Pamiętniki tylko bez paniki :)
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
tylko bez paniki :)
O mnie: Świeżo upieczona żonka - pod koniec sierpnia 2013 wzięłam ze swym narzeczonym ślub. Nie zabezpieczamy się od kilku miesięcy, świadomie staramy się od lipca i mamy nadzieję, że coś z tego będzie :D Na razie bez wsparcia farmakologicznego, liczymy na naszą spontaniczną naturę :)
Czas starania się o dziecko: przełom lipca/sierpnia 2013
Moja historia: Po 6 latach brania yasmine a potem po odstawieniu okazało się, że prawie nie miesiączkuję, a co za tym idzie - miewam rzadkie owulacje. Po roku po odstawieniu widoczne pęcherzyki i diagnoza: PCOS. Owulacja kilka razy do roku, obecnie już jest trochę lepiej.
Moje emocje: love is in the air... :) :) :)

15 września 2013, 09:00

To już jest rutyna. Otwarcie oczu i pierwsze co - lewą ręką pod poduszkę w poszukiwaniu telefonu z zegarkiem, prawą na półkę po termometr. 7:30, okej. Piknięcie, widok wczorajszej temperatury, okej, faktycznie chyba nie wpisałam, muszę uzupełnić. Ręka pod kołdrę, mierzymy i czekamy na kolejne "piknięcia". Są. Mąż śpący obok mamrocze, wierci się lekko na ten niesłyszalny prawie dźwięk termometru. Ale nie budzi się. Dziwne, że na dźwięk swojego strasznego budzika nie reaguje prawie wcale,właściwie budzi się dopiero, jak go zacznę spychać nogą z wyra i wyklinać. A tu poruszenie na dźwięk termometru. Może w jego głowie, gdzieś pod kołderką snu, w podświadomości też czai się wyczekiwanie? Może jego organizm tez już bezwolnie dostosowuje się do powoli tworzącego się harmonogramu starań? Trzydzieści sześć i osiem - znów cieplutko. Cicho włączam laptop, wpisuję no i ciach - znów system zmienił datę owulacji. A więc miałam ją w przeddzień ślubu, ha! Wiedziałam! A chodziłam i jęczałam, że w końcu wyszedł mi test owulacyjny a nie możemy teges, bo do spowiedzi idziemy przedślubnej. No, dobra, został mi jeden test ciążowy, a co tam, sprawdźmy. No i dupa - to nic, spoko, jedziemy dalej :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września 2013, 09:01

21 września 2013, 07:17

Ten cykl chyba nigdy się nie skończy... 56 dzień i nadal bez okresu. Wiem, że przyjdzie, testy negatywne, a ja czuję się coraz gorzej - piersi ciężkie i obolałe, dziś doszedł ból pleców, jem jak nastolatek, dwa razy tyle co mój mąż. Wszystkie ciuchy kupione po ślubie są już przymałe, a ja czekam na okres żeby przestań wcinać. W pracy prawie same ciężarówki - ja pierdziule, jak one to robią?! Wiatropylne czy co? Przez ten poślizg cała kasa poszła na naprawę auta, a ja nawet nie mam kasy żeby porobić sobie badania ;/

26 września 2013, 06:33

Cały czas sobie powtarzam, że nie mam świra na punkcie zajścia, że w ogóle na luzaku majstrujmy bobasa, ale chyba się jednak oszukuję. U mnie w pracy pełno ciężarówek, do tego siedzę w kącie mamusiek, więc tematy typu pieluchy, poranne mdłości czy ginekolog maglowane są przez całe 8 godzin dziennie. Początkowo nawet się wkręcałam w te sympatyczne babskie rozmowy, ale od kiedy widzę, że mój organizm nie jest normalnym kobiecym ciałem tylko jakimś rozchwianym mutantem, nie czuję się dobrze w tamtym towarzystwie. Do tego wszyscy znajomi życzą nam dzieci, ja z tej frustracji żrę jak świnia od miesiąca miodowego, mam brzuch jak baniak, opuchlizna przedmiesiączkowa taka, że jak wczoraj ubrałam sukienkę odcinaną pod biustem to mi w autobusie babeczka miejsca ustąpiła. Nie wiem czy bardziej to straszne czy śmieszne i czy czułam się zażenowana czy wściekła na siebie i swoje ciało. Okresu nadal brak, 62 dzień cyklu...

28 września 2013, 10:41

Ciąża rozpoczęta 19 sierpnia 2013
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii