Pamiętniki Dostąpię łaski spełnienia gdy przyjdziesz do mnie... Nareszcie ...
Dodaj do ulubionych
1 2
WSTĘP
Dostąpię łaski spełnienia gdy przyjdziesz do mnie... Nareszcie ...
O mnie: Mam 24 lata , w czerwcu 2011 roku po ponad 8 latach wspólnego życia zostaliśmy szczęśliwym małżeństwem i od tamtej chwili czekamy na owoc naszej ogromnej miłości.
Czas starania się o dziecko: O nasz maleńki cud staramy się od czerwca 2011 roku, bez żadnego rezultatu, a każdy kolejny cykl wydaje się dłuższy i gorszy niż poprzedni
Moja historia: Luźne starania zaczęliśmy zaraz po ślubie jednak wtedy wychodziliśmy z założenia, że jeśli się uda to fajnie a jeśli nie to widocznie jeszcze nie czas. Nie wyliczałam wtedy dni płodnych, owulacji i nie wyczekiwałam czy miesiączka przyjdzie czy nie. Wszystko się zmieniło mniej więcej w marcu tego roku kiedy co chwile dowiadywałam się że osoby które brały ślub mniej więcej wtedy co my po kolei zachodziły w ciąże. Zaczęliśmy się zastanawiać czemu nam nie wychodzi, udałam się do ginekologa raz potem drugi raz za każdym razem słyszałam, że jeszcze krótko się staram i ze mamy dać sobie czas bo u mnie jest wszystko prawidłowo. Postanowiliśmy że próbujemy do końca wakacji, jeśli się nie uda to idziemy do kliniki niepłodności. Ostatnie dwa cykle dały mi popalić bo dawały naprawdę ogromne nadzieje, najpierw test z niewyraźną druga kreską która potem bladła a w końcu już się nie pojawiła, a w następnym cyklu @ spóźniała się o 5 dni , jednak jak co miesiąc przyszła dzień przed wyjazdem na wakacje. W tym momencie jestem w trakcie ostatniego cyklu przed wizytą w klinice i żyję nadzieją że może tym razem się udało, może bieszczadzkie anioły czuwały nad nami, a moje prośby zostały wysłuchane.... może nie będziemy musieli iść na żadne badania bo nasz maleńki aniołek zjawił się w ostatniej chwili....może....
Moje emocje: Ciężko opisać co czuje, każdego dnia moje uczucia są inne. Zaczynając od bezsilności, depresji przez wiarę i nadzieje kończąc na czarnej rozpaczy. Ciężko jest gdy walczysz o to co kiedyś wydawało się oczywiste i bezproblemowe, a teraz staje się coraz bardziej odległe i nieosiągalne. Mój mąż ciągle powtarza " kochanie kto jak nie my zasługuje na ten maleńki cud ? no kto ? przecież kochamy się najmocniej na świecie, musi być owoc tej miłości ! " a ja z każdym straconym cyklem coraz bardziej boję się wypowiadać te słowa i w nie wierzyć, boję się tego strasznego rozczarowania, boję się że te słowa brzmią coraz mniej realnie, że są wypowiadane coraz ciszej, aż kiedyś w końcu umilkną, a nadzieja umrze....boję się...

28 sierpnia 2012, 11:37

Wrócilismy z wakacji, dziś jestem pierwszy dzień w pracy po urlopie. Bieszczady jak co roku piękne, kocham ten bieszczadzki klimat, zielone łąki i te góry które wyglądają jak z obrazka. Przywiozłam ze sobą całe zgromadzenie bieszczadzkich aniołów, które pięknie zdobią nasz mały kącik i nadają mu galeriany klimat. Tak jak sobie obiecałam na urlopie nie mierzyłam tepm. nic nie obliczałam i nie uzupełniałam kalendarza jedyne na co sobie pozwoliłam to picie ziół o. Sroki. Ten cykl to nasza ostatnia szansa jesli tym razem się nie udało rozpoczynamy leczenie w klinice. Tak bardzo bym chciała żeby jeden z bieszczadzkich aniołów zechciał zamieszkać pod moim serduchem, ten o którego modliłam się na urlopie, ten o którym myślałam i marzyłam ten na którego tak bardzo czekam....

28 sierpnia 2012, 11:46

ahh zapomniałam dopisać, w te wakacje odważyliśmy się kupić pierwszą rzecz dla naszej wyczekiwanej fasolki. Zawsze bałam się cokolwiek kupić myśląc ze mogę zapeszczyć tym razem to olałam i kupilismy piękny śliniaczek z bobaskiem i napisem " JEM JAK TATA" ahh cudownie się czułam kupując ten drobiazg i widząc zadowoloną minę mojego męża który dumnie trzymał śliniak w ręce. I tak sobie pomyślałam że może ten śliniak skusi fasolkę i w końcu się pojawi, niech wie że na nią czeka, że jest dla niej...

29 sierpnia 2012, 11:07

Dziś 21 dc i 4 dzień fl temp. 37,06 więc pięknie wzrosła z resztą wczoraj też była piękna bo 37,12 tak bardzo marze o tym żeby już nie spadła żeby została na tym poziomie a teraźniejszy cykl okazał się tym szczęśliwym. Serce pełne nadzieji że może sie udało, jednak rozum podpowiada że musze się nastawić psychicznie na klinikę, musze być gotowa bo jesli teraz sie nie udało to musimy tam iśc i sprawdzić co jest nie tak. Cholernie się boję, że okaże się najgorsze, że badania wyjdą źle i odbiorą mi całą nadzieje, najbardziej boję się o wyniki mojego M. bo męską niepłodnośc znacznie trudniej wyleczyć, a z drugiej strony czuje ulgę, że wkońcu zrobimy jakiś poważniejszy krok, że dowiemy się co jest przyczyną niepowodzeń i że nie będe sobie pluła w brodę ze nic nie zrobiłam, żeby nam pomóc. Czekam i czekam na zakończenie tego cyklu lub na potwierdzenie że okazał on się szczęśliwy, do końca jeszcze 9 dni- to przecież cała wieczność.

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2012, 11:08

29 sierpnia 2012, 15:12

Wzięłam się za szukanie kliniki, poszperałam po necie, poczytałam opinie, odwiedziłam stronki pobliskich klinik i się załamałam. Jedyne uczucie które mi teraz towarzyszy to przerażenie. Dopadł mnie jakiś lek związany z tymi wszystkimi badaniami jakimiś IUI dla mnie to przecież czarna magia nic z tego nie wiem, nic nie rozumiem, ale brzmi to wszystko straszne nie wspominając już nawet o kosztach.....ehhhh

30 sierpnia 2012, 10:49

Dzieś 22 dzien cyklu i 5 dzień fazy lutealnej tempka troszke spadła 36,98 ale i tak w sumie wysoka, pobolewa mnie lewy jajnik pozatym czuje się tak jak zwykle przed @ choć do niej mam jeszcze trochę czasu. Jakos nie potrafie uwierzyć w to że mogłoby się udać, wiec już dziś najchętniej zadzwoniłabym się umówić do kliniki, ale M. chce czekać do końca cyklu, wierząc, ze moze stanie się cud i nie będziemy musieli nigdzie dzwonić. Jak narazie trzymam sie ok staram się nie myślec i nie zastanawiac nad tym co będzie za tydzien czy @ przylezie czy nie, bardziej dołuje mnie fakt, że kończy się lato, a to wywołuje u mnie jakiś depresyjny nastrój.

30 sierpnia 2012, 12:45

miałam racje, powiedział ze czekamy do końca cyklu :P jak ja go znam :P

31 sierpnia 2012, 10:59

23 dzień cyklu, 6-ty dzień fl temp. 37,00 wykres tak naprawdę nic nie wskazuje bo w tym miesiącu zupełnie go olałam, przez wakacje praktycznie go nie uzupełniałam, wiec ciężko z niego cokolwiek wyczytać czy cokolwiek przypuszczać. Dziś dotarło do mnie, jak długo tak naprawdę jestem staraczką i jak bardzo chciałabym zeby te miano wkońcu się zmieniło. Pomimo tego że to juz praktycznie 14 cykl starań, to zleciało mi to szybko może dlatego że pierwsze 7 jak nie 8 cykli było na luzie bez kalendarza bez wyliczania i innych cudów, dopiero te osatnie cykle kiedy kontrolowałam swój organizm wydawały się nieskończonością. Pamiętam jak kilka miesięcy temu podjęlismy decyzje ze jesli do wakacji się nie uda to idziemy do kliniki, pomyślałam wtedy eee tam przecież to tyle czasu że do tej pory napewno już będę śmigać z brzuchem, a jednak los mnie zaskoczył i tak cholernie rozczarował. Bez brzucha i bez mojego wymarzonego maleństwa dotarałam do dnia dzisiejszego w którym jestem praktycznie pewna ze klinika mnie nie ominie...chyba że zdarzył się cud, że czuwały nad nami anioły....

31 sierpnia 2012, 17:34

Napisałam dziś, że może czuwały nad nami anioły, dziś o godzinie 14 do ich grona dołączył mój Dziadziuś :(
Czuwajcie nad nami i ześlijscie do nas jednego z was ....

1 września 2012, 09:20

24 dzień cyklu, 7-my dzień fl temp. 37,16- czekam...
Całą noc śniły mi się jakieś głupoty, nie wiem skąd to się bierze w mojej głowie. Mam przed sobą ciężki weekend, już wczoraj zaczął się od przykrej wiadomości, a jutro czeka mnie pogrzeb, znam siebie i wiem jak znosze takie rzeczy, wiem że będzie trudno...chyba nigdy nie będe potrafiła pogodzić się z tym światem, z tym, że człowiek jest, chodzi, uśmiecha się, czuje i myśli a nagle odchodzi i pozostaje po nim jedynie wspomnienie...

3 września 2012, 10:54

I po pogrzebie... jeszcze nie doszłam do siebie, ciężko to wszystko przeżyłam, nastawiałam się po części na to, ale nie myślałam,że będzie aż tak źle. Ciężko wyrazić słowami czy nawet gestami żal i smutek jaki we mnie siedzi,tak bardzo chciałam się pożegnać, a zarazem tak trudno było mi się żegnać wiedząc ze to pożegnanie jest ostatnim....nie dociera do mojej świadomości to, że człowiek umiera a życie po protu toczy się dalej...chyba nigdy się z tym nie pogodzę...
Dziś 9 dzeń fl temp. 37,04- dalej czekam, nie widząc w niczym nadzieji, na to że tyn cykl będzie szczęsliwy.

4 września 2012, 09:22

27 dzien cyklu 10 dzień fl temp. 37,07 - czuje ze znowu się nie udało :(

5 września 2012, 08:16

Dziś zaczynam dzień z nieciekawym nastrojem i przeświadczeniem, że nasze starania znowu nie przyniosły rezultatu. Nie wiem czemu ale zawsze mam tak, że im bliżej końca cyklu tym nadzieja coraz mniejsza. Ciągle brakuje mi wiary, że akurat ja mogłabym być tą szczęściarą, że akurat mi mogłoby się udać, skoro tyle razy już nie wyszło.
Dziś 11 dzień fl temp. 37,09 pojawiły się bóle brzucha takie jak zwykle przed @.

5 września 2012, 15:05

Boli mnie brzuch... nienawidzę tego bólu , do tego jeszcze zaczynają mi drętwieć nogi, więc @ pewnie już za rogiem :( chce mi się ryczeć :(

6 września 2012, 08:12

29 dzień cyklu 12 dzień fl temp. 37,19- wzrosła...błagam niech los się do mnie uśmiechnie, niech anioły zeslą mi te wymarzone maleństwo, niech wrzesień będzie dla mnie łaskawy...błagam...

6 września 2012, 08:15

29 dzień cyklu 12 dzień fl temp. 37,19- wzrosła...błagam niech los się do mnie uśmiechnie, niech anioły zeslą mi te wymarzone maleństwo, niech wrzesień będzie dla mnie łaskawy, niech temperatura nie spada...błagam...

6 września 2012, 20:24

tak bardzo bym chciała, żeby moje marzenie się wreszcie spełniło... tak bardzo...

6 września 2012, 21:20

popadam w obsesje sprawdzam swoje ciało jakbym była nawiedzona, doszukuje się najmniejszych symptomów, ale ich nie widać... piersi przestały już boleć apetyt spadł, nie chce mi się już słodyczy, a to zawsze oznacza tylko [email protected], sama nie wiem czy dołować się jeszcze bardziej i mierzyć jutro temp., może lepiej spokojnie poczekać na nowy cykl, bo już teraz czuje że prędzej czy później go zacznę... ciężko kolejny raz tracić nadzieje

7 września 2012, 06:39

30 dc temp. 37,01- spadła, test ciążowy negatywny - jak zwykle...:(

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2012, 06:39

7 września 2012, 10:15

Głupia jestem... temp. powoli spada, test negatywny a ja dalej się łudzę, a ja dalej mam nadzieje, czemu zawsze tak cięzko pogodzić się z porażką ?? siedze w pracy i powstrzymuje się od płaczu... w poniedziałek dzwonimy do kliniki....a może do poniedziałku @ nie przyjdzie ? może jednak zdarzy się cud...

9 września 2012, 11:07

Los lubi płatać mi figle... @ się spóźnia, wczoraj pojawiło się tylko brązowawe plamienie, a tempka dalej była podwyższona, czekałam na okres cały dzień choć zawsze dostaję go rano, nie przyszedł, chyba nie muszę pisać, że od nowa narobiłam sobie nadzieji, że zaczęłam wierzyć w to że mogło się udać, a dziś los znowu nadzieje mi odbiera... temp. 36,67 więc mówi to samo za siebie... siedze i czekam na @, moje wszystkie nadzieje na ten moment pokładam w klinice
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego