Pamiętniki Kiedy w końcu się uda?
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Kiedy w końcu się uda?
O mnie: 28 lat, od dwóch szczęśliwa mężatka
Czas starania się o dziecko: od listopada 2019
Moja historia: W pażdzierniku 2019 z Mężem podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu starań, więc już w listopadzie miałam nadzieję na ciążę. Jakże złudną nadzieję. Wiem, że nadal jesteśmy w statystykach itp., ale z racji, że nie mam żadnej koleżanki z podobnymi problemami muszę wygadać się tutaj, w internecie.
Moje emocje: Wszystkie, od nadziei, po poczucie porażki i strach, że będziemy starać się latami patrząc na biegające dzieci dookoła. Czytając pamiętniki Kobiet, które starają się latami, mają przeróżne problemy czuję się jak roszczeniowy dzieciak, który chce mieć coś na teraz, na już.

27 maja, 13:13

Dziś 8 dzień cyklu, w teorii dni płodne mają zacząć się w piątek.

Może jestem paranoiczką, ale postanowiliśmy zacząć już teraz badać się by sprawdzić czy wszystko jest ok.
Ja mam niedoczynność tarczycy, Mąż cukrzycę I typu (od 5 roku życia) i nadciśnienie.

Jutro Mąż idzie na pierwsze badanie nasienia. Podpytuję go co czuje, wygląda na zdystansowanego czymś nowym.
Czymś nowym: jego pierwsza ejakulacja, za którą musi zapłacić (jego własne słowa) :P
Zobaczymy jak wyjdą wyniki.

Do lekarza umówieni jesteśmy na przyszły piątek (5/06).
Mam nadzieję, że pani Doktor nam pomoże (podobno dobry ginekolog-endokrynolog, niegdyś pracowała w Św. Zofii).

Najbardziej dobija mnie moja własna niecierpliwość. Kiedy coś robię chcę widzieć tego efekt - a tu co miesiąc to samo.
Czasem sobie myślę, że to właśnie taki pstryczek w nos od losu. Wszystkie inne rzeczy, których się podejmowałam wyszły tak jak chciałam, więc nie może być za dobrze. Staram się jakoś pocieszyć samą siebie.

Bardzo wspiera mnie Mąż - moje przeciwieństwo. On wierzy, że dziecko przyjdzie do nas w najlepszy dla nas wszystkim momencie i na luzie do tego podchodzi. Wie, że Bóg nad nami czuwa i wie co robi.
Wszystko fajnie, tylko ja już chcę być w ciąży i rozkoszować się tym stanem (chociaż wiem, że jest na pewno ciężko).
Chcę już przestać pracować i skupić się na swojej rodzinie. Ze względu na plany ciążowe i dobrą umowę nie moge zmienić pracy, co jeszcze bardziej irytuje.

Na dziś to chyba tyle.
Uczucie wstydu z pisania pamiętnika po tylko 7 miesiącach starań nie ustaje.

28 maja, 12:00

9 dc

Dziewczyny, wielkie dzięki za wsparcie i dobre słowo. Nawet nie spodziewałam się jakie to pomocne.
Ważne, że zaczęłyście swoją diagnostykę i ja wiem, że Wam się uda :) Trzymam za Was kciuki rękami i nogami! :D

Właśnie w tym momencie Mąż jest w klinice oddać próbkę. Czekam na wrażenia jak wróci :P
Jestem mega ciekawa wyników (jeszcze w przyszłym tygodniu muszę zrobić TSH by mieć świeży wynik) i wizyty piątkowej.
Wczoraj Mąż pytał jak się odnosze do jego badania. Niezależnie od wyniku to nie zmienia mojego stosunku do niego. Nadal jest tym jedynym i moim Mężem i nigdy go nie zostawię.
Po drugie uważam, że to ważne zacząć badać się już teraz, skoro mamy możliwość.
Dodatkowo wiele problemów ze spermą można rozwiązać suplementami czy lekami, więc nie więdzę w tym większego problemu. Dzisiaj jestem ewidentnie dobrej myśli i widze wszystko przez różowe okulary :D

Po cichu znowu zaczynam mieć nadzieję, że może ten cykl będzie tym szczęścliwym. Ostatnie dwa dni śluz wodnisty, dzisiaj zaczyna robić się rozciągliwy, może coś z tego wyjdzie. Ważne żeby próbować i dać sobie szansę i czas.
Humor mi dziś dopisuje, więc czarne myśli i zamartwianie się zeszło na dalszy plan na szczęście.

Najlepsze jest to, że w przyszłą sobotę mamy wesele mojej koleżanki, na którym miałam ogromną nadzieję powiedzieć jej, że jestem w ciąży i moge pić jedynie soczek.
Niestety nie będę wiedziała czy jestem w ciąży, ale soczek pić będę, bo to akurat po dniach płodnych, a zasadę mamy taką, że od strań nic nie piję. Ale jakoś sobei z tym poradzimy :)

Wiecie co jest fajne? W jednym z pamiętników (wieloletnie starania, na szczęście zakończone zdrową ciążą i szczęśliwym, zdrowym Maluszkiem) przeczytałam, że para miała swój rytuał kiedy przychodziła miesiączka.
Mąż by wesprzeć Żonę co miesiąc kupował jej wino i spędzali wieczór we dwoje. Nie skończyło się to alkoholizmem ( :P ), ale pomogło im przetrwać długie miesiące oczekiwania na ich Maleństwo.
Opowiedziałam o tym swojemu Mężowi, który natychmiast podłapał temat i kiedy przychodzi ten smutny moment miesiąca czeka na mnie z winem, chusteczkami i ramieniem. Cudowny facet. Nigdy nie spodziewałam się, że spotkam kogoś takiego jak On. Jestem pod wrażeniem wsparcia i zrozumienia jakie mi okazuje.
Tak bardzo chciałabym dać mu Dziecko i wiem, że prędzej czy później nam się to uda!

W pamiętnikach i na forum możemy przeczytać wiele wręcz nieprawdopodobnych historii o tym jak faktycznie, w końcu się udało i wszystko jest dobrze.
Mi właśnie przetrwać gorsze chwile pomagało czytanie Waszych pamiętników. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale naprawdę czytanie, że nie tylko ja mam tak wiele rozterek, że nie tylko ja działam i na razie efektów nie ma, że są Wojowniczki, które dążą do celu latami i go osiągają. To naprawdę robi wrażenie. I bardzo lubię to uczucie czytania pamiętników Wojowniczek, które teraz mają te wyczekane problemy a to z butelką, a to ze smoczkiem, a to z ząbkami. To bardzo budujące.

Dziewczyny, nam tez się uda! Ważne by działać i robić co w naszej mocy! Nie poddawajcie się! :D
To połowa sukcesu :)

1 czerwca, 11:16

Dziś 13 dzień cyklu, prawdopodobnie jutro owulacja (dowiem się wieczorem robiąc test).

Weekend minął nam bardzo miło i w gronie rodziny i znajomych (po 2 osoby na dzień). Pierwszy raz od wybuchu pandemii widzieliśmy się na żywo z kimś spoza rodziny, z którą kontakt fizyczny też ograniczyliśmy.
Najważniejsze, że udało się spotkać, trochę się już z Mężem odmrażamy, ale nadal jesteśmy ostrożni (ze względu na to, że jest on w grupie ryzyka).

Nadal trzyma się mnie dobry humor, co zaskakuje i mnie i Męża xD
Ale narzekać na to nie będę.

Dostaliśmy wyniki badań nasienia. Interpretacja w ten piątek na wizycie, ale na moje oko wyszły nienajgorsze.
Część parametrów była nisko, ale nadal trzymała się w normie, jedynie z morfologią mamy problem, bo wyszło nam 3%.
Cieszą mnie one bardzo, bo to znak, że mamy szansę i widziałam jak Mąż się uspokoił :)

W tym cyklu i tak nadal chcieliśmy się starać niezależnie od wyników, więc zabawa trwa :P

Hipotetyczna Hania, mega mi pomogła, przynajmniej jadę spokojna na wesele. Dziękuję bardzo!
Co do "menstruacyjnej tradycji" kradnijcie ile chcecie :D Mi ona pomoga, tym bardziej, że lubie wino.
Pomaga to chociaż trochę złagodzić kolejne rozczarowanie.

Ale nie ma się co użalać, każdej z nas prędzej czy później się uda, trzeba być dobrej myśli!

3 czerwca, 12:00

Najprawdopodobniej 1 dpo, 8cs

Jestem nieco zaskoczona owulacją (o ile była) w tym cyklu.
Wczoraj kiedy śluzu płodnego powinno być jak najwięcej (a zazwyczaj nie mam z tym problemów) nie było go w ogóle oprócz odrobiny wieczorem.
Test owulacyjny wyszedł negatywny, jedyne co może wskazywać na owulację to temperatura i kłucie jajnika w wieczorem i w nocy.
Dzisiaj rano za to śluzu płodengo było mega dużo. Myślę, że jeszcze dzisiaj może się postaramy, czemu nie, tym bardziej, że jajnik czasem nieco kłuje.

Pozytywne myślenie i nadzieja powoli ze mnie uchodzą.
Resztki nadziei zostają we mnie dzięki perspektywie piątkowej wizyty u lekarza.
Mam ogromną nadzieję, że będzie dobrze i w końcu nam się uda. Ten cykl nie wiemy jeszcze czy jest stracony, ale nie chcę się nastawiać i jak na razie stosunek mam nieco luźny do tego.

Jest też plus wczorajszego dnia, badałam TSH i wynik to 1,250, więc Euthyrox przyjmowany od ponad roku działa.

Praca daje mi się już we znaki. Dzisiaj mam dalszy ciąg wczorajszej burzy i czuję ogromny stres. Mimo, że pracuję z domu jestem cała roztrzęsiona i zestresowana a wiem, ze nie pomoże mi to w zajściu w ciążę.
Marzę by móc powiedzieć przełożonemu, że jestem w ciąży i znikam jak najszybciej.

Zobaczymy kiedy to się stanie, ale kiedyś na pewno.

9 czerwca, 11:50

2 dpo, 8 cs

To się zadziało ostatnio!
W piątek 5/06 byliśmy u lekarza na wizycie "niepołodnościowej". Co najlepsze przez wirusa ja byłam w gabinecie a Mąż w samochodzie pod przychodnią na telefonie z nami na głośnomówiącym. Na szczęście wszystko się udało.
Pani doktor po prostu cud człowiek. Miła, spokojna, cierpliwa i bardzo rzeczowa, wyszłam od niej przeszczęśliwa. Odpowiedziała na wszystkie moje pytania i rozwiałą wszelkie wątpliwości.

Powiedziała, że śluz jest idealnie płodny, pęcherzyk 18 mm, oczywiście nie wiadomo kiedy pęknie.
Jedynie w piątek muszę zrobić progesteron i jeśli będzie prawidłowy to mamy starać się do listopada by mieć pełny rok. Jeśli się nie uda to ruszamy od razu ze sprawdzeniem drożności jajowodów i innymi rzeczami. Oczywiście mam nadzieję, że nie będzie to potrzebne.
Dostałam zalecenie by przestać mierzyć temperaturę, uspokoić się i czerpać przyjemność ze starań.

Czuję, że naprawdę wiele dała mi ta wizyta. Uspokoiła mnie bardzo, Męża wyniki są naprawdę dobre. 3% morfologii nadrabia ilością przekraczającą normę ponad 40-krotnie, więc nie ma się czym martwić. Czuję się dużo spokojniejsza i szczęśliwsza. Poczułam, że naprawdę odchodzi ode mnie ten stres starań i teraz mam podejście co będzie to będzie. Uda się wtedy kiedy powinno i już. Plus teraz przy budowie domu mamy dużo biegania, więc marzę o tym by już nie pracować, ale czuję dużo większy spokój.

Już się bałam, że owulacji w tym miesiącu nie będzie a tu się okazało, że w tym miesiącu będzie po prostu później!
Wizyta była 17 dc a pęcherzyk miał 18 mm. Owulacja boleśnie przyszła w niedzielę (19dc), a sobotni poranek i niedzielny wieczór wykorzystaliśmy w pełni :D
W sobotę mieliśmy wesele mojej koleżanki, u której zostaliśmy aż do poniedziałkowego popołudnia. Może tymczasowa zmiana aury na cudowne miejsce nad rzeczką w Parku Narodowym zdziała cuda? Kto wie, dowiemy się za kilkanaście dni :D

Dziś aż łezka w oku mi się zakręciła gdy przeczytałam pamiętnik abbigal. 6 lat starań i teraz za dwa tygodnie planują Chrzciny. To jest piękne i mi osobiście daje wiele siły! Po prostu cudo!

Wiem, że nam też się uda, więc pora wrzucić na luz, zająć się domem, Mężem i bawić póki możemy.
Na razie plan jest taki, że jeśli nie uda nam się do września to odwiedzamy koleżankę na kilka dni (sobotnia panna młoda) i jedziemy do Energylandii spełnić moje marzenie o rollercoasterach :D

KIEDYŚ W KOŃU SIĘ UDA!!! Ja to wiem! Jest dobrze, więc teraz tylko pozostaje mi być cierpliwą.

12 czerwca, 16:41

5 dpo, 24 dc, 8 cs

Dzisiaj rano robiłam badania na cytomegalię, toxo, WZW B i progesteron.
Zakażeń żadnych nie mam i potwierdziłam, że miałam robioną szczepionkę na WZWB, której nawet nie pamiętam xD

Wynik progesteronu wyniósł 12,2 więc mieści się w połowie normy fazy lutealnej lub jest na dolnej granicy I trymestru :P

W tym cyklu mieliśmy się nie nakręcać, co będzie, to będzie, jak na razie czuję się dobrze, od kilku dni ciągle mam zgagę, ale oprócz tego żadnych objawów ani ciąży ani miesiączki (gdzie zazwyczaj w tym czasie się powoli pojawiały, ale w tym miesiącu przez późną owulację i one mogą się spóźnić).
Staram się być spokojna i tym wynikiem nie przejmować, jest jeszcze wcześnie i najważniejsze, że trafiliśmy na chyba dobrego lekarza, który wie co z tym zrobić. Dzisiaj wyślę wyniki, więc odpowiedź uzyskam pewnie dopiero w przyszłym tygodniu. Staram się zaufać pani doktor i nie zwariować. Chociaż teraz Mąż nabrał nadziei i mówi, że sam jest ciekaw jak ten cykl się skończy :D Moje kochane Złotko.

15 czerwca, 12:01

8 dpo, 27dc, 8cs

Testowanie lub @ zbliża się wielkimi krokami.
Zazwyczaj cykle mam 28-dniowe, ale przez późną owulację w tym miesiącu cykl może być dłuższy.

Naprawde wiele dała mi wizyta u pani doktor, która bardzo mnie uspokoiła. Teraz mam dużo więcej cierpliwości i spokoju. Nie mierzę już temperatury dzięki czemu lepiej się wysypiam i nie nakręcam tak spadkami i skokami. Myślę, że badania i dobre wyniki mnie uspokoiły. Wiemy już na 100%, że nasienie jest ok, progesteron też (pani doktor odpisała, że wszystko jest w porządku), więc co ma być to będzie. Po prostu czekam na @ lub dzień, w którym będę mogła wykonać test.
Oczywiście, trochę mnie kusi żeby już go robić ale nie chcę się rozczarować, więc rano biegnę szybciutko do łazienki i potem już wiem, że nie mam możliwości zrobienia testu, bo w ciągu dnia raczej nie wyjdzie :D
Oczywiście już zaczynam wyczuwać i symptomy ciąży i okresu. Raz na jakiś czas mam małe skurcze, które są lekkie i podobne do miesiączkowych, ale staram się nimi nie przejmować, tak samo jak ignoruję zgagę od kilku dni i wczorajsze mdłości. Po prostu czekam na to co się wydarzy, ale będąc raczej realistką nastawiam się na miesiączkę ze wzgledu na skurcze i wczorajsze dzikie parcie na czekoladę jak co miesiąc. Przy normalnej owulacji już dziś bym plamiła, a tu na szczęście jeszcze nic. Natomiast doskonale wiem, że plamienie i miesiączka mogą przyjśc w każdej chwili.

Wiem już co w staraniach i tym wszystkim jest najtrudniejsze.
Po owulacji ten czas oczekiwania da się przetrwać przez kilka pierwszych dni, ale im bliżej daty @ tym trudniej wytrzymać i człowiek myśli o tym cały czas i boi się rozczarowania. To dla mnie jako kobiety i żony jest najtrudniejsze. Ten strach, że znowu przyjdzie @, ten strach przed plamieniem zwiastującym okres, ten strach przed kolejnym rozczarowaniem. Nawet samo rozczarowanie nie jest dla mnie tak trudne jak strach przed nim. Bo jak już się rozczaruję kolejnym okresem, za chwilę uświadamiam sobie, że właśnie mam kolejną szansę i po prostu muszę ją wykorzystać w odpowiednim czasie. Pojawia się nowa siła i nadzieja, że może ten nowy cykl będzie tym szczęśliwym.

Teraz naprawdę staram się myśleć pozytywnie i faktycznie jestem spokojniejsza, ale nadal to już nasz 8 cykl starań. W ostatnim jak pojawiła się @ nawet nie robiłam testu dla pewności żeby nie oglądać znowu jednej kreski. W tym miesiącu plan mam taki sam, ale zobaczymy czy wytrzymam. Jakoś to będzie, nie ma co się użalać nad sobą.

Dzisiaj pierwszy raz odważyłam się dodać post w jednym z wątków forum :D Mały krok dla człowieka wielki krok dla mnie :P Jedna bardzo fajna myśl mi dzisiaj przyszła do głowy. Może nie jestem jakoś długo na forum, ale jedno zauważyłam. To jedyne miejsce w internecie jakie znam, w którym nie ma hejtu (w dodatku są tu same kobiety!).
To co widziałam na własne oczy to tylko szacunek i ogrom wsparcia. Naprawdę czuję się wspaniale mogąc być małą częścią czegoś tak pięknego i niespotykanego!

DZIEWCZYNY JESTEŚCIE CUDOWNYMI WOJOWNICZKAMI!!!
Uda nam się wszystkim! Dobro wraca a tu na forum obdarzacie nim wszystkich dookoła tonami!

17 czerwca, 11:34

10 dpo, 29 dc, 8cs

Miałam dzisiaj okropny sen, po którym rano aż zrobiłam test.
Wyszedł oczywiście negatywny (idealnie wręcz biały), więc teraz czekam do weekendu i albo okres przyjdzie, a jeśli nie to zrobię test w sobotę lub niedzielę.
Wynikiem testu jakoś mocno się o dziwo nie przejęłam. Prawda jest taka, że raz na jakiś czas mam coś z stylu skurczy miesiączkowych, ale nie sa one mocne w żaden sposób i nie wiem kompletnie co oznaczają. Piersi nie bolą mnie nic a nic.
Poczekamy do weekendu i zobaczymy co się wydarzy. Nie chcę się nakręcać w żadną stronę próbując odczytać objawy.

Zaczęłam mocno się zastanawiać czy jeśli w tym miesiącu nam się nie uda to nie zrobić jednak HSG. Porozmawiam o tym jeszcze z Mężem. W mojej klinice ze znieczuleniem kosztuje 2 tysiące, co przy budowie domu jest jednak sporym wydatkiem. Z drugiej strony brak ciąży jest mi teraz trochę na rękę, bo mam czas i siły zajmować się budową właśnie. Za to w innej klinice, która też jest niezła HSG można zrobić za mniej więcej połowę ceny.
No nie wiem, pomyślimy o tym.

A teraz mój dziwaczny, sen, muszę go z siebie wyrzucić. Mąż usłyszał tylko rano, że śniło mi się, że poroniłam. To był najgłupszy sen i najdziwniejszy sen jaki chyba kiedykolwiek miałam.
Byłam w jakimś małym sklepie AGD, w którym pracowała moja koleżanka (która w realu pracuje ze mną w korpo, a teraz jest w 5 miesiącu ciąży).
Mówiłam jej, że nie jestem pewna jeszcze czy jestem w ciąży, bo nie robiłam testu, a nie czuję kompletnie nic w żadną stronę.
W tym momencie poczułam ból brzucha i wypadło ze mnie dziecko! Wielkości małej lalki i w worku owodniowym, który wyglądał jak nieco większy termofor . Co najlepsze wypadło już z odciętą pępowiną. Spojrzałyśmy na siebie i Paula tylko powiedziała, że musimy jechać do szpitala.
Mrugnęłam i znalazłam się w szpitalu już ubrana do wyjścia ze względu na mój wypis! Trochę się tam kręciłam przy pokoju pielęgniarek, rozmawiałam z nimi i w końcu przyszedł lekarza. Wziął mnie na stronę i nie do końca pamiętam co powiedział. Wydaje mi się, że pocieszał mnie po stracie, mówił, że to się zdarza i że jestem zdrową, młodą kobietą i będę jeszcze miała na pewno dzieci.
Tyle pamietam i to co powiedział lekarz zapamiętałam bardziej jako wrażenie niż słowa.
Nie doszukuję się w tym jakiegoś znaczenia, ale chciałam ten sen spisać dla siebie.

Tak więc czekam na weekend i tyle, zobaczymy co się wydarzy.

21 czerwca, 12:38

14 dpo, 33dc, 8cs

https://zapodaj.net/933c0ded655a1.jpg.html

Jest druga kreska, ale mega blada. Mówiąc szczerze miałam nadzieję, że test zrobiony 14 dpo będzie miał drugą tłuściutką kreseczkę a tu taki bladzioch. Dziewczyny na forum pocieszają mnie, że podobno tak się zdarza.
Jutro rano zrobię drugi, bardziej czuły test. Napisałam też do lekarza o skierowanie na betę (pewnie już we wtorek będę mogła zrobić pierwsze badanie).
Na razie nie pozwalam sobie na wariowanie z radości, bo brzuch nadal mnie boli, choć dzisiaj już mniej. Najdziwniejsze jest to, że ten ból jest inny niż ten standardowy, który pojawiał się przed okresem. Nie plamię też, więc faktycznie może się udało.
Jeśli się udało to teraz najważniejszym będzie przetrwać najbardziej niebezpieczny okres i dotrwać do zamknięcia I trymestru.

Tak więc dziś jeszcze na chłodno, ale jeśli jutro rano drugi test też będzie pozytywny ma zamiar pozwolić osbie na wszystkie emocje :D Tym bardziej, że jutro dzień ojca i to chyba będzie najlepszy prezent dla mojego Męża.

Mój Zdolniacha zaliczył dzisiaj przedostatni egzamin w sesji i jest ze wszytskim do przodu, więc radość w domu niesamowita :D
Jeśli chodzi o ciążę, to widział drugą kreskę tak samo jak ja, ale biedny sam mi powiedział, że jeszcze nie za bardzo to do niego dociera. Dlatego też dzisiaj staram się nad tym panować, bo jeśli jednak @ przyjdzie czy beta będzie niska, będzie spadać to po prostu nie chcę sprawić mu zawodu i go rozaczarować. A wiem, że poczułby bardzo taką stratę, tak samo jak ja.

Beta przed nami, więc wierzę, że wszystko będzie dobrze. Na pewno będzie dobrze! Wierzę w to i czuję to!

21 czerwca, 12:38

Ciąża rozpoczęta 24 maja 2020
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii

31 lipca, 14:31

9 tc jeszcze...

We wtorek dowiedziałam się, że serce mojego dziecka przestało bić.
To miała być standardowa wizyta kontrolna a zawaliło nam się tego dnia życie. Wszystko się zmieniło. Wszystko.

Od samego początku lekarze mówili, że Dziecko jest maleńskie, ale to normalne, bo ouwalcja była później, więc nie ma się czym przejmować.
Potem gdy pojechałam do szpitala ze względu na plamienie też lekarka powiedziała, że to się zdarza i nie ma sensu brać progesteronu. Jak ciąża ma sobie poradzić, to sobie poradzi.
No i nie poradziła.

Na kolejnej wizycie inna lekarka wkurzyła mnie gadaniem, żeby nikomu nie mówić, bo jeszcze wszystko może się wydarzyć.
I miała rację.

Na wizycie we wtorek widziałam tylko ciemność na USG i żadnego mrugającego serduszka. Tam już nic nie było, nasze Dziecko przestało żyć.

Po 3 dniach już jestem w stanie normalnie funkcjonować i płaczę coraz mniej.
Wtorek był najgorszy.
To uczucie straty, żalu i tego, że zawiodłam wszystkich dookoła.
Mam ogromne poczucie winy patrząc na Męża. Ten mój Cud tak cierpi. To my oboje straciliśmy Dziecko. Nasze Maleństwo.

We wtorek przypadkiem Teściowie byli w Warszawie, więc od razu do nas przyjechali. Cieszę się, że byli. Bardzo ich potrzebowaliśmy. Bardzo.

Pamiętam slajdy z przychodni jak czekałam pod gabinetem położnej by zapisała mnie na pilną wizytę na drugie USG. Tak płakałam, że obca kobieta w ciąży dała mi chusteczkę. I pamiętam przechodzącą pielęgniarkę, która złapała mnie za rękę i powiedziała, że tak jest lepiej. Skoro to wydarzyło to się teraz to gdyby się urodziło miałoby bardzo ciężkie i bolesne życie. Pewnie by tak było.

Wieczorem kiedy zostaliśmy sami z Mężem próbowaliśmy o tym rozmawiać i dać sobie wsparcie nawzajem.
Dotknął brzucha jak zawsze i powiedział: "Dobranoc, Ukochane. Do zobaczenia!"
Nadal na samo wspomnienie serce mi się kraje, a z drugiej strony to była chwila przepełniona ogromną miłością.

Zawsze będziemy je kochać i zawsze będzie ono przy nas.
Chcemy zrobić sobie oboje mały tatuaż na nadgarstku. Chmurkę.
Nasze Maleństwo jest już tam na Górze, ale dzięki temu zawsze będzie z nami. Linie chmurki nie będzie dokończona.
Bo to jeszcze nie koniec i jeszcze się spotkamy.

W niedzielę o 20:00 jestem umówiona do szpitala.
Chcę zrobić badania by poznać przyczyne poronienia i uniknąć tego jeśli możliwe w przyszłości.
Nie sądziłąm, że wrócę tu tak szybko. Ale wiem, że tu są dobre Kobiety, które mnie wesprą.

Bo to kurwa boli.
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.