A samopoczucie już jest różne... strasznie ciężko się czuję, żyję tak na 60%. W samochodzie mi ciasno przy kierownicy, w nocy często się budzę i nie mogę zasnąć godzinami, bywa, że dopada mnie zgaga. Ale z dobrych wieści, to wczoraj byłam ostatni raz w ciąży u diabetologa, cukry są cały czas w normie, a wręcz coraz lepsze, bo łożysko wytwarza mnie hormonów i organizm znów uwrażliwia się na insulinę. Dostałam wytyczne na czas po porodzie, ok 2 miesiące po porodzie mam zrobić kontrolną krzywą i wysłać lekarce na maila. Super, bo już mi ciężko było dojeżdżać co 3 tygodnie ponad 40km.
No, a swojego gina widuję teraz co dwa tygodnie, jutro jadę zrobić badania moczu i krwi, bo we wtorek po świętach wizyta i pobranie wymazu na paciorkowce.
Ciśnienie mam podwyższone, ale jeszcze nie alarmujące, gin powiedział, że nie da mi nic na zbicie, bo pogorszyłyby mi się przepływy w łożysku.
No i mam wyznaczoną datę, kiedy mam się udać do szpitala na cc. 10 maja mam się stawić, a cesarka 11 maja, to akurat czwartek, a mój lekarz ma tam w czwartki dyżury. No i dopada mnie stres, czy Tadek się nie pospieszy, czy będę się dobrze czuła, żebym nie musiała iść do szpitala wcześniej. Bardzo bym chciała trafić tam w tym wyznaczonym terminie, żeby trafić na swego gina! Bo szpital, jak to mały powiatowy szpital, dupy nie urywa. Jadę tam właśnie ze względu na swojego lekarza. Mam nadzieję, że to dobra decyzja.
Co jeszcze jest warte uwiecznienia... rodzina (dziadkowie) ma kłopot z zaakceptowaniem imienia Tadeusz. Nawet moja mama robi uwagi (delikatnie, ale jednak), choć jak ona nazwała syna Igor, to jej teściowie (a moi dziadkowie) nie chcieli tego zaakceptować i nazywali mojego brata całkiem innym imieniem jakieś 4 lata! Dziś mama wyskoczyła z imieniem Marcin. Mój ojciec zdziwiony, że maluch nie będzie miał imienia po nim (hahaha), a nigdy nie było nawet o tym mowy. Te wszystkie uwagi, aluzje, podsuwane propozycje jeszcze bardziej utwierdzają nas w podjętej decyzji. Problem będzie, jak urodzi się dziewczynka, bo żadnego imienia dla dziewczynki nie mamy wybranego.
Idą święta, których zupełnie nie czuję, zadaniowo i myślami jestem całkiem gdzie indziej. Wręcz mi przeszkadzają, bo brakuje mi weekendu z mężem, żeby ogarnąć, co zostało do ogarnięcia, a tu święta wszystko opóźnią o tydzień.
No i to chyba tyle wieści z placu boju
Jutro wizyta u gina, pewnie da mi już skierowanie do szpitala. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem 10 maja zgłaszam się do szpitala, 11 maja mnie tną.
Torbę mam w 90% spakowaną. Córka strasznie mnie goniła do pakowania, bo boi się, że zacznę nagle rodzić i pojadę bez ważnych rzeczy, a ona z tatą sobie nie poradzą z pakowaniem.
Póki co, nie bardzo porodowo się czuję, choć skurcze przepowiadające się nasilają, zwłaszcza wieczorami.Trochę nierealne wydaje mi się, że mam urodzić dziecko, że ono będzie z nami żyło, że rodzina się powiększy. Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić.
W domu w zasadzie wszystko gotowe, na pewno nasza sypialnia z miejscem dla maluszka. Z mężem ogarnęliśmy też domowe sprzątanie, ale jeszcze coś tam trzeba wynieść, coś schować.
Nie będę stękać, jak mi ciężko się ruszać, jak nocami cierpię na bezsenność.
Boję się tego pobytu w szpitalu, żeby cesarka poszła sprawnie, żebym szybko dochodziła do siebie, a najważniejsze, żeby synek był zdrowy.
Mąż od środy będzie na urlopie, po moim powrocie ma wziąć zwolnienie na opiekę nade mną. On też jest tym wszystkim przejęty. Córka czeka na braciszka, jak na św Mikołaja, a jednocześnie widzę, że ma trochę obaw, ostatnio powiedziała, że jeszcze 3 dni ma mamę tylko dla siebie. Dużo z nią rozmawiam, dużo czasu poświęcam i tłumaczę, że noworodek jest całkiem nieporadny i potrzebuje najwięcej opieki, że ona też dostała ode mnie maksimum troski, więc żeby było sprawiedliwie, to braciszek też musi dostać tyle samo. Powiedziałam, że liczę na nią, że będzie mi towarzyszyć i pomagać (garnie się do tego), że na pewno będzie mi łatwiej mając taką dużą córeczkę, która będzie mogła chwilkę maluszka popilnować, albo coś przynieść. Chcę by czuła się ważna, no i mąż też częściej wychodzi z nią na rower, na rolki. Teraz zbliża się koniec roku szkolnego, choć córka jest samodzielna i bardzo dobrze się uczy, to jednak ja sprawuję nad tym pieczę, zaglądam do zeszytów, sprawdzam, jak odrobiła lekcje. Ten obowiązek musi przejąć tata.
Na świat ma przyjść drugie dziecko, a ja się martwię o pierwsze... ehh... No, ale to moje kochane szczęście, moja duma, nie chcę by odczuła to negatywnie, jak ja po urodzeniu się brata. Mama nie miała dla mnie czasu, a tata po pracy nie zajął się mną, w ogóle mało ze mną rozmawiali, jak to będzie, jak pojawi się brat. Byłam bardzo zazdrosna, ale dawałam sobie radę, bo byłam samodzielnym dzieckiem. Tylko ciągle, nawet po 30 latach mam żal do rodziców. Chciałabym, aby w mojej rodzinie było inaczej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2017, 23:44
Ważył 4270 g, mierzył 57 cm, dostał 10 punktów.
Ze szpitala wypuścili nas po 5 dniach, ale nadal nie wiem, na jakiej planecie żyję. Wszystko kręci się wokół tej małego okruszka. Nie będę udawać, że jest lekko. Jestem niewyspana, przeszłam, a w zasadzie nadal przechodzę baby bluesa, było wiele wylanych łez, powodem czego było (jest) karmienie piersią. Tadek mocno spadł z wagi w szpitalu, dostał silnej żółtaczki, nie chciał budzić się na jedzenie, przystawiony do piersi słabo ssał, męczył się, odpływał i zaczęli go dokarmiać z butli. Maluszek polubił się z butlą, przez co nie ma cierpliwości do pracy z piersią. Dlatego ściągam pokarm i daję mu z butelki, bo nie mogę pozwolić na spadki wagi. Boli mnie ten "foch" na cyca, ale przystawiam i czasem udaje mu się złapać i possać, ale szczerze, to ja już mało wierzę, że zapała miłością do piersi i musiałam mocno zmienić swoje myślenie, z depresyjnej rozpaczy na rozsądek. Rozsądek podpowiada, że powinnam się cieszyć, że mam zdrowego synka, robić co mogę, by jadł (najlepiej moje) i rósł i cieszyć się ponownym macierzyństwem. Zamiast lać łzy, co się odbija na mojej córce.
A propos, Misia wspaniale zajmuje się braciszkiem, kocha go, chce we wszystkim pomagać. Kochana z niej siostra. Mąż mi też bardzo pomaga, ma na mnie zwolnienie 2 tygodnie, więc jest w domu. Bez tego bym chyba padła na nos. I tak już padam. Ściąganie pokarmu zajmuje kilka godzin dziennie.
Postaram się wrzucić jakieś zdjęcie, ale po prostu nie mam teraz kiedy.
Byłam u doradcy laktacyjnego, też poradziła kapturki, kupiłam na tę wizytę 3 różne pary, ze względu na moje wielkie piersi trudno mi je stosować, do kapturka powinno schować się 3/4 sutka, u mnie wchodzi 1/3, max 1/2 mimo najwiekszego rozmiaru kapturka, więc choć Tadzik zassie kapturek, to niewiele z tej piersi wyssie, szybko przestaje pracować buźką, połknie kilka łyków mleka początkowego (frakcja wodnista) i resztę karmienia traktuje jak ciumkanie smoczka (którego nie podaję).
Poza tym z kapturkami czuję się, jak inwalida z protezami. Z córką udało mi się kp 22 miesiące, ale też była mega walka, z tym, że w tamtym szpitalu nie dokarmiali z butelek tylko z kubeczków, więc dziecko nie znało butelki. Teraz nie mam sił na przechodzenie wielotygodniowej walki, ponownej depresji (bo miałam ją (chyba) ze 3 miesiące. Michasia potrzebuje mnie również i żebym była uśmiechnięta. I ja też nie cierpię siebie w takiej rozsypce emocjonalnej, chcę wycisnąć z tego cudownego czasu ile się da i być szczęśliwa i by rodzina była szczęśliwa.
Elario,jakie piękne wieści z placu boju:) jesteś już prawie na finiszu,a faktycznie tak niedawno,miałaś złe przeczucia co do ciąży,jak to dobrze,że tak się poukładało.Co do imienia,to oczywiście nie słuchajcie nikogo w doradzaniu,tylko bierzcie pod uwagę to,co wy czujecie w tej kwestii,ma być Tadzik to będzie,takie słodkie są te "stare " imiona:)
Witaj Słońce!! Jak to leci!! Jeszcze tylko miesiąc!!! Pamiętam jak dziś kwiecień i moje początki w staraniach!!! Życzę zdrowych i wesołych świąt Wielkanocnych buziaczki
Juz lada chwila dzieciaczki beda z nami:-) Widze, ze czeka Cie cesarka. Poki co u mnie wszystko wskazuje, ze tez sie tak skonczy ciaza. Mlody ma glowke w gorze. Za tydzien bedzie podejmowana decyzja. Wybraliscie bardzo oryginalne imie:-) My, wybierajac jakies 8 lat temu dla naszego przyszlego synka, tez wierzylismy, ze bedzie oryginalne. A okazuje sie, ze obecnie to jedno z najpopularniejszych imion dla chlopcow. U nas to rodzina juz nas prosi, aby przy nim pozostac. Bo po glowie chodzi mi poki co zmiana. Ale mamy jeszcze czas;-)