Zapisz się i otrzymuj powiadomienia o
zniżkach, promocjach i najnowszych ciekawostkach ze świata! Jeśli interesują
Cię tematy związane z płodnością, ciążą, macierzyństwem - wysyłamy tylko
to, co sami chcielibyśmy otrzymać:)
O mnie: Mam 26 lat i jakby to mój mąż określił, jestem trochę nerwusem:) nasze małżeństwo wystawione jest na ciągłe próby, ponieważ mąż jest marynarzem. Także najbardziej w zmaganiach o ciążę doskwiera mi samotność, ale niestety to nie jedyny problem...
Czas starania się o dziecko: Jesteśmy na początku starań o dziecko.
Moja historia: Podjęliśmy z mężem decyzję o inseminacji nasieniem dawcy, mam nadzieję, że się kiedyś uda...
I stało się, przyszło mi pisać pamiętnik, bo nie umiem już sobie poradzić z własnymi emocjami. Przede mną pierwsza inseminacja nasieniem dawcy, wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że naczytałam się o szansach i statystykach, co mnie trochę zniechęciło... staram się zająć myśli czymś innym, ale nie potrafię. Pociesza mnie tylko fakt, że mam naprawdę dobrego lekarza. W środę mam właśnie wizytę i monitoring cyklu, brałam clostilbegyt i zobaczymy, czy będą jakieś rezultaty. Szczerze, to inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Myślałam że mój M będzie przy mnie, ale niestety mu się nie uda. Poza tym okazało się, że dostałam pracę, którą zaczynam od poniedziałku, boję się trochę, że jak na początku zacznę się zwalniać na te monitoringi i inseminację, to mnie w końcu wyrzucą. Łudzę się, że może inseminacja wypadnie w sobotę, a mój niezastąpiony lekarz będzie miał same popołudniówki. I tak o, za dużo zmartwień jak na jednego człowieczka.
Co do iui z dawca to jest roznie tu i na bocianie sa dziewczyny ktorym udalo sie za 1 lub 2 razem choc sa i takie ktorym udalo sie za 6 wazne zeby dobrze sie przygotować :-)
Co u was jest powodem tej decyzji??
U nas azoospermia powodzenia odp ci na watku aid jak cos to pisz jestesmu tez na bezplemnikowcach na meskim dxiale :-)
Dziś mój pierwszy dzień w nowej pracy, mimo licznych obaw mogę stwierdzić, że było zaskakująco dobrze:) Pani Dyrektor skacze koło mnie jak koło jajka, ciągle mówiąc, że to praca poniżej moich kwalifikacji, zamierza poszukać mi posady w szkole. Ciekawe, czy będzie taka miła, jak zajdę w ciążę. Tak czy siak jestem dzięki niej bardzo szczęśliwa.
Cieszę się zarówno z pracy, jak i z tego, że po czterech miesiącach intensywnego leczenia mogę podejść do pierwszej inseminacji. Nie spodziewałam się tylko, że wszystko zbiegnie się w czasie nie tylko jeżeli chodzi o miesiąc, ale także o tydzień. W środę wizyta u ginekologa, ciekawe jak tam moje jajeczka:) Jeśli nie uda się za pierwszym razem, spróbujemy w kolejnym cyklu jeszcze raz, a jeśli za drugim razem także się nie uda, to chyba zrobimy sobie miesiąc przerwy. Bo chyba nie trzeba próbować co miesiąc? Czy przerwa może być na naszą niekorzyść?
Jeszcze dziesięć dni muszę czekać na mojego męża, strasznie mi się dłuży... Mam nadzieję, że już mu nie przedłużą kontraktu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2015, 18:25
Znam już datę pierwszej inseminacji - 28.08 godz. 12:) i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że pracuję dopiero od poniedziałku i nie przysługuje mi urlop. Lekarz mówił, że mam się nie martwić, bo dostanę zwolnienie lekarskie, ale do zwolnienia od ginekologa-położnika mogę równie dobrze dołączyć wypowiedzenie... Także muszę kombinować zwolnienie u rodzinnej, najlepiej do poniedziałku włącznie, bo w poniedziałek mam obronę. Mam nadzieję, że mnie nie zwolni, jak wyskoczę ze zwolnieniem w pierwszym tygodniu pracy:( ale to umowa o pracę, więc raczej nie powinna...
I już jestem po pierwszej inseminacji. Teraz tylko odczekać 14 dni i wszystko będzie jasne. Wrażenia? Wszyscy bardzo mili, ale dr Brelik szybko się zmył i nie miałam nawet okazji się podpytać o niektóre rzeczy. Ale w sumie to mu się nie dziwię, tyle pacjentek i każda ma dziesiątki pytań, też bym zwiewała:)Szefowa zareagowała nadzwyczaj spokojnie na moje zwolnienie (rzekome zapalenie oskrzeli) które wspólnie z moją lekarką rodzinną dzisiaj rano sporządziłyśmy. Teraz już tylko czekać, także trzymajcie kciuki:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2015, 20:15
Piszę o tym w pamiętniku, bo wiem, że nie jestem w stanie opowiedzieć nikomu z moich bliskich o tym, co się stało... Proszę Was o jakieś duchowe wsparcie, bo sama chyba tego nie ogarnę. Jechałam dzisiaj pociągiem, takim rozklekotanym regio, było gorąco, o czym z pewnością wiecie. Poszłam do toalety, żeby sobie trochę makijaż poprawić, bo czułam że mi spływa, aż nagle ktoś zaczął szarpać za klamkę. Myślałam, że to konduktor więc otworzyłam. W drzwiach stanął facet, który, jak to później skojarzyłam, siedział w tym samym wagonie co ja. Wyszłam z toalety, bo myślałam, że jemu się spieszy, po czym on dosłownie wciągnął mnie do środka, zamknął drzwi i zaczął się do mnie dobierać. Oszczędzę Wam szczegółów, ale musicie mi wierzyć, że była to najbardziej obrzydliwa rzecz jaką przeżyłam w życiu. Próbowałam się jakoś wyszarpnąć, ale on był o wiele silniejszy:( Wtedy pomyślałam o mojej inseminacji, coś mnie olśniło, skłamałam mówiąc żeby mnie zostawił, bo jestem w ciąży. Przeżyłam szok, bo okazało się, że po tych słowach mnie puścił, oczywiście w gniewie zaczął mnie szarpać i popchnął na podłogę. Wyszedł i już go w pociągu nie widziałam. Poza psychiczną traumą została mi śliwa na czole...Oczywiście ludzka znieczulica - nikt niczego nie widział i nawet nie zapytał, czy coś się stało. Życie. Jutro z tą śliwą powędruję do pracy... Trochę ją się da ,,zamalować" korektorem, ale nie ma się co łudzić, widać gołym okiem. Wymyśliłam już historyjkę o tym, że mnie ktoś uderzył drzwiami. Wiem, że pewnie zdziwi Was to, że nie zgłoszę tego na policję, ale po co? Będzie mnie to kosztowało tylko masę stresu, a oni nie są w stanie go znaleźć bo nawet nie wiem, na jakiej stacji on wysiadł. Nie łudźmy się, nikt nie będzie szukał igły w stogu siana. O tyle, o ile w pracy pewnie nikt nie zwróci uwagi na moją śliwę, to mój lekarz prowadzący raczej nie uwierzy w bajeczkę o drzwiach. Wolałabym mu o tym nie mówić, bo w sumie co to może obchodzić ginekologa, gorzej, jeśli pomyśli, że to mąż ma twardą rękę. A najgorsze jest to, że w sobotę wraca mój mąż i po pierwsze też nie łyknie tej bajeczki a po drugie boję się mojej reakcji na jego dotyk. Jestem totalnie rozbita, a niby kobieta ma się nie stresować... Jeśli się uda ta inseminacja za pierwszym razem, w co szczerze wątpię, biorąc pod uwagę tę dzisiejszą traumę, to będzie dopiero cud poczęcia. Nie chcę nawet myśleć o tym, do czego ten facet byłby zdolny się posunąć... Dziewczyny ratunku potrzebny psycholog!
Kochana dlaczego nie chcesz powiedziec mężowi? Przeciez to najblizsza Tobie osoba i jego wsparcie na pewno jest dla Ciebie bardzo ważne. Niestety tacy zwyrodnialcy chodzą po świecie i nie ma żadnej Twojej winy w tym co sie stalo. Chwalą Bogu ze nie doszlo do niczego gorszego. Uważaj na siebie :-*
Jeszcze tylko jeden dzień w pracy i zasłużony weekend. Jutro minie już tydzień od inseminacji, miałam tyle pracy że nawet nie miałam czasu o tym myśleć, ale może to dobrze... Jakoś się nie nastawiam, że się udało, przynajmniej oszczędzę sobie gorzkiego rozczarowania w razie niepowodzenia. Mój mąż miał wracać w sobotę, ale jak na razie nie potwierdził tego, trochę się zaczynam martwić że wszystko się znowu przedłuży.
Dziś pierwszy raz zaczęło mnie porządnie mdlić, z tym, że koło 16:00, więc poranne ciążowe mdłości to raczej nie są. Właściwie to boję się trochę objawów ciąży, bo nie wiem, czy któreś są prawdziwe, czy tylko je sobie wkręcam. (kobieca psychika może wiele:)) Tak bym chciała, żeby się udało, ale czuję, że @ zbliża się wielkimi krokami. Jutro wizyta u lekarza, bo skończył mi się duphaston. Ciekawe, co mi powie. Dobrze, że mam pracę w przedszkolu i tydzień do skończenia magisterki, bo nie mam czasu myśleć o moim wykresie, moje myśli pochłania Popiel, którego zjadły myszy:) i 25 trzyletnich dzieciurków, z czego 24 płaczą przynajmniej 6 h w trakcie mojej pracy. Dobrze, że jestem tą dobrą ciocią, więc tylko je przytulam, pocieszam i podaję chusteczki. Magda odpowiada za dyscyplinę:-p
Mdłości są ciągle, szczególnie rano, ale ponoć jest za szybko na jakieś ciążowe objawy... Ech sama nie wiem. Czekam jeszcze dwa dni, oby nie było @. Chociaż dzisiaj miałam takie bóle brzucha, że myślałam, że nie wytrzymam... Ciągle się jeszcze łudzę, że może jednak się uda, bo nieraz dziewczyny miały bóle miesiączkowe i kończyło się na zielono. Także trzymajcie kciuki:)
Wiktorka mogę Cię spytać dlaczego zdecydowaliście się na inseminację nasieniem dawcy? Wiem jakie to dla Ciebie trudne ale mój mąż ma słabe parametry nasienia czy u Was było podobnie? Czy przyczyna decyzji była bardziej poważna...Jeśli Cię uraziłam dopytywaniem..przepraszam
Nie ma problemu:) mój mąż też miał bardzo słabe parametry nasienia, lekarz po szeregu badań stwierdził, żebyśmy się zastanowili nad nasieniem dawcy. I tak też zrobiliśmy, w sensie mąż podjął taką decyzję, doszedł do wniosku, że jemu to bez różnicy. Rozważaliśmy też adopcję, ale te procedury są tak zagmatwane i tyle się czeka, że wybraliśmy dawcę. I to cała historia. Jak coś to pytaj:)
Wiktorko kochana jak mogę Ci pomóc? To straszne i niesprawiedliwe... Ale nie możesz zamartwiać się za długo, to ważne dla Ciebie i dla Twojego męża. Trudne rzeczy przeszłaś ale potrzebujesz jeszcze wiele sił. Ściskam Cię tak mocno jak potrafię.
Przeczytalam Twoja odpowiedz wyzej co do slabego nasienia. Powiem Ci tak u mojego meza dwa razy wyszli kiepskie nasienie i androlog twierdzil, ze nie ma sie czym przejmowac. Po jakins czasie zrobil jeszcze raz badanie w innym laboratorium i wyniki zadowalajace. Ile czasu sie staracie? Bo lekarze tak odrazu nie robia inseminacji czy in vitro chyba, ze zalezy im na kasie. Ja ze swojej strony radzilabym dawac mezowi androvit i po trzech miesiacach zbadac znow. Czytalam, ze robiliscie inseminacje nasieniem dawce. Mysle, ze moglibyscie sprobowac iui z nasieniem meza w koncu do inseminacji nasienie jest tak "obrobione" ze zostaja te najlepsze plemniki. No i powodzenia niech kolejnym razem bedzie wszystko dobrze. W razie pytan pisz do mnie moge troche poradzic bo staralismy sie dosc dlugo...
Ciężko jest pogodzić się z myślą, że jeszcze trzy dni temu cieszyłam się z zajścia w ciążę, a dziś czekam na miesiączkę, czy jak kto woli, poronienie... Daniel rozmawiał z lekarzem, ponoć cieszy się, że zaskoczyłam, bo takie rzeczy są czymś naturalnym i nie kazał robić żadnych badań. Uważa, że strzeliłam pustą komórką, i trzeba ,,polować" dalej... Trochę mnie pocieszył, ale jeszcze trochę czasu minie, zanim pogodzę się z tym, co się stało. Przez te kilka dni byłam taka szczęśliwa, a teraz ryczę po kątach w domu i pracy, gdzie pilnuję obcych pociech. Patrzyłam tak na nie dzisiaj i myślałam, jak bardzo chciałabym się doczekać swojego dzieciątka. Po tamtym zostały tylko testy ciążowe i siniaki po becie.
Gdybym była obok mocno bym Cię przytuliła i pozwoliła płakać. Masz prawo płakać ale proszę nie pozostań w tym stanie za długo.
Pozytyw (o ile można tak powiedzieć) z tego taki, że wiesz że możesz zajść w ciąże. Kolejnym razem będzie lepiej!
bardzo mi przykro!
Musisz się wypłakać, bo nie jest łatwo tego nie robić!
Ale ja do serca wzięłam sobie słowa babci mojego męża
"Nigdy nie możesz nosić żałoby po dziecku!"
Trzeba się pozbierać jak najszybciej i żyć dalej! Wiem, że to nie łatwe, bo sama to 2 razy przeżyłam, ale musimy walczyć!
Trzymaj się ciepło kochana! :***
Przykro mi bo wiem jak to jest kiedy czlowiek baaardzo bardzo sie cieszy a potem przychodzi ogromne rozczarowanie trzeba sie wypłakać z żalu masz do niego pelne prawo wiec placz ile ci trzeba a potem otrzyj łzy i poluj dalej na tą szczęsliwą komórke z której powstanie twój dzidziuś...
Wczoraj rozpoczęła się miesiączka... Czyli jednak lekarz się nie mylił wiem, że to głupie, ale do końca miałam nadzieję, że może jakimś cudem zarodek zacznie się rozwijać. Teraz czekam. Pisałam wczoraj do lekarza, że jesteśmy gotowi do drugiej rundy tylko nie wiem czy tak można kilka razy z rzędu, ale mi jeszcze nie odpisał. Najgorsze, że jeśli okaże się, że można, to Clo powinnam wziąć najpóźniej w 5dc i teraz nie wiem, czy iść do niego w poniedziałek, czy sobie odpuścić, skoro mi nic nie odpisał... Nie wiem, czy jak zadzwonię w poniedziałek i będę chciała umówić się na ten właśnie dzień, to mnie gdzieś wcisną, a z drugiej strony jak pójdę w środę i sama z siebie zacznę brać Clo od wtorku to pewnie mój lekarz się wkurzy, że biorę ten lek bez jego wiedzy. Takie to dylematy muszę rozstrzygać. Może jakieś propozycje?
We wtorek wizyta u lekarza - monitoring cyklu, zastrzyk i pewnie czwartek-piątek inseminacja. Wieść o rejestrze dawców dodatkowo mnie dobija... Wygląda na to, że to moja ostatnia szansa na zajście w ciążę, chyba, że mąż będzie mnie woził do Czech, w co, biorąc pod uwagę fakt, że pracuję, jest raczej niewykonalne... Obawiam się także, by moja kolejna ciąża nie okazała się biochemiczną
Dziś miałam inseminację, poprzedzoną stresem o to, czy owulacja nie wystąpiła za szybko. Nastraszyłam lekarza, ale okazało się, że pęcherzyki jeszcze nie pękły, ale miało to nastąpić lada chwila. W lewym jajniku pęcherzyk miał 22 mm a w prawym 17. Nie wiem czemu lekarz powiedział, że prawy nie będzie brał udziału w inseminacji, chociaż mój prowadzący lekarz uważał, że oba się załapią. Trochę szkoda, bo dwie komórki to zawsze większe szanse, ale cichaczem liczę, że parę łobuzujących plemniczków zboczy z drogi i zacznie się zalecać do drugiej komóreczki;-) minus jest taki, że strasznie boli mnie brzuch i to od wczorajszego poranka, bez przerwy. Nie wiem, czy to przez owulkę, czy może zastrzyk. Teraz kolejne 14 dni oczekiwania przede mną, ale już się nie nakręcamy, żeby się nie rozczarować.
Dziś zrobiłam test ciążowy, troche za szybko bo to dopiero 6 dpo ale wyszły dwie kreski, z tym druga bardzo jasna ale widoczna. Nie wiem czy sie cieszyć z dwóch kresek czy obawiać się jej intensywności. Podobnie mislam ostatnio i skończyło się biochemicznie:(
Cały czas czekam na testowanie. Termin @ mija dzisiaj, ale jak biorę duphaston i luteine to @ nie będzie dopóki je biorę. Trochę się stresuje bo oczywiście robilam testy, mimo tego że lekarz zabronił robienia testów z moczu, i nic... jedna kreseczka:( najbardziej obawiam się drugiej biochemiczne bo wtedy juz się zacznę martwić ze coś jest ze mną nie tak. Oprócz tego byłam ostatnio na usg żeby sprawdzić czy pęcherzyki pękły i pękł tylko jeden a drugi 22mm ciągle siedzi i nie wiadomo czy pójdzie w następnym cyklu czy torbiel się zrobi a torbiel chyba nie sprzyja ciąży także trzymajcie kciuki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2015, 22:24
Zrobiłam test ciążowy i w sumie sama nie wiem... Mogłaby któraś rzucić okiem:)
https://cdn.ovufriend.pl/cms/File/gallery_tests/b6548abfd0edeec3e5cbe83ca4941443.jpg
Zapisałam go jako dodatni ale pewności nie mam bo ta druga kreska ciągle jest jasna. Oby to nie była znowu biochemiczna...
Jutro pierwsza beta, wiem, że powinnam się cieszyć pozytywnym testem, ale coś mnie niepokoi - a mianowicie bóle w podbrzuszu. Ciągle gdzieś czytam, że to pierwszy objaw poronienia, do którego u mnie ostatnio nie doszło aż do odstawienia duphastonu. Dopiero wówczas machina się rozkręciła:( I teraz mam taki sam ból jak ostatnio, strasznie się boję. Lekarz mówił najpierw że to ciąża biochemiczna, poźniej mężowi, że to puste jajo płodowe, w drugim przypadku byłoby lepiej, bo ponoć zdarza się kobiecie raz w życiu. Chciałabym, żeby już była środa...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2015, 20:39
Dziewczyny chyba nadzieja mnie opuszcza. Beta w poniedziałek była 97,7 wczoraj po 48 h tylko 132,6. Lekarz kazał brać dalej leki, powtórzyć betę jutro i cierpliwie czekać. Obawiam się jednak ciąży pozamacicznej. Kluje mnie podbrzusze z prawej strony. Dziś idę na usg nie wiem czy warto ale może coś da się powiedzieć. Na pierwszej wizycie lekarz mówił ze w moim wieku powinnam zaskoczyć za pierwszym razem a tu takie rewelacje... wiem ze niektóre z Was starają się dłużej ale jak już dwie pierwsze ciąże są patologiczne to znaczy ze coś jest chyba ze mną nie tak:(
Ej, głowa do góry! ;) Jest beta? Jest. Moja znajoma również miała takie wizje bo jej beta tak samo słabo przyrastała. Czekam na wiadomości po usg. ;****
Właśnie wróciłam z usg. Lekarz jak na razie wykluczył ciążę pozamaciczna i biochemiczna. Jest też coś co przypomina pecherzyk ciazowy ale mam przyjść jeszcze w poniedziałek. A jutro ta nieszczęsna beta... i bądź tu człowieku mądry. ..
W końcu odblokowanie mi pamiętnik i mogę Wam zdać relacje z wizyty. Mój lekarz uznał, że jestem bardzo płodna, o czym świadczy to ze zaszłam w ciążę dwa razy z rzędu po inseminacji a to się raczej nie zdarza. Możliwe, że moje poronienia są skutkiem clostilbegytu bo co prawda jest tani ale ma całą listę skutków ubocznych. Na wszelki wypadek mam zrobić poziom glukozy i insuliny który robie jutro. Z badała tez poziom hormonów i mam nieznacznie podwyzszona prolaktyne - 28 przy normie 26 i testosteron 0,7 przy normie 0,5. Myślicie że to może być od tego? Kolejnym powodem dla którego ciaza się nie utrzymuje mogła być hiperwitaminoza... okazało się ze mogłam pić za dużo soków a do tego brałam te witaminy prenatalne a nadmiar witaminy A może powodować obumarcie zarodka.To tyle na dzis:) mam jednak nadzieję że to od clo ale okaże się jutro.
hmmm lekarzem nie jestem ale może rzeczywiście wyrzuć te wszystkie suplementy i witaminy. Fakt- udana inseminacja dwa razy pod rząd świadczy że w ciąże zachodzisz bez problemu więc po co te wszystkie leki???? Bierz tylko kwas foliowy i tyle. <3
Dziś zewnętrznie cieszyłam się z ciąży koleżanki - na twarzy uśmiech a serce mi chyba pęknie. Tak mi przykro... a ja tym czasem walczę z insulinoopornosc... tez bym chciała w końcu cieszyć się ciaza...
Treści zawarte w serwisie OvuFriend mają charakter informacyjno - edukacyjny, nie stanowią porady lekarskiej, nie są diagnozą lekarską i nie mogą zastępować zasięgania konsultacji medycznych oraz poddawania się badaniom bądź terapii, stosownie do stanu zdrowia i potrzeb kobiety.
Korzystając z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na użycie plików cookies. W każdej chwili możesz swobodnie zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich zapisywaniu.
Dowiedz się więcej.
Co do iui z dawca to jest roznie tu i na bocianie sa dziewczyny ktorym udalo sie za 1 lub 2 razem choc sa i takie ktorym udalo sie za 6 wazne zeby dobrze sie przygotować :-) Co u was jest powodem tej decyzji?? U nas azoospermia powodzenia odp ci na watku aid jak cos to pisz jestesmu tez na bezplemnikowcach na meskim dxiale :-)