5 lat starań o ciążę.
Za mną in vitro: 2 punkcje i 4 transfery zarodków, ogrom zastrzyków i leków. Punkcje były dla mojego organizmu koszmarem – przez kilka dni nie byłam w stanie normalnie chodzić. Mimo to szłam dalej, bo kobieta pragnąca dziecka potrafi znieść bardzo wiele.
Udało się zajść w ciążę przy trzecim transferze. Niestety ciąża zakończyła się poronieniem w 8. tygodniu (marzec zeszłego roku). Poronienie miało odbyć się w domu, jednak po kilku dniach lekkiego plamienia dostałam silnych skurczów, ogromnego bólu i nie byłam w stanie zrobić nawet jednego kroku. Trafiłam karetką do szpitala. Okazało się, że jajo płodowe utknęło w macicy, a skrzepy z krwią zostały zablokowane.
Po pięciu miesiącach znajoma poleciła mi Fertistim Ovu. Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia. Po trzech miesiącach stosowania zauważyłam dużą różnicę w cyklach i dniach płodnych. W końcu udało się zajść w ciążę naturalną – byłam szczęśliwa, bo przez tyle lat mieliśmy problem już na etapie zapłodnienia. Niestety ta ciąża nie rozwijała się prawidłowo i zakończyła się poronieniem.
Miesiąc później zaszłam w kolejną ciążę, również naturalnie. Od samego początku dostałam od ginekologa pełen zestaw leków podtrzymujących. W 5 tygodniu i 5 dniu na USG biło serduszko ♥️. Ciąża rozwijała się prawidłowo jak na swój wiek, a z uwagi na wcześniejsze poronienia miałam dużo odpoczywać i nie dźwigać.
Dwa tygodnie później pojawiło się lekkie plamienie. Z racji weekendu, dmuchając na zimne, pojechałam na SOR. Niestety okazało się, że serduszko już nie bije, a ciąża zatrzymała się kilka dni wcześniej. To był moment, w którym serce pękło mi na milion kawałków. Zostałam w szpitalu na czas poronienia, jednak ostatecznie konieczne było łyżeczkowanie, ponieważ organizm nie oczyścił się samoistnie. Wtedy lekarz zasugerował, że mój organizm może traktować ciążę jak ciało obce.
Moje pytanie dotyczy momentu, w którym dalsze starania przestają być korzystne psychicznie. Może się wydawać, że trzy poronienia to niewiele, ale gdy zsumuje się lata starań, in vitro, ogrom leków, zastrzyków i kolejne straty, obciążenie psychiczne staje się ogromne. Po ostatnim poronieniu załamałam się i straciłam chęć do dalszej walki. Być może to już ten moment, w którym warto odpuścić.