Pamiętniki W pogoni za szczęściem - In vitro
Dodaj do ulubionych
1 2 3

8 czerwca 2018, 10:01

9 dpo

Jestem głupia :D, bo zrobiłam już test i wyszedł negatywny...a nawet jeśli jestem w ciąży, to i tak za wcześnie żeby coś wyszło :D (oby).
Dzisiaj o 4 rano obudziłam się z takimi mdłościami jak nigdy, taka gula w gardle...aż musiałam coś zjeść..no i trochę przeszło. No i przy okazji podjadania zrobiłam test i nic nie wyszło :D. Ale w sumie dobrze...teraz nie będę się martwić czy się udało czy nie, czy testować...cierpliwie czekam na @.
Wczoraj endokrynolog podniósł mi dawkę leków, więc będzie dobrze :D.

Jak na razie czuję się źle: mdłości, zawroty głowy, osłabienie jakieś takie...nie wiem co o tym myśleć..a nie chcę się nakręcać ;).

11 czerwca 2018, 09:46

12 dpo (27dc)
No i niestety ostatnia iskierka nadziei gaśnie...temperatura spadła, więc za ok. dzień lub dwa @ :(. A już myślałam, że coś z tego będzie, bo przecież bakterii w nasieniu już nie ma, hormony w normie...ech :(
Oczywiście nie zamierzam się poddawać. Kupiłam Zioła Ojca Sroki...czy pomogą? Mam nadzieję...chwytam się wszystkiego co możliwe, bo nie dopuszczam myśli o tym, że nie uda się naturalnie.
Jeśli jutro odbije temperatura i okaże się, że to ciąża..to naprawdę cud :D. Ale ja już wiem, że tak nie będzie, niestety...
Szykuję siły na kolejny cykl :).

27 czerwca 2018, 14:39

16 dc

Od początku tego cyklu pije Zioła o.Sroki nr 3. Z tego co zauważyłam, to mam więcej śluzu płodnego i bardzo równy wykres...na resztę efektów trzeba czekać :D.
Niestety przyplątała się jakaś infekcja i w tym cyklu nici z bobasa :(, chyba że ovu się spóźni...to jest szansa, że akurat jak już ją wyleczę, to będzie można działać :).

Byłam w tamtym tygodniu u innego lekarza niż zwykle i zapytałam się wprost: czy to u mnie może być problem i co mamy dalej robić. No i okazuje się, że ja nie mam problemów z ovu, hormony są w normie, budowa narządów rodnych też. Jedynym problemem jaki może być to tyłozgięcie macicy...ale na to nic nie można poradzić i tak naprawdę ten defekt nie oznacza bezpłodności. Czyli teraz trzeba działać w kierunku polepszenia nasienia, przepisał dla mojego M dodatkowo cynk... no i we wrześniu robimy badanie nasienia. Jeśli będzie bez zmian: inseminacja, jeśli się poprawi, a dalej nie zajdę...to laparoskopia lub też inseminacja...zobaczymy.

Pamiętam jak zaczynaliśmy się starać i jak to przeżywałam, że się nie udaje...teraz podchodzę do tego z dystansem. Wiadomo, że nadal jest to dla mnie ważne i miewam gorsze momenty...ale wiem, że stres jak i nakręcanie się nic nie da, a wręcz przeciwnie. Dzięki takiemu nastawieniu czuję spokój i wiem, że kiedyś na pewno będziemy rodzicami. Będę się naprawdę cieszyć jak się uda w tym roku, ale jeśli nie...to trudno, próbujemy w następnym.

4 lipca 2018, 09:05

23dc (8-9dpo)

Pieprze i nie mierzę temperatury. Będę co kilka dni sprawdzać, żeby wiedzieć kiedy @ przyjdzie. Niestety M na ovu nie było...bo tak się złożyło, a serduszkowaliśmy aż 7 dni przed ovu...więc jakby się udało, to byłby cud. Dlatego nie nastawiam się na nic...cykl stracony. Ciekawa jestem jaka będzie @ po tych ziołach, może mniej będzie bolało :D jeśli tak, to chyba długo się z nimi nie rozstanę. Tylko nie wiem, czy picie ich wpłynie na @, ponieważ postanowiłam pić je co cykl, ale tylko do owulacji (czyli mniej więcej, do trzech wyższych temperatur). Drugim (zalecanym) sposobem jest picie ich przez cały cykl, ale tylko przez 3 cykle pod rząd i jeden cykl przerwy. Jednak trochę boję się je pić cały cykl, bo uważam, że z ziołami trzeba uważać, zwłaszcza jakbym przypadkiem zaszła w ciąże...a zależy mi tylko na większej ilości śluzu płodnego. A zioła kupiłam gotowe na allegro za grosze :D mam ich tyle, że starczy pewnie na rok :D obym ich tyle nie potrzebowała.
Więc czekam z niecierpliwością na nowy cykl...pewnie będzie za tydzień...i za niecałe 3 tygodnie działamy, oby ovu była z lewego jajnika i żołnierzyki dały radę :D

21 sierpnia 2018, 08:57

14dc, 23cs(chyba?)

Przez dwa cykle stosowałam Zioła o.Sroki, w tym cyklu zrobiłam przerwę i zauważyłam, że jednak działają. Przy stosowaniu ziół miałam dużo płodnego śluzu, czułam bardziej owulację oraz miałam ładniejsze wykresy. Dla porównania wklejam wykresy:

1) Z ziołami:
https://ovufriend.pl/graph/8061d33c4ffd6f6fb618731102adb71d

2) Bez ziół:
https://ovufriend.pl/graph/63c6a0d92d3efdc19eec4f5fc8df430e

Także na pewno do nich wrócę, bo jednak mają duży wpływ na cykl. Ale obawiam się, że mają skutek uboczny w postaci "dziwnych" miesiączek. Równie dobrze może to być zbieg okoliczności..sama nie wiem ;/. Dwie ostatnie miesiączki po ziołach zaczynały się inaczej niż przed ich stosowaniem oraz były dość obfite i takie jakby rzadkie...czy to dobrze?...nie wiem.
Zobaczymy jaka będzie miesiączka po odstawieniu ziół, jeśli w ogóle będzie :D.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2018, 08:58

11 września 2018, 11:58

24 cykl

Już mijają 2 lata.
M robił badania nasienia i dupa... Mimo suplementacji, diety, rzucenia palenia i wyleczenia bakterii morfologia 0%. No a miało być tak pięknie. Dlaczego tak jest? Wszystkie parametry wzrastają a morfologia spada?
Pierwsze badania w grudniu 2017 -14%, drugie badanie w maju - 4% a teraz 0% :(.
Nic tylko się pociąć... Nie wiem co teraz. Przecież z takimi wynikami pewnie nawet inseminacji nie można :(. Zobaczymy co lekarz powie... Staram się myśleć optymistycznie ale w takiej sytuacji jest ciężko...

7 listopada 2018, 20:52

25 cykl starań

Jakby mi ktoś 2 lata temu powiedział, że nie uda nam się zajść w ciąże w te 2 lata, to chyba bym go wyśmiała. Bo przecież czemu ma nam się nie udać skoro jesteśmy młodzi i zdrowi? Dlaczego akurat nas miałaby dotyczyć bezpłodność? "Zrobienie" dziecka było dla mnie sprawą prostą i oczywistą... A te 2 lata walki pokazują mi, że wcale tak nie jest. Gratuluję i zarazem zazdroszczę jak komuś udaje się szybko zajść w ciążę lub "wpaść". Dopiero po tych 2 latach naprawdę doceniam jak cenne jest rodzicielstwo, a jeszcze nie poznałam jego smaku. Skoro tak ciężko jest począć dziecko, to czy nie jest wyzwaniem dobrze je wychować? Sama zaczynam się bać tego jaka odpowiedzialność nas czeka. Ale z drugiej strony - od wielu lat marzyłam o własnych dzieciach i o wychowywaniu ich. A teraz...zastanawiam się czy dam radę? Czy walczyć dalej, czy poddać się i dać działać naturze? Chcę walczyć, ale też widzę ile to kosztuje mojego męża...Boję się, że ta walka odbije się na naszym związku...bo czy za wszelką cenę mamy tylko się starać a nie cieszyć sobą? Trochę to jest śmieszne a zarazem straszne jak sobie pomyślę: zero seksu tuż przed samymi płodnymi, potem seks w wyznaczone dni, w konkretnej pozycji, nie wstawanie po, branie garści leków i suplementów...wszystko po to żeby się w końcu udało ;/.
Mam też świadomość, że nie ma co lamentować nad swoim losem - bo wiem, że są pary które starają się od wielu lat, ale same wiecie jak to jest...każda z nas jednak żyje swoim życiem i najbardziej przeżywa to, co ją spotkało i jej dotyczy. Dlatego też nie ma co demonizować dziewczyn, które starają się dopiero 3 miesiąc i strasznie przeżywają porażkę. Sama pamiętam jak na początku przeżywałam...ale z czasem nauczyłam się, że nic nie przyspieszę i nie ma co robić po 20 testów ciążowych przed miesiączką i płakać w kącie, bo nic to nie da. Właśnie najgorsze w tym wszystkim jest to, że mamy niewielki wpływ na to, czy się uda.
Rok temu jak wyszła mi za wysoka prolaktyna i TSH to myślałam, że wielka tragedia...co ja teraz zrobię.. A okazuje się, że to żaden problem, bo można hormony uregulować w miesiąc lub dwa. No i po ponad roku starań okazało się, że jest większy problem, czyli morfologia nasienia. Walczymy z nią dopiero od roku...jak się nie poprawi to inseminacja? Oby się do końca tego roku udało...mam taką nadzieję...

20 grudnia 2018, 08:17

27 cykl starań

Wczoraj byliśmy na pierwszej wizycie w klinice leczenia niepłodności w celu konsultacji przed inseminacją. Lekarz uważa, że mamy bardzo dobre wyniki i jesteśmy młodzi. Dlatego proponuje monitoring a później stymulację i wstrzymanie się z inseminacją. Nie wiem co myśleć... Niby wszystko ok a ciąży dalej nie ma. Jedyne co mu nie pasuje to mój prawy jajnik, ponieważ - jak to określił - jest jakby przyklejony do macicy i nie zakontrastował się podczas HSG. Dlatego muszę zdecydować: czy robić znowu HSG, czy laparoskopia. Lekarz nastraszył mnie, że może mam początki endometriozy...także wtedy to dopiero byłoby ciekawie. Niestety przed nami są coraz trudniejsze decyzje...

10 stycznia, 21:50

28cs
W końcu miałam porządną obserwację cyklu i okazuje się, że mam owu 2 dni przed skokiem temperatury...
Za kilka dni laparoskopia, boję się, ale z drugiej strony cieszę, bo to spory krok na przód... ;)

18 stycznia, 18:10

Jestem po laparoskopii. To co się okazało strasznie nami wstrząsnęło... Okazało się, że obydwa jajowody są niedrożne :( podczas operacji próbowali je udrożnić, ale się nie udało. Jedyną możliwością dla nas jest in vitro... Jestem w szoku i nie spodziewałam się takiej diagnozy. Jestem zła, że wielu lekarzy nie szukało u nas przyczyny, tylko mówili,żeby się starać, bo przecież młodzi jesteśmy. Nigdy nie rozważałam in vitro, dlatego wciąż nie mogę w to uwierzyć :( ale teraz wiem, że to jedyny sposób żeby mieć dzieci. Nasza determinacja podpowiada nam, że musimy iść za ciosem i zaczynamy przygotowania do IVF. Jutro idę do lekarza, żeby się dowiedzieć szczegółów i jak to u nas będzie wyglądać. Nie daje mi spokoju to, że obydwa są niedrożne...ale dlaczego? Nigdy nie miałam torbieli, cyst, infekcji...nie rozumiem dlaczego mnie to spotkało :(. No ale niestety nie mamy na wszystko wpływu i nie ma co się nad sobą użalać, tylko działać dalej. Z drugiej strony cieszę się, że wiem dlaczego się nie udaje...wiem z czym muszę się zmierzyć i jakie mam możliwości.
Teraz pokładam duże nadzieje w IVF... może i nawet w tym roku zostaniemy rodzicami :).

19 stycznia, 13:39

No i rozmawiałam z lekarzem. Wszystko wyjaśnił, przekazał listę dodatkowych badań przed In vitro. Zaczynamy dopiero pod koniec lutego, bo chcę jeden cykl od tego wszystkiego odpocząć. Z naszymi wynikami szanse na powodzenie In vitro wynoszą ponad 50%, więc jestem pełna nadziei i cieszę się, że już zbliżamy się do finału. Cieszę się, że to tylko niedrożne jajowody a nie endometrioza. Może dziwnie to brzmi, ale jednak endometrioza to okropna choroba. Oczywiście czuję żal, że nie możemy mieć dzieci w sposób naturalny, ale medycyna jest teraz na takim poziomie, że będziemy mieć jeszcze gromadkę dzieci :).
Ok. 22 lutego startujemy i jeśli się uda, to w grudniu tego roku będę już mamą :).
Gdyby nie Ovufriend, to nie wiem czy dotrwałabym psychicznie do tego momentu i czy miałabym taką determinację, jaką mam teraz. Jak widzę tyle szczęśliwych zakończeń, to dodaje mi siłę w mojej walce.
Czuję, że walka z niepłodnością scala nasz związek, jesteśmy silniejsi i mam nadzieję, że będziemy dobrymi rodzicami. Jeszcze została nam do podjęcia jedna decyzja...czy decydujemy się na 1 zarodek czy 2. Może bezpieczniej będzie zacząć od 1 zarodka...bo jednak ciąża mnoga niesie za sobą dużo powikłań dla dzieci i matki. Teraz pierwszy cykl bez starań :D tak się cieszę, że w końcu możemy odetchnąć, zająć się tylko sobą i nie myśleć już o staraniach.

Za niecały tydzień nowy cykl i na miesiąc wyciszam się i przygotowuje psychicznie na to co mnie jeszcze czeka. Nie wiem, czy ktoś czyta mój pamiętnik, ale jeśli tak, to trzymam za Was kciuki <3 i nie poddawajcie się ;).

28 stycznia, 15:46

I piszę od nowa, bo się wykasowało :D

Nie mogę się doczekać in vitro...a raczej robienia testu...a to będzie za jakieś 2 miesiące dopiero. Za dużo o tym wszystkim myślę...bo mam problemy z zasypianiem przez ten mętlik w głowie :D. Tak się nakręciłam, że latam z metrówką po mieszkaniu i mierzę gdzie będzie łóżeczko :D, chyba nie jest to normalne.
Wyliczyłam, że In vitro razem z badaniami, lekami, wizytami będzie nas kosztować ok. 10 tys.zł., a do tej pory w ciągu 2 lat wydaliśmy na badania i wizyty ok. 6 tys.zł, nie licząc suplementów...więc już się sporo nazbierało. Jeszcze nie ma dziecka a "generuje" tyle kosztów :D ale wiadomo, że pieniądze nie są najważniejsze...
Postanawiam od dziś do kolejnej wizyty, która jest za tydzień, nie czytać i nie myśleć o tym wszystkim...bo nie wychodzi mi to na dobre. Jedynie muszę zrobić listę pytań na wizytę, żeby o niczym nie zapomnieć..no i zrobić resztę badań.
Myślę, że w tym roku...a nawet może w 1 kwartale tego roku będę w ciąży <3.

5 lutego, 10:05

Dzisiaj popołudniu wizyta w klinice, nie mogę się doczekać :D. Ostatnio zagłębiłam się w temat in vitro...i żałuje. Wiem więcej, ale chyba wiem za dużo i zaczynam mieć wątpliwości. Lepiej chyba nie wiedzieć za dużo ;/.
Od dzisiaj nie czytam o tym...dopiero jak zacznę stymulację i coś będzie nie tak to zacznę się tym interesować. Badania wyszły nam trochę mniej niż liczyłam, więc to jest na plus.
Mam nadzieję, że uda się za pierwszym razem, bo u mnie wszystko książkowo, u M jest znaczna poprawa...więc u nas chyba tylko te jajowody są przeszkodą...oby :).

Update
Miałam mieć krótki protokół, ale jednak będzie długi...w sumie się cieszę, bo ponoć trochę skuteczniejszy. Czyli zastrzyki zaczynam w tą sobotę a nie po 20 lutego. Dam radę :D.
Leki na szczęście są jeszcze refundowane i zapłaciłam niecałe 100 zł :D a liczyłam z 1,5 tys.zł... więc na razie jest dobrze. Ponoć to już cały komplet więc chyba nie będę nic dokupywać. Pielęgniarka w sumie nie pokazała mi jak robić te zastrzyki ;/ ale chyba to nic skomplikowanego... to się okaże w sobotę :D. Mam tylko jeden dylemat...o której godzinie robić te zastrzyki...bo muszę codziennie rano o tej samej godzinie...więc albo muszę wstawać wcześniej w weekendy albo w tygodniu brać je w pracy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego, 21:08

8 lutego, 08:41

Wczoraj spadłam w pracy z krzesła...a raczej krzesło odjechało jak chciałam na nim usiąść :D potłukłam się strasznie i muszę na przyszłość uważać...bo co jeśli upadłabym po transferze lub w ciąży? Masakra...brzuch mnie strasznie bolał, plecy i głowa po tym upadku, ale już wszystko przeszło. Brzuch chyba bolał, bo wczoraj była owu.
Dzwonił w tym tygodniu lekarz z decyzją, że zrobimy w sobotę próbny transfer. Jak to usłyszałam, to nie wiedziałam o co chodzi. Na szczęście w internecie wszystko można znaleźć :D. Od jutra zastrzyki...z jednej strony nie mogę się doczekać a z drugiej strony boję się, że nie dam rady sama sobie ich robić :(. Trzeba się przełamać...pewnie pierwsze będą najgorsze. Ale jestem dobrej myśli i już sobie z M marzymy co będzie za kilka miesięcy jak będę w ciąży...nie "jeśli" tylko "jak będę" :). Oby wszystko poszło po naszej myśli. Oczywiście lekarz powiedział, że nie daje gwarancji 100% że uda się otrzymać zarodki, bo nigdy nie wiadomo czy nie mamy jakichś innych schorzeń, o których nie wiemy. Ale mam nadzieję, że więcej problemów u nas nie ma i minimum 3 dzieci będzie z tych zarodków...bo nie wiem czy dam radę kiedyś znowu przechodzić to wszystko od początku... Zobaczymy co czas przyniesie. Oby ten rok był udany, bo od kilku miesięcy prześladuje nas zła passa :(.

9 lutego, 10:39

Byłam dzisiaj rano w klinice. Miałam próbny transfer, czyli wprowadzenie cewnika, takiego jak podczas transferu, i poszło wszystko idealnie :). Nie ma żadnych problemów, więc chociaż tyle :). Potem lekarz zrobił USG, żeby zobaczyć czy nie mam pęcherzyków czy torbieli...bo jakby były, to nie mogłabym zaczynać zastrzyków. W jednym jajniku był bardzo duży pęcherzyk i nagle zniknął...czyli pękł :D haha...owulacja xD. Lekarz powiedział, że pierwszy raz widzi owulacje na USG...i że jednak możemy zaczynać :). Pielęgniarka pokazała mi jak robić zastrzyki...zrobiła mi pierwszy i bolało okropnie...mam nadzieję, że nie boli tak za każdym razem :(.
Ogólnie jestem dobrze nastawiona i czuję, że jestem coraz bliżej celu :).

Zapomniałam napisać, że na ostatniej wizycie lekarz powiedział, że prawdopodobnie mam niedrożne jajowody przez bakterię. Musiałam mieć Chlamydię lub coś podobnego (ponoć można się nawet na basenie, jacuzzi, gorących źródłach zarazić) i zniszczyła mi jajowody. A nie wyszła mi w badaniu czystości, bo nie robiłam ich wcześniej i prawdopodobnie wyleczyłam ją jakimś antybiotykiem przy okazji, np. na grzybicę. Nie ma co szukać przyczyny, ale na 90% to jest przyczyną. Trochę jestem na siebie zła, że nie robiłam biocenozy...myślałam, że jak jest coś nie tak to w cytologi wyjdzie :(. Ale trudno...także: dziewczyny, róbcie cytologię i biocenozę!

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego, 11:58

13 lutego, 09:11

Ciężko mi te zastrzyki idą...już 2 razy trafiłam w jakąś żyłkę :/. Może za tydzień dojdę do wprawy :D. Wczoraj plamiłam, a nawet jakiś skrzep wyleciał...a do miesiączki minimum 7 dni...trochę się przestraszyłam, ale to chyba po Gonapeptylu. Na ulotce krwawienia są na początku listy działań niepożądanych. Jeśli się to znowu powtórzy, to skontaktuję się z lekarzem. Powiem Wam, że trochę mnie te zastrzyki zaczynają przerażać...bo dopiero teraz sobie uświadomiłam jak mogą wpłynąć na nasze zdrowie. Boję się najbardziej hiperstymulacji :(. Zobaczymy jak to będzie. Ale mój optymizm jeszcze nie zniknął :) i jeśli coś z mężem planujemy, to ja liczę w którym miesiącu ciąży będę :D haha.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego, 09:11

20 lutego, 10:35

Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej. No i jak na złość w jajniku jest mały pęcherzyk...a nigdy przed miesiączką nie miałam takich anomalii :(. Ale lekarz powiedział, że w niczym on nie przeszkadza i po miesiączce mogę zaczynać już zastrzyki stymulujące. Oczywiście małpa się spóźni...miała być dzisiaj ale ovu się przesunęło, więc wszystko się przesuwa :(. Jak nie przyjdzie do soboty to cały plan może legnąć w gruzach...bo mój M przyjeżdża na 2 tygodnie...więc jeśli punkcja się za bardzo przesunie to nie wiem co wtedy zrobimy :(. A już myślałam, że będzie z górki... Zobaczymy co nam przyniosą najbliższe dni...

21 lutego, 15:17

30 cykl, 1 dzień cyklu.
Na szczęście miesiączka bardzo szybko przyszła i pierwszy raz w życiu się cieszę, że w końcu dostałam okresu :D. Boli jak cholera, czuję się fatalnie w sumie od wczoraj...ale niestety taki mój urok ;). Jutro muszę lecieć na badania krwi, bo od nich zależy czy mogę w sobotę zaczynać zastrzyki na stymulację :).
Dzisiaj nie dość, że miałam dziwne sny i nie usłyszałam budzika...więc spóźniłam się do pracy...to jeszcze coś mi zastrzyk nie wyszedł ;/. Chyba wbiłam się w złe miejsce, bo okropny ból od samego początku wbijania igły...i teraz mam siniaka :(. A już myślałam, że mam wprawę :D. No nic...mąż w niedzielę wraca i obiecywał, że będzie mi robił zastrzyki..akurat jak wróci to zacznę serię 3 na raz :D. Zastanawiam się, czy od dzisiaj liczyć pierwszy dzień cyklu...jak się @ nie rozkręci, to dopiero jutro policzę pierwszy dzień, a jak dzisiaj - to od dziś. Lekarz mówił, że lepiej liczyć o jeden dzień później niż za wcześnie, bo to ważne przy stymulacji. Najwyżej do niego wyślę SMSa i się zapytam :D.
Także jestem bojowo nastawiona i w sumie za 1,5 tygodnia, max do 2 tygodni punkcja :D. Ale najpierw będzie co ranek walka z igłami ;).

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego, 15:18

23 lutego, 17:46

Wczoraj i dzisiaj puściły mi nerwy..a raczej emocje. Nie wiem, czy jest to spowodowane tymi zastrzykami, czy emocjami jakie teraz mną targają..nie wiem :(. Wczoraj nie mogłam doczekać się na wynik krwi. Wieczorem jak w końcu pojawiły się te wyniki to się popłakałam :( bo już widziałam, że są złe. Estradiol bardzo dobry ale LH znacznie za wysokie. Zaczęłam szukać w internecie (niepotrzebnie, bo się jeszcze bardziej nakręciłam) informacji, czy nie ma chociaż szansy zaczęcia stymulacji z takimi wynikami...i niestety nie :(. LH powinno być chyba poniżej 2 a ja mam aż 10,8 mIU/ml. Dzisiaj z samego rana wysłałam wyniki do lekarza...czekałam i cisza. W końcu napisałam maila do kliniki z wynikami...i nic. Po 12 w południe zadzwonili z lekkim opieprzem, że powinnam do nich zadzwonić (a wcześniej mówili tylko o mailu). Powiedzieli, że mam po 13 zadzwonić jak nie dostanę info od lekarza. No i w końcu doczekałam się informacji, że w poniedziałek mam powtórzyć badania, bo złe wyniki do zaczęcia stymulacji...i potem ja znowu w płacz :D. Zachowanie do mnie niepodobne...więc albo to hormony albo za dużo się dzieje na raz. Ostatnio życie strasznie kopie nas po tyłku... Już się pozbierałam i trochę chce mi się śmiać z mojej reakcji :). Istnieje ryzyko, że wszystko się poprzesuwa i punkcja wypadnie jak mój mąż wyjedzie...a on MUSI być :(. No cóż...zobaczymy co będzie, oby hormony w poniedziałek były w porządku i wtedy od wtorku zaczynamy. Myślałam, że to wszystko będzie łatwiejsze. Liczyłam się z tym, że lekko nie będzie...ale teraz zaczynam rozumieć coraz bardziej kobiety, które przechodzą przez to samo...a wcześniej nie rozumiałam. In vitro to nie jest łatwy temat. Ja dopiero zaczynam i widzę z jakimi emocjami może się to wiązać. Podziwiam kobiety, które podchodzą do tego wiele razy. Tu nawet nie chodzi o zastrzyki, wizyty, czy ból (chociaż to też ma wpływ), ale o to co siedzi w głowie i jakie silne emocje są z tym związane. Jak ja się teraz tak przejęłam głupimi wynikami hormonów, to jak ja przeżyję całą procedurę a potem (jeśli się uda) ciążę? Muszę trochę wyluzować :) i będzie dobrze.

25 lutego, 15:16

Dzisiaj ponownie sprawdzałam hormony i LH spadło do 8,07 a Estradiol <5. Niestety LH nadal za wysokie i w środę znowu krew... Normalnie płakać mi się chcę...już mam 4 dzień cyklu, czyli stymulację zacznę dopiero w 7 dniu (jeśli będą dobre wyniki), czy to jest normalne? Obawiam się, że to LH mi nie spadnie do odpowiedniego poziomu i w 14 dniu cyklu dopiero zacznę stymulację? Nie wiem...wiem na pewno, że męża na punkcji nie będzie, bo wszystko już się przesunęło o tydzień...czyli duże ryzyko, że będzie musiał w pracy kombinować z wolnym. Chciałby już załatwiać wolne ale nadal nie wiemy na kiedy :(. Jak w środę dalej będą złe wyniki to się chyba załamię :(.
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)