwierzyć, że zaskoczyło.

Mąż bardzo mnie wspiera i wierzy, że nam się uda. Dzielnie stosuje wszystkie suplementy. Jeszcze do niedawna sok pomidorowy stawał mu w gardle, więc zaproponował, że postara się go pić co drugi dzień. Dziś stwierdził, że nawet mu zasmakował i dla dobra sprawy będzie go pić codziennie. Badanie nasienia jeszcze przed nami, ale mam nadzieje, że jego starania się opłacą. Swoją drogą, strasznie boję się tego badania. Boję się, że wyjdzie źle i że ciężko będzie nam się po tym podnieść. Jeśli w tym cyklu się nie uda, mam napisać do mojej pani ginekolog, a ona wyśle mi sms-em jakie badania mamy wykonać. Sporo już ich wykonałam i wszystkie są prawidłowe. Mąż ma za sobą badanie hormonów i USG jąder, które też wyszły prawidłowo. Brakuje więc nam badania nasienia, które planujemy zrobić w lutym. A później pewnie drożność, choć tak bardzo chciałabym, żeby to nie było konieczne..

9 stycznia, 17:22

13dpo
Testowałam przed chwilą i nie zobaczyłam nic więcej niż przez ostatnie miesiące. Niby się nie nastawiałam, bo mąż był chory i nasze starania nie były zbyt intensywne w tym cyklu, ale boli jak zawsze. Już się nie łudzę tylko czekam na małpę. Czasem żałuję, że nie rozpoczęliśmy starań zaraz po ślubie, może bylibyśmy już gdzieś dalej, z naszym dzieckiem w ramionach. A zaraz potem tłumaczę sobie, że wszystko jest po coś i wszystko ma swój czas. Czekam dalej na NASZ czas. Na razie ciąża brzmi dla mnie abstrakcyjnie i nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, że kiedyś na teście pojawi się ta druga kreska.
💔

14 stycznia, 00:38

2dc
W tym cyklu okres przyjęłam z dużym spokojem. Wręcz go wyczekiwałam, bo spóźnił się dwa dni, a zawsze był jak w zegarku. Test zrobiony 13dpo pozbawił mnie nadziei, więc spóźniający się okres nie zrobił na mnie wrażenia. Ostatnie dni były przepełnione zajęciami, sprawami do załatwienia, więc było we mnie mnóstwo pozytywnej energii. Dzisiejszy dzień jest baaardzo leniwy i coś we mnie pękło. Czuję okropną pustkę. Zauważyłam, że coraz lepiej znoszę te comiesięczne "porażki", jednakże emocjonalne dołki mi się zdarzają i nie ma w tym nic złego, muszę to wypłakać i podnieść się do kolejnej walki.

Przejrzałam właśnie kalendarzyk - odkąd się staramy cykle mam raczej krótsze niż dłuższe i właśnie się zorientowałam, że rozpoczęliśmy 10 cykl bez zabezpieczenia. Nie wiem czy mogę to nazwać dziesiątym cyklem starań, bo nie w każdym cyklu daliśmy z siebie 100%. Jednak budzi to we mnie już lekkie przerażenie i zastanawiam się co dalej. Czy rozglądać się za kliniką, czy dać sobie jeszcze trochę czasu? Mam w głowie natłok myśli. Czarne scenariusze. Boję się, że problem leży gdzieś głębiej, że czekają nas lata starań. Czy za chwilę dołączę do staraczek - weteranek, które podczytuję i podziwiam za ich determinację? Przecież dopiero co dołączyłam do forum, rozpoczynając czwarty cykl starań, łudząc się, że już zaraz się uda. Zawsze myślałam (i pewnie wiele nieświadomych osób dalej tak myśli), że in vitro to taki pewniak i złoty lek na niepłodność. Dopiero forum uświadomiło mi jak bardzo malutcy jesteśmy w tych staraniach i jak niewiele zależy od nas. To dla mnie strasznie ciężki czas, ponieważ jestem typowym control freakiem i pierwszy raz w życiu nie mam nad czymś kontroli.

19 stycznia, 20:35

8dc
Zaczynamy działać. Mam w sobie spokój - jak to zawsze u mnie bywa w pierwszej połowie cyklu. Nie liczę za bardzo na ten miesiąc, bo przez grudniową gorączkę męża wydaje mi się, że wszystkie plemniki się usmażyły 🙈 Moje TSH też mnie przybiło, bo myślałam, że u mnie wszystko pod kontrolą. Idąc do ginekologa w kwietniu 2022 miałam TSH na poziomie 2,34, więc nie było źle, ale do starań dobrze było je obniżyć. Przepisany Euthyrox25 i jazda. Co dwa miesiące sprawdzałam wynik. Sukcesywnie sobie spadał. W sierpniu 2022 TSH wyniosło 1,41, więc idealnie. W listopadzie kolejna kontrola - 0,68. Tu już lekki stresik - czemu tak nisko? Sms do pani doktor i zalecenia, żeby kontynuować branie leku. Chwilę jeszcze brałam, ale w końcu odstawiłam na własną rękę. Kilka dni temu zrobiłam powtórne badanie, byłam przekonana, że TSH odbije, a tu wielki szok - 0,24. I tak tkwię teraz w martwym punkcie, nie wiedząc co robić. Ginekolog nie odpisała. Nie jestem pod kontrolą endokrynologa, bo nigdy nie było takiej potrzeby. Dostałam namiary na dobrą panią doktor w mojej okolicy. Poczytałam na jej temat - specjalizuje się w leczeniu endokrynologicznych przyczyn niepłodności. Długo nie czekałam, zadzwoniłam się zarejestrować. Spytałam o najwcześniejszy termin i tu kolejny szok: MAJ. Szok, przecież to wizyta prywatna. No trudno, poczekam w nadziei, że do maja nie będę potrzebować tej wizyty.
*
Piszę ten pamiętnik, bo liczę na to, że kiedyś, jak już zostanę mamą, wrócę tu, uśmiechnę się i przepełni mnie wdzięczność, że mogę tulić swoje wyczekane dziecko. A gdy nadejdzie ciężki dzień, gdy będzie brakowało siły, wrócę tu znowu i przypomnę sobie jak bardzo o to walczyłam. Czas starań jest dla mnie trudny i chyba nigdy nie będę go miło wspominać. Ekscytacja już dawno minęła, a zamiast niej pojawiło się zwątpienie. Niemniej, te starania uczą mnie pokory i cierpliwości, której tak bardzo mi brakowało. Zawsze osiągałam to, co sobie zaplanowałam, dlatego tym trudniej znoszę comiesięczną porażkę. Wierzę jednak, że wszystko dzieje się po coś, że każde wydarzenie kształtuje nasz charakter. I widzę, że te starania kształtują też nasze małżeństwo. Może gdyby udało się od razu to nie dostrzegłabym w moim mężu tego, co widzę teraz. Wiedziałam, że jest super facetem (przecież za niego wyszłam 😉), ale podczas tych starań poznaję i doceniam go jeszcze bardziej. Jak coś robi to daje z siebie wszystko. I tak też jest w przypadku starań - daje z siebie 100%. Łyka wszystkie suple, przekonał się do soku pomidorowego, psychicznie już szykuje się na badania, które go czekają. Powiedział mi, że zrobi wszystko, żeby się nam udało. I za każdym razem, gdy pytam go: "Myślisz, że będziemy mieć dzieci?" - odpowiada z taką pewnością w głosie, że ja mu wierzę. Skoro on w to wierzy, to ja też. Kiedyś zostaniemy szczęśliwymi rodzicami ❤️🍀

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia, 20:40

29 stycznia, 21:46

18dc
Dziś 3dpo, ale to tylko moje domysły, bo nie mierzę temperatury, nie robię owulaków i nie sprawdzam śluzu. Moim wyznacznikiem jest ból owulacyjny oraz zauważalna zmiana w śluzie podczas ❤️. Ten miesiąc był bardzo intensywny pod kątem starań, więc mam w sobie dużo nadziei na szczęśliwy finał tego cyklu. Z drugiej strony minął dopiero miesiąc od choroby męża, co trochę studzi moją nadzieję. Ale może akurat, zobaczymy🤞
*
Mała aktualizacja na temat mojej tarczycy. Zdecydowałam się na teleporadę z panią endokrynolog, którą znalazłam na Znanym Lekarzu. Miała dobre opinie, więc zaryzykowałam, choć płacenie 250 zł za wizytę, na której lekarz nie wykona nawet USG brzmiało absurdalnie. Pani doktor przejrzała moje wyniki i uspokoiła mnie, twierdząc, że reszta wyników jest w normie i nie powinnam się negatywnie nakręcać. Zaleciła powtórzenie TSH po 8 tygodniach, a w międzyczasie mam zacząć suplementować jod, którego nie zawierają moje witaminy prenatalne. Nie żałuję tych wydanych pieniędzy, bo pani doktor odpowiedziała na wszystkie moje pytania, rozwiała wątpliwości, a przy tym podniosła mnie na duchu. Wybrałam się też na USG tarczycy. Lekarz, u którego byłam nie jest endokrynologiem, lecz chirurgiem, ale specjalizuje się w wykonywaniu USG. Dzięki temu czas oczekiwania na wizytę nie był tak długi, jak w przypadku endokrynologa. Pierwszy i ostatni raz na USG tarczycy byłam 3,5 roku temu. Wtedy moja tarczyca nie wyglądała ciekawie - mała torbiel, niejednorodny obraz tarczycy sugerujący Hashimoto i wielkość tarczycy w górnej granicy normy. Lekarz zlecił wówczas wykonanie pakietu tarczycowego i jeśli wyniki z krwi byłyby nieprawidłowe - wizyta u endokrynologa, a jeśli wszystko byłoby okej - kontrola za rok. Wyniki z krwi były dobre, więc nie poszłam do endokrynologa. Czas upływał, a ja odwlekałam w czasie ponowne USG. Ostatni wynik TSH zmotywował mnie do umówienia wizyty. Stresowałam się okropnie, wiedząc, że na ostatnim USG obraz tarczycy był niezbyt zadowalający, a do tego doszło to moje niskie TSH. A tu.. miłe zaskoczenie. Doktor spojrzał na opis USG, który ze sobą wzięłam i stwierdził, że wszystkie zmiany się wycofały. Tarczyca o prawidłowych wymiarach, torbiel zniknęła, obraz tarczycy jednorodny ❤️ Lekarz nie znalazł nic nieprawidłowego i życzył powodzenia w staraniach. Jestem więc wstępnie przebadana i zdecydowanie spokojniejsza. Wizytę u endokrynologa w mojej okolicy mam umówioną na maj (najszybszy termin) i póki co jej nie odwołuję. W lutym mam umówioną wizytę u ginekologa. Muszę zrobić w końcu USG piersi, bo ostatnie badanie miałam 1,5 roku temu. Niekończące się wydatki. Jakiś czas temu moja ciężarna znajoma narzekała, że te wizyty u ginekologa są strasznie kosztowne. Ja zapłaciłabym każde pieniądze za wizyty, na których mogłabym obserwować moje rozwijające się dziecko. Ale cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mam nadzieję, że niedługo dołączę do mojej znajomej, a nasze dzieci będą mogły razem dorastać 🤍

2 lutego, 16:01

22dc, 7dpo
Złapało mnie jakieś przeziębienie. Jeszcze wczoraj rano czułam się bardzo dobrze, a tu nagle znikąd pojawił się katar, ból gardła, dreszcze. Niestety w pracy mam lekkomyślne osoby, które przychodzą chore i zarażają innych. Staram się kurować, bo na weekend mamy plany. Mam tylko nadzieję, że nie zarażę męża, bo czeka go badanie nasienia.