U mnie historia jest dosyć prosta, chociaż całe życie nastawiałam się, że będzie inaczej.
Od bardzo wielu lat borykałam się z bardzo bolesnymi i nieregularnymi miesiączkami. Miałam bardzo nieregularne cykle - od 30 do nawet 64 dni. Moje diagnozy to między innymi PCOS (teoretycznie opanowane, a możliwe, że nigdy w ogóle go nie było), nieklasyczny wrodzony przerost nadnerczy (niedokończona diagnoza) i insulinooporność (nieskończona diagnoza). Ogólnie moje hormony żyły swoim życiem. Od wielu lat próbowałam zrozumieć dlaczego moje miesiączki są bardzo obfite w pierwszych dniach i bolesne - momentami wręcz były katorgą i płakałam z bólu. Gdzieś tam lekarze też mówili mi, że bardzo często, że będzie problem z zajściem w ciążę, co też gdzieś mi ciągle siedziało z tyłu głowy.
W czerwcu tego roku wzięłam ślub i ze względu na to, że byłam świadoma, że moja droga do macierzyństwa może być długa i bardzo wyboista, postanowiliśmy z mężem rozpocząć próby od razu. Udało się w pierwszym cyklu, suplementowałam jedynie kwas foliowy od początku kwietnia. Także nie wiem czy to szczęście czy cud, ale noszę pod sercem kruszynkę, o którą myślałam, że będę bardzo długo walczyć.
👶🏻🩷 22.03.2025 roku, o 17:55, poprzez cesarskie cięcie, urodziło się 3370 g słodyczy i 55 cm szczęścia. 👨👩👧
