Pamiętniki Niecierpliwe starania
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Niecierpliwe starania
O mnie: Niecierpliwa, ale wytrwała. Skromna. Zaangażowana. Odpowiedzialna. Uczciwa. Przezorna. Troszkę lekkomyślna. Pracowita. Wyrozumiała. 🤷🏻‍♀️ Mama psich dzieci.🐶 Od 10 lat zakochana w pierwszej miłości. 💘 Od ponad roku szczęśliwa żona.💍 Od stycznia 2021 roku niecierpliwa staraczka.🙆🏻‍♀️
Czas starania się o dziecko: 10 miesięcy
Moja historia: Grudzień 2020 odstawienie antykoncepcji i zrobienie wszystkich podstawowych badań przed zajściem w ciąże. Wyniki w normie. ✅ Styczeń 2021 decyzja o rozpoczęciu starań ale na luzie.❣️ Marzec 2021 3cs a tu dalej nic? Miało być przecież łatwo. Dokładniejsze przyglądanie się swoim cyklom. 📆 Kwiecień 2021 kontrola poziomu progesteronu w trakcie cyklu. Owulacja 18 d.c. Progesteron: 2,4 19 d.c. 9,0 22 d.c. 7,4 26 d.c. Cykl spisany na straty.. Maj 2021 ⏸ 1 maja 2 kreski na teście..31 d.c. 13 d.p.o. Niestety ciąża biochemiczna. Poronienie samoistne 36 d.c.😢 Czerwiec 2021 badanie nasienia. Wynik w normie ✅ Wrzesień 2021 potwierdzona owulacja usg ☄️ Październik 2021 czekamy na testowanie. Oczywiście (nie)cierpliwie.🤞🏼
Moje emocje: Emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie 🤸🏻‍♀️

1 października, 13:26

Cześć wszystkim, cieszę się, że jakimś cudem trafiłyście na mój pamiętnik. Chciałam prowadzić go w sumie tylko dla siebie, ale w ostatniej chwili kliknęłam „pamiętnik dla wszystkich”, bo w sumie czemu nie mogę się podzielić swoją dość krótka historią starań, skoro wiele z was tez to robi i miło się czyta te wszystkie pamiętniki, mimo że nie wszystkie historie są kolorowe. Wierzę jednak, że każda z nas niezależnie od czasu który upłynął od momentu decyzji o powiększeniu rodziny, doczeka się szczęśliwego zakończenia. 🤞🏼😊 Zacznę może od mojego nicku, bo jest on nieprzypadkowy, Anjea wywodzi się z mitologii aborygeńskiej, była ona żeńskim duchem lub istotą związaną ze sferą płodności, znana była przez aborygenów w pobliżu rzeki Pennefather, mówiono, że wkłada ona dzieci z błota bagiennego w łona matek. Mam nadzieję, że jej duch będzie obecny przy comiesięcznych walkach o te upragnione dwie kreski każdej z nas. Swoje starania po krótce opisałam już w „mojej historii”, wplotę tu może jeszcze kilka informacji, wydarzeń i emocji z wakacyjnych miesięcy starań. Wspomnę też, że nigdy nie myślałam o tym ze będę mieć problemy z zajściem w ciąże, ale to jak chyba każda z nas. W 2020 roku pani dermatolog skierowała mnie do ginekologa endokrynologa, ponieważ nie mogłyśmy wyleczyć mojego trądziku, po każdej skończonej kuracji trądzik wracał ze zdwojona siła. A wiec wybrałam się do lekarza, który stwierdził u mnie PCOS, a zdiagnozował to po wyglądzie jajników w usg, trądziku oraz odchyleniu jednego z hormonów, co było dla mnie zaskoczeniem bo wynik podwyższony był o 0,02. Tym gownianym hormonem który przyczynił się do postawienia tej diagnozy był androstendion, wszystkie pozostałe hormony byly w normie. I tak od tego momentu wiedziałam, miałam to przeczucie, ze zajście w ciąże to nie będzie bułka z masłem.. Udało się po 4 no prawie 5miesiącach. Niestety nie ze szczęśliwym zakończeniem- ciąża biochemiczna. Po majowej CB mój cykl trochę się rozpieprzył. Krwawienie po poronieniu trwało od 6 do 20 maja całe 15 dni. W międzyczasie byłam oczywiście u ginekologa, ale stwierdził na usg ze wszystko jest w normie i macica oczyści się sama i ze nie widzi przeciwwskazań do dalszych starań. Od 28 do 30 maja miałam jeszcze kilka dni plamień. Beta tez dość opornie spadała, aczkolwiek początkowy wynik nie był wielce wysoki bo w granicach 32 mIU/ml, w trakcie całego procesu wzrosła jeszcze do 120 mIU/ml ale po osiągnięciu tego poziomu zaczęła spadać, i tak sobie w ślimaczym tempie spadała cały miesiąc. Zobaczenie tych dwóch kresek na teście było cudownym uczuciem, szczególnie, że ten cykl spisalam już na straty bo progesteron spadł, jednak gdzieś była nadzieja, ze może z powrotem zacznie rosnąć. Ale w momencie kiedy zaczęły się bóle podbrzusza, takie typowo miesiączkowe wszystko się zawaliło. Jestem z wykształcenia położna, wiec kiedy po dwóch dniach od bóli podbrzusza zaczęło się plamienie to już wiedziałam ze niestety ale wszystko ch* strzelił. I tak jak przewidziałam tak tez się stało, ciąża cieszyliśmy się niecałe 3 dni. Był płacz, było zwątpienie, obwinianie siebie, ze coś jest ze mną nie tak. Chwile to trwało. Wysłałam nawet męża na badanie nasienia, bo w sumie on tez może być przebadany w razie W. Badanie nasienia wyszło w porządku. Z racji tego, Ze jestem jak już wspomniałam po studiach medycznych zaczęłam szukać możliwych przyczyn. Burza mózgu, milion badań. Wszystkie badania w normie. No nic może po prostu trzeba się uzbroić w cierpliwość. Ale jak?? nie da się być cierpliwym jeśli żyjesz od cyklu do cyklu, co miesiąc ta sama bajka. Doszukiwanie się objawow, nawet tych najmniejszych, a może to już umysł płata mi figle ? Pieniądze wydane na testy owulacyjne czy ciążowe. Nawet jak test wyszedł ujemny przed terminem @ to nadal miałam nadzieje, ze może jednak jeszcze się uda. Wizyta u ginekologa w lipcu, kontrolna cytologia, usg piersi, nowy lek- acard, dodatkowo lekarz jeszcze pobrał wymaz na posiew z pochwy. I taaadaaam wyhodowało się jakieś ustrojstwo. No Ok. Tydzień antybiotykoterapii, później tydzień brania globulek przeciwgrzybiczych. Posiew kontrolny. 1:0 dla mnie. Bakteria pokonana. Sierpień jako tako zleciał. We wrześniu w końcu urlop, wylot i tygodniowa laba i opalanie na leżaczku. Ten tydzień to był tez czas na zresetowanie głowy. Wszystko co dobre szybko się kończy, każdy zna to powiedzenie. Wróciliśmy do kraju, do pracy, do rutyny. Moja głowa wróciła na swoje tory, nieustannego myślenia czy w końcu się uda i co można jeszcze zrobić żeby się udało. Znalazłam w necie nowe suplementy wspomagające płodność dla siebie i starego, z jednej garści zrobiły się dwie. Przeszliśmy na dietę propłodnościową, trafiłam na fajne podcasty. Trochę zmieniłam myślenie. A tu kolejna niespodzianka, spóźniająca się @… ale przecież ten cykl był bezowulacyjny. A może jednak ?? Może to jednak ten szczęśliwy cykl. Testy w ruch. 4 ujemne, beta ujemna, progesteron 0,3..Na dzień dzisiejszy mam 51 dc. Ale, ale, nie wszystko jest takie czarno białe, ginekolog na ostatniej wizycie, dokładnie w 48 dc potwierdził owulacje. Testy owulacyjne tym razem się spisały. Dodatkowo dostałam dupka na drugą polowe cyklu. Teraz pozostało tylko (NIE)cierpliwie czekać na testowanie, które przypadnie na 11.10. Uff ale to był długi wpis, nie sądziłam, ze aż tak się rozpisze. Ale powiem wam, ze jest to bardzo „oczyszczające”. Pewnie, mam przyjaciółki którym mogę się wygadać, ale one tez nie do końca to rozumieją. Trzeba być w danej sytuacji, żeby tak serio to zrozumieć. Wszystkie ich rady i ciepłe słowa biorę do serca, ale nie potrafię się „wyluzować” i nie myśleć o ciąży. Może tez dzięki temu pamiętnikowi, dam więcej spokoju staremu i nie będę mu w kółko nawijać o moich cyklach, nowych suplementach i badaniach których jeszcze nie zrobiłam.

Całuje i trzymam kciuki za wszystkie wasze starania. 💋

4 października, 13:01

54 dc (5/6 dpo)
Dzień dobry w ten letni październikowy poniedziałek. Pogoda jest cudowna, mogłaby taka zostać do końca października żeby dodać powera do starań i wynagrodzić słoneczkiem ten żmudny czas wyczekiwania na testowanie czy na nowy cykl. Weekend mi zleciał bardzo szybko, ale przyjemnie całe szczęście nie miałam czasu nawet pomyśleć o tym ile trzeba jeszcze czekać na testowanie. Zostało jeszcze 4/5 dni, chociaż coś czuje ze i tak zrobię test szybciej, oczywiście mam świadomość ze to bez sensu 🤦🏻‍♀️ Dzisiaj już 4 dzień biorę duphaston, poza bólami podbrzusza przez pierwsze dwa dni to nie mam żadnych innych objawów/ skutków ubocznych. Nie mogłam nigdzie znaleźć informacji czy faktycznie te bóle podbrzusza takie typowo jak na @ to skutek dupka czy zbieg okoliczności. Tak sobie postanowiłam ze jak ten cykl nie będzie szczęśliwy to od przyszłego cyklu znowu zacznę pic zioła ojca sroki. Jakby nie patrzeć to chyba trochę mi pomogły ostatnio, bo mimo ze cb to jednak udało się zajść. Pod koniec października mamy zaplanowane wyjście na imprezę ze znajomymi, ja zapewne będę się bawić bez alkoholu jak przez ostatnie pół roku. Zawsze próbują mnie namówić żebym się jednak napiła i trochę wyluzowała. Momentami robi się to denerwujące kiedy wszyscy dookoła mówią ze mam w końcu wyluzować i przestać o tym myśleć to zajdę. Mam nadzieje, ze nigdy nie będą w takiej sytuacji i nie będą musieli sami się z tym mierzyć. Wy dziewczyny rozumiecie ze nie da się tak po prostu odpuścić. No bo jak odpuścić skoro trzeba obserwować cały cykl i wsłuchiwać się w każdy sygnał jaki daje nam nasz organizm. Jedna impreza, „wyluzuje” a później cały cykl będzie do dupy za przeproszeniem i będę sobie pluć w brodę ze coś przegapiłam. Poza tym jakos nie mam parcia na imprezki, mimo ze mam dopiero, a może i już 24 lata to nigdy nie miałam potrzeby zeby się wyszaleć, nie potrzebowałam tego. Wiadomo fajnie od czasu do czasu wyjsc do klubu na imprezę rozerwać się ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Zamiast wyjścia do klubu wole iść ze znajomymi gdzieś usiąść i zjeść coś dobrego. Coś czuje ze ten tydzień będzie mi się niesamowicie dluuuuużył. Jedyne pocieszenie, ze cały tydzień ma być ładna pogoda wiec może znajdę sobie jakieś zajęcie żeby oderwać myśli i nie zwariować. Oby jednak ten czas do testowania szybko zleciał.

Niezmiennie trzymam za was wszystkie mocno kciuki. 🤞🏼🤞🏼🤞🏼

6 października, 11:15

56 dc (7/8 dpo)
Nie wytrzymałam, wiedziałam ze tak będzie, już wczoraj po południu nasikałam ma test i dzisiaj rano tez 🤦🏻‍♀️🤦🏻‍♀️ Oczywiście biało, ale czego innego mogłam się spodziewać. Nadzieje nadal mam ogromną.🙆🏻‍♀️ Obiecałam sobie dzisiaj ze kolejny test zrobię dopiero w sobotę, to już będzie 10/11 dpo wiec może już będzie coś widać, jakiś cień cienia chociaż 🤞🏼. Zobaczymy jak to wyjdzie w praniu, mam nadzieje ze wytrzymam do soboty. Ostateczne testowanie we wtorek (13/14 dpo), bo do wtorku mam brać dupka. Od wczoraj mam dziwny śluz, pierwszy raz taki zaobserwowałam. Biały, lepki, z galaretowatymi glutkami. 🤷🏻‍♀️ Nie wiem czy to przez ten duphaston? Mam nadzieje, ze to nie żadna infekcja. Wydaje mi się ze dzisiaj mam troszkę wrażliwe sutki, ale nie do końca wiem czy to nie moja wyobraźnia. Szyjka średnio wysoko, zamknięta, średnio miękka.

Dzisiaj kontrolnie zrobiłam badania krwi na TSH, toxo IgM i dodatkowo progesteron z ciekawości, czy duphaston faktycznie coś podwyższył poziom progesteronu. Jak będą wyniki to wstawię, może ktoś będzie ciekawy.

Miłego dnia, ściskam i trzymam za Was kciuki 🤞🏼😘

Edit. Doczytałam właśnie ze duphaston nie podnosi poziomu progesteronu we krwi. Trudno, będę miała przynajmniej obraz jak ten mój progesteron pracuje po owulacji.

TSH 1,62 trochę podskoczyło, w lipcu było 1,19
Toxo IgM ujemne
Progesteron 11,91
czy to oznacza ze jest nadzieja ?

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października, 16:48

8 października, 21:11

58 dc (9/10dpo)
Test miał być dopiero jutro, ale oczywiście nie dałam rady dłużej niż 1 dzień 😂 dzisiaj rano test czułość 20 biały. No nic, trudno nadzieja umiera ostatnia. Zrobiłam jeszcze zapas testów do wtorku. Po pracy miałam trochę zajęć, zabrałam się za porządki w domu. Nadszedł wieczór i pokusiłam się o jeszcze jeden test, a co mi tam. Tym razem czułość 10. Od wczoraj trochę dały mi się we znaki jajniki, co zaczęło być dla mnie podejrzane bo nigdy wcześniej przed @ nie czułam bólu w jajnikach, No poza owulacja. Od ostatniego wpisu doszły jeszcze bóle głowy, takie delikatne. No i moje podejrzenia się potwierdziły. Mamy to ! ⏸ pokazał się bladzioch 🍀 Cieszę się niesamowicie, ale cały czas mam z tylu głowy ze ostatnio ten wspaniały czas trwał tylko 2 dni. Boje się cieszyć tak na 100% boje się bo nie wiem kiedy tak naprawdę mam termin @, bo ostatni cykl mi wypadł. Teoretycznie dupka miałam odstawić we wtorek wiec jak do końca przyszłego tygodnia nie przyjdzie @ to chyba już będę odrobinę spokojniejsza. Bo zupełnie spokojna to ja na pewno teraz przez najbliższe 9 miesięcy nie będę. Mam jednak jakieś przeczucie, że tym razem wszystko będzie dobrze. 🤞🏼 W poniedziałek beta, No i oczywiście jutro z rana jeszcze wleci test. A nadzieje trzeba mieć zawsze do ostatniej chwili.

Mam nadzieje ze ten początek weekendu będzie szczęśliwy nie tylko dla mnie. Trzymam za Was wszystkie mocno kciuki🤞🏼
Ściskam 😘

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października, 21:14

9 października, 16:37

Zrobiłam już dzisiaj bete i progesteron. W nocy wybudził mnie okropny ból podbrzusza, dawno nie czułam aż takiego bólu. Po chwili puściło, ale było na prawdę kiepsko, w pewnym momencie mi się słabo zrobiło i zimne poty mnie oblały. Mam nadzieje ze to nie powtórka z rozrywki 😢 nie wiem czy to czasem nie bylo przez żelazo, bo wczoraj zaczęłam suplementację, wstrzymam się jeszcze z dalszym braniem tych tabletek. Progesteron ładnie poszedł w górę 29,88 beta 26,20. Poranny test z moczu tez oczywiście był, kreska troszkę ciemniejsza niż wczorajsza. Mam nadzieje ze pomimo tego bólu podbrzusza wszystko będzie dobrze i w poniedziałek będzie ładny przyrost bety🤞🏼🙏🏼. Już bym chciała się tą ciąża zacząć cieszyć, a najlepiej wyprzeć z głowy czarne scenariusze.
Miłej soboty 🍀

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października, 16:40

11 października, 18:28

Chyba jest dobrze. Beta 57,92 wiec jest w miarę ładny przyrost. Progesteron 24,25 nieco spadł, wiem ze progesteron jest wydzielany pulsacyjnie ale trochę mnie zaniepokoił ten spadek. Nie wiem czy asekuracyjnie zwiększyć duphaston do 3x1?🤷🏻‍♀️ Do ginekologa jestem umówiona na przyszły wtorek. W poniedziałek za tydzień jeszcze zrobię bete i progesteron. W takich stresowych sytuacjach podbrzusze daje o sobie znać. Coś czuje ze nawet jak wszystko będzie szło dobrze to i tak będę wszystko wnikliwie analizować i w końcu zwariuje 🤦🏻‍♀️ Chyba zapisze się na jakąś jogę żeby się odstresować i oczyścić głowę 🙆🏻‍♀️

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października, 19:13

12 października, 16:22

Bóle podbrzusza wróciły. Przeryłam pół internetu szukając czy tak powinno być. I wychodzi na to, ze nie tylko mnie to męczy. Ale jak przepowiedzieć mojej głowie ze wszystko będzie Ok? Każde pójście do toalety jest stresujące, czy na wkładce nie będzie krwi. Codziennie się boje ze „jutro” już czar pryśnie i będzie po wszystkim. Liczę na to, ze wtorkowa wizyta u ginekologa trochę mnie uspokoi.

14 października, 09:04

Jednak jeszcze wczoraj oznaczyłam bete.
Przyrost 156% wynik 146,90. Progesteron znów trochę spadł 21,47. Może akurat mam takiego pecha i trafiam na spadek. Mam nadzieje ze jednak utrzymuje się na wyższym poziomie. Dzwoniłam wczoraj do przychodni czy mogę zwiększyć duphaston, pani miała oddzwonić ale zapomniała. Dziś jeszcze mnie brzuch nie boli, może już nie będzie. OBY! Z innych objawów to tylko częstsze bieganie do toalety, wrażliwe sutki i sporadyczne bóle głowy.
Chciałabym już sobie pozwolić cieszyć sie ta ciąża, ale jeszcze mam dystans. Niecierpliwie czekam na wtorkową wizytę.

Miłego dnia ! ❤️

Edit. Oddzwonili z przychodni, nie mam zwiększać dawki duphastonu, wiec chyba ten poziom progesteronu jest Ok.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października, 10:42

18 października, 14:11

Po malutku chyba zaczynam dopuszczać do siebie tą myśl, że się udało i tym razem powinno być (mam taka nadzieje) wszystko dobrze. Dzisiejsza beta 1132,70 ❤️ Progesteronu już nie badam bo te lekkie wahania tylko mnie niepotrzebnie stresują. Bóle podbrzusza nadal sie mnie trzymają. Na szczęście są już lżejsze niż na początku i męczą mnie głównie w nocy. Zaczęłam brać magnez, wiec to może tez wpłynęło na zmniejszenie nasilenia i częstości tych bóli podbrzusza. Jutro wizyta u gin, czekam z niecierpliwością chociaż i tak pewnie na usg jeszcze nie będzie nic widać. Wg apki dziś 4+5.

Miłego dnia 🍀❤️

18 października, 14:11

Ciąża rozpoczęta 15 września 2021
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego