Wiem że takich tematów było mnóstwo ale żaden nie był odpowiedni do mojej sytuacji a jeśli podobny to tylko się bardziej stresowałam.
Od początku.
Jestem mamą 2 dzieci . Urodziłam w młodym wieku bo w 19 i 20 lat. Były chciane i kocham je ponad wszystko ale zawsze marzyłam o trójce dzieci. Kiedy z mężem ustabilizowalismy sytuację finansową i mieszkaniowa w wieku 25 lat postanowiliśmy postarać się o ciążę. Przez dwa lata nic,mimo że wcześniej nie mieliśmy problemów. Kiedy sobie odpuściłam Bum ! Ciąża .. jednak coś było z nią nie tak , nie czułam się w ciąży . Zero objawów i dodatkowo mentalnie nie czułam żeby coś we mnie w środku było. W 8 tygodniu usłyszałam lekarza. Dziecko przestało się rozwijać a serduszko ledwo biło . Miałam czekać aż umrze i poronić. To było straszne przeżycie. Popadłam w lekka depresję. Przez kolejne 3 lata obrałam sobie za cel kolejną ciążę , wręcz obsesyjnie . Bo wielu łzach,kłótniach , leków , zabiegów , badań i nic. W końcu podjęliśmy się on vitro . Ale moje marzenie miałam wrażenie że nie jest co raz bliżej , wręcz przeciwnie co raz dalej. Przestałam wierzyć że się uda . Miałam dość badań , leków , płaczu . Postanowiłam że to bedzie ostatnia próba i się poddaje. I nagle bum! Beta pozytywna.
W 10 dpt 108
13 dpt 429
17 dpt 1755
Tylko jest jedno ale...
Nie potrafię się z tego cieszyć, wręcz się boje uśmiechnąć.
Chciałabym wykrzyczeć całemu światu że po tylu latach ,,udało się !" Ale cały czas mam w głowie że zaraz znowu będzie koniec ,że znowu skończy się zaraz po tym jak się zaczęło. Po tylu latach powinnam skakać z radości ale nie potrafię. Panicznie się boje ze znowu będę płakać . Boje się tych słów lekarza ,, przykro mi " . Lekarza w klinice mam za dwa tygodnie biorę dalej leki przepisane ( jest ich sporo) ale zapisałam się za tydzień bo oszaleję , to byłby 6+5 . Nikt nie wie o ciąży .. a ja po prostu jestem wykończona psychicznie , chce mi się tylko płakać..