Cześć dziewczyny wiem, ze od groma jest tematów podobnych, ale po prostu chciałam chyba założyć taki swój wspierający, przyjazny

18 marca ujrzałam 2 kreski na teście ciążowym. Bylam w lekkim szoku, bo w sumie zaczęliśmy "nie uważać" od poczàtku stycznia. Ja byłam kompletnie zielona w owulacjach, staraniach
Po prostu za 2 cyklem wyszło. Beta przyrastała, ale na 1 usg nie było jeszcze nic widać, ginekolog pocieszał, że to wcześnie i może przesunęła mi się owulka. Następne usg za tydzień [6tc] było widać pęcherzyk, ale nie było zarodka. Znowu pocieszał, że może być okej. Kolejne usg za tydzień. Nie doczekałam, 3 kwietnia najobrzydliwszy dzień w moim życiu. 00.20 - zobaczyłam krew w toalecie, pojechaliśmy z narzeczonym do szpitala. Przyjęli mnie na oddział. Po 10 min badanie - wyrok. Podjerzewam u Pani ZAŚNIAD. Na następny dzień łyżeczkowanie. Minęło 23 dni. Nie dostałam jeszcze miesiączki. Beta bardzo ładnie spada - z 18450 na dzień zabiegu. 4 dni temu odebrałam wynik - 2,34 beta. Lekarz nq wizycie jakieś 11 dni temu przy bqdaniu mówił że wszystko super się goi. Czekam na badania hist-pat. I nie wiem co dalej... mam sieczkę w głowie. Mam nadzieje, że to tylko podejrzenie zaśniadu... opoqiedzcie jak u was... pozdrawiam ciepło