Starania po ciąży biochemicznej i niepowodzenie - 2026
-
Cześć Dziewczyny,
długo się zastanawiałam, czy w ogóle tu cokolwiek napisać, ale chyba potrzebuję poczytać o Waszych doświadczeniach w temacie starań po ciąży biochemicznej.
Temat jest u mnie świeży. Poroniłam w maju tego roku. Był to cykl, który rozpoczął nasze starania o dziecko, więc dla mnie był to szok, że się udało za pierwszym razem. Zwłaszcza, że całe życie myślałam, że będę miała problem z zajściem w ciążę. Nowina o ciąży nie trwała długo, bo w sobotę zrobiłam test i wyszły dwie kreski, a w czwartek już dostałam krwawienia (początek 5 tygodnia). Nie byłam przygotowana na taki rozwój wydarzeń i do tej pory nie umiem się do końca z tym pogodzić, ale od początku czułam, że „coś jest nie tak” i miałam przeczucie, że to się wydarzy. Z uwagi na fakt, że nie było żadnej ingerencji (łyżeczkowanie, wywoływanie), tylko naturalne poronienie wydalone z krwawieniem, lekarka zaleciła odczekać jeden cykl, ale bez konieczności. Więc zaczęliśmy się starać od razu w tym samym, który rozpoczął ciążę biochemiczną, bo naczytałam się w internecie, że po CB, dość często całkiem szybko można zajść w ciążę, często 1-3 cyklu po CB. W tym cyklu, byłam przekonana, że jestem ponownie w ciąży. Wszystkie objawy, jakie miałam przy poprzedniej, pojawiły się ponownie, tylko z trochę mniejszą intensywnością - zgaga, ogromne zmęczenie w ciągu dnia, zmiana koloru i tkliwości sutków, widoczne żyłki na piersiach, wrażliwość na zapachy + bóle brzucha takie, jak na @. Dodatkowo, przyjmowałam Duphaston, z zalecenia lekarza, od 21 dnia cyklu. Dziś był spodziewany termin miesiączki, zrobiłam dwa testy - ani jednej, dodatkowej kreski. Nawet cienia-cienia. Poprzednim razem, pomimo, że była to CB, to test 10 dpo wyszedł z dwoma, całkiem wyraźnymi kreskami. Teraz nic. I przyznam, że jestem mega zaskoczona, bo cykl był perfekcyjny pod kątem możliwości zajścia. W oknie płodnym, stosunek odbył sie 8, 10, 12 i 14 dnia cyklu. Owulacja była 14 dnia, jak w zegarku. A w CB, zbliżenie odbyło się raz, na 2-3 dni przed owulacją i wtedy się udało, a teraz nie… Poczułam dzisiaj ulgę, zawód i smutek jednocześnie. Ulgę, bo to nie znowu strata. Zawód, że mimo tak dużej szansy, znów się nie udało. Smutek, bo dojechały mnie psychicznie te sytuacje. Zdaję sobie sprawę, że wiele kobiet ma gorzej. Nie umniejszam ich problemom, wręcz przeciwnie, bardzo je wspieram i kibicuję, żeby się udało. Ale ja po prostu nie byłam przygotowana na taki obrót spraw i chyb z tym nie mogę sobie poradzić najbardziej. Wszędzie widzę moje koleżanki, które mają dzieci i mówią, że udało się za pierwszym razem. Moje siostry, które mam w rodzinie, też mówią, że udało się za pierwszym razem. Wszystko dookoła pytają - kiedy dziecko, staracie się? A może czas się zabrać? Ale nikt nie wie, co przeszliśmy i z jakimi lękami się obecnie mierzymy. Wiem, że to dopiero początek starań. Wiem też, że wszystko przed nami i to, że do ciąży doszło, dobrze rokuje na przyszłość. Ale jakoś nie umiem w to uwierzyć… a najgorsze jest to, że do ciąży przygotowuje się już od roku. Badania, uzupełnianie niedoborów, leczenie stanów zapalnych, rezygnacja z alko (nawet na imprezach) i kawy, regularne i zdrowe posiłki, siłownia 3x w tygodniu… a tu nic. Dlatego dziewczyny, które były w CB. Udało Wam się zajść ponownie? Ile minęło cykli od CB do zajścia w zdrową ciążę? Jak poradziłyście sobie psychicznie z tą stratą i z tym, żeby nie analizować każdego bólu, kłucia i objawu od organizmu? Macie jakieś porady? Będę wdzięczna za Wasze wsparcie. -
Byłam w takiej sytuacji jak ty półtora roku temu. Bardzo mi przykro, że cię to spotkało

Też zaszłam w pierwszą ciążę w pierwszym cyklu, w którym zaczęliśmy się starać. Pozytywny test wyszedł mi jeszcze przed terminem spodziewanej miesiączki, a gdy się okazało, że to była ciąża biochemiczna, byłam w szoku i trudno mi było się z tym pogodzić. Nie myślałam, że mnie to spotka, bo przygotowywaliśmy się do ciąży ok pół roku, braliśmy witaminy, zwracaliśmy uwagę na styl życia. Po tej ciąży tak jak ty bardzo się nakręciłam, bardzo chciałam być znowu w ciąży. Odczekaliśmy wprawdzie jeden cykl (nie wiedziałam wtedy za dużo o ciążach biochemicznych), ale byłam przekonana, że jak za pierwszym razem się udało, to zaraz znowu się uda. Byłam w szoku, gdy kolejne testy wychodziły negatywne. Zaczęłam się bardzo nakręcać i stresować, szukać informacji. Udało się w 6 cyklu, gdy sobie powiedziałam, że mogę zajść w ciążę zestresowana, bo nie dawałam rady w głowie odpuścić. Niestety ta ciąża, to też była ciąża biochemiczna. Poszłam na zwolnienie od psychiatry, ogarnęłam dobrego lekarza i zaczęliśmy diagnostykę. Po drugiej ciąży przestaliśmy się starać, chciałam znaleźć przyczynę i dopiero spróbować.
Koniec końców rozwiązanie okazało się dość proste, wyszedł mi lekki stan zapalny endometrium. Po drodze poprawiliśmy inne rzeczy, dostaliśmy suple dopasowane do naszych potrzeb. Ogarnęłam między innymi insulinę. Na stan zapalny nie zdążyłam wziąć przepisanych antybiotyków, nadal leżą w szafce. Po biopsji endometrium postałam do stosowania cyclogest (progesteron dopochwowy), miałam go brać dwa, trzy cykle przed ciążą, ale trochę przypadkiem zaszłam w ciążę w pierwszym cyklu stosowania (miałam drugą owulację której nie wychwyciłam
). Okazało się że sam progesteron ma właściwości przeciwzapalne i to wystarczyło na mój stan zapalny. No i ta ciąża rozwija się pięknie, dziecko rośnie, jestem w 23 tygodniu:)
Dodam tylko, że żeby progesteron działał przeciwzapalnie to musi być ten dopochwowy, „naturalny”- cyclogest, utrogestan, luteina itp.
Nie wiem czy moja historia ci pomoże, tego czego się panicznie bałam po pierwszym poronieniu, to to, że historia się powtórzy. U ciebie może być zupełnie inaczej, może być tak, że zaraz będziesz w ciąży, która skończy się narodzinami twojego dziecka. Z tą wiedzą, którą mam teraz, poszłabym jednak do lekarza, który zajmuje się przyczynowym leczeniem niepłodności/ szukaniem przyczyn poronień. Ja akurat znalazłam Instytut rodziny. Pracują tam lekarze, który nie lekceważą nawet jednej straty. Fakt faktem, że wydaliśmy trochę na badania, ale zaoszczędziliśmy sobie mnóstwo czasu i przykrych doświadczeń.
Taką rzeczą którą możesz zrobić teraz, jest zrobienie badań progesteronu w 7 dniu po owulacji i znalezienie lekarza, który przepisze ci dodatkowy progesteron w drugiej fazie cyklu. Wymaga to jednak obserwacji cyklu lub monitoringu. Z opowieści koleżanek i własnych doświadczeń widzę, że progesteron ułatwia zajście w ciążę i pomaga jej na samym początku;) to jest coś, czego można próbować bez pogłębionej diagnostyki.
Jeszcze dr Strus na instagramie ma webinar dotyczący ciąż biochemicznych, dużo się można z niego dowiedzieć.
Mam nadzieję, że szybko zajdziesz w kolejną ciążę, która będzie już ta szczęśliwa 🍀 trzymam kciuki!Wiadomość wyedytowana przez autora: 25 czerwca, 11:07
02.25 cb💔
10.25 cb💔
✅kariotypy, regularna owulacja, poziomy witamin i minerałów, homocysteina, kortyzol, nadnercza, hormony, ferrytyna, krzywa cukrowa, wykluczona celiakia, wykluczona trombofilia, AMH 3,47 💕
🚩insulina, ANA1 1:640 (bez choroby autoimmunologicznej), kir AA, MTHFR, cd138 5/10
⏸️12.02.26
18.02.26 - 2,8 mm Sezamka
03.03.26 - 0,67 cm i ❤️
26.03.26 - 2,77 cm bobaska
[/url]
Jestem dobrej myśli 🙏💖 -
Pralinka_29 wrote:Cześć Dziewczyny,
długo się zastanawiałam, czy w ogóle tu cokolwiek napisać, ale chyba potrzebuję poczytać o Waszych doświadczeniach w temacie starań po ciąży biochemicznej.
Temat jest u mnie świeży. Poroniłam w maju tego roku. Był to cykl, który rozpoczął nasze starania o dziecko, więc dla mnie był to szok, że się udało za pierwszym razem. Zwłaszcza, że całe życie myślałam, że będę miała problem z zajściem w ciążę. Nowina o ciąży nie trwała długo, bo w sobotę zrobiłam test i wyszły dwie kreski, a w czwartek już dostałam krwawienia (początek 5 tygodnia). Nie byłam przygotowana na taki rozwój wydarzeń i do tej pory nie umiem się do końca z tym pogodzić, ale od początku czułam, że „coś jest nie tak” i miałam przeczucie, że to się wydarzy. Z uwagi na fakt, że nie było żadnej ingerencji (łyżeczkowanie, wywoływanie), tylko naturalne poronienie wydalone z krwawieniem, lekarka zaleciła odczekać jeden cykl, ale bez konieczności. Więc zaczęliśmy się starać od razu w tym samym, który rozpoczął ciążę biochemiczną, bo naczytałam się w internecie, że po CB, dość często całkiem szybko można zajść w ciążę, często 1-3 cyklu po CB. W tym cyklu, byłam przekonana, że jestem ponownie w ciąży. Wszystkie objawy, jakie miałam przy poprzedniej, pojawiły się ponownie, tylko z trochę mniejszą intensywnością - zgaga, ogromne zmęczenie w ciągu dnia, zmiana koloru i tkliwości sutków, widoczne żyłki na piersiach, wrażliwość na zapachy + bóle brzucha takie, jak na @. Dodatkowo, przyjmowałam Duphaston, z zalecenia lekarza, od 21 dnia cyklu. Dziś był spodziewany termin miesiączki, zrobiłam dwa testy - ani jednej, dodatkowej kreski. Nawet cienia-cienia. Poprzednim razem, pomimo, że była to CB, to test 10 dpo wyszedł z dwoma, całkiem wyraźnymi kreskami. Teraz nic. I przyznam, że jestem mega zaskoczona, bo cykl był perfekcyjny pod kątem możliwości zajścia. W oknie płodnym, stosunek odbył sie 8, 10, 12 i 14 dnia cyklu. Owulacja była 14 dnia, jak w zegarku. A w CB, zbliżenie odbyło się raz, na 2-3 dni przed owulacją i wtedy się udało, a teraz nie… Poczułam dzisiaj ulgę, zawód i smutek jednocześnie. Ulgę, bo to nie znowu strata. Zawód, że mimo tak dużej szansy, znów się nie udało. Smutek, bo dojechały mnie psychicznie te sytuacje. Zdaję sobie sprawę, że wiele kobiet ma gorzej. Nie umniejszam ich problemom, wręcz przeciwnie, bardzo je wspieram i kibicuję, żeby się udało. Ale ja po prostu nie byłam przygotowana na taki obrót spraw i chyb z tym nie mogę sobie poradzić najbardziej. Wszędzie widzę moje koleżanki, które mają dzieci i mówią, że udało się za pierwszym razem. Moje siostry, które mam w rodzinie, też mówią, że udało się za pierwszym razem. Wszystko dookoła pytają - kiedy dziecko, staracie się? A może czas się zabrać? Ale nikt nie wie, co przeszliśmy i z jakimi lękami się obecnie mierzymy. Wiem, że to dopiero początek starań. Wiem też, że wszystko przed nami i to, że do ciąży doszło, dobrze rokuje na przyszłość. Ale jakoś nie umiem w to uwierzyć… a najgorsze jest to, że do ciąży przygotowuje się już od roku. Badania, uzupełnianie niedoborów, leczenie stanów zapalnych, rezygnacja z alko (nawet na imprezach) i kawy, regularne i zdrowe posiłki, siłownia 3x w tygodniu… a tu nic. Dlatego dziewczyny, które były w CB. Udało Wam się zajść ponownie? Ile minęło cykli od CB do zajścia w zdrową ciążę? Jak poradziłyście sobie psychicznie z tą stratą i z tym, żeby nie analizować każdego bólu, kłucia i objawu od organizmu? Macie jakieś porady? Będę wdzięczna za Wasze wsparcie.
Hej kochana,
Na początku napisze ze strasznie mi przykro ze przez to przeszłaś i opowiem ci po krotce moja historie.
Zaszłam w pierwsza ciążę w listopadzie 2025 , staraliśmy sie mniej więcej od września. W 7 tc poroniłam. Straszny ból psychiczny przede wszytskim. Myślałam ze sie nie pozbieram. Tez obyło się bez łyżeczkowania,poroniłam samoistnie. Po 2-3 miesiaczkach moglam.probowac dalej. Zaczęliśmy w 3 cyklu. Wariowałam bo tez byłam pewna po 1 cyklu ze musi sie udać bo stosując testy owulacyjne dokladnie wiedziałam kiedy sa dni płodne, a stosunki byly dokladnie w kilku dniach okoloowulacyjnych. Kiedy przyszło zrobic test - załamka, jak to możliwe.... chcialqm odpuścić przestać robić testy niech sie dzieje co sie chce bo każdy mówił ze najpierw trzeba sobie ułożyć w głowie. Mimo ze czułam ze ja w głowie mam ułożone odłożyłam testy. W kolejnym cyklu podkusiło mnie w dniu miesiączki zeobic test i zaskoczenie - 2 kreski. Byłam pewna , czułam ze sie uda bo każdy mówił ze po pierwszym poronieniu druga ciaza ma wielka szanse. Moja szansa skończyła sie tydzien później gdy zaczęłam krwawić. Byl to koniec maja - również początek 5 tygodnia . Modliłam sie w myślach i błagałam żeby mnie to znowu nie spotkało. Niestety musiałam to przeżyć drugi raz. Po CB dostalam skierowania na badania hormonalne. Bo w macicy wszystko jest w porządku... wiec zobaczymy, jestem jeszcze przed badaniami.Wiadomość wyedytowana przez autora: 25 czerwca, 19:13
👱♀️30
🧔♂️30
18.12.2025 💔
7tc poronienie samoistne
25.05.2026 ⏸️ (30dc)
31.05.2026 5 tc CB -
Megmery wrote:Byłam w takiej sytuacji jak ty półtora roku temu. Bardzo mi przykro, że cię to spotkało

Też zaszłam w pierwszą ciążę w pierwszym cyklu, w którym zaczęliśmy się starać. Pozytywny test wyszedł mi jeszcze przed terminem spodziewanej miesiączki, a gdy się okazało, że to była ciąża biochemiczna, byłam w szoku i trudno mi było się z tym pogodzić. Nie myślałam, że mnie to spotka, bo przygotowywaliśmy się do ciąży ok pół roku, braliśmy witaminy, zwracaliśmy uwagę na styl życia. Po tej ciąży tak jak ty bardzo się nakręciłam, bardzo chciałam być znowu w ciąży. Odczekaliśmy wprawdzie jeden cykl (nie wiedziałam wtedy za dużo o ciążach biochemicznych), ale byłam przekonana, że jak za pierwszym razem się udało, to zaraz znowu się uda. Byłam w szoku, gdy kolejne testy wychodziły negatywne. Zaczęłam się bardzo nakręcać i stresować, szukać informacji. Udało się w 6 cyklu, gdy sobie powiedziałam, że mogę zajść w ciążę zestresowana, bo nie dawałam rady w głowie odpuścić. Niestety ta ciąża, to też była ciąża biochemiczna. Poszłam na zwolnienie od psychiatry, ogarnęłam dobrego lekarza i zaczęliśmy diagnostykę. Po drugiej ciąży przestaliśmy się starać, chciałam znaleźć przyczynę i dopiero spróbować.
Koniec końców rozwiązanie okazało się dość proste, wyszedł mi lekki stan zapalny endometrium. Po drodze poprawiliśmy inne rzeczy, dostaliśmy suple dopasowane do naszych potrzeb. Ogarnęłam między innymi insulinę. Na stan zapalny nie zdążyłam wziąć przepisanych antybiotyków, nadal leżą w szafce. Po biopsji endometrium postałam do stosowania cyclogest (progesteron dopochwowy), miałam go brać dwa, trzy cykle przed ciążą, ale trochę przypadkiem zaszłam w ciążę w pierwszym cyklu stosowania (miałam drugą owulację której nie wychwyciłam
). Okazało się że sam progesteron ma właściwości przeciwzapalne i to wystarczyło na mój stan zapalny. No i ta ciąża rozwija się pięknie, dziecko rośnie, jestem w 23 tygodniu:)
Dodam tylko, że żeby progesteron działał przeciwzapalnie to musi być ten dopochwowy, „naturalny”- cyclogest, utrogestan, luteina itp.
Nie wiem czy moja historia ci pomoże, tego czego się panicznie bałam po pierwszym poronieniu, to to, że historia się powtórzy. U ciebie może być zupełnie inaczej, może być tak, że zaraz będziesz w ciąży, która skończy się narodzinami twojego dziecka. Z tą wiedzą, którą mam teraz, poszłabym jednak do lekarza, który zajmuje się przyczynowym leczeniem niepłodności/ szukaniem przyczyn poronień. Ja akurat znalazłam Instytut rodziny. Pracują tam lekarze, który nie lekceważą nawet jednej straty. Fakt faktem, że wydaliśmy trochę na badania, ale zaoszczędziliśmy sobie mnóstwo czasu i przykrych doświadczeń.
Taką rzeczą którą możesz zrobić teraz, jest zrobienie badań progesteronu w 7 dniu po owulacji i znalezienie lekarza, który przepisze ci dodatkowy progesteron w drugiej fazie cyklu. Wymaga to jednak obserwacji cyklu lub monitoringu. Z opowieści koleżanek i własnych doświadczeń widzę, że progesteron ułatwia zajście w ciążę i pomaga jej na samym początku;) to jest coś, czego można próbować bez pogłębionej diagnostyki.
Jeszcze dr Strus na instagramie ma webinar dotyczący ciąż biochemicznych, dużo się można z niego dowiedzieć.
Mam nadzieję, że szybko zajdziesz w kolejną ciążę, która będzie już ta szczęśliwa 🍀 trzymam kciuki!
Megmery - cudownie czytać, że się udało, gratulacje! Trzymam bardzo kciuki za Wasze zdrowie! 🧡
Dziękuję, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem. Nie jest to łatwa droga i cieszę się, że udało Ci się trafić w miejsce, w którym czujesz się zaopiekowana. Ja niestety nie czuję się do końca dobrze u swojego ginekologa. Jestem na etapie, kiedy szukam kogoś, kto podpowiedziałby mi, co dalej. Robiłam badania ginekologiczne na początku tego roku, w marcu miałam ostatnią cytologię i było wszystko dobrze. Endometrium też ok. Ale również w tym okresie wykryto niedobory ferrytyny i już niskie zapasy żelaza + wit. D. Zaczęłam suplementowac pod nadzorem lekarza i w lipcu idę na kontrolę. Zauważono też lekki odchyl od normy anty TG, ale TSH i pozostałe parametry wzorowe. Poszłam na USG tarczycy, wykazano początek Hashimoto, ale lekarz powiedział, że na tym etapie mam nie brać leków, bo zapalenie jest zbyt małe, żeby je leczyć… też nie wiem, co myśleć. Zaczęłam zbyt nadmiernie analizować, czy nie popełniłam jakiegoś błędu. Dlatego muszę znaleźć dobrego lekarza, który podejdzie do tematu całościowo. Mam nadzieję, że uda mi się kogoś takiego niebawem znaleźć i wszystko się ułoży. W najbliższym cyklu odkładam starania, potem zobaczymy. Wierzę, że jeszcze kiedyś urodzę zdrowego dzidziusia 🌸 -
Bialekwiaty96 wrote:Hej kochana,
Na początku napisze ze strasznie mi przykro ze przez to przeszłaś i opowiem ci po krotce moja historie.
Zaszłam w pierwsza ciążę w listopadzie 2025 , staraliśmy sie mniej więcej od września. W 7 tc poroniłam. Straszny ból psychiczny przede wszytskim. Myślałam ze sie nie pozbieram. Tez obyło się bez łyżeczkowania,poroniłam samoistnie. Po 2-3 miesiaczkach moglam.probowac dalej. Zaczęliśmy w 3 cyklu. Wariowałam bo tez byłam pewna po 1 cyklu ze musi sie udać bo stosując testy owulacyjne dokladnie wiedziałam kiedy sa dni płodne, a stosunki byly dokladnie w kilku dniach okoloowulacyjnych. Kiedy przyszło zrobic test - załamka, jak to możliwe.... chcialqm odpuścić przestać robić testy niech sie dzieje co sie chce bo każdy mówił ze najpierw trzeba sobie ułożyć w głowie. Mimo ze czułam ze ja w głowie mam ułożone odłożyłam testy. W kolejnym cyklu podkusiło mnie w dniu miesiączki zeobic test i zaskoczenie - 2 kreski. Byłam pewna , czułam ze sie uda bo każdy mówił ze po pierwszym poronieniu druga ciaza ma wielka szanse. Moja szansa skończyła sie tydzien później gdy zaczęłam krwawić. Byl to koniec maja - również początek 5 tygodnia . Modliłam sie w myślach i błagałam żeby mnie to znowu nie spotkało. Niestety musiałam to przeżyć drugi raz. Po CB dostalam skierowania na badania hormonalne. Bo w macicy wszystko jest w porządku... wiec zobaczymy, jestem jeszcze przed badaniami.
Bialekwiaty96 - cześć! Dziękuję za podzielenie się Twoją historią i bardzo mi przykro, że Ciebie również to spotkało 😞 Jak się teraz czujesz? Ja bardzo się tego boję, że również przeżyje kolejne rozczarowanie i następna ciąża będzie znów cb lub gorzej… Nie da się po takiej stracie wyrzucić tych myśli z głowy. Przynajmniej ja nie umiem. Pocieszające jest jednak tak, że w macicy wszystko u Ciebie ok. To dobrze rokuje na przyszłość. Daj znać, jakie są wyniki badań! Będę trzymać za Ciebie kciuki 🧡 -
Hej,
trzymam za Ciebie kciuki ❤️Jeśli masz jakieś obawy myślę, że warto się zbadać (również parter), tak, aby mieć wolną głowę. Jeśli uda Ci się znaleźć dobrego lekarza - super, jeśli nie zrobić podstawowe badania na własną rękę (takie są moje doświadczenia). Nie myśleć, że w każdym cyklu się może udać i to zupełnie normalne. Dać sobie czasu, nie robić zbyt często testów (najlepiej dopiero jak spóźnia się @). To, że nawet była ciąża biochemiczna to już jest sygnał, że się da, a po prostu jesteśmy tak skomplikowani, że jest to loteria genetyczna.
Pisałam swoją historię , bo doskonale rozumiem Twoje uczucia, ale ją usunęłam, bo to inny etap. Utrata ciąży to bardzo samotna droga, bo często nikt z otoczenia nie jest w stanie nas zrozumieć i często nawet nie mamy jak się z tym podzielić. I nigdzie nikt o tym nie mówi - nie mowie o osobistych stratach, ale nawet podczas edukacji, forach publicznych, religijnych. Lekarze często nie chcą leczyć, a kliniki liczą na zyski. Dlatego właśnie myślę, że pisanie na forum jest potrzebne.
Co do myśli w głowie podobno najlepiej na siłę odwracać od tego uwagę myśleć o otaczających nas strukturach stosować treningi autogenne, sport. Może trochę to pomaga ale na pewno nie zagoi straty.Wiadomość wyedytowana przez autora: 26 czerwca, 21:42
👩 29 🧑30 🐶 4
Starania od kwietnia 2024r.
09.2024, 12.2024, 04.2025 - ciąża biochemiczna
07.2025 - puste jajo płodowe -
Pralinka_29 wrote:Bialekwiaty96 - cześć! Dziękuję za podzielenie się Twoją historią i bardzo mi przykro, że Ciebie również to spotkało 😞 Jak się teraz czujesz? Ja bardzo się tego boję, że również przeżyje kolejne rozczarowanie i następna ciąża będzie znów cb lub gorzej… Nie da się po takiej stracie wyrzucić tych myśli z głowy. Przynajmniej ja nie umiem. Pocieszające jest jednak tak, że w macicy wszystko u Ciebie ok. To dobrze rokuje na przyszłość. Daj znać, jakie są wyniki badań! Będę trzymać za Ciebie kciuki 🧡
Wiesz co ciężko stwierdzić jak sie teraz czuje... napewno nie zdecyduje sie spróbować 3 raz dopóki nie znajdę przyczyny bo wiem ze 3 raz juz sobie z tym nie poradzę...
Dzisiaj odebrałam wyniki tarczyca i prolaktyna ok natomiast progesteron dosc nisko bo tylko 5 , ale musze powtórzyć badanie w przyszłym tygodniu bo po CB owulacja mi sie przesunęła... ale narazie wszystko wskazuje na niski progesteron...
Ja po 1 poronieniu wierzyłam ze sie uda, bo od każdego.lekrza( a gdy wylądowałam w szpitalu to badalo mnie w sumie wraz z moją lekarką 4 ginekologów ) słyszałam że to "normlane " ...
Dlatego wydawało mi sie ze mam spore szanse utrzymać tą ciążę... staram sie na codzień myśleć pozytywnie i poniekąd mam ułożone w głowie to wszystko, bo najgorsze dla mnie to wysłuchiwać słów " moze poczekaj , uloz sobie w głowie itd" - zawsze mówię ze gdybym nie miała ułożone to nie zeszłabym tak szybko w kolejna ciążę- nie do każdego problemu to jest rozwiązanie - ja w ciążę zachodzę tylko nie potrafię jej utrzymać a tutaj juz najwidoczniej wina jakis problemów zdrowotnych/hormonalnych...
Troche nadałam pesymizm twojemu wątkowi a wierzę ze uda ci sie ! Ale napewno na twoim miejscu poszłabym od razu w badania , żeby jak najbardziej zminimalizować kolejne niepowodzenie bo nie jest to łatwe... ❤️👱♀️30
🧔♂️30
18.12.2025 💔
7tc poronienie samoistne
25.05.2026 ⏸️ (30dc)
31.05.2026 5 tc CB -
Noname123 wrote:Hej,
trzymam za Ciebie kciuki ❤️Jeśli masz jakieś obawy myślę, że warto się zbadać (również parter), tak, aby mieć wolną głowę. Jeśli uda Ci się znaleźć dobrego lekarza - super, jeśli nie zrobić podstawowe badania na własną rękę (takie są moje doświadczenia). Nie myśleć, że w każdym cyklu się może udać i to zupełnie normalne. Dać sobie czasu, nie robić zbyt często testów (najlepiej dopiero jak spóźnia się @). To, że nawet była ciąża biochemiczna to już jest sygnał, że się da, a po prostu jesteśmy tak skomplikowani, że jest to loteria genetyczna.
Pisałam swoją historię , bo doskonale rozumiem Twoje uczucia, ale ją usunęłam, bo to inny etap. Utrata ciąży to bardzo samotna droga, bo często nikt z otoczenia nie jest w stanie nas zrozumieć i często nawet nie mamy jak się z tym podzielić. I nigdzie nikt o tym nie mówi - nie mowie o osobistych stratach, ale nawet podczas edukacji, forach publicznych, religijnych. Lekarze często nie chcą leczyć, a kliniki liczą na zyski. Dlatego właśnie myślę, że pisanie na forum jest potrzebne.
Co do myśli w głowie podobno najlepiej na siłę odwracać od tego uwagę myśleć o otaczających nas strukturach stosować treningi autogenne, sport. Może trochę to pomaga ale na pewno nie zagoi straty.
@Noname123 dziękuję, że się odezwałaś!
Dokładnie, w samo sedno - nikt nie rozumie moich emocji. Spotkałam się z tym, że Ci, którym powiedziałam, zaczęli bagatelizować to, co czuję, bo przecież to był „tylko zarodek i lepiej na tym etapie, niż później”. A mi runął cały świat. Wciąż nie mogą pogodzić się z tą stratą i z tym żalem, który czuję każdego dnia. Przypominam sobie to wspaniałe uczucie, gdy zobaczyłam dwie kreski. Popłakałam się ze szczęścia. Mój Mąż był również przeszczęśliwy. To była jedna z najpiękniejszych chwil, jakie przeżyłam w życiu. W dodatku ta świadomość, że będę Mamą... Gdy o tym myślę, czuję przenikliwy ból, jakiego dotychczas nie znałam. Dlatego cieszę się, że mogę tę złość wylać z siebie chociaż tu, bo wiem, że rozumiecie.
-
Bialekwiaty96 wrote:Wiesz co ciężko stwierdzić jak sie teraz czuje... napewno nie zdecyduje sie spróbować 3 raz dopóki nie znajdę przyczyny bo wiem ze 3 raz juz sobie z tym nie poradzę...
Dzisiaj odebrałam wyniki tarczyca i prolaktyna ok natomiast progesteron dosc nisko bo tylko 5 , ale musze powtórzyć badanie w przyszłym tygodniu bo po CB owulacja mi sie przesunęła... ale narazie wszystko wskazuje na niski progesteron...
Ja po 1 poronieniu wierzyłam ze sie uda, bo od każdego.lekrza( a gdy wylądowałam w szpitalu to badalo mnie w sumie wraz z moją lekarką 4 ginekologów ) słyszałam że to "normlane " ...
Dlatego wydawało mi sie ze mam spore szanse utrzymać tą ciążę... staram sie na codzień myśleć pozytywnie i poniekąd mam ułożone w głowie to wszystko, bo najgorsze dla mnie to wysłuchiwać słów " moze poczekaj , uloz sobie w głowie itd" - zawsze mówię ze gdybym nie miała ułożone to nie zeszłabym tak szybko w kolejna ciążę- nie do każdego problemu to jest rozwiązanie - ja w ciążę zachodzę tylko nie potrafię jej utrzymać a tutaj juz najwidoczniej wina jakis problemów zdrowotnych/hormonalnych...
Troche nadałam pesymizm twojemu wątkowi a wierzę ze uda ci sie ! Ale napewno na twoim miejscu poszłabym od razu w badania , żeby jak najbardziej zminimalizować kolejne niepowodzenie bo nie jest to łatwe... ❤️
Kochana, bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że niedługo ułoży się wszystko tak, jak zaplanowałaś 🧡
Natomiast co do pewności w temacie kolejnych ciąż - ja na przykład miałam takie przeczucie, że poronię, a kiedy staraliśmy się teraz w czerwcu, coś podświadomie mi podpowiadało, że tym razem się nie uda, choć nadzieję oczywiście miałam. I miałam wtedy również przeświadczenie, że to dopiero ten następny raz okaże się być szczęśliwym. Czy tak będzie - nie wiem, na pewno w tym cyklu chce zrobić kolejne badania i zobaczymy, co dalej. Muszę też uspokoić głowę, bo myśli o tym wszystkim dopadają mnie codziennie, a to wywołuje niepotrzebny stres.
-



