Wiosną 2021 roku na USG u ginekolog poważnym i zmartwionym tonem przekazywał mi informacje: torbiel na jednym jajniku.. torbiel na drugim jajniku.. endometrioza.. in-vitro.. Doprowadził mnie do łez.. Wyszłam z gabinetu załamana.. Od kilku miesięcy staraliśmy się o dziecko, a lekarz od razu zawyrokował, że powinnam poddać się operacji, może jeszcze pobrać komórki i szykować się na IVF. Miałam wtedy 26 lat. On zapewne więcej lat doświadczenia z niepłodnością, bo akurat przypadkiem trafiłam na wizytę u takiego lekarza. Może i ma wiedzę i super opinie, jednak moja opinia na temat podejścia do pacjenta i przekazywania informacji nie jest pozytywna..
Zlecił mi kilka podstawowych badań, sprawdzenie owulacji i wyszło, że nawet jest ok. Polecił mi lekarza, który przeprowadziłby operację wycięcia torbieli. Na wizycie umówiłam się na operację na początek września 2021 roku.
Operacja wychodziła nieco ponad tydzień po okresie, więc spróbowaliśmy w cyklu przed operacją, ale trochę tak na odczepnego, żeby było, a przecież i tak się nie uda jak przez ostatni rok.
Dwa tygodnie przed operacją byłam w szpitalu na pierwszych badaniach, m.in. na RTG. Robiłam w domu test (kilka dni przed planowanym okresem) - wyszedł negatywnie, więc odpowiedziałam że nie jestem w ciąży. Mimo wszystko na szczęście dostałam ochraniacz na brzuch.
W ciągu kolejnego tygodnia czekałam na okres, który jednak nie przychodził. Byłam przekonana, że to dlatego, że stresuję się operacją.. Ale w końcu pomyślałam, że może jednak zrobię test? Zrobiłam i.. dwie kreski!
Byłam w szoku, ale też z rezerwą do tego podchodziłam, bo czytałam, że przy torbielach mogą wychodzić testy fałszywie dodatnie. Jednak mimo wszystko do tej pory nigdy nie widziałam dwóch kresek.. Zrobiłam test innej firmy - kolejny pozytywny.
Za kilka dni miałam kolejne badania w szpitalu - na tydzień przed operacją. Zgłosiłam się, odnalazłam lekarza i powiedziałam, że chyba jestem w ciąży, a miałam iść na operację, dzięki której w tę ciążę miałam dopiero móc zajść. Lekarz pogratulował, kazał zrobić betę w odstępie 48h i pójść do lekarza na wizytę.
Wróciłam do lekarza, który zdiagnozował moją endometriozę. Gdy opowiedziałam mu historię, że miałam iść na operację, ale dowiedziałam się, że jestem w ciąży, powiedział: "Bóg nad panią czuwał".
Na USG ukazał się mały "żółwik" odpowiednich wymiarów. Serduszko biło idealnie, nawet mogłam od razu posłuchać, choć nie wiem czy to standardowa praktyka w 5w5d. W każdym razie byłam w zdrowej i upragnionej ciąży, co było wielkim szokiem i cudem.
Co do lekarza - zapytałam się go, czy te torbiele nie przeszkadzają w rozwoju ciąży. Odpowiedział, że przecież ciąża rozwija się w macicy, a nie w jajnikach.. Nie wszystko wiem, ale też nie przesadzajmy - potraktował mnie bardzo infantylnie..
Umówiliśmy się na kolejne badanie chyba w 12 lub 13 tygodniu. Nie ukrywam, że wszystko było dla mnie nowością, a lekarz nie dodał, że to są ważne badania prenatalne, które można wykonać tylko do konkretnej daty.. Chyba w 12 tygodniu przez kilka dni męczyła mnie duża biegunka, a że był to I trymestr, to nie mogłam wziąć mocniejszych leków. Nie mogłam się dodzwonić do lekarza, więc w końcu pojechałam do szpitala. Tam spędziłam kilka dni. Okazało się, że to tylko zatrucie, a dziecko rozwija się prawidłowo. Tam też dowiedziałam się, że mam już mało czasu na prenatalne, ale będąc w szpitalu umówiłam się już do innego lekarza, praktycznie w ostatnim terminie okienka na prenatalne.
Tym sposobem zmieniłam lekarza prowadzącego.
Wszystkie badania wyszły idealnie. Ciąża bez żadnych większych dolegliwości i nieprawidłowości. Było delikatne podejrzenie hipotrofii, ale ostatecznie wyszło dobrze. Poród siłami natury dokładnie w 40t. Trafiłam na super położną i stażystki. Wszyscy się mną super zajęli, a ja też sobie pięknie poradziłam z ruchem, spokojem i oddechem. Poród był piękny, a moja dziewczynka jeszcze piękniejsza 10/10.
Chcę dać nadzieję na to, że mimo endometriozy można zajść w zdrową ciążę.
Niestety nie wiem co ostatecznie na to wpłynęło - czy był do też czynnik psychiczny, że cała moja uwaga była przekierowana na operację.. Nie wiem. Chciałabym wiedzieć i móc wykorzystać kolejnym razem. Niestety nie odkryłam jeszcze gotowego przepisu na zachodzenie w ciążę, a przydałby mi się on teraz..
Podjęłam próbę diety Kasi od hormonów, która polegała na włączaniu odpowiednich składników w każdej fazie cyklu. Jakoś po 2 miesiącach już miałam dość i to zarzuciłam..
Jednak w kwietniu 2024 okazało się, że jestem w ciąży (!).
Przyrost bety był prawidłowy. Poszłam na USG do ginekologa gaduły i uzyskałam kilka informacji. Że jestem w ciąży. Że może być to ciąża bliźniacza. Ale że za dużo nie widzi i żeby przyjść za tydzień, czy za dwa.
Czułam się słabo, miałam jakby zawroty głowy. Zupełnie inne odczucie niż w pierwszej ciąży.
Umówiłam się na wizytę do ginekologa, który prowadził moją pierwszą ciążę, a w międzyczasie zrobiłam jeszcze raz betę. Okazało się, że przyrosty są już słabe..
Na wizycie dowiedziałam się że zarodek jest jeden, że nie rośnie prawidłowo i że tętno jest słabe.. Kolejna wizyta za jakiś czas w szpitalu.
Na izbie przyjęć okazało się że tętna już nie ma.. Przyjęli mnie na oddział i na drugi dzień miałam łyżeczkowanie.. Był do 9 tydzień ciąży.. Przyjęłam to w miarę spokojnie. Myślę że dlatego, że już miałam jedno dziecko przy sobie i pocieszałam się tym, że nie jest tak źle skoro udało mi się kolejny raz zajść w ciążę. Poronienia się zdarzają, znam kilka historii z otoczenia, więc niestety padło i na mnie.. Będziemy jeszcze próbować..
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września, 22:06
To poronienie, choć szybsze niż poprzednie, bardziej mnie podłamało.. Wiele miesięcy starań i znowu porażka. To już nie tylko bezlitosny rachunek prawdopodobieństwa, ale sytuacja bardziej niecodzienna..
Kolejne poronienie sprawiło, że zdecydowałam się na usunięcie torbieli z jajników.
Czy operacja była konieczna, czy nie - trudno powiedzieć.. Mój cykl się trochę rozregulował, a ostatnie miesiączki były bardzo skąpe.. Mam obawy, czy zamiast poprawić swój stan zdrowia, czy go nie pogorszyłam..
Od tamtej pory staramy się bezskutecznie..
Wykonałam wiele badań pod kątem uzupełnienia niedoborów. Miałam konsultację dietetyczną. Zażywałam różne suplementy.. I nic.
Mój lekarz sam z siebie nie rozszerzył diagnostyki. Rzucił, że mogę zrobić kilka badań, na które ostatecznie nie rzucił okiem.
Przede mną konieczność umówienia się na wizytę kontrolną, jednak wciąż waham się do jakiego specjalisty pójść..
Nie rozmawiałyśmy specjalnie na temat drugiego dziecka, więc było to dla mnie bardzo zaskakujące, ale też i wzruszające.
Mam nadzieję, że takie szczere, dziecięce marzenia, w końcu się spełnią.