Jeszcze wczoraj tliła się we mnie nadzieja, że się udało. Temperatura utrzymywała się cały czas na bardzo wysokim poziomie, cycki jakoś bardziej bolały (wciąż bolą, ale chyba jednak tak, jak zawsze...), czułam dziwne ciągnięcie w macicy. No, ale niestety. Zdaję sobie sprawę, że szanse na zajście w jednym cyklu są niewielkie, ale i tak mi smutno
I choć to dopiero pierwszy cykl, to martwię się, że będzie kilkanaście nieudanych.Dziś rano mówię do M., że brzuch boli, i że jutro będzie ciotka. On na to "no to możesz dziś pić" (idziemy na imprezę) i nic więcej. Szkoda, że tylko ja przeżywam niepowodzenie, ale z tego, co czytałam na Waszych pamiętnikach, z facetami to tak jest.
Zanim zaczęliśmy starania byłam u ginekologa. Dała mi skierowanie na kilka badań. Wszystko ok, tylko TSH było ciut za wysokie 2,34. Ginka przepisała mi PregnęPlus, choć ja sugerowałam coś typowego na zbicie, ale to ona jest lekarzem. Po miesiacu stosowania Pregny TSH wynosiło 2. Nadal niby za wysokie jak dla kobiet starających się o dziecko, ale sposobu "leczenia" nie zmieniliśmy. Nie wiem, nie chcę być mądrzejsza od ginekologa, ale może to tu leży problem? Może tracę czas i powinnam iść do endokrynologa?
No nic, może w tym cyklu się uda. Fajnie by było, bo w przyszłym miesiącu bierzemy ślub i moglibyśmy tego dnia przekazać rodzinie wiadomość o ciąży
Jutro kupię wiesiołek, bo wydaje mi się, że mam mało śluzu. No i muszę zastosować triki ułatwiające zajście przy tyłozgięciu macicy. Ciekawe, że dowiedziałam sie o tym rok temu od ginki, do której teraz chodzę. Nikt wcześniej mi o tym nie powiedział, a byłam w sumie może u pięciu lekarzy

Ostatnie miesiące były dla mnie kiepskie, za bardzo się wkręciłam w te starania (jeszcze przed staraniami czytałam wszelkie fora i martwiłam się na zaś) i niestety do tej pory odbija się to negatywnie. Często miewam zawroty głowy od tych intensywnych myśli, odczuwam też przyśpieszone bicie serca, za bardzo się pocę. Znam chyba wszystkie historie z ovu i to też mnie stresuje. Muszę odpuścić, bo takie ciągłe napięcie mi nie pomoże w zajściu w ciążę. Będę oczywiście tu czasem zaglądać, ale postaram się nie spędzać pół dnia na ovu...
Coraz bardziej tęsknie do pracy po za domem. Prowadzę działalność w domu już ponad 3 lata i chyba od tego siada mi na łeb. Mam za dużo wolnego czasu, zwłaszcza teraz, bo mój sezon to pażdziernik-grudzień. Brakuje mi kontaktu z ludźmi, jakimikolwiek. Mam sąsiadkę, która również pracuje w domu, jest fajna, czasem chodzimy na spacery z naszymi psami, wpadamy do siebie na kawę i ciacho, ale ona jest starsza ode mnie o 16 lat i dzielą nas poglądy na wiele różnych spraw. Od Mamy się odcinam, bo jest niestety toksyczną osobą i rozmawiamy właściwie tylko wtedy, kiedy musimy. Siostry mają swoje życie i odzywają się tylko wtedy, kiedy coś chcą. Znajomych nie mam za bardzo, jak już wcześniej pisałam. Mam parę "telefonicznych" koleżanek, ale to dla mnie za mało.
Marzę sobie czasem o rozwinięciu firmy (pracuję nad tym, choć opornie mi to idzie), wynajęciu lokum w mojej miejscowości (tak, żeby móc z buta dojść) i zatrudnieniu pracowników. Większa ilość pracy przez cały rok i stały kontakt z ludźmi mógłby mi chyba pomóc. Nie tylko w kwestii starań, ale ogólnie, bo jestem osobą dość wycofaną, skromną i lękliwą.
Temperatura dziś wysoka, ale czuję trochę suche i bolesne gardło, więc możliwe, że to od tego mi tak skoczyła.

Zaczynają mi się chyba dni płodne. Od czasu do czasu czuję ból w jajnikach. W niedzielę lub poniedziałek powinnam mieć owulację, mam nadzieję, że wystąpi normalnie pomimo napadów stresu, które mnie dopadają w różnych momentach

Mam głupie wrażenie, że właśnie przez ten stres i tak teraz nie "pyknie", jak ja to mówię. Jeśli nie pyknie, to niech @ przyjdzie punktualnie, bo nie chcę, żeby mnie zalało na własnym ślubie.
Dziewczyny powiedzcie, czy ovufriend wyznaczy mi owulację, jeśli nie mam wykupionego abonamentu?
Dziś od rana to samo! Nie chcę się nakręcać, bo na jakiekolwiek objawy za wcześnie, ale fajnie by było, jakby to była ciąża
Na dodatek moja ulubiona kawa mi nie smakuje.W zeszłym tygodniu dostałam wielkie zlecenie, więc aż do terminu @ mam zajęcie i nie myślę za bardzo o dziecku. Wiadomo, siłą rzeczy czasem o nim myślę, ale cieszę się, że na ten najgorszy okres w cyklu mam co robić, bo bym chyba zwariowała.
Ochłonęłam trochę i zrozumiałam, że nie mogę ufać testowi, który po czasie wyszedł pozytywny. Czekam na @, bo czuję się absolutnie przedmałpowo, choć temperatura wcale nie spada. Niech tylko @ przyjdzie dziś lub jutro, bo w piątek mam ślub i nie chcę się męczyć. A miesiączki mam obfite i bolesne.
Zwykle moje cykle trwają 30-31 dni, więc ten obecny jest odrobinę za długi. Jakoś mi dziś smutno, różne głupie rzeczy chodzą mi po głowie. Mam wrażenie, że ze mną jest jednak coś nie tak, bo patrząc na cykle innych dziewcząt, moja faza lutealna trwa za długo, zwykle 15-16 dni. Owu moim zdaniem była w 17 dc, więc @ powinna już być. Jak na złość pewnie przyjdzie jutro, no i w piątek, na moim ślubie będę latać co godzinę do kibla wymieniać co trzeba
Nie wyobrażam sobie tego, podnieść suknie, zdjąć rajstopy... Martwię się, że się ubrudzę krwią 
Najfajniej by było, gdyby się okazało, że jednak jestem w ciąży, no ale dzisiejszy test nie daje mi nadziei, jest już za późno. I nawet gdyby implantacja była 12 dpo, to test powinien być pozytywny (przypominam, że wg mnie dziś jest 16 dpo). Eh, idę dalej szyć. Mam teraz tyle na głowie spraw związanych ze ślubem, dodatkowo muszę wysprzątać cały dom, bo przyjeżdża do nas rodzina na kilka dni, a ja jak na złość mam tyyyyyyyyyle zamówień

Od nowego cyklu będę mierzyć temperaturę w odbycie. Dziś po zmierzeniu temperatury w ustach (36,74), zmierzyłam też w odbycie i wynosiła 36,93 stopnia. Różnica duża, więc trzeba wprowadzić zmiany. W pochwie boję się mierzyć, bo ostatnio miałam infekcje i mam schizy, że wróci, jak będę tam wkładać termometr
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2016, 11:14

My już po ślubie
W końcu jestem żoną mojego Ukochanego. W sumie, to nic się między nami nie zmieniło, jest jak było, ale o ślubie marzyłam od dawna. I był przepiękny, dokładnie taki, jaki chciałam
Skromny, w towarzystwie najbliższych.Od tygodnia przepełnia mnie takie szczęście. Mam kochanego Męża, dom, pracę, którą lubię... Tylko maleństwa mi brakuje... Ale mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać. Niestety jestem osobą baaardzo niecierpliwą, jak coś sobie wymyślę, to muszę mieć to JUŻ, NATYCHMIAST. Tak samo z dzieckiem. Staramy się, ale na razie nie wychodzi. Nie mogę tego zrozumieć, skoro jest seks w dni płodne, to czemu nie ma ciąży? Ja wiem, że to dopiero 3 cykl, że statystycznie po roku 90% par zachodzi w ciążę, ale ja już nie mogę się doczekać. Podziwiam osoby, które starają się kilkanaście, bądź kilkadziesiąt cykli. Ja bym chyba przestała wierzyć w to, że kiedykolwiek zostanę mamą i odpuściłabym wszelkie starania.
Na ślubie wszyscy życzyli nam oczywiście dziecka
Moja Mama również, choć ze smutkiem głośno wszystkim mówiła, że ja na pewno tak szybko się nie zdecyduję. A ja już przecież jestem zdecydowana! I chciałabym wszystkich niedługo zaskoczyć.
I że teraz się uda
))Kupiłam testy ciążowe płytkowe na Allegro. Długo się przed tym broniłam, bo wiem, że jak je będę miała, to będą mnie strasznie korciły już na kilka dni po owu
No ale testów już nie mam i jak sobie pomyślę, że za jeden mam płacić w aptece 10-12 zł, to wybrałam tańszą opcję.
Serduszek mało, bo jakoś tak nie mam ochoty na takie przymusowe, zaplanowane serca.Wczoraj się dowiedziałam, że moja babcia prawdopodobnie ma złośliwego raka płuc. Dostała skierowanie do szpitala na dalszą diagnostykę. Mam nadzieję, że to jednak nie to... W mojej rodzinie rak płuc jest jakiś popularny, obaj dziadkowie zmarli na ten nowotwór. No i wszyscy, oczywiście moja babcia też, palą papierosy. Tylko mnie jakoś nigdy do nich nie ciągneło.
Jedziemy dziś na wycieczkę
Jednodniową taką. Mam nadzieję, że się nie roztopimy w słońcu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2016, 07:41

Dziś jak się obudziłam, to zaczął mnie boleć brzuch jak na okres i krzyż też. Za wcześnie na bóle okresowe. Ciążowe też
Nie wiem, co to było, ale nie nakręcam się.Byliśmy wczoraj na imprezie urodzinowej mojego Taty. Byłyśmy my, moje siostry, nasi mężowie i kilka par znajomych rodziców. No i rodzice oczywiście
Jeden ze znajomych Taty w trakcie tańca opowiedział mi o swojej córce (nie wiem czemu zeszliśmy na ten temat), ma 35 lat i rok temu urodziła dziecko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dziewczyna zaszła w ciążę dzięki in vitro, za trzecim podejściem. Dwie pierwsze próby też się udały, jednak obie ciąże się nie utrzymały. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, przez co ona przeszła. Z tego co wiem, o ciąże starała się kilkanaście lat (wyszła za mąż bardzo młodo). W końcu jej się udało. Teraz się stara o kolejną ciążę i mam nadzieję, że nie będzie musiała długo czekać.A ja chyba rzeczywiście wyluzuję. Jest tyle kobiet, które mają stwierdzone choroby utrudniające zajście w ciążę, czekają na nią latami, a ja wmawiam sobie jakieś choroby i martwię się na zapas. I przeżywam, że to już 3 cykl, a ciąży nie ma
Aneta, wyluzuj, na Ciebie też przyjdzie pora.Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2016, 12:56
No i przyszła @. W sumie, wg moich starych wyliczeń (poza ovu) przyszła, jak w zegarku, więc u mnie chyba wszystko gra, tylko of wszystko pokręciło (moja fl nigdy nie trwała 14 dni
). A już się zaczynałam martwić, że coś jest nie tak. No nic, jak to mówią, nowy cykl, nowe nadzieje. Choć ja lepiej psychicznie znoszę te całe starania, kiedy nadziei nie mam, więc postaram się w tym cyklu podejść do tego, jak mój mąż 
A właśnie, jak w tym wszystkim odnajdują się Wasi mężowie/partnerzy? Bo mój ma strasznie luzackie podejście, naczytał się o statystykach i tego się trzyma. Szybciej niż za 9 miesięcy do lekarza go nie zaciągnę, ale powiedział, że jak minie rok od początku starań i ciąży nie będzie, to się przebada. Z jednej strony fajnie, że chociaż on ma wolną głowę i tego tak nie przeżywa, z drugiej strony mi smutno, że jestem w tym sama.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2016, 05:59
Dziś dowiedziałam się, że kuzynowi urodziło się dziecko. Równiutkie 9 miesięcy po ślubie. A znajoma, która brała ślub w kwietniu, rodzi w styczniu. Strasznie mnie to uderzyło, potrzebowałam kilku godzin, aby przetrawić te informacje. Niektórzy to mają farta...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2016, 15:48
Za tydzień będzie wszystko jasne. Niby cykl na luzaka, ale oczywiście zaczęłam obserwować swoje ciało. I jedyne co zaobserwowałam, to ból piersi i sutków, który wystąpił szybciej niż zwykle. Nie nakręcam się, myślę ze spokojem o tym, co ma być.
Pamiętam moment, kiedy zdecydowaliśmy się na dziecko. Wiecie dlaczego zaczęliśmy w kwietniu, a nie na przykład w styczniu? Bo nie chciałam rodzić na koniec roku, kiedy mam najwięcej pracy
Bałam się, że nie poradzę sobie z taką ilością zamówień i maleńkim dzieckiem. Byłam przekonana, że zajdę w 1. cyklu. Teraz jest mi już wszystko jedno, niech się dziecię urodzi kiedy będzie chciało. Tylko niech nie każe mi czekać nie wiadomo ile czasu.Ovu szaleje ostatnio. Wyobraźcie sobie, że wczoraj byłam na koncie innej osoby! Dziś jest już ok, ale widzę, że nie ma wpisu, który dodałam wczoraj o mojej babci. Niestety biopsja potwierdziła raka
W Gdańsku jest teraz jarmark dominikański i pluję sobie w brodę, że nie wykupiłam stoiska. No ale, kiedy był czas na załatwianie tego (luty-marzec), ja byłam przekonana, że będę w tym czasie (lipiec-sierpień) w ciąży, więc sobie odpuściłam. Za rok nie odpuszczę! Moje wyroby świetnie się sprzedają na takich imprezach i wykupię stoisko, niezależnie od tego, czy będę w ciąży, czy nie. Najwyżej kogoś zatrudnię

A odnośnie babci... dziś miała operację wycięcia guzów.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2016, 14:42


Tsh na poziomie 2 przy prawidłowych wszystkich innych parametrach tarczycy jest w porządku. Nie ma sensu faszerować się lekami.