X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Czekając na dwie kreseczki...
Dodaj do ulubionych
1 2

18 listopada 2015, 19:10

Jestem trochę rozbita. Z jednej strony mam endokrynologa, który uważa, że mam pocs i zaleca metforminę 1x1, z drugiej ginekologa, który uważa, że mam tylko insulinooporność, wyklucza całkowicie pocs na podstawie usg. I bądź tu człowieku mądry... Czuję, że moje szanse na ciążę drastycznie spadają:( Dzisiejsza prolaktyna - 17,07 (norma) ale już progesteron 7,30 (dla fazy lutealnej normy 1,2-19,40 a ja mam 7,30 niby w normie i jest ok, jednak zaznaczone jest H, rozumiecie coś z tego?). Moja grupa wsparcia działa opornie - mąż już postawił na mnie krzyżyk i myśli o adopcji, a ja ciągle mam nadzieję, że mój lekarz, który zajmuje się wszelkimi barierami płodności coś wymyśli:)

21 grudnia 2015, 19:37

Dawno tu nie zaglądałam, a jeśli się to stało, to oznacza jedno - niezbyt szampański nastrój... Przyjmuję metformax drugi cykl i nic. Chudnąć, chudnę, chociaż właściwie nie muszę, bo wagę mam w normie, ale insulinę się ponoć tak najszybciej wykurza. Do tego na moich wykresach dzieją się dziwne rzeczy. Temperatura skacze jak oszalała, już o tych niskich nie wspomnę. Czasami, jak tak patrzę na to wszystko, to brak mi już sił i optymizmu. Całą nadzieję pokładam w lekarzu, ale wizytę mam 13. stycznia. Jak będzie ok, to inseminacja w lutym. Ale boję się kolejnego poronienia i rozczarowania:( Przyda się jakiś pocieszacz, bo wiem, że nikt, tak jak Wy mnie nie zrozumie...

3 kwietnia 2016, 11:12

Gdy przyszłam do mojego lekarza po raz pierwszy, byłam rozbita, ponieważ wcześniej trafiłam do takiej babki, która stwierdziła, że jeśli zajdę w ciążę z moimi wynikami, to odda mi swój tytuł doktorski... Mój lekarz z vl rozwiał te czarne myśli, miał nadzieję, że moje leczenie zakończy się na pierwszej inseminacji. Niestety, czeka mnie chyba piąta :( sama nie wiem, czy się jeszcze łudzić, czuję się tak, jakbym była na karuzeli, raz się cieszę, bo w końcu trafiłam przecież do specjalisty, który naprawdę cieszy się dobrymi opiniami, po drugie mam wspierającego mnie męża i stać nas na leczenie. Bo przecież ile jest takich par, które tylko mogą pomarzyć o profesjonalnym leczeniu niepłodności. A z drugiej strony ogarnia mnie lęk, pojawia się pytanie, co jeśli nigdy nie zajdę w ciążę? Ta myśl mnie prześladuje i nie daje spokoju. Zaczęliśmy z mężem zastanawiać się nad in-vitro, ale gdy napisałam do lekarza, co o tym myśli i czy na naszym miejscu rozważałby już taką opcję, odpisał: In-vitro to przesada... mam jeszcze jednego asa w rękawie:). Kolejna wizyta 29. kwietnia. Wiem, że dołowanie się i zamartwianie nic nie da. I w niczym też nie pomoże. Sama mówiłam tak koleżance, która po dwóch inseminacjach, jednym nieudanym in-vitro i kolejnym, tym razem udanym, zaszła w ciążę. Teraz ona powtarza mi moje słowa sprzed dwóch lat. Ironia losu. W 10 dc robiłam betę, wynik 2,7. Dopisane przez kogoś z laboratorium: Wynik po dwukrotnej analizie, wymaga kontroli. Miałam powtórzyć badanie w innej placówce, ale zbytnio się nie łudzić. Zobaczymy, jaki wynik będzie jutro...

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2016, 12:41

17 kwietnia 2016, 17:34

Odebrałam wyniki badań - mam podwyższony poziom androgenów. Co prawda nieznacznie, ale jednak. Po czterech inseminacjach człowiek zaczyna się już wypalać. Czekamy z mężem niecierpliwie na kolejną wizytę i na plan B autorstwa naszego lekarza. Jeśli in vitro to przesada, to co nam zaproponuje po czterech próbach? I mam straszny dylemat - z jednej strony przez bezpłodność męża te inseminacje są w zasadzie czterema próbami zajścia w ciążę w życiu, więc czy można mówić o niepłodności? Z drugiej natomiast procedury przed inseminacjami mają na celu zmaksymalizowania moich szans na poczęcie. Więc gdyby miało się udać, to pewnie by się już udało...:( zastanawiamy się nad adopcją. Doszliśmy do wniosku, że może tak nam się uda zostać rodzicami. Ale nie będziemy rezygnować z leczenia... Zadziałamy dwufazowo - może w ciągu dwóch lat doczekamy się dziecka albo dzięki leczeniu albo adopcji.

19 kwietnia 2016, 22:30

Porada
W związku z dołkiem, który mnie ostatnio dopadł, zaczęłam czytać książki o niepłodności. Interesowały mnie nie tyle kwestie medyczne, bo tym niech się zajmie mój lekarz, co psychologiczno - społeczne. Przeczytałam w sumie osiem książek, wszystkie były podobne - definicja niepłodności, przyczyny, możliwe opcje leczenia... aż w końcu znalazłam perełkę:) Książka nosi tytuł ,,Nadzieje na nowe życie" i zakupiłam ją na stronie empiku. Koszt 34,90. Dla niezdecydowanych i szukających haczyków dodam, że nie napisała tego żadna moja ciocia, ani nikt mi nie płaci za reklamę. Gdybym mogła, przeczytałabym ją w ciągu dnia, ale muszę sobie dawkować tę przyjemność. Gdy ją czytam mam wrażenie, że w końcu ktoś potrafi opisać to, co czuję, przedstawić to w przystępny sposób i pokazać sposoby na radzenie sobie z trudnościami. W książce znajdziecie m.in. porady i rozdziały odpowiadające na pytania:
- dlaczego niepłodność jest trudna,
- jak wykorzystać trudne uczucia w staraniach o dziecko ( która z nas przez to nie przechodzi?)
- jak sobie radzić w sytuacjach społecznych,
- jak zachowywać się w czasie spotkań z małymi dziećmi,
- jak poradzić sobie ze stratą,
- jak czerpać radość z oczekiwania na poczęcie i jaki to ma sens,
i wiele innych. Pisana jest takim językiem, że czyta się ją w oka mgnieniu. Mam nadzieję, że przeczyta ją też mój mąż jak wróci, bo wtedy lepiej zrozumiałby to, co się ze mną czasami dzieje - m.in. niechęć w odwiedzeniu jego siostry w zaawansowanej ciąży bądź też w spędzeniu wakacji, które miały być romantyczne, z jego sześcioletnią siostrzenicą.

23 kwietnia 2016, 20:45

I wszystko się wyjaśniło... przynajmniej taką mam nadzieję. Poziom moich androgenów jest o wiele za wysoki. Nie wiem jeszcze, o czym to może świadczyć, czy nadnercza czy co, ale dowiem się w piątek. A pomyśleć, że kolejna inseminacja miała być w maju. No ale jeśli ma się nie udać, to lepiej poczekać. Na razie czekamy...
Z innej beczki. Dowiedziałam się dzisiaj, że jestem egoistką, która nad myśli o założeniu rodziny stawia własne wygody i pławienie się w bogactwach (gdyby oni wiedzieli jaką mam pensję...). Kurcze, jak ludzie potrafią być wredni i niedelikatni.

26 kwietnia 2016, 16:08

Zmieniłam lekarza rodzinnego, wybrałam diabetologa i specjalistę chorób wewnętrznych, bo uznałam, że przy mojej insulinooporności będzie to słuszna decyzja. Wyniki moich hormonów wskazywały na jakieś problemy z nadnerczami, PCOS ginekolog wykluczył. Nowy lekarz okazał się... delikatnie mówiąc dziwny. Począwszy od tego, że nie miał pojęcia o czym świadczą te wyniki, dopiero po moich podpowiedziach uznał, że mam rację z tymi nadnerczami po półgodzinnym przekopywaniu encyklopedii. Ale to nie było jeszcze takie złe, dobrze, że w ogóle starał się coś z tym zrobić. Kazał mi się rozebrać i usiąść na kozetce, ściągnęłam więc bluzkę i czekam. On kazał mi ściągnąć też stanik, po czym zmierzył mi ciśnienie i kazał się ubrać. Dał mi skierowanie do poradni endokrynologicznej, na usg brzucha i muszę się położyć do szpitala oraz czekać na tomografię komputerową, na którą czeka się na nfz koło roku. Ciekawe, co na to wszystko powie mój ginekolog... Marzenia o dziecku coraz bardziej rozciągają się w czasie. A miało być szybko i przyjemnie.

20 czerwca 2016, 22:45

Znowu się nie udało, a miałam taką nadzieję... nawet mój lekarz był pewny, że tym razem leczenie przyniesie efekty. Mąż już dawno nie wierzy w to, że w końcu zajdę w upragnioną ciążę, podpisuje zgody tylko dlatego, że go o to proszę. Świadomość tego, że może nigdy nie będę miała upragnionego dziecka, bardzo mnie zasmuca:( ale dopóty dopóki lekarz ma na mnie jakieś pomysły, staram się nie tracić nadziei. Jak na piąte podejście to trzymam się zaskakująco dobrze. Szkoda tylko, że mąż siedzi teraz z sąsiadem i ogląda mecz zamiast wesprzeć mnie jakkolwiek :( chyba to, że dał plamę w takiej chwili jest dla mnie bardziej bolesne, niż kolejne niepowodzenie...

28 sierpnia 2016, 13:41

Szósta inseminacja już za mną. Po gonalu, menopurze i ovitrelle rezultat - trzy pęcherzyki w lewym jajniku, dwa w prawym. Plemniki ruszyły bardziej w stronę lewego jajnika, lekarz pokazał mi to na usg. Mam nadzieję, że w kierunku prawego też parę się zawieruszy:) chociaż to właśnie te z lewej były bardziej okazałe - ale wiecie jak to jest, im więcej, tym większe szanse, że któraś zostanie zapłodniona.

Boję się, że się nie uda...:( lekarz stwierdził, że to ostatnia inseminacja. Zrobiliśmy wszystko, co można było i nic więcej w kwestii iui wymyślić się nie da, zostaje in-vitro. I tu zaczynają się schody. Otóż mój mąż, który cały czas nalegał na in-vitro nagle zmienił zdanie. Uznał, że wszystkiemu winne jest odmrażane nasienie i że moje dalsze leczenie nie ma już sensu. To, co wymyślił, stało się rysą na naszym małżeństwie... Dlatego bardzo bym chciała, by się udało...

Ogromnym zaskoczeniem była dla mnie dzisiejsza inseminacja. Niedziela, nikomu się nie chce pracować - wiadomo. Myślałam, że będzie nas więcej, jak zwykle - spora ilość kobiet, każda umówiona na konkretną godzinę, minutę wręcz. Byliśmy z mężem pierwsi, nawet nie przypuszczałam, że jedyni! Wcześniej lekarz opowiadał nam o tym, że wszystko już zorganizował itd. Dyżur przypadł akurat na niego, ale nie spodziewałam się, że zrobił to wszystko dla jednej, głupiej inseminacji. Zasadniczo to, czy zabiegi będą w niedzielę zależy od chęci i intencji lekarza, raczej robi się je w sobotę lub poniedziałek. To miłe wiedzieć, że komuś zależy na efektach i nie kieruje się finansami tylko dobrem pacjenta. Zdobył za to u mnie dużego plusa:)

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2016, 20:58

31 sierpnia 2016, 21:56

Myślałam, że mój sądny dzień będzie za niecałe dwa tygodnie - beta - ale okazuje się, że będzie to najbliższy piątek. Pięć pęcherzyków, które zapowiadały się obiecująco, dają o sobie znać w postaci kłującego bólu obu jajników... Torbiele? Nie mam złudzeń... Mam nadzieję, że chociaż parę z tych pęcherzyków uwolniło komórki jajowe gotowe do boju:( dowiem się niebawem, choć wolałabym tego nie wiedzieć:( jak się okaże, że wszystko poszło na marne, to się chyba załamię.

2 września 2016, 21:09

Dziś miałam swoją wizytę u ginekologa. Lekarz sam przyznał, że boi się, że zastrzyk nie zadziałał i że mam na jajnikach dość imponującą liczbę torbieli. Podczas badania mieliśmy nadzieję, że chociaż jeden - dwa pęcherzyki podjęły walkę. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że wszystkie pęcherzyki pękły. Wątpliwości były co do jednego, ale to nadal cztery. Wiadomo, lepiej się nie nakręcać, ale zawsze już wiadomo, że wysiłki, zastrzyki i stymulacja nie poszły na marne.

3 września 2016, 14:13

Dziś czuję się jak zwłoki. Jest mi okropnie słabo. Mąż już się wkurza, że ciągle mnie coś boli, ale co ja mogę na to poradzić. Nie nakręcam się na ciążę... nakręcałam się za każdym razem i wiem, że to może być skutek uboczny duphastonu. Poza tym wychodzi mi ząb - ósemka - do tego zepsuta i boli niemiłosiernie. I co z tego, że wszystkie zęby poleczone, tego nie przewidziałam:) powinien być usunięty chirurgicznie, ale skoro jeszcze nie mam wyniku bety to chyba powinnam się wstrzymać. Wytrzymam!:)

12 września 2016, 21:27

Ciąża rozpoczęta 17 sierpnia 2016
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii

12 września 2016, 21:35

Odebrałam dzisiaj wynik bety - 19,650. Lekarz napisał, że wynik jest normalny, ale koleżanki, które także się leczyły powiedziały mi, że jest za niska. Z resztą nie musiały mi mówić, to najniższa beta potwierdzająca ciążę, jaką miałam. Pozostałe, nieciążowe <1. Do tego pojawiły się plamienia, rano jaśniutko różowe, przed godziną brązowe. Może powinnam się cieszyć i nie zamartwiać, a siedzę i ryczę, bo mam złe przeczucie. Jest mi tak strasznie przykro, gdy sobie pomyślę, że odbiorę środową betę, która leciałaby w dół na łeb, na szyję... Tym bardziej, że to byłaby już trzecia ciąża, która się nie utrzymała. A to mi nawet gwarancji przy in-vitro nie daje, nawet nie wiem, czy się w ogóle na nie zdecydujemy. Poza tym ustąpiły mi ,,ciążowe" objawy, z piersi jakby powietrze zeszło i są dwa wytłumaczenia - albo moja podświadomość wywoływała te objawy, albo ich zanik potwierdza mój czarny scenariusz, który się zbliża. Najchętniej wcale bym nie powtarzała tyj bety:( tak bardzo się boję...
1 2