X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Nasze największe marzenie
Dodaj do ulubionych
1 2
WSTĘP
Nasze największe marzenie
O mnie: 25 lat, osoba lubiąca podróże, spędzanie czasu z przyjaciółmi, wieczory przy dobrym drinku i filmie, długie rozmowy, która w pewnym momencie zatraciła to wszystko i oddała się całkowicie staraniom o upragnione dziecko. Mój partner: Jak o nim myślę, to uśmiech sam pojawia się na twarzy :) Dobry, gotowy do poświęceń człowiek. Kochający, szczery, bezinteresowny. Od czerwca 2021 r. mój kochany mąż.
Czas starania się o dziecko: Od samego początku marzyliśmy o dużej rodzinie, ale z realizacją czekaliśmy do dnia ślubu.
Moja historia: Kiedy zapadła decyzja o powiększeniu rodziny myślałam, że z podróży poślubnej wrócimy już we trójkę :) Tak bardzo się myliłam, bo każdy kolejny miesiąc przynosił ogromne rozczarowanie. Po 6 miesiącach zrobiliśmy kontrolne badania: USG, hormony, nasienie. Wszystko zdaje się być w jak najlepszym porządku... 9 cs - spóźniający się 3 dni okres, któremu towarzyszyło plamienie oraz niemal niewidoczna druga kreska na teście. Nie zdążyłam w ogóle tego zrealizować. BHCG potwierdziło, że byłam w ciąży. W czerwcu 2022 odwiedziliśmy klinikę i powtórzyliśmy badania. Wydaje się, że otwieramy pewien nowy rozdział w historii naszych starań. Edit: sierpień 2022 - on: obniżone parametry nasienia, badanie andrologiczne ok; ja: oba jajowody drożne, brak niepokojących zmian.
Moje emocje: Skrajne. Zależy od miesiąca. Jednak najczęściej schemat się powtarza: 1. Kilka dni przed miesiączką PMS, wahania nastroju, bóle, żal spowodowany przeświadczeniem (lub wręcz pewnością), że znowu się nie udało. Mimo to łudzenie się do pierwszego, czasami nawet drugiego dnia krwawienia, że "może jednak". Porównywanie wszystkich symptomów z pozostałymi cyklami, co jeszcze bardziej mnie dołuje. 2. Początek cyklu: w pewnym sensie ulga. PMS znika, głowa odpoczywa. Czas na bezkarną lampkę wina z przyjaciółmi lub mężem, uwolnienie się od myśli o staraniach. 3. Okres okołoowulacyjny: pewna doza przeświadczenia o kontroli nad sytuacją, czasami odczuwanie lekkiej presji, ale ogólnie dobre samopoczucie. Przypływ sił, pozytywne myśli, szczęście. 4. Następnie długie oczekiwanie i powrót do punktu 1...

17 lipca, 16:16

13cs 26dc
Stwierdziłam, że bardzo lubię pisać. Pomaga mi to trochę uzewnętrznić emocje, które mam w sobie, i po wyrzuceniu ich staję się o kilka kilogramów lżejsza. Parę minut pisania, a mojego męża omija widok moich zaszklonych oczu i smutnej miny :) Tak bardzo bym chciała, aby chociaż jego ominęło to, co ja przeżywam, bo zamartwianie się nie zmieni przecież nic w tej sytuacji.
Aktualnie od kilku dni rozkłada nas choroba. Oboje mieliśmy gorączkę, także nie mam raczej co liczyć na powodzenie w najbliższych 2-3 cyklach. We wtorek idziemy na omówienie naszych wstępnych badań do kliniki - jesteśmy bardzo ciekawi, jaki plan działania przygotuje dla nas pani doktor. Boję się tylko, aby nie odesłała nas z kwitkiem do domu, bo przy pierwszej wizycie próbowała nam dać mocno do zrozumienia, że w naszym wieku starania mogą zająć spokojnie około 2 lat.
Za 4 dni powinnam dostać okresu, tak bardzo czuję objawy PMS, bolesne piersi, jestem mega płaczliwa i łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Czy tylko u mnie te kilka dni przed miesiączką są najgorsze? Wraz z pojawieniem się bólu piersi i słabym samopoczuciem nabieram pewności, że się nie udało, bo "przecież w zeszłym miesiącu było tak samo". Ale nie odpuszczam kompletnie i łudzę się jeszcze kilka dni, aby mocno spaść na ziemię. Z jednej strony teraz, po mojej gorączce (prawie 38,5 stopnia), raczej nie mam czego się spodziewać, z drugiej jednak te całe starania pokazały mi, ile człowiek może sobie wmówić, jeśli bardzo mu na czymś zależy.

23 lipca, 15:00

14cs 5dc
Po ostatniej wizycie w klinice wszystko odwróciło się do góry nogami.
Moje badania z krwi (zbadano mi chyba wszystko, co się dało, wyniki na kilka stron) oraz USG wyszły bez zarzutu. Okazało się jednak, że mój mąż ma obniżone parametry nasienia. Morfologia spadła do 3 %, dodatkowo nie wykryto w ogóle plemników szybko poruszających się do przodu.
To był lekki szok. Przecież badania z końca 2021 roku były dobre. Jak się okazało - leżały w dolnej granicy normy, ale wtedy nikt nam o tym nie powiedział, tylko dostaliśmy polecenie starać się umowny rok. W międzyczasie doszło dużo stresu, choroba z gorączką powyżej 38 stopni, i widocznie dlatego wyniki tak spadły (to moje przypuszczenia).
Mąż zareagował tylko konkretnym pytaniem, co może zrobić, aby polepszyć te wyniki. Nie czuł się smutny ani rozczarowany - och, jak ja bym chciała mieć takie podejście.
Cały ostatni rok szybko przeleciał mi przed oczami - każda łza, poczucie winy, że nie mogę zajść w ciążę. Każdy moment zwątpienia, czy kiedykolwiek się uda. Analizowanie wyników moich badań, nie wierząc, że naprawdę są dobre.
Pani doktor od razu po wyjaśnieniu prawdopodobnej przyczyny niepowodzeń zaproponowała nam... inseminację. Powiedziała, że naturalna ciąża nie jest wykluczona, ale przy takim stanie rzeczy możemy starać się jeszcze kolejny rok, dwa, i nie mamy pewności, że się uda. Przed tym musielibyśmy sprawdzić drożność jajowodów i możemy działać. Stwierdziła, że skoro tu jesteśmy, to na pewno jest to dla nas duży problem, który oddziaływuje na nasze życie (TAK! Chyba wreszcie ktoś mnie zrozumiał..). Z medycznego punktu widzenia istnieje rozwiązanie i możemy je wykorzystać.
Szczerze - byłam przekonana, że znowu zostaniemy odesłani do domu ze słowami "wszystko jest dobrze, proszę próbować dalej". W pewnym sensie spadł mi kamień z serca. Sądziłam, że jesteśmy jednymi z tych, którym się nie udaje "bo mają pecha" i nikt nie jest w stanie nam pomóc. Mąż bardzo entuzjastycznie zareagował na taką propozycję, tak samo, jak ja. To był zdecydowanie najbardziej niestabilny emocjonalnie rok w moim życiu i zrobiłabym wiele, aby nie musieć go powtarzać.
Wiem, że słabe parametry nasienia to nie wyrok. Dużo da się zmienić dietą i zdrowym stylem życia, a plemniki odnawiają się co ok. 3 miesiące. Damy radę - pomyślałam. Wreszcie czuję, że mamy jakiś wpływ na przebieg przyszłych zdarzeń i ktoś prowadzi nas w dobrym kierunku.
Jeszcze tego samego dnia zaopatrzyłam męża w zapasy soku pomidorowego, oleju z czarnuszki i kwasu foliowego. Do dokupienia został nam jakiś zestaw witamin dla mężczyzn, ale musimy poczytać, który jest najlepszy.
Dajemy sobie czas na skompletowanie badań i zregenerowanie naszych chłopaczków. Póki co planujemy korzystać z wakacji, wyłączyć się i porządnie odpocząć. To będzie chyba pierwszy cykl, w którym totalnie odpuszczę. Prawdopodobieństwo zajścia w ciąże jest i tak na tyle małe, że nie ma sensu znowu wyliczać, stresować się, doszukiwać objawów. Czuję się lekko.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, we wrześniu wykonamy pierwszy zabieg. Nie mogę się doczekać!

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca, 19:15

26 lipca, 18:31

Hej ❤️
Tak sobie myślę - dobrze, że jest to miejsce. Temat starań o dziecko jest tak delikatny, że większości osób wydaje się, że są same z tym problemem.. Też tak sądziłam, zanim odkryłam ten portal. Naokoło słyszy się tylko, że ciąża to formalność, przychodzi zgodnie z planem jak wiele innych rzeczy w życiu, lub wręcz trzeba się przed nią chronić, bo o wpadkę nie jest trudno. A to wszystko mówią osoby, których Bóg pobłogosławił dzieckiem bez starań, po prostu.
Teraz wiem jednak, że kobiet takich jak my jest mnóstwo. I są naprawdę silne, bo słysząc o kolejnej ciąży koleżanki ładnie się uśmiechają, dopytują, dzielnie wytrzymują do końca rozmowy, by po powrocie do domu dać upust emocjom i popłakać się z bezradności.. Ale wstają i walczą dalej z uśmiechem na ustach, żeby nie obarczać innych swoimi problemami.
Ostatnio miałam 3 podobne sytuacje. Dowiedziałam się o ciąży 3 koleżanek. Nawet nie zdążyłam o cokolwiek dopytać, a pojawiło się zdanie, że w sumie to woleli inną płeć, no ale jest jak jest.. I że niby chcieli to dziecko, ale czeka ich dużo poświęceń, trzeba będzie zmienić swoje życie, dostosować się do "obcej osoby".
Przykro mi zawsze jak tego słucham 😔 I wierzę, że może właśnie los przygotował dla nas taki scenariusz, abyśmy w efekcie końcowym zostali najlepszymi rodzicami na świecie i docenili 100 razy bardziej cud, jakim jest nasz wyczekany bobas. Życzę tego sobie i absolutnie każdej z Was ❤️

26 lipca, 19:14

14cs 8dc
Dziwne mam ostatnio okresy. Nic nie rozumiem. Do tej pory były zawsze regularne, odkąd pamiętam zawsze trwały 7 dni, jak w zegarku. Ani dnia dłużej, ani krócej.
A teraz już drugi raz mam dziwne plamienia przed, w zeszłym miesiącu pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło i przekonana, że to 2dc poszłam na badanie krwi, z którego wyszło, że mój okres się jeszcze nie zaczął, musiały to być plamienia.
Według p. doktor progesteron jest super i jeśli to pojedynczy przypadek, to nie powinnam się martwić, tym bardziej, że wszystkie badania wyszły dobrze. A w tym miesiącu znowu to samo 🤷🏽‍♀️ już nawet nie jestem pewna w którym dniu cyklu jestem..
Miałam sobie odpoczywać i tak jak obiecane - robię to. Ale oczywiście myśli o ciąży non stop przewijają się w mojej głowie i przez to zauważyłam jedną rzecz.
Przez ostatni rok zrobiłam wiele testów ciążowych i zawsze były białe. Bezwzględnie. Nie miałam czego się na nich doszukiwać.
W marcu po 3 dniach spóźnionego okresu od razu zobaczyłam na teście cień drugiej kreski, ale naczytawszy się, że to pewnie kreska fabryczna, nie brałam jej na serio. Poza tym mąż i przyjaciółka powiedzieli, że nic nie widzą. Ale ta kreska tam była, przysięgam. Pierwszy raz w moim życiu. W międzyczasie dostałam okresu. Był inny niż zwykle, bardzo obfity, z dużymi skrzepami i okropnie bolał.. Po trzech dniach krwawienia zrobiłam jeszcze jeden test. Myślałam że zgłupiałam, ale kreska nadal tam była! Popłakałam się, nie wiedziałam o co chodzi, to jestem w ciąży czy nie? Pojechałam na betę, po kilku godzinach dostałam wyniki. Nie patrzyłam od razu, byłam właśnie w odwiedzinach u kuzyna i bawiłam się z jego małym dzieckiem. W drodze do domu zerknęłam na wynik: 6,07. Czyli okruszek dzielnie walczył, ale się nie udało. Wynik był dużo za niski jak na obecną chwilę, ale wiem że już spadał. Pierwszy test zachowałam na pamiątkę i kreska, której nikt nie widział, po całkowitym wyschnięciu jest bardzo wyraźna i różowiutka.
Mówili, że w ciągu 3 miesięcy od takiej ciąży łatwo jest zajść w kolejną - tak bardzo w to wierzyłam. Niestety się nie udało.
Ale teraz wyszperałam w galerii zdjęcie testu z czerwca. Tak, jak pisałam, miałam dziwne plamienia.
Dzień pierwszy: Okropnie zaczął mnie boleć brzuch. Musiałam wziąć tabletkę, choć prawie nigdy nie mam takiej potrzeby. Kilka godzin nic, później plamienie, następnie mocniejsze, w końcu czerwone.
Dzień drugi: plamienie ustało, nic, zero, brzuch nadal bardzo boli.
Dzień trzeci: plamienie wróciło dopiero koło godz. 15 i przekształciło się w bardzo obfity i bolesny okres. Nigdy tak nie miałam.. Zrobiłam test. Nie jestem jakąś maniaczką testowania, ale chciałam wiedzieć, co się dzieje z moim organizmem. Test oczywiście biały, wyrzuciłam go do kosza.
Po dniu lub kilku dniach (nie pamiętam..) go wyjęłam i zobaczyłam lekką kreskę. To również był ten sam facelle, którym wykryłam marcową ciążę. Zrobiłam zdjęcie, zapomniałam o nim, a teraz, po miesiącu odkryłam je w galerii i zaczęłam się zastanawiać, czy nie wyłapałam znowu cb.
Wiem, że nie powinno się patrzeć na testy po tak długim czasie.. Ale zachowałam sobie taki sam test z innego miesiąca i do dzisiaj nie pojawił się na nim nawet ślad. A na czerwcowym był. Nie wiem, zwariuję.
Może faktycznie obniżone parametry nasienia powodują, że komórkę zapładnia na tyle słaby plemnik, że ciąża nie przeżywa? Nie znam się i może gadam głupoty, ale jeśli tak, to przynajmniej wiem że mój organizm chce i może być w ciąży, i bardzo o to walczy! Daje mi to szanse wierzyć, że kiedyś się uda 🙏🏼✊🏻 Chcę w to wierzyć..

15 sierpnia, 23:39

14cs 27dc
Hej 🥰 Długo nie pisałam, a to przez to, że dużo się działo. Byliśmy na urlopie, później krótki wypad nad morze, wesele w rodzinie. W każdy weekend coś robiliśmy i na tyle pochłonęło to moją uwagę, że zanim się obejrzałam, jest połowa sierpnia.
Ciężko powiedzieć, że nie myślałam o staraniach - codziennie mniej lub bardziej ten temat przewijał się przez moje myśli, ale nie skupiałam się na nim. Nie zaglądałam do kalendarzyka, nie wpisywałam tam żadnych objawów, jedynie obserwowałam swój organizm. Owulacja przyszła dopiero w 22 dc- dość późno, ale cieszę się, że w ogóle była po przebytym w zeszłym cyklu covidzie i naszym urlopie za granicą.
Według obliczeń z początku cyklu jutro powinnam dostać okres, ale z racji przesunięcia muszę poczekać jeszcze około tygodnia. Jak tylko zacznie się krwawienie to dzwonię do kliniki umawiać się na sono hsg. W dodatku, w przyszłym tygodniu mój mąż wybiera się do androloga, takie zalecenie dostaliśmy przed planowaną IUI. Cieszę się, że mamy jakiś plan, bo wtedy czuję, że idziemy do przodu!
Mąż pije codziennie szklankę soku pomidorowego i dodaje do niego łyżkę oleju z czarnuszki. Do tego zażywa suplement diety z kwasem foliowym. Nie jest to jakiś specjalny suplement dla mężczyzn, ale zawsze coś. Chciałam mu kupić fertilman plus, ale gdzieś wyczytałam, że dobieranie sobie samemu takich suplementów może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Jak z tym jest? Mąż ma co prawda jedynie 3% prawidłowych plemników, ale łączna ich ilość w 2 ml to prawie 700 milionów.
Problemem jest także ich krótka żywotność, bo po 24 h nie było ani jednego żywego 😔 Nie dziwię się, że ciężko się nam było wstrzelić w dzień owu.
Z tych pozytywnych rzeczy - poznałam dzidziusia mojej dobrej koleżanki. Przez cały wieczór i pół kolejnego dnia nosiłam go na rękach, karmiłam, woziłam w wózku. Mamie to było na rękę, miała chwilę dla siebie, a ja byłam wniebowzięta. Jak myślę o tych dniach, to uśmiecha mi się buzia i czuję motylki w brzuchu. Tak bardzo się cieszę jej szczęściem, i póki nie mam własnego dzieciątka, to był świetny sposób aby naładować baterie i zaspokoić matczyny instynkt. W dodatku moja najlepsza przyjaciółka niedawno urodziła i jestem tak z tego dumna, że pierwszego dnia pochwaliłam się tą informacją z kim tylko mogłam 😀 cieszę się, że nie czuję zazdrości.
Jestem fajną ciocią!

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia, 23:40

15 sierpnia, 23:51

Porada
Przypomniała mi się jedna rzecz - perspektywa patrzenia na świat.
Znacie to, kiedy nagle się okazuje, że wszystkie koleżanki są w ciąży, facebooka zalewa fala zdjęć usg, a na ulicy czy w sklepie co chwilę mijamy kobietę z brzuszkiem?
Podczas spaceru z synkiem koleżanki moje oczy już z daleka wyłapywały rodziców prowadzących wózki. Patrzyliśmy się na siebie, czasem wymieniając uśmiechy.
Wiecie ile jest tych wózków?? Nie miałam pojęcia, że aż tyle!
A koleżanka (młoda mama) powiedziała, że dawno nie widziała żadnej kobiety w ciąży.

18 sierpnia, 11:08

14cs 30dc
I jak tu nie robić sobie nadziei 🙄🙈
Od 6dpo pojawiły się u mnie delikatne bóle brzucha, czuję się, jakbym zaraz miała dostać okresu. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że brzuch boli mnie zawsze bezpośrednio przed miesiączką, a jedynym wyjątkiem był udany cykl. Wtedy podbrzusze pobolewało mnie okresowo już od 5dpo przez około tydzień, a okres się spóźnił i beta wyszła dodatnia.
Niestety bolą mnie też piersi, a to raczej jednoznaczny sygnał, że 🐵 w drodze.
Ostatnio na weselu pozwoliłam sobie trochę zaszaleć i więcej wypiłam. Kilka miesięcy wcześniej zastanawiałam się czy mogę, wyliczałam, czy będę wtedy po owulacji, i finalnie tak właśnie było. Ale po wizycie w klinice, słabych parametrach nasienia, covidzie i planowanej IUI nie liczę na cokolwiek. 13 miesięcy odmawiałam sobie alkoholu, bo bałam się, że może akurat jestem w ciąży, ale teraz powiedziałam sobie, że muszę normalnie żyć. Poza tym ślub brała bardzo bliska mi osoba, było dużo rodziny, przyjaciół - co ma być to będzie, pomyślałam sobie. I wiecie co, naprawdę super się bawiłam.
Mój mąż tylko wspomniał, podnosząc ze mną kieliszek, że znając życie i nasze "szczęście" to akurat teraz się uda. Tiaa, to by było dopiero.
Cdn.

22 sierpnia, 14:19

14cs 34dc
Ten cykl ciągnie się w nieskończoność 🤯 Covid nieźle mi w nim namieszał.
Ale czuję się bardzo "okresowo", nic, tylko czekać na 1dc i wtedy od razu dzwonię do kliniki umawiać się na badanie. Ten miesiąc stanął pod znakiem oczekiwania, ale w sumie był bardzo miły i relaksujący. Dużo czasu spędziliśmy razem, zebraliśmy mnóstwo pozytywnych wspomnień. Wykorzystaliśmy go na 100%!
Również z dobrych wiadomości: mąż był dzisiaj u androloga, na usg nie zauważono żadnych zmian, jest zdrowy 🥰 Doktor, przeglądając wyniki, zwrócił uwagę na brak plemników z grupy A. Ale powiedział, że ogólnie nie jest źle.
Jeszcze trochę i działamy!

24 sierpnia, 08:39

15cs 2dc
Jest i ona, cała na czerwono! 😃 ale dawno na nią tak bardzo nie czekałam, jak teraz.
Zadzwoniłam do kliniki i dostałam termin na sono hsg: wtorek, 30 sierpnia. To już za niecały tydzień! 🥺 Pytałam, czy IUI możliwa byłaby jeszcze w tym samym cyklu, jeśli badanie wyjdzie ok. Pani powiedziała, że będziemy musiały poczekać na odpowiedź z kasy chorych, a to może być ciężkie do ogarnięcia w ciągu tygodnia. Ale nic, spróbujemy, a jak nie, to lecimy z kolejnym cyklem 😀 Naprawdę nie wiem skąd we mnie tyle optymizmu ostatnio, als chyba po prostu lubię mieć plan. Wtedy wiem, że idziemy do przodu, a nie stoimy w miejscu i czekamy na cud. W moim przypadku widocznie powiedzenie, że w ciążę zachodzi się głową, nie ma większego sensu. Poza tym, wolałabym zajść jednak macicą, niż głową 🤓
Wierzę, że bedzie dobrze. Długo potrzebowałam, żeby dojść do tego momentu. Głęboko w szafie schowany leży już nawet bodziak z nadrukowanym maleńkim misiem dla mojego męża. Mam nadzieję, że już niedługo będę go mogła mu podarować razem z pozytywnym testem ciążowym ❤️ Chociaż trochę niech będzie w tym romantyzmu, a co!

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia, 08:40

30 sierpnia, 21:01

15cs 8dc
Dziś przeprowadzono u mnie sono hsg. Od rana bardzo się stresowałam, a po przybyciu do kliniki i podpisywaniu zgód niezbędnych do zabiegu łzy napłynęły mi do oczu. Ogólnie od kiedy wstałam, byłam jakaś przybita.
Sam zabieg w sobie trwał może z 20 minut, ale był cholernie bolesny. Leżałam na tym fotelu i było mi najzwyczajniej w świecie przykro. Pozwoliłam sobie na łzy, bo już nie mogłam ich powstrzymać. Mimo dwóch bardzo sympatycznych lekarek czułam, że to wszystko jest takie niesprawiedliwe. Podczas gdy większość kobiet zachodzi w ciążę naturalnie, ja muszę leżeć rozebrana na tym fotelu z jakimiś rurkami i narzędziami między nogami. W sumie na monitorze za wiele nie widziałam, wszystko tłumaczyła mi Pani doktor, a ja ledwo zauważałam, gdzie przepływa kontrast. W prawym jajowodzie przeszedł od razu, w lewym przez chwilę nie było widać do końca przepływu, ale po chwili było jasne, że oba są drożne. Nie wiem, czy z tym lewym było coś nie tak, czy po prostu ciężko było uchwycić przepływ na ekranie. W każdym razie wszystko ok. Mamy czekać na list z kasy chorych ze zgodą na inseminację, która odbędzie się prawdopodobnie w kolejnym cyklu (październikowym).
Wychodząc z kliniki płakałam. Czułam, że ktoś przekroczył moją prywatną sferę i to wszystko to było dla mnie trochę za dużo. Nie mogłam się skupić na pracy, pojechałam do domu. Bolała mnie głowa, podbrzusze i krwawiłam. Już jest trochę lepiej, choć nadal nie mam na nic siły. Cieszę się, że to już za mną i mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy.

31 sierpnia, 17:47

15cs 9dc
Mamy zgodę z kasy chorych!!! 😭❤️ Była dzisiaj w skrzynce na listy. Wszystko wskazuje na to, że startujemy z IUI już w tym cyklu. Jutro mam podjechać na usg i pobranie krwi.
Boże, tak bardzo Ci dziękuję ❤️

1 września, 13:41

15cs 10dc
Dziękuję dziewczyny za kciuki ❤️ To bardzo, bardzo miłe. Ja też was wszystkie podczytuję i życzę powodzenia z całego serca.
Już po wizycie w klinice. Pani doktor była kochana, ucieszyła się, że mnie znowu widzi. Endometrium ma już 10,5 mm, pęcherzyk po prawej stronie 13 mm. Powiedziała, że bardzo ładnie. Dostałam receptę na ovitrelle i w niedzielę mam zrobić sobie zastrzyk, a w poniedziałek po południu, 5.09., startujemy z IUI na naturalnym cyklu 👶🏼🙏🏼

6 września, 10:53

15cs 15dc
My już po naszej pierwszej IUI 😊
Było całkiem... śmiesznie, zaczynając od komentarza mojego męża, że słabe filmy mają w tej klinice (nie wymaga komentarza 😂), kończąc na tym, że po wyjściu musiałam zapłacić 70 zł za zgubiony bilet parkingowy 🥴 Nie wiem gdzie miałam głowę, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć, co zrobiłam z tym biletem.
Ogólnie sam zabieg był całkowicie bezbolesny i bardzo szybki. Rano (24 h po ovitrelle) owulak był bordowy, szyjka otwarta. Zostało mi podane 42 mln zdrowych i silnych plemników. Zdążyłam jeszcze rzucić okiem na leżącą przede mną kartkę z wynikami i zobaczyłam, że parametry nasienia się poprawiły! Who A z 0% skoczyło na 4%, a morfologia z 3% na 4%. Więc teraz niech się dzieje wola nieba. A tej woli planuję pomóc trochę jedzeniem ananasa, żeby potencjalny zarodeczek ładnie się zagnieździł.
O 4 w nocy obudziłam się jednak zmartwiona i przez moją głowę przeszły setki czarnych myśli. A co jeśli to we mnie gdzieś głębiej leży problem? Tyle się tego naczytałam na forum. My się nigdy nie zabezpieczaliśmy, jedynie uważaliśmy przed ślubem i jakoś magicznej wpadki nigdy nie było.
No nic, musimy poczekać. Za 2 tygodnie mam zrobić test lub przyjechać do kliniki na test z krwi. Wcześniej zrobiony test może dać wynik fałszywie pozytywny dzięki ovitrelle. Podobno, gdyby się udało, również oni zajmują się pierwszymi badaniami. Oby się udało 🥺

8 września, 16:00

Hej kochane,

dzisiaj będzie długo. Czytałam sobie wasze pamiętniki, dużo przemyślałam też w ostatnim czasie i chciałabym się podzielić moimi spostrzeżeniami.

1. Pierwszy rok starań był najgorszy. Współczuję każdej, która jest aktualnie na tym etapie. Na początku jesteśmy niewinne i nieświadome. Ja też taka byłam. Od samego początku nałożyłam na siebie ogromną presję pod hasłem „Większość par zachodzi w ciążę w pierwszym roku starań. Po 12 miesiącach nieudanych prób mówimy o niepłodności”. Czułam ciężar upływającego czasu i porównywałam się do koleżanek „jej to zajęło 7 miesięcy”, „ona starała się rok”, „zanim ona urodzi to już na pewno będę w ciąży”. Ale ta magiczna granica roku minęła i nic się nie zadziało. Teraz nie mam żadnego deadline. Po prostu - nie wiem czy uda nam się jeszcze w tym roku, czy na święta będę nosić nasze dziecko pod sercem. Nie zwracam uwagi na specjalne okazje w stylu „to byłby świetny prezent na moje urodziny”, bo wiem, że to nie działa. Widząc jakąś datę w przyszłości nie zastanawiam się, czy do tego czasu już będę w ciąży. Robię co mogę, badam się, prowadzę zdrowy tryb życia, oszczędzam swoje ciało. Słucham się lekarzy, ale też stale poszerzam swoją wiedzę. Więcej zrobić nie mogę, zajście w ciążę nie jest zależne od mojej woli.
2. Przez te całe starania zapomniałam o tym, ile mam. Wiele razy pytałam siebie, dlaczego ja, dlaczego mnie to spotkało, podczas gdy innym udaje się tak po prostu. Ale ostatnio zaczęłam myśleć: dlaczego właśnie nie ja? Każdy z nas zmaga się z jakimiś trudnościami w życiu. Jedni przez wiele lat nie mogą znaleźć swojej drugiej połowki. Są kobiety po 40, które nadal nie znalazły swojego partnera i nie mają z kim tego dziecka mieć. Inni mają problemy rodzinne: alkoholizm, przemoc, śmierć bliskiej osoby. Jeszcze inni cierpią na ciężkie choroby, mają raka, białaczkę. A ja choruję na niepłodność. Czy zamieniłabym się z tymi wyżej? Raczej nie.
Mam kochanego męża, którego długo szukałam. Nadal się dziwię jak to się stało, że trafiłam na takiego cudownego człowieka, który chciał być ze mną tak samo jak ja z nim. Że się rozumiemy, że dbamy o siebie, że potrafimy ze sobą rozmawiać. Mamy solidne fundamenty, na których zbudowaliśmy związek i jesteśmy teraz gotowi przyjąć do naszej rodziny kolejnego człowieka, dać mu ciepło, miłość, dobrze wychować. Czy chciałabym się zamienić z nastolatką, która zaszła w ciążę po pierwszym razie ze swoim „chłopakiem” lub co gorsza z przypadkowym typem? No raczej nie.
Jestem dobrym człowiekiem. Dbam o relację z najbliższymi i dostaję też wiele wzamian. Jestem potrzebna innym, rodzice i przyjaciółki do mnie piszą, dzwonią, cieszą się jak przyjeżdżam. Układają plany pod mój przyjazd. Mam dobrą pracę, fajny samochód, ładne mieszkanie, często podróżuję. Skończyłam najlepszą uczelnię w Polsce z piątką na świadectwie. Miałam szansę studiować za granicą. Czy nie mam naprawdę dużo? Czym jest moja niepłodność w stosunku do tego wszystkiego, co już mam?
3. Ten punkt trochę nawiązuje do drugiego. Nie zawsze wiemy, jaką historię ma za sobą ciężarna kobieta spotkana na ulicy lub nasza znajoma (czy to bliższa, czy dalsza, np. w facebooka). Często czujemy zazdrość i może się wydawać, że przyszło jej to tak łatwo, ale to, co ta osoba przeżywała w środku (często nikomu o tym nie mówiąc), to już inna sprawa. Może nawet jedna z tych dziewczyn, która ma szczęście pochwalić się ciążowym brzuszkiem to jedna z nas, która swoje problemy opisywała na tym forum? Dziś dowiedziałam się o ciąży dalekiej znajomej. Rok temu urodziła zdrowe dzieciątko, a teraz już jest w ciąży z drugim, prawdopodobnie nawet 2 trymestr. Ktoś by pomyślał, że szybko się udało, że ma ogromne szczęście. Ale ja wiem coś, czego nie powinnam była wiedzieć, bo nie jesteśmy ze sobą tak blisko. Wiem, że o pierwsze dziecko walczyli 3 lata, wiem, że od początku lekarze mówili im, że będzie ciężko i wiem, że pierwsze dziecko poczęli za pomocą in vitro. Z zewnątrz to naprawdę kochana i otwarta dziewczyna, ale oczywiście nikt nie ma na czole wypisanej informacji „walczę z niepłodnością”. Kto wie, czy od razu po pierwszym porodzie nie podchodzili do któregoś z kolei in vitro. Często spotykamy się z informacją, że ktoś jest w ciąży - koniec tematu. Lub widzimy zdjęcie brzucha lub usg na mediach społecznościowych. To cholernie boli, ale czy naprawdę wiemy wszystko o tej osobie?
Z drugiej strony są oczywiście kobiety, które szybko zachodzą w ciążę i najczęściej narzekają jak to one okropnie się czują i wyglądają. Nie doceniają cudu, który w nich rośnie. Ostatnio usłyszałam z ust mojej koleżanki, że jest wściekła na męża, bo chciał dzieciaka a teraz to ona musi sama z nim siedzieć. Co odpowiedzieć w takiej chwili, kiedy dziecko to twoje największe marzenie?
A więc: Czy chciałabym się zamienić z takimi osobami i mieć podobne podejście do mojego dziecka? Nie! Może gdyby nie niepłodność, sama byłabym taką narzekającą matką. Dziś wiem, że cała ta droga kształtuje mój charakter, zwiększa pokorę i uczy dystansu do świata. Życzę wam dziewczyny, żebyście podczas kolejnego spaceru wzięły głęboki wdech i pomyślały, jak wiele już macie, i w jak wielu kwestiach szczęście się do was uśmiecha. Mi to ostatnio pomaga radzić sobie z trudnymi chwilami.

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września, 16:04

14 września, 09:00

15cs 23dc
9 dni po IUI, 4 dni do okresu
Mała aktualizacja, co u mnie.
Ten cykl zaczęłam z dużą dawką pozytywnej energii i wielką nadzieją, że się uda. Pierwszy cykl po sono hsg, inseminacja, dobre wyniki nasienia - czego chcieć więcej? Od samego zabiegu bardzo zwolniłam tryb życia - zaplanowałam więcej czasu dla siebie i męża na odpoczynek, filmy, przytulanie się, ogarnięcie w domu. Tego mi było trzeba. Starałam się wysypiać, nie nosić ciężkich rzeczy, ubierałam się ciepło, przestałam pić kawę. Moją ciekawość wzbudził po kilku dniach brak bólu piersi. Zazwyczaj zaraz po owulacji zaczyna mi się taki ból, że w skali od 1 do 10 oceniłabym go na 10. Nie mogę się do nich prawie dotknąć, spać na brzuchu etc. W tym cyklu nic takiego nie miało miejsca - okres za 7, 6, 5 dni, a w tym temacie cisza. Zauważyłam, że bardzo dużo piję, nawet w nocy, co mi się nie zdarza. Moje libido siedzi w piwnicy i nie chce wyjść, a ja nawet nie mogę myśleć o żadnym zbliżeniu, bo dostaję gęsiej skórki. Może być to spowodowane faktem, że boję się, że moglibyśmy jakoś zaszkodzić.
Niestety, wczoraj wieczorem stwierdziłam, że jedna pierś zaczyna mnie jednak pobolewać, więc uznałam że to wszystko nie ma sensu, zawinęłam się w kocyk i wypłakałam mężowi w ramię. W tej samej chwili zapaliła mi się czerwona lampka - ocho, czy to przypadkiem nie pms? Boję się, że jednak tak. Jestem jakaś płaczliwa i co chwilę zmienia mi się nastrój. Dziś rano ból piersi przybrał na sile - w mojej skali dostaje 2 punkty na 10. Moja cera się poprawia, zamiast pogarszać. Nie wiem co o tym myśleć. Z testowaniem powinnam poczekać, bo cały czas ovitrelle może dawać fałszywy wynik. Spróbuję jutro rano (11 dni po zastrzyku), później w piątek i w niedzielę, w dzień spodziewanego okresu. Oby nie przyszedł! 🙏🏼

15 września, 09:35

15cs 24dc

No i mamy drugą bladą kreseczkę.

Dziś mija 11 dni od ovitrelle i 10 dni od owulacji. (Nie)planowany okres za 3 dni.
Będę testować dalej.

d17a9e8da6a6.jpg

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września, 09:35

16 września, 08:27

15cs 25dc
Kreska jest chyba jaśniejsza niż wczoraj, ledwo ją dzisiaj dostrzegłam... Mam już dość 😭😭😭 serio.. dość odpowiadania na pytania "co u ciebie słychać?" - zawsze mówię że wszystko po staremu, że dobrze, dużo podróżujemy ostatnio i szybko staram się przypomnieć sobie co niedawno robiliśmy, żeby jakoś nakierować temat. Ale wcale nie jest dobrze, codziennie walczę z niepłodnością, codziennie się budzę i zasypiam z myślą o dziecku, planuję wizyty w klinice, modlę się żeby okres nie przyszedł.. Ale tak, wszystko jest dobrze..
Albo pytanie "jak minął pierwszy rok w małżeństwie?" - szczerze? kurwa beznadziejnie. Wyobrażałam sobie go zupełnie inaczej, razem, we trójkę, ciesząc się na maksa z życia, a nie wydając kolejne pieniądze na leczenie, testy, płacząc co miesiąc w poduszkę.. Ale zawsze mówię że ok, wiele się nie zmieniło..
Uwielbiam jeszcze pytanie z rodzaju "kiedy bobas?" - jestem wtedy tak kreatywna, nawet nie wiedziałam że umiem tak dobrze kłamać, że mamy jeszcze czas, że przecież młoda jestem. Czasami odpowiadam, że wszystko w swoim czasie, ale są ludzie z którymi wolę ukrócić temat, żeby już więcej nie pytali.
Dlaczego moje ciało pozwala mi mieć nadzieję, skoro wie, że i tak nic z tego nie będzie??? Dlaczego kawa robi się gorzka, i mimo że piłam ją codziennie przez ostatnie 10 lat, teraz nie mogę jej przełknąć? I dlaczego piersi bolą mniej? Tak bardzo chciałabym być już szczęśliwa i zrzucić ten kamień z serca, tyle robię, żeby dążyć do mojego celu.. A co miesiąc dostaję z plaska w twarz i los się śmieje z moich planów.. To tak jak 15sty raz podchodzić do najważniejszego dla ciebie egzaminu, do którego przygotowujesz się cały miesiąc, a nawet przygotowywałaś się pół roku wcześniej przed pierwszym podejściem, i 15sty raz go oblać "bo tak". Nie rozumiem tego. Wiem, że niektórzy mają gorzej, przejdzie mi.. ale za miesiąc będę się czuć przez chwilę tak samo beznadziejnie jak teraz.

3c1fbe676d5f.jpg
dolny test - dziś

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września, 08:48

17 września, 10:36

15cs 26dc
Dziękuję Wam dziewczyny za komentarze wczoraj. Dziś nawet nie było sensu testować. Od rana mam bóle okresowe, a w środku widać różowy śluz. Czyli, jak w zegarku, okres przyjdzie jutro.
Wczoraj rozsypałam się na kawałeczki. Zostałam na dodatek sama w domu, mąż musiał wyjechać na weekend. Czułam taką wielką pustkę, niesprawiedliwość, niemoc. Czasem żałuję, że mieszkam tak daleko od domu, najchętniej poszłabym wtedy do przyjaciółki, położyła się u niej na łóżku, pogadała o głupotach, przytuliła. Ale musiałam poradzić sobie sama, więc na dobitkę włączyłam sobie film "życie prywatne" na Netflixie. Polecam każdemu, pokazane w nim zostało życie pary zmagającej się z niepłodnością takie, jakie jest, bez upiększania; rzeczywistość szczerą do bólu. I zdałam sobie wtedy sprawę, jak bardzo ta niepłodność może zniszczyć związek, jeśli pozwoli jej się wejść za daleko w nasze życie. Tego mi było trzeba, popłakałam sobie, ale i wyniosłam kolejną cenną lekcję. I zdałam sobie sprawę, że znowu sfiksowałam się na temat, za bardzo uwierzyłam że się uda, i to mnie zgubiło. Jeszcze niedawno wypracowałam sobie chłodne podejście do tematu, spokój, racjonalne myślenie, zauważanie świata dookoła i było mi z tym naprawdę dobrze. Pozwoliło mi to odetchnąć i cieszyć się życiem. A teraz znowu wpadłam w pułapkę, którą przygotowała mi własna głowa i głupia naiwność.
Nauczyłam się też, że można czuć się jakby się było w ciąży, ale w niej nie być. W tym cyklu powtórzyły mi się objawy ciąży biochemicznej, a w ciąży nie jestem. Od następnego cyklu zwalniam i postaram się wejść na stare tory, bo jak widać, takie podejście zamiast pomagać, tylko przysparza niepotrzebnych zmartwień.
Zmieniając temat, w ostatnich 2 tygodniach strasznie mnie wysypało. Zawsze miałam problemy z trądzikiem, jako nastolatka przyjmowałam izotretynoinę, ale przez ostatnie półtora roku (mniej więcej tyle, ile się staramy o dziecko), moja cera to dramat. Już wiem, że nie jest to sprawa hormonów, bo wszystkie są w normie. Kosmetyków raczej też nie - stosuję podwójne oczyszczanie twarzy (płyn micelarny + pianka), używam tylko dermatologicznych kosmetyków. A w ciągu ostatnich tygodni moja twarz i dekolt są jak tarka, twarz strasznie piecze, jest czerwona, codziennie pojawia mi się około 10 nowych krostek z białym zakończeniem, które pękają po przejechaniu po nich paznokciem. Byłam już z tym u lekarza, pani doktor przepisała mi jakiś lek z retinolem po czym podkreśliłam jej że próbuję zajść w ciążę, więc z wielką łaską wystawiła mi inną receptę, kupiłam ten żel, a na ulotce było napisane, że nie wolno go używać starając się o dziecko i w ciąży. Acha, to mi pomogła głupia baba. Kolejny dermatolog też chciał mi przepisać retinol, nie miał innego pomysłu na mnie, więc wyszłam z kwitkiem.
Ale coś mi w tym wszystkim nie pasuje, na wakacjach lub u rodziców problem znika. I wczoraj wpadłam na pomysł, że to może być jakaś nietolerancja pokarmowa lub alergia.
Wyczytałam też w Google, że alergia pokarmowa może wpływać na płodność, bo organizm traktuje alergen jako toksynę, aktywuje układ odpornościowmy i generuje przewlekly stan zapalny. Pewnie znalezienie potencjalnego winowajcy jest strasznie trudne, ponoć objawy mogą się pojawiać nawet kilka dni po zjedzeniu czegoś, więc ciężko zauważyć, co szkodzi. Czy miałyście może jakieś doświadczenie w tym temacie?

21 września, 11:31

16cs 3dc
Czasami idę ulicami i się zastanawiam – ile nas jest na tym świecie. Każdy jest przecież czyimś dzieckiem. Gdyby planowanie ciąży było tak trudne, gdyby podniesienie czegoś ciężkiego, jechanie po wyboistej drodze czy napicie się wina na imprezie powodowało poronienie, czy nie byłoby nas o 90% mniej? Jak to możliwe, że kobieta, która nawet nie jest świadoma, który to pierwszy dzień cyklu i nigdy nie sugerowała się żadnym kalendarzykiem rodzi 5 dziecko z kolei? Dlaczego tak jest, że im bardziej się chce i planuje, tym bardziej nie wychodzi? Z jednej strony wierzę, że te wszystkie historie ciąż po „wyłączeniu głowy” to tylko przypadek – chętnie się rozpowiadają i dają nadzieję. Z drugiej strony chyba każda z nas ma takie wrażenie – najbardziej płodne są pary, które mieszkają w komunalnych budynkach, nie pracują, pobierają świadczenia socjalne, żyją z dnia na dzień, nie mają na co dzień większych stresów i po prostu nie analizują za wiele w swoich głowach. Czyli jakby to ładnie nazwać – patola. I jakby na to spojrzeć z innej perspektywy – gdyby natura wymagała jakiegoś większego myślenia w tej kwestii, te pary chyba nigdy nie doczekałyby się potomstwa.

Z ciekawości zapytam się o to mojej pani doktor podczas następnej wizyty. Jakie ma doświadczenia z tym związane. Czy można "za bardzo chcieć". Oczywiście nie mówię tu o ciężkich depresjach, bo one na pewno utrudniają zajście w ciążę. Mam na myśli planowanie, rozmyślanie, "chcenie".

U mnie okres trwa w najlepsze i czuję się do dupy. Strasznie boli mnie brzuch. Dalej nie testowałam, bo w niedzielę już dostałam pierwszych plamień. Jeśli chodzi o nietolerancję pokarmową, to zrobię te badania o których pisałyście i wybiorę się do alergologa. Na razie robię próbę – dwa tygodnie bez nabiału, jak się nic nie poprawi, to odstawię gluten. Może sama dojdę do jakichś wniosków.

Co do starań - pierwsza inseminacja na naturalnym cyklu nieudana. Chcę podejść jeszcze do trzech i tym samym zakończyć rok 2022. Ponoć powtarzanie IUI w 4 cyklach pod rząd zwiększa szanse na ciążę nawet do 40%, a po 4 cyklach zaczyna spadać. Później dobrze jest poszukać problemu gdzie indziej. W poniedziałek wybieram się do kliniki na USG i zapytam pani doktor czy to dobry plan. Postanowiłam oddać się lekarzom w opiekę i nie rozmyślać nadmiernie aż do świąt. Dzięki IUI nie musimy planować już seksów pod kalendarzyk. Fajnie, cieszę się. Najlepsze co mogę teraz zrobić, to dać odpocząć swojej głowie i nie nastawiać się od razu na sukces, tak jak w minionym cyklu.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września, 11:32

26 września, 17:24

16cs 8dc

Byłam dziś na wizycie w klinice. Moja pani doktor ma covida, więc zastępuje ją młoda dziewczyna, która jeszcze kilka tygodni temu doszkalała się u jej boku przed rozpoczęciem samodzielnej pracy, wtedy też się poznałyśmy.
Bardzo dobra kobieta z niej. Długo gadałyśmy, opowiedziałam jej wszystkie moje wątpliwości, a ona z własnej woli wgłębiała się w temat, choć na korytarzu na pewno tworzyła się już kolejka. Wyznałam jej, jak się czułam po ostatniej inseminacji, że bardzo się na nią pozytywnie nastawiłam. I że choć warunki były sprzyjające, to znowu się rozczarowałam. Odpowiedziała mi, że inseminacja to nadal bardzo naturalny proces, gdzie szanse na ciążę podwyższa się może jedynie o kilka procent, i nadal nie mamy pewności czy komórka się zapłodni i czy zarodek będzie się rozwijał (jak w każdym naturalnym cyklu). Powiedziała mi, że te 8 podejść, które współfinansuje kasa chorych to jedynie opcja, bo niektóre pary faktycznie chcą wykorzystać wszystkie szanse. Jej zdaniem warto jest zrobić 3, a w przypadku niepowodzenia wdrożyć kolejny plan.

Dziewczyny, mega dziękuję za podpowiedź odnośnie wykonania badań dot. poziomu cukru. Szczerze to myślałam, że taka choroba jak np. insulinooporność jest na tyle częstą przyczyną problemów z zajściem w ciążę, że badania w kierunku jej wykluczenia wykonuje się już na początku diagnostyki.
Powiedziałam, że szukam przyczyny mojego trądziku i chciałabym po prostu wyeliminować IO. Od ręki dostałam skierowanie na badanie krzywej cukrowej/ insulinowej 3 punktowej, tak jak mówiłyście, i to w dodatku w ten samej klinice. Nie mam charakterystycznych objawów, choć ten tradzik nie daje mi żyć, no i faktycznie od zawsze uwielbiam słodycze i często czuję że muszę coś zjeść słodkiego, bo inaczej nie wyczymie 😀
Nic mi nie szkodzi, a kolejna możliwa przyczyna (również naszych niepowodzeń) zostanie odhaczona. Także jestem wam bardzo wdzięczna.

Dziś 8dc, endometrium 8mm, pęcherzyk 12mm, więc akurat w czwartek pomiędzy pobraniem krwi a piciem obrzydliwej glukozy wskoczę sobie na USG i podejrzymy, jak się sprawy mają. Wtedy też zadecydujemy, kiedy robimy IUI.

A jeśli któraś z was jest tak samo ześwirowana na temacie jak ja i ma konto na playerze, to polecam obejrzeć polski program "In Vitro. Czekając na dziecko". Co prawda kręcony był prawie 10 lat temu, ale pokazuje, ile osób zmaga się z tym problemem, że każda procedura i emocje jej towarzyszące są podobne u każdej z nas. Można się dużo nauczyć i podejrzeć, jak wygląda praca w klinice leczenia niepłodności. Tak bardzo kliniki rozwinięte były 10 lat temu, a co dopiero teraz.
Jeśli chodzi o następną próbę IUI, to jestem totalnie wyluzowana. Serio, i tak mam przeczucie że się pewnie nie uda, że nic tu nie zależy ode mnie, więc traktuję to jako przejście przez kolejny etap starań. I dobrze mi z tym. Potrzebuję trochę normalności w tym całym wariatkowie 😪
1 2