X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Czekając na dwie kreski :)
Dodaj do ulubionych
1 2
WSTĘP
Czekając na dwie kreski :)
O mnie: Cześć, jestem Sigma :) Mam 24 lata i wspaniałego męża, który jest moim najlepszym przyjacielem. We wrześniu 2014 rozpoczęliśmy nasze starania o pierwsze dziecko.
Czas starania się o dziecko: Od września 2014
Moja historia: Choć jesteśmy w związku od początku 2011 roku, do tej pory nie myśleliśmy o dzieciach - nie było warunków ani czasu, chcieliśmy spędzić kilka lat we dwoje. Rozmawialiśmy oczywiście o założeniu rodziny, ale były to odległe plany - najpierw ślub, a potem zobaczymy. Ślub był w zeszłym roku, a teraz nastało "zobaczymy" ;-) Zdecydowaliśmy, że jesteśmy gotowi na staranie się o dziecko. Zaczynamy! :)
Moje emocje:

7 września 2014, 21:26

Cześć :)

Założyłam pamiętnik, żeby mieć miejsce, gdzie mogę napisać co mi leży na sercu, i żeby mieć dokąd wracać, przypominać sobie te przeżycia, kiedy już nam się uda i zobaczymy upragnione 2 kreski na teście :)

Od kilku dni (w zasadzie od dnia, w którym teoretycznie mogło dojść do zapłodnienia) mam dziwne objawy - ciągnie mnie lekko macica, mam wzdęcia i lekkie bóle podbrzusza, wczoraj nawet było mi niedobrze w samochodzie, co nie zdarzało mi się od lat. Tłumaczę samej sobie, że to niemożliwe, żeby objawy wystąpiły tak szybko, no i bardzo mało prawdopodobne, żeby udało się nam za pierwszym razem - przy moim PCOS, brzydkich wykresach, wzrostach i spadkach temperatury, przy stymulacji owulacji pewnie będzie nam dane poczekać na ciążę dłużej, niż muszą czekać zdrowe pary. Te objawy mnie dziwią, bo zwykle należę do osób mocno stąpających po ziemi i nie wkręcających sobie nie wiadomo czego - ale rzeczywiście, od kiedy podjęliśmy decyzję o staraniu się o dziecko, cały mój świat zaczął się kręcić wokół tego tematu. Słyszałam już wprawdzie o "odpieluszkowym zapaleniu mózgu", ale żeby dostać odstaraniowe zapalenie? ;) Widać ktoś musi być pierwszy ;)

7 września 2014, 22:31

Kurczę, właśnie doczytałam, że ból krzyża to też ciążowy objaw - słowo daję, nie wiedziałam, a plecy mnie w krzyżu napieprzają jak cholera od 3 dni... Byłam pewna, że to od podróży - w ciągu ostatnich 3 dni zrobiliśmy 800 km autem. Cholera, muszę skończyć czytać te ciążowe tematy :D

8 września 2014, 10:16

Skoro to pamiętnik, to pomyślałam, że nie tylko ciążowe sprawy mogę tu opisywać :)

W sobotę wracaliśmy z mężem z pogrzebu bliskiej mi osoby - mamy mojej przyjaciółki. Smutna sprawa, bo osoba ta wiele lat temu była dla mnie jak ciotka, nawet mówiła mi, że jestem dla niej jak trzecia córka, a potem stało się, jak się stało... W każdym razie pogrzeb się odbył, przyjaciółka i jej siostra w miarę się trzymają, więc wracamy. Jechaliśmy A4 z Katowic w stronę Krakowa, kiedy nagle widzę smugę ciemnego dymu nad drzewami. Mówię do męża: Kurna, żeby tylko nie paliło się na drodze, bo będziemy mieli spory problem. I co? :D I oczywiście jarało się dokładnie kilometr dalej, zablokowane oba pasy ruchu. Stajemy w korku, włączamy awaryjne, pies jadący z tyłu zaczyna wariować (bo przecież powinniśmy jechać, a nie stać, nie? :P). Wysiadam, idę ogarnąć sytuację - jeeeb, auto się jara. Stres mi rośnie, bo boję się palących się (albo nawet tylko dymiących) na drodze aut - mam jakąś fobię chyba, zawsze sobie wyobrażam, że za chwilę nastąpi potężny wybuch paliwa zgromadzonego w baku, a od wybuchu zajmą się auta stojące obok i że jak po sznurku wszyscy będziemy wybuchać :D
W każdym razie podchodzę, pytam ludzi stojących bliżej co i jak, nikogo w środku nie ma, ale straży pożarnej też nie ma, ktoś już wezwał i czekamy. Co z dojazdem? Jest pas techniczny? Nie ma. To może trzeba zrobić miejsce? Już chciałam dyrygować ruchem i przestawiać kilkadziesiąt aut, żeby robić przejazd dla straży :D Nie no, poczekamy, zobaczymy z której strony przyjadą. Wracam do auta, mówię mężowi co i jak, biorę psa na trawę między pasy, niech skorzysta ze świeżego powietrza i darmowej toalety. Stoimy, czekamy, zauważamy, że z naszego auta coś kapie - klękam, macam, wącham... woda. Już się zaczynam stresować jeszcze bardziej, bo cholera może to jakiś płyn hamulcowy, albo co? Nie wiem jaki one mają skład i jak pachną. Na szczęście obok przechodziła jakaś para i uspokoiła nas, że to woda skrapla się z klimatyzacji, że to normalne ;) Uff.
Czekamy więc, przyjeżdżają 3 zastępy straży, za nimi policja, potem nie wiadomo skąd materializuje się samochód TVN24. Zobaczcie same:
http://www.tvn24.pl/Renault-stanal-w-plomieniach-na-A4--Utworzyl-sie-korek,465755,s.html

Taka przygoda spotkała nas w sobotnie popołudnie, w drodze do domu ;)
Trzeba powiedzieć, że strażacy spisali się na medal, w 10 minut od ich przyjazdu wszystko było ogarnięte, ogień dogaszony, ruch wznowiony. Renault spaliło się doszczętnie. 3/4 auta poszło tak, że został sam szkielet, opony też się spaliły. Tylko tył został.

8 września 2014, 12:45

Cały czas ciągnie mnie macica, mam takie uczucie napuchnięcia, jakby wzdęcia, co jakiś czas, szczególnie wieczorami pobolewa. To taki ból, który jakby promieniował od jajników i szedł do środka, jakby lekko ściskał macicę od boków, a wywalał z przodu. Wczoraj zaniepokojona zbadałam szyjkę macicy, chociaż się naczytałam, że przy staraniu o dziecko nie wolno (bo w razie ciąży lepiej tam nie majstrować), ale tak delikatnie zbadałam - duża, wielka! rozpulchniona, jakby opuchnięta, ale nie miękka - raczej średnio twarda. Zamknięta, dość wysoko, do tego ścianki pochwy opuchnięte dość mocno (znowu jestem wąska jak dziewica :P). Może to dobry znak? Tylko ta tempka...

8 września 2014, 14:12

Kiedy zdecydowaliśmy się z mężem na staranie o dziecko, następnego dnia chciałam sprawdzić, na ile będziemy się kłócić o wybór imienia :P Zaproponowałam więc rodzaj zabawy: Każde z nas wybiera po 3 imiona męskie i żeńskie, każde może "zawetować" 2 imiona drugiej strony. Te imiona, które są zawetowane odpadają, te które nam się powtórzą przechodzą do kolejnej tury zabawy :) Wierzcie albo nie, ale tego samego dnia mieliśmy wybrane imiona dla córki i syna... I już przy nich zostaliśmy :) Także jeśli się uda, to mamy wybrane: Lena Maria (ew. Lena Aleksandra) albo Jakub Antoni.

A jak z wyborem imion u Was? :)

9 września 2014, 15:25

No i tempka dzisiaj nie pozostawia złudzeń - z zieloności nici, będzie krwawo i czerwono. Nawet, gdyby jakimś cudem się udało, przy takiej temperaturze nie utrzymałabym fasolki, więc mogę spokojnie palić papierosy na własne ryzyko (tak, jestem "brzydką" palaczką, ale bardzo to lubię :P). Zastanawiam się, czy ta owulacja rzeczywiście miała miejsce - przy PCOS organizm ma to do siebie, że w cyklu potrafi kilkukrotnie robić "podejścia" do owulacji, które mogą dawać fałszywe skoki (zakończone spadkami), fałszywe szczyty śluzu (po których wraca z powrotem śluz płodny), może nawet fałszywe testy owu? Tego nie wiem. Będę obserwować się dalej i testować, bo a nuż prawdziwa owulacja przyjdzie później? Z moim organizmem nigdy nie wiadomo :) Ale jestem dobrej myśli, w zasadzie od chwili podjęcia starań czuję się mamą... Priorytety się zmieniły, zmieniło się podejście i już wiem, że czekam na najwspanialszą istotę, na moje dziecko :) i warto czekać :)

Tylko co z tymi moimi objawami? Skoro nie są objawami zapłodnienia, to muszę pognać do lekarza, bo w tym okresie cyklu nigdy nic mi nie dolegało, a w tym miesiącu codziennie coś odczuwam. Może to po Clostilbegycie? Biorę go pierwszy miesiąc i jeszcze nie znam reakcji organizmu.

10 września 2014, 11:05

Ale jaja. Jestem po wizycie u lekarza, okazuje się, że owulacji nie było, bo... dopiero będzie :P w obrazie USG dominujący pęcherzyk w lewym jajniku 19mm :D
W piątek mam powtórzyć progesteron i zbadać estadiol i prolaktynę, a w sobotę rano kolejne USG i będziemy patrzeć co i jak :) Wygląda na to, że te moje objawy, to faktycznie po Clo - jajniki ruszyły i produkują, więc boli. Tylko jak to jest, że Clo brałam 5-9dc a w 22 dc mam pęcherzyk 19mm?

Niepokojąca jest tylko nadżerka, tzn. ektopia na szyjce macicy, nabłonek walcowaty wychodzi na szyjkę, zamiast siedzieć w macicy :P Ale podobno te zmiany zwykle nie są groźne i jeśli cytologia będzie dobra, to nie wymagają leczenia - zobaczymy, wymazy pobrane, w sobotę się okaże.

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2014, 11:06

11 września 2014, 13:40

Doszłam wczoraj do ciekawego wniosku :P Takiego oczywistego niby, ale jednak nie do końca oczywistego dla psychiki takiej "nakręcary" jak ja :) Mianowicie wniosek jest taki, że już kurna NIC nie mogę zrobić teraz. Leki stymulujące już brałam, badania zrobiłam i mam zlecenie na kolejne, seks jest i jeszcze będzie (nie zaznaczam wszystkiego na wykresie, głównie temperaturę ostatnio tylko) - pozostaje tylko przestać myśleć o owulacji, ciąży, dziecku (no dobra, o dziecku nie mogę przestać myśleć :P) i czekać. Moje rozmyślania o tym, kiedy pęknie pęcherzyk, który wczoraj miał 19mm, absolutnie NIC nie zmieniają. Nadal chciałabym poznać dokładny termin owulacji, ale tak naprawdę to też nie robi żadnej różnicy. Ważne, że owulacja jest na dobrej drodze, a my mamy siebie w dobrym terminie (bo nie zawsze mąż jest na miejscu). Stres tylko podnosi poziom prolaktyny, która hamuje owulację, więc pieprzyć wyliczenia, daty i temperatury - teraz już zostało nam tylko iść na żywioł :)

12 września 2014, 14:50

Może jestem zbyt surowa, może nie rozumiem zjawiska depresji poporodowej, baby blues, nie znam ciężaru opieki nad noworodkiem, nie znam bólu porodu, zrywania się w nocy co chwilę, ciągłego wiszenia na cycku, pękania głowy od płaczu. Może jeszcze niewiele wiem, ale nie umiem przejść obojętnie obok komentarzy, że świeżo upieczone matki nie widzą żadnych plusów macierzyństwa, że są tylko wiecznie zmęczone, dziecko ciągle płacze, że wszystko jest do dupy i tęsknią za dawnym życiem. Pewnie nie powinnam ich oceniać, ale nie potrafię nie zadać sobie (na szczęście tylko sobie) pytania po co w takim razie chciały dziecka, po co się starały, po co zachodziły w ciążę. I jeszcze gdyby była mowa o wpadce, to można by to zrozumieć, kobieta jeszcze nie dojrzała do poświęceń, nie pragnęła dziecka i nagle bum, wszystko jej się zwaliło na głowę. Chociaż w dobie powszechnej antykoncepcji przy odrobinie rozsądku o wpadkę jest ciężko... No ale dobra, antykoncepcja czasem zawodzi. Ale nie! Osoby (bo nie jedna niestety) o których myślę pisząc te słowa, świadomie zdecydowały się na dziecko, odstawiły tabletki anty, zaszły w ciążę - i w zasadzie na tym ich szczęście się skończyło. Teraz jest tylko udręka.
I po co to?

Pewnie faktycznie jestem nietaktowna, że to w ten sposób oceniam, ale trudno.

13 września 2014, 00:24

Późno już, więc tylko na szybciutko:
Dzisiejsze badania - estrogen, prolaktyna i znowu progesteron. Prolaktyna fajna, bo 7 ng/ml, progesteron się podniósł, we środę był coś koło 1,25, dzisiaj 3,65 ng/ml, co łapie się już na normę dla fazy lutealnej, ale jest za wysokie dla folikularnej, więc wg poziomu progesteronu prawdopodobnie owu już była. Zobaczymy, co będzie jutro na USG, czy faktycznie pęcherzyk pękł :) Oby tak, bo dziś wieczorem były ostatnie przytulanki i na weekend zostaję bez męża :(
Estradiol 96 pg/ml, co jest chyba trochę niskim wynikiem, ale na normę się łapie. Podobno w trakcie owu poziom estradiolu spada, więc może udało się akurat uchwycić na papierku ten dzień? ;)

13 września 2014, 14:39

BYŁA OWU!!! :D :D :D

Od początku opowiem: Bez przygód się nie obyło, bo zerwałam się raniutko, żeby zdążyć się wykąpać porządnie przed samą wizytą u lekarza i ogólnie ogarnąć, a ostatniej nocy nie mogłam spać (co zresztą widać po mojej aktywności na owu forum :P), więc niewyspana, połamana i generalnie zmęczona pojechałam do lekarza. Mąż mnie tylko podrzucił do lekarza i już musiał jechać dalej, więc podchodzę do drzwi - zamknięte. No ale czasem u lekarza bywa zamknięte, dzwonię do niego i mówię, że jestem, a on mnie przeprasza, że jego nie ma, bo siostra mu zachorowała i musiał do niej jechać, że zapomniał w tym całym chaosie odwołać wizyty itd. No dobra, nie ma problemu, jak nagła choroba w rodzinie, to ja doskonale rozumiem, że czasem człowiek jest roztargniony i zapomina ;) No ale zostałam w polu - dosłownie i w przenośni, bo gabinet lekarski daleko od mojego domu i od sensownych linii autobusowych (wszystko jedzie nie tam, gdzie trzeba :P), więc włóczę tymi nogami w upale i się zastanawiam co robić. I nagle mnie olśniło - przecież przy Tesco jest placówka Luxmedu! :P A Tesco bliżej, niż dom. No to poszłam tam, umówiłam się i czekam. Zjadłam śniadanie w knajpie, wypiłam kawę, kupiłam gazetę i czytam... Połaziłam po sklepach, zrobiłam zakupy i nadal czekam... W końcu zbliża się umówiona godzina, idę na badanie, a tam bardzo miły, młody pan dr oznajmia mi, że jest piękne ciałko żółte! I to w prawym jajniku, a nie w lewym! W lewym nie ma ani pęcherzyków dominujących, ani ciałka żółtego, więc mój lekarz musiał się w środę pomylić w opisie... Grrr... Próbowałam dopytać kiedy mogła być owu, ale podobno nie da się tego określić po samym USG :P
ALE BYŁA!!! Między środą a dziś na pewno :-))) Strasznie się cieszę, bo to znaczy, że reaguję na leczenie, że nie trzeba pregnylu ani innych zastrzyków, że jest nadziejaaaa :D

15 września 2014, 13:25

Złapało mnie choróbsko, chyba wirus, bo jeszcze wczoraj dobrze się czułam. Dopiero wieczorem poczułam, że coś jest nie tak, a rano wstałam z katarem, zapchanymi zatokami i koszmarnym bólem gardła. Nie bardzo wiem, co wziąć, więc na razie nie łykam nic. Bez sensu brać typowe przeciwzapalne leki, bo one działają tylko na objawy, a wirusa nie wybiją... Może przejdzie samo, wirusy czasem mają to do siebie, że szybko się zaczynają i szybko kończą. No i mam ciągle nadzieję, że z tego cyklu wyniknie nowy człowiek, więc nie chcę się faszerować lekami...

15 września 2014, 15:38

No i mam podgorączkę, lekko ponad 37 stopni :P chciałabym, żeby zwiastowała ciążę, ale rozum podpowiada, że chodzi o choróbsko :P

15 września 2014, 20:14

Ciągle smarkam, nochal cały czerwony ;/
Od tego smarkania napinam co chwilę mięśnie brzucha i ciągnie mnie strasznie macica :( w ogóle w tym cyklu chyba nie było dnia, żeby mnie podbrzusze nie bolało, od samego okresu, masakra jakaś. Pewnie po tym Clo boli, w końcu zaczęło pracować - a moje leniwe jajniki i macica są nieprzyzwyczajone do pracy :P

16 września 2014, 01:07

O ja głupia... Mimo późnej kolacji tak mnie ssało, że wstałam z łóżka (!) i polazłam po jedzonko... Zjadłam taką mini-mini sałatkę łososiową z jajkiem, która - jak się okazało po fakcie - miała ponad 500 kcal! W 150g!!! I do niej jeszcze kanapkę.
JAAA PRDL... Nie mogę tak żreć po nocach, bo będę gruuuubaaaa :P Idę sobie zrobić jakiejś herbaty czy kawy i koniec z żarciem!!! (dalej mnie ssie ;/)

16 września 2014, 14:18

Kupiłam sobie w sobotę nowe masło do ciała - zmysłowa wiśnia Bielendy (pachnie cudnie, choć krótko). Nochal mam cały rozorany chusteczkami (zawsze przy katarze to mam, mam wrażliwą skórę na skrzydełkach i pod nosem), więc smaruję go tym masłem - przynajmniej ładnie pachnie, a inne kremy i tak nigdy nic nie dawały. I tak sobie myślę - ale ironia, "zmysłowa wiśnia" :D Faktycznie nos jak wiśnia :P tylko niezbyt zmysłowa.. ;)

17 września 2014, 15:42

Środowe cześć Wam! :)

Choróbsko dalej smaga, katar odpuszcza, ale teraz włączył się kaszel, czyli u mnie klasyka - z gardła zapalenie schodzi na oskrzela, a potem albo przechodzi, albo zaognia się na tyle, że wymaga antybiotyku. Zobaczymy, jak będzie tym razem - mam nadzieję, że przejdzie bez antybiotyku, szczególnie, że czuję się już całkiem dobrze :) Tylko wyglądam jeszcze jak mały potwór.

Wyspałam się dzisiaj do granic możliwości, nawet przesunęłam fachowca od lodówki na jutro, żeby tylko nie musieć zrywać się rano :) Czasem taki długi sen wiele daje, szczególnie w chorobie.

Ciekawa jestem, czy skok na wykresie jest rzeczywistym skokiem, czy został zafałszowany przez podgorączkę, która też nie chce na razie odpuścić. Jaka temperatura powinna być w ciągu dnia pod pachą w fazie lutealnej? Normalnie 36,6 czy może być wyższa? Ja mam 37,0-37,5 ale to pewnie przez chorobę. Niczym nie zbijam podgorączki, bo dopóki temperatura nie przekracza 38 stopni, to jest korzystna dla organizmu - pomaga mu zwalczyć zarazki :) "Leczę" się jedynie długimi, gorącymi kąpielami, moczeniem nóg w gorącej wodzie i ogólnie staram się wypocić ile się da. Piję dużo płynów, nadal jem witaminki ciążowe. Miałam włączyć wit. C, ale muszę doczytać, czy to bezpieczne w razie czego.

17 września 2014, 23:39

Eeeeej! Boli mnie pierś!!!
Tak, tylko jedna - prawa. Lewa nie boli.
Kurrrwa, Sigma, tylko się nie nakręcaj.

17 września 2014, 23:42

Taak, zdecydowanie nie mogę popadać w paranoję. Co z tego, że cycek mnie napieprza, oskrzela też bolą, nos też boli od smarkania - chora jestem, to ma prawo mnie boleć.

20 września 2014, 17:21

Pieprzony luxmed ;/ wczoraj mąż był w systemie jako ubezpieczony z axa vitalite, dziś już go nie mogli znaleźć i lekarz go nie przyjął. KURWA NO! przecież w 1 dzień nie wyparował.

próbowałam się dodzwonić na infolinię axa, ale cholera nie odbierają, "prosimy o kontakt w dni robocze". grrrrrr

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2014, 17:23

1 2