Pamiętniki A jeśli nigdy się nie uda?
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
A jeśli nigdy się nie uda?
O mnie: Rocznik '89. Całe życie myślałam, że na dziecko zawsze przyjdzie czas - wystarczy przestać się zabezpieczać. Niestety, nie jest to takie proste. I co gorsza, nie wiadomo, w czym tkwi problem. Wyniki badań mamy bez zarzutu, a jednak cały czas się nie udaje.
Czas starania się o dziecko: Od lutego 2019, 13 cykl po zabiegu.
Moja historia: Pod koniec 2018 podjęliśmy decyzję, że czas zacząć starania o dziecko. Odstawiłam antykoncepcję i od lutego 2019 zaczęliśmy działać. W czerwcu pomyślałam, że chyba coś jest nie tak - zaczęły się testy owulacyjne, czytanie w internecie "jak zajść w ciążę" itp. Stopniowo wprowadzałam coraz więcej elementów: mierzenie temperatury, suplementy - olej z wiesiołka, niepokalanek i oczywiście Ovu :) Pod koniec 2019 roku podjęliśmy decyzję, że jeśli do lutego 2020 roku się nie uda, to poszukamy pomocy medycznej. W lutym 2020 zaszłam w ciążę. Byłam najszczęśliwsza na świecie - niestety krótko, bo w 10 tc musieliśmy pożegnać Maluszka. Po zabiegu byliśmy załamani, ale też pełni entuzjazmu - teraz uda się na pewno! Niestety, mijały miesiące... W październiku 2020 pierwszy raz udałam się do Gamety. Obecnie mija rok od zabiegu i testy cały czas pokazują jedną kreskę...
Moje emocje: Strach, że nigdy się nie uda. Czasem entuzjazm, że kiedyś na pewno się uda. Prawdziwy roller coaster emocji.

15 kwietnia, 08:46

Już od wielu miesięcy zastanawiałam się nad rozpoczęciem pisania pamiętnika, ale zawsze przekładałam to na kolejny miesiąc - bo może tym razem się uda. Niestety, nie udało się ostatnim razem i w tym miesiącu prawdopodobnie też się nie uda. Może pamiętnik pozwoli mi trochę uporządkować emocje, bo - choć na co dzień udaję, że wszystko jest ok - coraz trudniej mi znaleźć motywację, aby rano wstać z łóżka i przetrwać kolejny dzień...

Trudno mi wyliczyć, który to nasz cykl starań. Licząc od lutego 2019 r., minęły ponad dwa lata. Licząc od łyżeczkowania, mija 13 miesiąc. Licząc od początku z przerwą na ciążę, mamy teraz 25 cykl starań...

W tym miesiącu mieliśmy podejść do inseminacji, ale daliśmy sobie jeszcze miesiąc lub dwa. W lutym ubiegłego roku dowiedziałam się o ciąży dzień po tym, jak zadzwoniłam umówić nas do kliniki niepłodności - dziecko zrobiło nam miłą niespodziankę, chociaż od samego początku okazało się trochę przekorne - chyba po tatusiu :) Wtedy udało się w 13 cyklu starań i w głębi serca liczę na to, że i tym razem uda się w 13 cyklu - tym razem licząc od zabiegu.

Dzisiaj jestem dzień po owulacji. Znam już nie tylko swój organizm, ale też swoje emocje. Po owulacji opada napięcie, związane z tym, że trzeba zaliczyć "dni bzykania" :) I z jednej strony wiem, że się nie uda, bo lekarz wyliczył nam szanse 2% na naturalną ciążę - w sumie nie zapytałam dlaczego. A z drugiej - ból brzucha z rana, ból głowy itp. powoduje, że znowu zaczynam się nakręcać. Jeszcze trochę i każde strzyknięcie w kościach to będzie dla mnie znak, że może się udało :) I tak przez kolejne kilkanaście dni - wtedy wpadnę w depresję z powodu negatywnego testu. I tak w kółko.

Chciałabym wiedzieć, że kiedyś się uda - to by mnie uspokoiło. Niestety, nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się zajść w ciążę. A jeśli się uda, nie wiem, czy wszystko pójdzie dobrze. Staram się w to wierzyć - mój M. pociesza mnie, że niedługo będę spacerować z najbardziej designerskim wózkiem na dzielni :) Oby. Jak na razie zaczynam unikać wychodzenia z domu w "porze wózkowej", bo dołuje mnie fakt, że wszyscy wokół spacerują z wózkiem, a my - tylko we dwójkę.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia, 08:09

28 kwietnia, 07:29

Kolejne negatywne testy, doszukiwanie się cieni, kolejne plamienie przed miesiączką i spadek temperatury... I kolejne łzy, bo przecież byłam pewna, że w tym miesiącu się udało. To w sumie śmieszne - skąd każdego miesiąca bierze się we mnie ta ogromna nadzieja? Przecież tak naprawdę wiem i rozumiem, że się nie uda i że nic z tego. A mimo to mierzę temperatury, analizuję wykres, doszukuję się objawów i około 8-9 dpo jestem już na 100% pewna, że jestem w ciąży. A potem to samo - znowu jedna kreska...

Zaczynam zaraz 26 cykl starań. A może 27? Na pewno 13 po poronieniu. Dwa lata temu, w 30 urodziny, pierwszy raz płakałam, że nie jestem w ciąży. Czułam, że coś jest nie tak - chociaż wtedy staraliśmy się dopiero od czterech czy pięciu cykli. Nawet nie myślałam, co mnie czeka. A dzisiaj? Jestem inną osobą. Nie uśmiecham się, a na zdjęciach mam takie smutne oczy. Nie mam kontaktu prawie ze wszystkimi znajomymi, a kiedy ktoś pyta, co u mnie słychać, to mam ochotę płakać. Straciłam zainteresowanie wszystkim, co lubiłam. Ba, nawet przestały mnie denerwować rzeczy, których kiedyś nie mogłam znieść. Moje życie to teraz wegetacja. Wstaję z łóżka, piję kawę, siadam do komputera i zmuszam się do pracy, potem ogarniam coś w domu i cały dzień myślę o tym, żeby nadszedł wieczór i żebym mogła iść spać... "Tylko w snach mnie tu nie ma i tylko w snach czuję radość" - ale noc mija tak szybko...

Właściwie wiem, co daje mi nadzieję. To, że w każdym cyklu wprowadzam coś nowego, co może sprawić, że się uda. Zawsze uwielbiałam ćwiczyć, chodzić na siłownię - teraz już nie ćwiczę, bo to może utrudnić zajście w ciążę. Co za bzdura... W jednym cyklu zacznę brać olej z wiesiołka, w kolejnym - monokoncentrat z ananasa, w kolejnym - postaram się spać 7 godzin na dobę - w kolejnym - seks co dwa dni, w kolejnym - seks codziennie, w kolejnym - większa dawka Acardu, w kolejnym - zacznę brać żelazo, bo niedobór może utrudniać zajście w ciążę, w kolejnym - przestanę brać żelazo, bo nadmiar może powodować wady płodu... W kolejnym - Ovitrelle, może pomoże. W kolejnym - stymulacja CLO, to na pewno pomoże... Powoli brakuje mi pomysłów. W cyklu, który zaraz zacznę, będę popijać zioła ojca Sroki na niepłodność - to na pewno pomoże... Aha, próbowałam też cyklu z codzienną modlitwą. Nie jestem super wierząca - ale w cyklu, w którym zaszłam w straconą ciążę, RAZ przeczytałam sobie modlitwy o dziecko, znalezione w Google. I udało się. Zabawny przypadek. W udanym cyklu parę dni po owulacji śniło mi się, że zmywałam naczynia u moje znajomej. Oczywiście rano sprawdzić w senniku - "Zmywać naczynia u kogoś - oznacza powiększenie rodziny". Śmiałam się wtedy z tego, zrobiłam sobie zrzut ekranu i wysłałam mojemu M. A osiem dni później okazało się, że sennik miał rację :D Teraz każdego miesiąca sprawdzam sny w senniku, ale już żaden nie pokazuje ciąży. Pokazują za to śmierć, chorobę, niebezpieczeństwo, konieczność zatroszczenia się o siebie itp. Same pozytywy, hura.

Na ten moment moim największym marzeniem jest in vitro. Z zazdrością czytam na forum wpisy dziewczyn, które podchodzą do punkcji, do transferu - tak bardzo bym tego chciała. Nawet jeśli miałoby się nie udać, to wiedziałabym, że po prostu nie będę w ciąży. Chociaż wtedy pewnie chciałabym podejść kolejny raz i kolejny...

Dlaczego tak jest, że to my musimy prosić facetów na każdym etapie starań, a oni robią łaskę? Na początku proszenie się o seks w dni płodne, potem o badanie nasienia, o zmianę stylu życia na zdrowszy. Teraz już od kilku miesięcy proszę, żebyśmy podeszli do inseminacji, a później do in vitro... I niestety wiem, że nie tylko ja muszę zmagać się nie tylko z niepłodnością, ale też z facetem, który nie chce podejść do leczenia na poważnie. Nie rozumiem tego - skoro leczenia daje szansę na sukces, to dlaczego tego nie zrobić? I oczywiście ciągłe rozmowy, które nic nie dają... Rozmowy o tym, że za często mówię na ten temat. Jak mam nie mówić, skoro o niczym innym nie myślę?

Mój stan psychiczny to dzisiaj 1/10. Czuję, że nie mam już powodu, żeby wstawać z łóżka. Za parę dni przeprowadzka - i to, co lubię najbardziej, wybór dodatków do mieszkania. Niedługo będziemy mieli szczeniaka - śliczny szorstki Jack Russellek... A ja nie potrafię się cieszyć. Smutną mamę będzie miał ten piesek - ale marzę o nim od dawna i wiem, że psia dusza da mi ukojenie w cierpieniu. I będzie najbardziej rozpieszczonym psiakiem świata, bo chociaż tę jedną wyprawkę będę mogła kupić :)

No ale nic, trzeba wziąć się w garść i podejść do kolejnej rundy. Walki, której chyba nie mam szans wygrać.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia, 12:01

13 maja, 07:48

1 dpo... Wydaje mi się, że to nasz 27 cykl starań - czyli w sumie tyle, ile trwają trzy ciąże.

Dzisiaj rano temperatura skoczyła do 36,86 - i pomyślałam: wow, ale duży skok, może się udało! A zaraz potem: ja pier***dolę, ale jestem głupia. I w sumie racja - bo cuda może i się zdarzają, ale jakoś nigdy nie u mnie...

Ostatnio trochę obserwuję siebie z boku. Niestety, zmieniłam się w totalnego smutasa. Z większością znajomych nie mam już kontaktu, mocno ograniczyłam kontakt z najbliższymi przyjaciółmi, a ostatnio nawet z rodziną nie daję rady rozmawiać. Czuję się dobrze tylko przy moim M., najlepiej zaszyta w domu pod kocem. Z dnia na dzień jest gorzej i wiem, że to skutek niepłodności - bo prostu totalnie wycofałam się z życia. I ciągle myślę, że wrócę do normalności, jak tylko będę w ciąży. A jeśli nigdy nie będę, to czy zostanie mi tylko bycie takim samotnikiem? Chyba tak - bo nie umiem rozmawiać z osobami, które mają dzieci/ są w ciąży itp.

Z M. też nie jest idealnie. Nadal nie podejmujemy tematu inseminacji/ in vitro. Mam różne myśli... Co, jeśli on nie będzie chciał podjąć leczenia? Mamy próbować kolejne lata bez skutku? A może powinnam się z nim rozstać i zrobić sobie in vitro za granicą? Czy w ogóle jest taka opcja? Czy warto wszystko zniszczyć i zostać całkiem sama, żeby mieć dziecko? A może zmienić faceta - nieważne, że nie będę go kochała, może zrobi mi dziecko? Dziwne są te myśli i kiedy patrzę na mojego M., to mam wyrzuty sumienia. Ale czy on też je ma, uniemożliwiając mi zajście w ciążę? Jak namówić na inseminację i pewnie na in vitro faceta, który nie lubi trudnych tematów i stara się wszystko odłożyć w czasie na jakąś nieokreśloną przyszłość? Upewniam się w przekonaniu, że czekanie nic tutaj nie da - a wszystkie próby rozmowy kwituje tym, że ciągle o tym mówię... Zostaje mi czekanie na cud...?

Czuję się osamotniona, nie mam z kim porozmawiać o tym, że nie możemy mieć dziecka. Budzę się rano i chcę tylko przetrwać kolejny dzień - niech nadejdzie wieczór. Może znowu przyśni mi się, że trzymam w ramionach noworodka.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja, 07:48

25 maja, 08:27

Czas testowania – czas depresji, płaczu, załamania. I poczucia, że niebawem wyląduję w jakimś kaftanie w ośrodku dla psychicznie chorych. Dlaczego? Bo doszukuję się cieni – ale już nie jak kiedyś. Kiedyś po prostu nie było drugiej kreski i tyle – test do kosza. Teraz rozpaczliwie szukam cienia, przy oknie, z latarką, po godzinie, po dwóch. I tak od 10 dpo przez kilka dni – chociaż wiem, że 11-12-13 dpo dziewczyny mają już całkiem wyraźne kreski.

A potem płaczę. I czuję, że znowu rozpadłam się na milion kawałków i muszę powolutku się pozbierać, posklejać. Ale ta posklejana ja to już nie ja – te małe kawałki przestają do siebie pasować. Nie czuję się dobrze w swoim ciele – w ciele, które nie chce dać mi dziecka. Czasem siedzę i przez godzinę, dwie patrzę w ścianę – i nie jestem w stanie nic zrobić. A czasami wyobrażam sobie, jak po domu chodzi taki mały człowieczek i mówi do mnie "mamo".

Najśmieszniejsze jest to, że od owulacji przez około 10 dni jestem pełna nadziei – bo minęło tyle miesięcy i musi się udać, bo temperatura wygląda obiecująco, bo coś mnie zaboli w brzuchu itp., bo mam większy apetyt, bo nie mam apetytu, bo mam złą cerę, bo mam ładną cerę… Były już wszystkie opcje i wszystkie objawy. I jakoś żaden nie był ciążowy.

Dwa lata temu, w swoje 30. urodziny płakałam, że nie mogę zajść w ciążę – staraliśmy się wtedy od 4-5 miesięcy.

Rok temu, w 31. urodziny, rozpaczałam po stracie dziecka. Maluszek odszedł w 10 tygodniu, dwa miesiące przed moimi urodzinami. Z drugiej strony myślałam – raz się udało, musi udać się i drugi raz. Teraz miałby (albo miałaby?) siedem miesięcy, niesamowicie jest o tym myśleć.

Za parę dni 32. urodziny. Jestem już inną osobą – patrzę w lustro i widzę smutną dziewczynę, która ma łzy w oczach, zmarszczki, oczy pozbawione blasku. I nie ma już nadziei na to, że kiedyś urodzi dziecko.

Co będzie w 33. urodziny? Czwarty rok rozpaczliwych starań, a może mnie już nie będzie? Zmuszam się do życia, wolałabym już jutro się nie obudzić. Po co mam żyć, skoro każdy dzień jest tak smutny i beznadziejny?

I te ciągłe kłótnie z M… Czy kiedyś przekona się do leczenia?

Dlaczego to spotkało akurat nas? Przecież bylibyśmy dobrymi rodzicami, kochającymi dziecko ponad wszystko. Rozpieszczałabym je jak szalona.

No nic, trzeba wziąć się w garść i zacząć kolejny cykl starań. Który to już będzie? 14 po poronieniu, a łącznie... 28?

9 czerwca, 10:25

13 dzień cyklu, prawdopodobnie dzień owulacji i 32. urodziny…

Boże, 32 lata!!! :o

Parę dni temu nastąpił u nas przełom. O ile rozmowy na temat niepłodności to był temat tabu, o tyle chyba coś się zmieniło. Podczas spaceru parę dni temu powiedziałam, że umówię się do innej kliniki niepłodności, może coś innego powiedzą. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy M. powiedział, że idzie ze mną! :o A już straciłam nadzieję…

No to poszliśmy… Pani doktor powiedziała, że u mnie wszystko jest idealnie i że przyczyny musimy szukać u Pana, więc zaleciła rozszerzone badania nasienia. ALE przedtem mieliśmy zrobić test po stosunku. Dostaliśmy zalecenie, żeby był spontaniczny seks między 23.30 a północą we wtorek wieczorem, a w środę rano na badanie…

Wyniki badania już mam – i coś czuję, że chyba tu jest przyczyna naszych bezskutecznych starań od prawie trzech lat.

Liczba plemników w polu widzenia – 10 [czyli prawidłowo]
Plemniki ruchliwe – 8% – [norma to powyżej 30%!!!]
Plemniki nieruchliwe – 92% – [norma to poniżej 30%!!!]

Czyli, z tego co wyczytałam w necie, to niepłodność immunologiczna i chyba zwalczam plemniki. Biorąc pod uwagę moje liczne alergie i wiecznie rozhisteryzowany układ immunologiczny, to mogłoby być to. Jutro o 13.20 mamy wizytę, to pewnie dowiemy się więcej.

Dziewczyny, macie jakieś doświadczenia w tym temacie? Wyników badań po stosunku itp? Niepłodności immunologicznej? Każda wskazówka na wagę złota, bo 33. urodziny chciałabym świętować z bobasem na rękach :)
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego