Pamiętniki A czas ucieka..
Dodaj do ulubionych
1 2

28 października 2013, 09:50

Długo nie pisałam..

Minął już mój 2-tygodniowy urlop. Cały w rozjazdach. Biegaliśmy po lekarzach, odwiedzaliśmy rodziców i w sumie kilka razy udało nam się wyskoczyć w góry.
Mąż kończy dzisiaj kurację antybiotykami i Provironem i wraca do całej garści witamin. U mnie w posiewie wyszła, ku mojemu zaskoczeniu, całkiem inna bakteria (paciorkowiec GBS) i teraz tępię ją globulkami z Augmentinem i Metronidazolem. Mam nadzieję, że to pomoże. Następne badanie nasienia Mąż ma wykonać ok. połowy stycznia, więc tkwimy teraz w zawieszeniu...
Plus ostatnich tygodni jest taki, że nie myślę już tak obsesyjnie o dziecku. To znaczy myślę, ale nie w każdej minucie dnia. Nawet rzadko zaglądałam przez ten czas na ovu. Nie wierzę, że zajdę w ciążę, już nie.. I boję się o Męża, bo widzę, że bardzo się nakręca na to, że następne badanie wyjdzie lepiej. Ale na pewno nie pojawi się tych plemników na tyle dużo, żeby mogło dojść do naturalnego zapłodnienia.. Nie wierzę..
W sobotę rozmawiałam z kiedyś dobrą koleżanką (teraz rzadziej się widujemy) i dowiedziałam się, że też mają problemy z poczęciem dziecka. Ona ma problemy z owulacją, a on "leniwe" plemniki. Po długich miesiącach trafili w końcu na lekarza, który robi im kurację "wstrząsową" i pewnie za kilka miesięcy dowiem się o ciąży Moniki. Ale im akurat kibicuję ze wszystkich sił! Bo to są wspaniali ludzie!
W ogóle to Monika sama zaczęła o wszystkim opowiadać. I co mnie zdziwiło? Ona się ze swoimi problemami wcale nie kryje. Nie robi z tego tajemnicy i nie płacze po kątach.Otwarcie mówi, że się leczą i nie usłyszałam w jej głosie słowa skargi na los. Zawsze była bardzo wesołą osobą i bardzo życzliwą innym. Kiedy wspomniałam o adopcji, że o tym myślę, powiedziała, że to super i że na pewno mogę liczyć na jej wsparcie. I wiem, że mówiła szczerze.
Jestem bardzo zaskoczona zachowaniem Moniki! Można być wesołym i pogodnym w oczekiwaniu na swoje maleństwo. Tak naprawdę to było mi przy niej wstyd, że ja przez kilka miesięcy izolowałam się od wszystkich znajomych i płakałam do poduszki, jak to mi źle.. Nie zauważyłam nawet, że ktoś koło mnie ma taki sam problem i podchodzi to tego zupełnie inaczej..
Tylko M wieczorem powiedział mi smutnym głosem, że po rozmowie z mężem Moniki, wie, że oni są w dużo lepszej sytuacji niż my, bo mają tylko "leniwe" plemniki.. Tak bardzo mi żal mojego Męża..
Muszę umówić się znowu na rozmowę z Moniką. Niech mnie zaraża tym swoim optymizmem! Teraz już nie pozwolę sobie na zerwanie kontaktu!

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2013, 10:19

21 listopada 2013, 10:14

Nie piszę, bo właściwie nie mam o czym.. Czekamy na styczeń i ponowne badanie nasienia. Na wyrok, jak mówi mój Mąż. Mam tysiące myśli na sekundę. Chciałabym usłyszeć, że jest bardzo dobrze i zajdziemy w ciążę, albo tragicznie i nie ma co się łudzić. Nic pomiędzy. Tak albo nie. Nie chcę już dłużej trwać w tym zawieszeniu i znowu żyć od miesiączki do miesiączki.
Mój Mąż od kiedy dowiedział się, że problem leży po jego stronie jeszcze bardziej pragnie biologicznego dziecka. Owszem, słucha gdy coś opowiadam o adopcji i chce, żebym go z tymi myślami "oswajała", ale najbardziej zależy mu na tym, żebym zaszła w ciążę. Przykro mi, że nie patrzy na to, jak ja, ale nie mogę od niego tego wymagać. W końcu ja o adopcji myślę od zawsze, a on raptem kilka tygodni. Ja już przeżyłam żałobę po naszym biologicznym dziecku, którego nigdy nie było (bo tak mogę chyba nazwać) i wierzę, że nasze dziecko, gdzieś jest i na nas czeka.. Tylko musimy je odnaleźć.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2013, 10:27

26 listopada 2013, 09:38

Qrcze.. dopiero dzisiaj, po roku obecności na Ovu dojrzałam, że w lewym górnym rogu są Wiadomości!!! ;-) Przepraszam dziewczyny, że nie odpisywałam!!!! :)))))

28 listopada 2013, 21:49

Od miesiąca nie byłam ani razu w górach. Nosi mnie! Ale zauważyłam, że mojego M też. Wczoraj podczas oglądania pogody na weekend mówi do mnie: "No tak, znowu beznadziejna pogoda. Nieważne, ze nie będzie dobrych zdjęć, może ich nie być w ogóle. Jedziemy w niedzielę i już!". Szok! Jeszcze parę lat temu ciężko mi było go "zagonić" w góry, a teraz... :-) Może do innych spraw też się czasem przekona.. :-)Mam nadzieję ;-)

3 grudnia 2013, 09:32

Z górek jednak nici.. Pogada była naprawdę kiepska i sobie odpuściliśmy.
W weekend zadzwoniła do mnie Monika. W styczniu ma się zgłosić do szpitala na laparoskopię. Lekarz podejrzewa u niej PCOS. Zmartwiłam się. Myślałam, że przynajmniej oni będą mieli łatwiej..
A co u mnie? Od kilku dni kiepsko się czuję. Nabawiłam się jakiegoś podrażnienia. Wszystko mnie boli i piecze. Na początku myślałam, że to zwykłe otarcie po serduszkowaniu (zdarza ni się tak niestety). Wzięłam Gynoflor, ale teraz piecze mnie tylko przy siku.. i to bardzo. Może to zapalenie pęcherza? Nie wiem, bo nigdy tak nie miałam. Kupię dzisiaj coś na pęcherz, a jeśli nie pomoże, to trzeba będzie znów podreptać do ginki. Jak nie urok, to... Resztę sobie dopowiedzcie ;)

11 grudnia 2013, 18:33

Zbliża się @. Boli mnie brzuch, jestem nerwowa. Uświadomiłam sobie właśnie, że wszystkie większe kłótnie z mężem mają miejsce na kilka dni przed @. Naprawdę! Raz w miesiącu pokłócimy się porządnie i starcza na kolejne 4 tygodnie ;) Na ten miesiąc wyczerpaliśmy już limit:) I poszło jak zwykle o błahostkę - wkurzyłam się o to, że mąż zamiast położyć się ze mną spać, to chciał jeszcze chwilę posiedzieć przy komputerze. No i ja się obraziłam. I to tak, że odezwałam się do niego dopiero następnego dnia wieczorem. Ale ja uparta jestem!

Do mojego M. chyba dopiero teraz tak na serio dociera, że najprawdopodobniej nie będzie miał biologicznych dzieci.. Chodzi ostatnio smutny i podłamany.. Staram się go wspierać i ciągle mu tłumaczę, że nawet gdybym przed ślubem wiedziała, że nie będzie mógł zostać ojcem to i tak zostałabym jego żoną. Gdzie ja bym znalazła lepszego męża?!!!

12 grudnia 2013, 22:52

Jestem z siebie dzisiaj zadowolona! :) A co! mogę chociaż raz pochwalić samą siebie!!!;) Już piszę o co chodzi.. Gdy przyszłam dziś do pracy na drugą zmianę, koleżanki powiedziały mi, że jakaś młoda dziewczyna zostawiła u nas portfel i pokazały mi gdzie go położyły, gdyby ktoś po niego wrócił. Ale minęło prawie 2 godziny a po zgubę nadal nikt się nie zgłosił. Zajrzałyśmy z koleżanką do portfela, żeby poszukać dowodu osobistego z adresem właściciela, by w razie gdy nikt się nie zgłosi do końca naszej zmiany, podjechać do tej osoby. Dowodu nie znalazłam, ale była karta do bankomatu z imieniem i nazwiskiem, karta rabatowa do CCC i kilka stówek. W książce telefonicznej miasta też niestety nie znalazłam nikogo o takim nazwisku. I co tu robić? Ktoś pewnie szuka teraz swojej zguby. Wpadłyśmy na pomysł, że przecież w CCC będą mieli namiary na tą dziewczynę, bo do swoich klubowiczów wysyłają smsy z promocjami. Zadzwoniłam do sklepu, powiedziałam co i jak, i na podstawie numeru karty pani podała mi numer komórki do właścicielki (chociaż chyba nie powinna mi go dać, bo przecież ochrona danych itp. i myślałam, że sami ją poinformują.) Zadzwoniłam do tej biednej dziewczyny, a ona z płaczem w głosie powiedziała, że już biegnie po swoją zgubę. Wpadła zziajana do mojej pracy i chyba ze sto razy mi dziękowała za ten telefon. Mówiła, że kompletnie nie wiedziała, gdzie zostawiła portfel, bo była w kilku sklepach i aptekach i nie we wszystkich miejscach robiła zakupy. I gdy się zorientowała, że nie ma portfela, to zaczęła jeździć po całym mieście i go szukać.

12 grudnia 2013, 22:56

Jestem zadowolona z siebie, że wzięłam sprawę w swoje ręce i dzięki temu zguba szybciej odzyskała swojego właściciela :)

13 grudnia 2013, 10:14

Dla odmiany dzisiaj mam kiepski dzień.. W pracy wzięłam wolne i chyba to nie był dobry pomysł, bo siedzę sama w domu i nic mi się nie chce robić.. To być ciężki rok.. Chciałabym, żeby już się skończył, a 2014 był lepszy.. Minął rok naszych starań o dziecko. A właściwie rok odkąd je zaczęliśmy, bo ostatnie miesiące się nie staraliśmy.. Tyle dziewczyn tu na forum latami walczy o potomka i ciągle mają nadzieję.. A ja tak szybko ją straciłam.. Nie myślę już gdy zbliża się okres, że może jednak się nie pojawi. Zresztą dobrze znam swój organizm, co miesiąc jest identycznie - zaraz po owulacji zaczynają boleć mnie piersi, tydzień przed @ zaczyna poleć mnie brzuch, kilka dni później dochodzi smutek i złość, ochota na słodycze. Jest mi strasznie smutno, że tak potoczyła się nasza historia.. Ja zawsze chciałam mieć trójkę dzieci. Gdy pierwszy raz powiedziałam to mężowi był przerażony i stwierdził, że dwójka to nam wystarczy. Boję się, że marzenie o dzieciach nigdy się nie spełni i zostaniemy sami.. Bardzo chciałabym adoptować, ale jest kilka spraw, które mogą okazać się nie do przejścia.. Przede wszystkim wola męża. Przecież nie mogę sama starać się o adopcję i też nie chcę, żeby on zrobił to dla mnie, bo tak się nie uda.. Zarobki.. Nie zarabiamy jakichś kokosów, nam starcza, ale nie wiem jak do tego podejdzie ośrodek.. Nawet jeśli mąż przemyśli sprawę i się zgodzi, to jest poważny problem - nasze mieszkanie - jest małe i 1-pokojowe. I chociaż czekamy na większe i to może trochę potrwać, a nie możemy pozwolić sobie na kupno nowego.
Wszystko legło w gruzach.. Całe moje marzenia o szczęśliwej rodzinie.. ;(((

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2013, 10:15

16 grudnia 2013, 09:06

Piątkowy smutek opanował mój mąż. Kiedy zadzwoniłam do niego z płaczem, to kazał mi wszystko zostawić i przyjść do siebie do pracy. Razem nakreśliliśmy dalszy plan działania. Jak na razie tylko na kolejne dni, bo przed świętami nazbierało się dużo spraw do załatwienia. I jeszcze w weekend wyjazd na drugi koniec Polski. Tam i z powrotem.
W spawie dziecka nic się nie zmienia.. W niedzielę przyszła @, tym razem bardzo bolesna.. Rozwalę sobie żołądek tabletkami przeciwbólowymi, jak tak dalej będzie.
Muszę czekać cierpliwie na styczeń.. Muszę czekać cierpliwie na styczeń..

30 grudnia 2013, 09:30

W tym roku święta nie były takie jak zawsze.. Istna nerwówka.. Przed samą wigilią wyjazd 900km tam i z powrotem, kombinowanie, u których rodziców spędzić wigilię, a u których resztę świąt, co i kiedy przygotować..
Te święta były też inne z tego powodu, że pierwszy raz nikt nam nie życzył dziecka, tylko spełnienia marzeń. Kochani rodzice nie chcą nam fundować jeszcze większego bólu.
A my? Pokłóciliśmy się w drugi dzień świąt tak bardzo, że do soboty wieczorem się do siebie nie odzywaliśmy.. Potem przegadaliśmy i przepłakaliśmy pół nocy. Poszło o wszystko. O nerwówkę przed świętami, o to, że ciągle myślimy o tym, żeby nikogo nie urazić (tzn. rodziny) i jak co roku nie wiemy jak urządzić święta, by wszyscy byli zadowoleni. O to, że czuję się ostatnio przez męża zaniedbywana, że nie radzę sobie z czekaniem na dziecko, że mąż nie czuje, tego co ja, że strasznie boję się, że już zawsze będziemy tylko we dwoje.. I w końcu mój mąż wydusił z siebie, że czuję, że nie liczy się on tylko dziecko, że nie próbuję zrozumieć jego obaw związanych z adopcją, że boi się kolejnych wyników nadania nasienia i, że czuje się do niczego, przez to, że nie może sprawić żebym zaszła w ciąże i nie ma ochoty na seks.
Tego potrzebowałam! Wykrzyczenia przez niego tego, co go boli. Nie chcę udawania, że jest ok, skoro widzę, że nie jest. Faktycznie, mój mąż ma rację! Jestem egoistką. Byłam cały czas zła na męża za to, że nie myśli tak, jak ja. A przecież on jest inny, czuje inaczej.. Nie chcę, żeby przez starania rozwaliło się nasze małżeństwo. Musimy walczyć przede wszystkim o siebie!
Zasnęliśmy zapłakani gdzieś przed drugą w nocy.. Niedziela za to była wspaniała. Poszliśmy do kina na Hobbita, potem obiad a wieczorem.. :)Już dawno nie było mi tak cudownie :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2013, 09:40

30 grudnia 2013, 10:28

Czytam Wasze pamiętniki pełne radości, smutku i nadziei na lepsze dni.. i tak się zastanawiam.. Czy ja tu jeszcze pasuję? Czy powinnam jeszcze być na ovu? Nie staram się już od kilku miesięcy o ciążę. Temperaturę mierzę tylko przez kilka dni, by potwierdzić skok i wiedzieć kiedy przyjdzie @. Nie czekam na dni płodne, tylko na okres. A może coś ze mną jest nie tak? Przecież Wy czasami czekacie latami i wierzycie, że i w końcu Wam zdarzy się cud. Czuję się trochę taka "nienormalna" w tym wszystkim.. Często zaglądam na blogi matek adopcyjnych i tam odnajduję swoje myśli..
Nie podejdę do inseminacji i in vitro. Czy nie będę kiedyś tego żałowała? Trochę boję się, że może mi kiedyś wszystko się pozmieniać i mogę żałować.. W tej chwili nie żałuję. O swoim dziecku myślę tylko w kategorii "maluch adopcyjny".
Jak już pisałam na blogu o adopcji myślałam już jako nastolatka. Miałam pół życia by te myśli na dobre utrwaliły się w mojej głowie. To adoptowane dziecko miało być obok biologicznego. Potem przyszły starania o dziecko, z miesiąca na miesiąc coraz ciężej znosiłam rozczarowanie, gdy pojawiała się miesiączka. Myślę, że gdyby to dłużej trwało, to skończyłoby się depresją. I potem badanie męża. Złe wyniki i praktycznie brak nadziei na naturalne poczęcie.
U mnie ulga! Tak!! olbrzymia ulga!!! Koniec z comiesięczną walką i niespełnionymi nadziejami.
Nieśmiało wróciłam do tematu adopcji.
A teraz? Nie myślę o niczym innym.
Czuję, że Bóg odpowiedział na moje młodzieńcze marzenia.
To dlaczego nadal mam wątpliwości? Przecież sama sobie taką drogę wybrałam już dawno temu..
Wiem, że żadna z Was nie zrozumie mojego toku myślenia.. Ale przecież każda z nas jest inna..
Proszę tylko Boże o to, żeby mój mąż, tak jak ja, zatęsknił za naszym "adoptusiem"..

14 lutego 2014, 23:41

Długo mnie nie było..
Nasza walka o biologiczne dziecko się zakończyła, dlatego tak rzadko tu zaglądam. W połowie stycznia mąż zrobił ponowne badanie nasienia. Kuracja lekami nic nie dała. Jest jeszcze gorzej - całkowity brak plemników, do tego FSH dużo wyższe niż ostatnio.

Właśnie rozpoczęliśmy inną drogę po nasze maleństwo. Za tydzień mamy pierwsze spotkanie w OA. Przed nami jeszcze długa droga.. Czuję się spokojna, bo wiem, że to ta właściwa.. Jak napisałam na początku pamiętnika - zawsze miałam przeczucie, że mam zostać mamą adopcyjną :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2014, 23:41

17 lipca 2015, 09:23

Po długim czasie zajrzałam znowu na ovu :)
Przeczytałam swój pamiętnik.. Pamięta mnie ktoś jeszcze?
Przez ten czas dużo się wydarzyło. Właśnie skończyliśmy szkolenie w OA.
Czekamy na TEN TELEFON!
Przeczucie mnie nie myliło.. Będę mamą! Moje dziecko, gdzieś na mnie czeka! :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2015, 09:30

26 września 2016, 05:57

Cz ktoś mnie jeszcze pamięta??? W końcu zadzwonił TEN TELEFON! Od kilku tygodni jestem MAMĄ! Córeczka obecnie ka prawie 3 miesiące i jest śliczną, silną dziewczynką! Patrzę na nią i nie pamiętam już tych wszystkich lat oczekiwania.. Wiem, że to miałaś być właśnie Ty, Córeczko! Kocham Cię całym sercem! Jesteś idealna!

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2016, 06:29

3 października 2018, 20:48

Przypomniałam sobie o obu po dwóch latach..
Czas tak szybko leci.. Mój Skarb ma już ponad 2 lata!
Jest moją ukochaną córeczką! Kocham ją najbardziej na świecie!
Coraz częściej myślę o rodzeństwie dla niej..Tylko, że na drugą adopcję przyjdzie nam czekać pewnie ze trzy lata..

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2018, 20:49

19 czerwca 2020, 00:44

4 lata! Moja córka ma już 4 lata!
Czas pędzi jak szalony!
Zajrzałam tu z ciekawości i sentymentu.., bo ja prawie nie myślę już o tym, jak to było wcześniej, bez dziecka. Pamiętam tylko te wszystkie emocje, które mi towarzyszyły.. I smutno mi, że tak wiele par zmaga się z niepłodnością.
Mam ochotę wszystkie te osoby przytulić i powiedzieć, żeby zawsze postępowały zgodnie ze swoim sumieniem i tym co czują. Dla jednych to będzie n vitro, dla innych adopcja, a dla pozostałych niezamierzona bezdzietnosc.

Moja córka jest idealna. Pogodna, spokojna, kocha zwierzęta.
Jest bystrym i uważnym dzieckiem. I choć walczymy z różnymi deficytami, to dzieki terapii - coraz lepiej daje sobie radę. Jestem z niej dumna!
To dla mnie zaszczyt - byc jej mamą..
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego