Pamiętniki "Marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji" Marzenia się spęłniaja :-)
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
"Marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji" Marzenia się spęłniaja :-)
O mnie: Mam 28 lat i pochodzę z dolnego śląska. Od 2,5 roku jestem w szczęśliwym związku z najwspanialszym mężczyzna na świecie
Czas starania się o dziecko: Ciężko określić, ale dla mnie juz za długo
Moja historia: Od zawsze pragnęłam mieć dziecko nawet troje :-) Moja historia zaczyna się od 2008 r -pierwsze poronienie, 2013 - drugie poronienie- nawet nie wiedziałam że byłam w ciaży, 12.wrzesień.2014 rok kolejna strata bliźniaki lub trojaczki- poronienie, zabieg, załamanie.
Moje emocje: Ogromny żal i smutek!

29 września 2014, 17:25

Mmmm nie wiem od czego zacząć. Może od początku.

W 2008 roku urodził się mój siostrzeniec. Mieszkałam z siostrą więc i go wychowywałam. Wtedy właśnie poczułam miłość do dzieci.
Zapragnęłam mieć własne. Dużo nie trzeba było, bo w pierwszym cyklu starań się udało. Byłam prze szczęśliwa. Pamiętam jak dziś, zrobiłam test i był pozytywny, ze szczęścia skakałam po łóżku. Jednak nie znosiłam jej najlepiej. Źle się czułam, strasznie źle, bolały mnie ogromnie plecy.
Wizytę miałam mieć dopiero za tydzień. Dużo leżałam, jednak ból nie ustawał. W niedziele szwagier zawiózł mnie na pogotowie. Lekarz strasznie nie miły odesłał mnie do domu i kazał iść do gina w moim mieście. Nie miałam karty ciąży to odesłał mnie do domu mówiąc, że on nie jest pewny czy ja w ogóle jestem w ciąży, a na wypisie napisał Zagrożenie Poronieniem.
Potem to się szybko potoczyło. Byłam u gina kazał leżeć i luteine brać, a po paru dniach wylądowałam w szpitalu. Tam zaczęłam krwawić. I to na tyle zabieg i dzień przed Wigilią do domu. Całe Święta skopane i Nowy Rok. Depresja mnie dopadła straszna, do tego jeszcze rozstanie z facetem. Maskra.

Parę lat później poznałam mojego obecnego partnera.
Strasznie się zakochałam jak nigdy w życiu. Były motylki w brzuszku. Cóż za uczucie.<3
Pokochaliśmy się strasznie.
Kiedyś tak o rozmawialiśmy i o dzieciach i o rodzinie i padło pytanie czy chciała bym mieć z nim dziecko. Bez wahania się zdecydowałam :-). W zeszłym roku w Kwietniu przez przypadek zrobiłam test ciążowy i okazało się że jest pozytywny. Miesiączkowałam normalnie i w dniu testu też miałam miesiączkę. Jak poszłam do lekarza powiedział że to ciąża na pewno starsza może i 3 miesiące ale serduszko nie biło. Płód przestał się rozwijać na etapie 6tc i na wypisie mam napisane 6tc? :-(
Kolejny Strzał w Głowę. Pytania. Pytania. Pytania
Zrobiliśmy Badania Genetyczne i wszystko jest dobrze. Kazał znowu próbować bez żadnych badań i żadnych odpowiedzi.
Koleżanka poleciła mi gina. Poszłam do niej. Od razu spodobało mi się jej podejście.
Miała plan obrany dla nas. Brałam dupka w cyklu ovu i robiłam badania. Jednak nie wszystkie były dobre. Prolaktyna bardzo wysoka i zespół antyfosfolipidowy.
Od sierpnia miałam brać bromergon na zbicie prolaktyny. Jednak wykupione leki do dziś leża w szufladzie.
Poszłam na prawo jazdy. Bardzo dużo stresu mnie to kosztowało. Zawsze bałam się jeździć. Zdarzało mi się czasem w trakcie jazdy normalnie się rozpłakać. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. W zwyczaju to twarda baba ze mnie, a tu płacz.
11 sierpnia powinna być małpa. Brzuch mnie bolał. Miałam wtedy 2 zmianę w pracy więc wróciłam do domu zmęczona jak nigdy. Nawet nie pogadałam za dużo z moim. W zasadzie jestem ogromnym śpiochem jednak w nocy śniło mi się że jestem w ciąży. O 8 rano wyrwałam z łóżka, chwyciłam za test i zrobiłam. Wyszedł pozytywny :-) . Nie wiedziałam co mam zrobić ze szczęścia. Ubrałam się i szybko poszłam do apteki po kolejne 2. Wszystkie były pozytywne :-). Szczęście przeogromne. Wysłałam mojemu fotki testów. Nawet nie wiedziałam że 2 kreski na teście mogą tak cieszyć faceta.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 17:50

29 września 2014, 18:20

Umówiłam się na wizytę następnego dnia. Jednak usg nic jeszcze nie pokazywało. Za w czasu dostałam clexane 40 i duphaston 2x1 oraz prykaz leżenia plackiem, ze względu na wcześniejsze poronienia. Tydzień później widać było pęcherzyk.
Kolejny tydzień i widać było pikający zarodek. Gin powiedziała ciąża żywa więc zakładamy kartę. Pierwsze badania ciążowe. I pierwsze co to cukrzyca ciążowa. Znowu stres i dieta :-(.
Parę dni później zaczęły się plamienia :-(. Takie delikatne. Pojechałam do szpitala do mojej gin, a ona" że nie ma czasu dla mnie, bo jest spóźniona na spotkanie". Kazała przyjechać następnego dnia. Pierwsze rozczarowanie.
Ale posłuchaliśmy i następnego dnia przyjechaliśmy na usg. Miała lepszy humor. Jak robiła mi usg jej mina była dziwna i ta cisza. W końcu nie wytrzymałam i pytam czy wszystko w porządku. Ona obróciła monitor i mi pokazała 2 bijące serduszka:-). Szczęście ogromne:-). Łzy same spływały po policzkach. Ale patrzyła dalej i mówi że strasznie gęsto tam mam. Możliwe że jest to ciąża wielomnoga, prawdopodobnie trojaczki tylko trzeciego serduszka nie widzi.
Odrazu uprzedziła że ciąża jednojajowa jednokosmówkowa wielomnoga jest ciąża wysokiego ryzyka i że zdarza się że bliźniak potrafi się wchłonać. Ale nie przypuszczałam że mnie to spotka i tak się to skończy. :-(
Cztery kolejne dni też plamiłam jednak tego czwartego w nocy plamienie było mocniejsze. O 5 rano pojechałam na SOR. Lekarz mnie zbadał i mówi że jego zdaniem wszystko jest ok i że serduszko bije. Ja mówię jak to serduszko chyba serduszka. On na mnie jak na wariatkę ja mu mówię że to ciąża wielomnogą. Pokazał usg i faktycznie był jeden dzidziuś i jedno serduszko. Zatkało mnie o nic nie spytałam. Zostawił mnie w szpitalu na obserwacje.
Nie wspomniałam wcześniej że cały czas bolał mnie brzuch jak na @. Więc dostałam zastrzyk rozkurczowy i dupka zwiększył do 3x1. Następnego dnia moja gin zabrała mnie na usg bo lekarz który mnie przyjmował powiedział jej że jest jeden dzidziuś i chciała sprawdzić. Ale nie było już co sprawdzać.
Serduszko przestało bić! :-(
Wyłam jak bóbr!
Zadzwoniłam po mojego R. przyjechał od razu. Płakaliśmy razem i zadawaliśmy znowu pytania.
Czekałam jeszcze na lekarza od usg prenatalnego na potwierdzenie obumarłej ciąży.
Byłam w 8tc. Lekarz zrobił mi całe badanie prenatalne gdzie było widać jak bliźniak się wchłania. Widok straszny. Jego zdaniem nie rozwijała się ta ciąża prawidłowo bo pęcherzyk był za mały i dzidziusie nie miały się gdzie rozwijać. Na tym etapie powinien być 3 razy większy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 17:51

29 września 2014, 18:49

Zabieg, łyżeczkowanie i powrót do domu.
Strasznie ciężko mi było. łzy ciurkiem leciały.
Na szczęście R był cały czas przy mnie.
Wspierał mnie i zresztą cały czas wspiera. Kochany jest <3.
Jak pojechałam po wypis chciałam porozmawiać z moja gin, a ona stanęła popatrzyła na mnie i nawet dzień dobry nie odpowiedziała. Zawiodłam się na niej.

Zdecydowaliśmy że zmienimy lekarza. Chodziłam cały czas prywatnie i nie mogę sobie pozwolić by ktoś mnie traktował ja klienta a nie pacjenta.
Muszę zebrać wszystkie swoje siły by móc próbować dalej.
Na razie wróciłam do pracy gdzie pierwszy dzień był prawdziwym koszmarem.
Ludzie nie znają litości i współczucia. Co niektórzy to prawie kark złamali obracając się za mną.

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2014, 20:56

29 września 2014, 19:13

Piszę na raty ten pamiętnik bo na tablecie to trochę ciężko ale staram się i myślę że jak przelewam swój żal i uczucia tutaj to mi jest lepiej.:-)

Jutro jadę po wynik histopatologiczny, miał być w zeszły czwartek. Mam nadzieję że już będzie, bo w środę wieczorem mam wizytę u nowego gina.

Wczoraj wieczorem mój ukochany zapytał się mnie czy za rok weźmiemy ślub :-D

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2014, 20:57

30 września 2014, 20:16

Ciężki dzień w pracy. Zmęczona strasznie.
Zaraz po pracy pojechałam po wynik histopatologiczny, ale pani sekretarka poszła sobie do domu o 14.00 mimo to iż rozmawiałam z nia, że się spóźnie. Jutro wizyta i co ja teraz zrobię?
Spróbuje jutro zadzwonić do niej i poprosić by mi go łaskawie wydała. Wyskocze z pracy :-).

Dziś byłam u fryzjera poprawić ombre:-). 2 tygodnie temu uparłam się na ombre - jasne pasemka i czerwone ombre. Wszystko się prawie zmyło po kilku myciach. Mam straszne włosy. Nie trzymaja się kolory na nich.

Czuję się o niebo lepiej dziś. Nawet uśmiech zagościł na mojej twarzy.
Musi, musi, musiiii być karzdego dnia lepiej. Tak właśnie tak teraz będzie.

1 października 2014, 17:16

Dziś udało mi się odebrać mój wynik :-). Pomylili nazwisko. I szukanie i dochodzenie. Aż w końcu. Dziś też wizyta. Ciekawa jestem co gin powie o wyniku. Naczytałam się w necie i chodze nakręcona.
Czuje że zaczynam wracać do formy psychicznej. Dobrze zrobił mi mój powrót do pracy, mimo że sa ludzie i ludzie. Nawet pierwszy raz spałam i nie śniły mi się dziwności.

2 października 2014, 18:01

Nakręcona wczoraj chodziłam jak katarynka, a nie potrzebnie. Lekarz powiedział że wszystko jest w porządku pod względem ginekologicznym i wynik nie pokazuje nic niepokojącego.
Więc jestem spokojniejsza :-).

Jednak nie dostaliśmy zielonego światła. Na razie musimy się wstrzymać z staraniami, porobić zlecone badania- Będziemy rozszerzać zespół antyfosfolipidowy i badania w kierunku cukrzycy bo też ten problem pojawił się w ostatniej ciąży.

Na wizytę zawsze chodzi ze mną mój R. ale nigdy nie wchodził do gabinetu. Tym razem wszedł ze mną, przeżył szok jak lekarz mnie badał i robił USG. Jego mina była bezcenna :-D
Bardzo się cieszę że był tym razem ze mną, zadawaliśmy razem pytania i słuchaliśmy odpowiedzi, a potem długo analizowaliśmy.

Zadowolona jestem i mam nadzieję na lepsze jutro :-)

3 października 2014, 16:46

Mój gin do którego chodzę prywatnie kazał mi zrobić pewne badania, które to właśnie mam w pakiecie. Po co mam robić prywatnie tak sobie pomyślałam.

Poszłam więc na luxmed. Pani doktor nowa i dziś pierwszy dzień w pracy i ja pierwsza pacjentka- na pewno zapamięta sobie mnie do końca życia :-)
Pani doktor usłyszawszy że mam za sobą 3 poronienia i zespół antyfosfolipidowy powiedziała mi tak: "Pani nigdy w życiu przy takim schorzeniu nie urodzi dziecka. Powinna pani wybrać się do specjalistycznej kliniki bezpłodności i przejść zabieg invitro! Że szans żadnych nie ma "

Ja usłyszawszy to zebrałam wszystkie swoje dokumenty, powiedziałam: " dziękuję za wizytę i że nigdy w życiu nie słyszałam gorszych bzdur".

No tak mnie zdenerwowała że jeszcze dochodzę do siebie. Jeszcze raz w poniedziałek idę na luxmed ale do innej gin. Poleciła mi sama babka z rejstracji bo też miała problemy w ciaży.

Lekarz lekarzowi nie równy.

6 października 2014, 14:17

Weekend Spokojny tylko we dwoje. Trochę zakupów, sprzątania i spacerek :-)

Tej nocy Rafał poleciał do Anglii. Oczywiście już dał znać że doleciał i jest cały i zdrowy.
Całe szczęście że te jego delegacje nie trwają długo bo max 3 do 4 dni, więc idzie przeżyć. Strasznie nie lubię gdy wyjeżdża. Smutno mi w tedy bez niego no i spada na mnie obowiązek: wychodzenie z psami. Tego najbardziej nie lubię robić mimo że kocham je strasznie. Amstaf Sonia ma 9 lat, 35 kg do tego Czesław z wielkim ADHD kundel z shitsu zmieszany zw. "Wariatem Chodnikowym". Dwa na raz na spacer to trochę ciężko ale przeżyje. mają porostu krótsze spacery.

Jestem też po wizycie u kolejnego gina na luxmed.
Dość przyjemna babka ale za bardzo nie chciała mieć za dużo ze mną wspólnego bo stwierdziła że jestem "trudnym przypadkiem". I że nie każdy lekarz będzie się chciał zająć mną, skoro tyle lekarzy przeszłam. Zła była strasznie że na wypisie ze szpitala nie było nic dokładnie opisane! Ani zdjęć usg z szpitala ani nic!
Jednak jak zobaczyła że jest mi przykro że tak mówi, pozwoliła sobie wytłumaczyć skąd te zmiany i za chwilę przeszła do rzeczy. Dała skierowanie na badania i obrała pewną strategie mojego leczenia.
Wiem może i nie jest to dobre że chodzę do jednego prywatnie a do drugiego na luxmed.
Ale sama wizyta kosztuje 120zl do tego wszystkie badania w labolatorium 100% płatne, a tak to na luxmed zawsze to jakaś zniżka. Zresztą mam ich teraz dwoje i na razie obrali ten sam kierunek.

25 października 2014, 13:50

Ciężkie 2 tygodnie pracy minęły. Nareszcie!
I wczoraj 1 @ od zabiegu. Całe szczęście na sam weekend bo krwawienie jest bardzo obfite i intensywne. I w końcu będzie można zaczać jako takie staranka ale nic na siłę. Na zasadzie "co ma być to będzie".
Teraz czekamy na wypłatę i lecę zrobić badania. :-)

16 listopada 2014, 18:11

Rzadko tu zagladam. Może to i lepiej, mniej myślę.

Teraz czas dla mnie. Czas zrobić coś dla siebie. Nawet mam już pare pomysłów :-). Przede wszystkim zmiana trybu życia!
W czwartek do dentysty. Strasznie przy ciaży zęby mi się posypały. Więc teraz czas na naprawe by później problemu nie było.

No i czekamy na nowy cykl. Ten był straszny. Nawet nie mogłam dobrze zinterpretować mojego śluzu, aż odpuściłam sobie obserwacje. Ale cieszczę się że moje jajniki dobrze pracuja bo w owu dały mi znać. :-)

Wiaże duże nadzieje z Grudniem :-). Nie wiem czemu ale czuję że to będzie ten szczęśliwy miesiac :-) Więc czekamy :-)
Jutro R. znowu jedzie w delegacje więc kilka dni smutku przede mna :-(
Nie lubie jak wyjeżdża taka pustka w domu.
Ale na jego powrót zrobię pyszna kolacje przy świecach i winie. Napewko się ucieszy On lubi takie niespodziaki :-D

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2014, 18:10

17 listopada 2014, 16:32

Dziś pospałam długo i za to wypoczęta jestem.
R. pojechał, oczywiście już się zameldował że doleciał więc spokojniejsza już jestem.
Posprzatałam cały dom, a potem odbębniłam spacer z moimi psiakami.
Teraz grzecznie odpoczywam i nabieram sił przed wstrętna nocka.

Czuje że @ już za rogiem się czai. Zaczeły się delikatne kłucia w macicy i jajniki zwłaszcza prawy pozwolił sobie przypomnieć że tam jest. Więc zpokojnie za tydzień przylezie wredna @.
Ale może i lepiej bo czekam na grudzień :-). I zaczynamy staranka :-)

7 grudnia 2014, 19:51

No tak dawno się tu nie odzywałam bo wiele się nie zmieniło chociaż z R. wyjaśniliśmy sobie wszystkie nie porozumienia i boloki :-).
Od czasu poronienia mineło juz 3 miesiace a mój R. wogóle nie przejety niczym. Znalazł sobie nowa pasje i zatracił się w niej, a o mnie już zapomniał.
Jak to mówia wrzód rósł aż pękł!
Nie wytrzymałam i mu wygarnęłam że zostałam z tym sama i sobie nie radzę. że odkad znalazł sobie nowa pasje mna się nie interesuje, nie rozmawia, że siedzi tylko przed kompem i zamawia różne dziwne rzeczy a ja tylko kurierom drzwi otwieram. A nie pomyślał w tym wszystkim o mnie. że zarabiam 2x mniej od niego i że nie mam za co zrobić nawet badań, bo wszystko prywatnie.
Oj wypłakałam się za wszystkie czasy ale poskutkowało. R zrozumiał, że źle robił i było mu strasznie przykro że tak mnie ze wszystkim sama zostawił. Płakał razem ze mna.
Więc teraz wszystko jest już w jak najlepszym pożadku :-)
R. obiecał że w tym miesiacu zrobimy wszystkie badania.
A po za tym odwiedziłam dentyste i załamka totalna. Dzidzia zabrała mi moje zabki i czas na wielkie leczenie. Do tego jeszcze czeka mnie wizyta i ortodonty- muszę wyrwać 1 zęba bo wyrosła mi 8ka i w szczęce jest za mało miejsca i zęby zaczynaja sie przekszywiać. Czyli jednym słowem strace majatek.

A teraz trochę mi smutno bo R. znowu w delegacji całe szczęście że tym razem w polsce. Tak bardzo nie lubie jak wyjeżdża :-(

7 grudnia 2014, 19:59

Miałam jeszcze napisać że od czasu poronienia @ to dla mnie totalny koszmar. Dość że trwa 8 dni to jeszcze takie bóle, że z łóżka siły wstać nie mam. Zawsze były bolace ale wystarczał apap lub ibuprom, a tu już 2x ketanol musiałam zażyć.

Teraz zaczynam nocki. Wstrętne nocki i chyba czas zaczać robić porzadki świateczne.
Zastanawiam się tak czy jak ubiore w tym tygodni choinke to nie za wcześnie?
Zreszta Ja Chcę śnieg! Co to za święta bez śniegu. Chociaż troszkę ;-)

21 grudnia 2014, 17:50

Oj oatatnio dużo się wydarzyło. Bardzo dużo stresu i nerwów w pracy. Przez to wszystko postanowiłam wziaść dodatkowe 2 dni urlopu i odpoczać.
Oczywiście przez nerwy istres przesuneła się ovulka prawie o tydzień. Nie wiem sama czy to możliwe ale wyraźnie czułam obolałe jajniki i śluzu też było dużo.
Z reszta co ma być to będzie :-)

U nas w domku już światecznie :-).
Choinka już ubrana i porzadki zakończone. Teraz tylko zostaje pieczenie i gotowanie.

W piatek byłam u internisty, bo strasznie zaczęły mi wypadać włosy i ogólnie chodze zmęczona. Pani dr. dała skierowania na badania głównie na tarczycowe i watrobowe.

26 grudnia 2014, 22:32

Witam się światecznie.
Bardzo miło spędzony czas wśród rodziny choć ogromna przesada z jedzeniem.
Patrzyć juz na nie nie mogę :-)
Ale postanowione w przyszłym roku jedziemy do Zakopanego odpoczać, a nie stać 3 dni przy garach :-)

Pierwsze wyniki podgladnięte przez internet i Tsh nie ciekawe bo 5,65. Ft3 i ft4 też nie bardzo ładne. Czyli czeka mnie wizyta u endo.:-(
Ciekawe tylko dlaczego żaden lekarz do którego chodziłam nie sprawdził mi właśnie tsh? Mam straszny żal. Być może to było przyczyna mojej ostatniej straty bo tsh bylo 3,5. Tak wiem można teraz tylko gdybać.:-D
Ale postaram się szybko działać już troche mam naświetlony temat przez forumowa koleżanke :-). Więc dziękuje Aniu :-)
Mój R też sporo czasu spędził przed netem czytajac informacje na temat tarczycy i powiedział, że podziwia mnie i mój upór i że teraz będzie już tylko lepiej. :-D :-D
W poniedziałek mam usg jamy brzusznej a zaraz po nowym roku kardiologa i echo serca. P. Dr poprostu chce wszystko sprawdzić.
Dziś pierwszy raz spadł u nas śnieg :-) i R obudził mnie piosenka z bajki "ulepimy dziś bałwana " odrazu humor się poprawił. :-*
Ten mój R. daje mi tyle radości i miłości. <3

2 stycznia 2015, 08:48

Witam w Nowym Roku!

A wiec tak jestem po wizycie w luxmed u "specjalisty od tarczycy"- gowno nie specjalista- zwykły internista, a w dodatku diabetolog. No ale cóż dobre i to na poczatek. Dostałam Eutrynox 25 i za miesiac do kontroli. Wiec teraz sukcesywnie zbijamy tsh.
Ovufriend wyznaczyło mi @ Na 29.12, mój prywatny kalendarzyk na 31.12- ale tu czy tu @ nie ma. Brzuch boli miesiaczkowo i dziwnie pierwszy raz w życiu bola mnie sutki. Poczekam jeszcze 2 dni jak nie to testuje!
Sylwester spędzony w domu u boku mego ukochanego. Było bardzo miło :-). Wypiliśmy po 2 lampki szampana i 2 szkl whysky. Więc kulturalnie. Miło jest zaczać Nowy Rok z lepszym nastawieniem. To będzie cudowny rok :-)

Zrobiłam test jest cień cienia :-) ciesze się strasznie:-) a zarazem cholernie boje. Jutro zrobie jeszcze jeden test i polece na bete.

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 stycznia 2015, 14:50

2 stycznia 2015, 12:23

Dziś mimo pęłni spałam jak zabita.
O 8.00 wstałam siku i sikałam na zielono= 2 tłuste krechy :-)

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2015, 10:02

Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii