a pytań i upierdliwości mam całkiem sporo w swojej głowie....Główny znak zapytania tłukący się po mojej głowie jak pijany nietoperz po jaskini: Czemu do cholery nie umiem zajść w ciążę?!?
Nurtuje mnie to, frustruje i doprowadza do szału/łez/złości/załamania.... nie cały czas, ale gorsze dni mi się zdarzają i wtedy ciężko mi z samą sobą wytrzymać.
Męża mam fajnego, o wszystkim mogę z nim gadać... ale nie koniecznie mam ochotę wciągać go w odmęty mojej niespokojnej głowy...
Mamy syna... 6 latka który jest nakręcony jak mała motorynka ... i tak sobie myślę, że za długo czekaliśmy z decyzją o rodzeństwie dla niego. Ale najpierw ja nie chciałam po traumatycznej ciąży, porodzie i pierwszym roku z małym, a później pojawiały się coraz to nowe wymówki z mojej strony, żeby ten moment odwlec w czasie. Dopiero w grudniu tamtego roku naszła mnie myśl, że może to TEN czas. I udało się w drugim cyklu
niestety nasze szczęście trwało krótko i 26.02.14 nasza Fasolka nas opuściła.... W zasadzie od kwietnie zaczęliśmy starania o nowego dzidziulca, ale do tej pory nam to nie wyszło... Może to jakaś blokada po stracie w głowie mi siedziała, bo taką prawdziwą ulgę i spokój poczułam dopiero w listopadzie, po zapaleniu znicza Aniołkowi... No ale minął listopad (pierwszy obserwowany i zapisywany tu cykl), ale skończył się tak jak i poprzednie miesiące. Nadszedł grudzień.Koleżanka namówiła mnie, żebym zaczęła temp mierzyć - podjęłam owo wyzwanie w połowie listopada, także w grudniu wiedziałam już co i jak. Gin też stwierdził, że pomysł z mierzeniem temp może mi pomóc, dał lutkę, którą zaczęłam brać wg jego zaleceń 2 dni po owu... No i czekam na rezultaty.
Ten cykl w ogóle był inny niż kilka poprzednich. Pomijając mierzenie temp. Przede wszystkim owu była inna - nie wiem może to przez to że brałam oeparol? Ale chyba nieee... Bardzo odczuwalna była praca najpierw lewego jajnika, później przez kilka dni po owu bardzo napięte miałam podbrzusze (można by to porównać do stałego skurczu) i w międzyczasie ból obu jajników. Moja głowa jak to zwykle bywa po owu zaczęła płatać mi figle: były mdłości przez dwa dni, chwilowa niechęć do kawy... i to wszystko

Jestem 2-3 dni przed @. Z zaobserwowanych objawów na @: nie ma. Ale wiem z pewnych źródeł, że luteina może płatać psikusy i dawać objawy ciążowe albo skutecznie blokować objawy @.
Wieczorami od dwóch dni piersi mnie bolą (lekko), są nabrzmiałe i wyłazi siateczka niebieskich żył - ale o dziwo tylko wieczorem i trochę rano, w ciągu dnia zjawisko zanika. Po za tym - nie mam standardowo wysianej pryszczami buzi, pleców i klatki piersiowej. Jakieś tam krostki są ale a) jadłam ketchup a przecież po nim ZAWSZE mam pryszcze; b) używałam na święta fluid a po nim ZAWSZE mam pryszcze - więc jak na taką kumulację nie jest źle

Przez kilka dni krzyż mnie bolał, ale i to przeszło. Ból jak na @ pojawił się na dwa dni i przeszedł. Bólu głowy nie ma, choć już powinny być. PMS... no cóż, przez dwa dni faktycznie humor miałam skrajny - od radości do wściekłości w sekundę, chociaż fakt że bardziej niż na złość to na płacz mnie brało

23.12.14 - robiłam badania (24dc, 6dpo) - progesteron ok, prolaktyna nie ok, beta oczywiście negatywna (na pozytywną było za wcześnie). Dzień później (wiem wiem głupota) test sikany - oczywiście negatywny. Dzisiaj 9dpo test sikany negatywnie.
Już męża uświadomiłam, że w zasadzie nie mamy już co liczyć na pozytywny koniec tego cyklu. Nawet nie to już jakoś szczególnie nie zdziwiło. Chyba przywykłam do uczucia porażki

W niedzielę chyba pójdę dla pewności na bete i prolaktynę powtórzę, a w poniedziałek do gina bo L4 się kończy i muszę wiedzieć co dalej ze sobą zrobić

Tymczasem borem lasem i dobranoc
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2014, 21:16
