Pamiętniki Ile jeszcze??? - IN VITRO iiii czekamy na maluszki:)
Dodaj do ulubionych
1 2 3

24 maja, 08:46

Anuśla odpowiadając na Twoje pytanie. Lekarz powiedział, że zdarzają się takie przypadki jak mój ale tak naprawdę to do końca nie wiadomo co jest przyczyną, jak leczyć. Opowiadał że jak trafił mu się taki pierwszy przypadek to skontaktował się z konsultantem krajowym i na jego pytanie odpowiedział tylko że on też miał taki przypadek. Postanowiliśmy że podejdziemy raz jeszcze. Lekarz chce tym razem spróbować krótkiego protokołu. Wiemy już że lepiej działa na mnie menopur więc od tego leku zaczniemy, natomiast na koniec zamiast ovitrelle poda mi inny lek który stosuje się domięśniowo. Powiedział mi też że mogło być tak że ovitrelle poszło w tkanki i nie wchłonęło się do organizmu i zwyczajnie nie zadziałało.
Zastanawiające jest to że u mnie nie było w pęcherzykach nawet ziarnistości... No nic kompletnie sama woda...
Gdzieś wczoraj wyczytałam, że na stymulacji często jest tak że pierwsze pęcherzyki które od razu wystartują po lekach mogą zawierać komórki jajowe, natomiast to co dorasta później jest puste... Ile w tym prawdy, nie mam pojęcia.
Najgorsze że pytania rodziły się w mojej głowie dużo później albo już dzisiaj i nie zadałam ich lekarzowi.
Umówiliśmy się już na kolejną wizytę 1 sierpnia i to będzie miesiąc naszego drugiego podejścia. Do tego czasu będę brała znowu cyclo-progynovę żeby te moje jajniki się uspokoiły i przede wszystkim żeby mieć jako takie cykle bo bez leków całkiem mi się rozjechały.

Co do samej punkcji. Bałam się strasznie, że będą puste pęcherzyki. Niestety się sprawdziło, ale ogólnie jestem mega zadowolona z opieki. Fantastyczni, troskliwi ludzie. Fakt że boli mnie brzuch ale po takiej ilości wkłuć to w sumie nic dziwnego.

Mam teraz 2 miesiące czasu na to żeby zrobić coś dla siebie, dla nas. Zająć czymś głowę i odpocząć.

A może któraś z Was kochane miała taką sytuację? Może możecie mi podpowiedzieć co zrobić lepiej, co zmienić, może jakiś suplement?

26 sierpnia, 10:09

Sporo czasu mnie tutaj nie było...

Po wyjściu z szoku po nieudanej próbie in vitro, zajrzałam tu ale coś było nie tak... nie potrafiłam czytać już swoich ulubionych pamiętników. Każda informacja chociażby o walce o 2 kreski na teście dołowała mnie niesamowicie. Postanowiłam odpocząć, od pamiętników, od różnych grup, od leków i witamin. Odstawiłam wszystkie suple, został tylko letrox na tarczycę.
W sierpniu mieliśmy zrobić kolejne podejście do in-vitro. Dużo o tym nie myślałam, planowaliśmy z mężem na zasadzie: "jak się w sierpniu już okaże że się nie udało to jedziemy na Ibizę w przyszłym roku". Zapisałam się na kurs żeby zmienić pracę, chcieliśmy zrobić prawo jazdy na motor wiosną... Cała masa planów w sytuacji jeśli nie wyjdzie.

Stres zaczął się budzić ok tygodnia przed wizytą w klinice. 26 lipca pojechałam do Doktorka, rozpisaliśmy leki na nowy cykl, zrobiłam badania. 31lipca przyszła @ i od 1 sierpnia zaczęłam leki, tym razem krótki protokół. Reakcja była bardzo ok, praktycznie bez dolegliwości tym razem. Pęcherzyki rosły... 10 sierpnia wieczorem - Pregnyl 10000j i 12 sierpnia punkcja.
Nastawiona na negatywne wiadomości, płakałam gdy usłyszałam że mamy 10 komórek. Następnego dnia telefon, 2 były niedojrzałe, 2 degenerujące, 6 zapłodnili - zapłodniły się 4. Transfer 15 sierpnia. Chcieliśmy 2 zarodki, uczucie gdy zobaczyliśmy ich zdjęcie - niesamowite. To były 3-dniowe zarodki a więc zlepek 7-8 komórek, ale dla nas to były najpiękniejsze zarodki - to były nasze dzieci. Po transferze mąż obchodził się ze mną jak z jajkiem, był długi weekend więc razem leniuchowaliśmy a od poniedziałku do pracy. W domu bym oszalała. Pierwsze dni co prawda były bardzo spokojne ale później coraz gorzej. Ból głowy, ból piersi, ból brzucha i koszmarne zawroty głowy. W niedziele (10dpt) rano obudziły mnie zawroty głowy, zaczęłam wymiotować. Zadzwoniłam szybko do męża żeby wracając do domu kupił testy ciążowe. Robiłam test z myślą, że nic z tego nie będzie, a nawet jeśli miałoby być to za wcześnie na zwykłego sikańca...

Tymczasem wyszedł bladzioch!!! Dziś powtórzony już dużo wyraźniejszy, więc rano pobiegłam jeszcze na betę. Późnym popołudniem powinnam mieć wynik.

Nareszcie po 4 latach walki JESTEM W CIĄŻY!!!

Jestem najszczęśliwsza na świecie.

Teraz tylko czekam na wyniki, w czwartek muszę powtórzyć dla kliniki. No a później oczekiwanie do USG serduszkowego. Mam jednak nadzieję, że to koniec naszej walki, że nareszcie się udało i na początku maja zostaniemy rodzicami :)

26 sierpnia, 21:43

Odebrałam wyniki bety.

11dpt - beta 186,41 😁

29 sierpnia, 21:58

Dziękuję dziewczyny😘 Jestem najszczesliwsza na swiecie.
Krąsi no niestety i forum i pamietniki nie dzialaly na mnie po tej porazce zbyt dobrze i musialam na jakis czas sie odciac.
Dzisiaj wracam z kolejnymi dobrymi wiadomosciami.
14dpt
Hcg - 669
Progesteron - 127
😁

11 września, 12:23

Dzisiaj miałam wizytę. USG potwierdziło ciążę, słyszałam nawet bicie serduszek :)

ZOSTANIEMY RODZICAMI BLIŹNIĄT!!!!:d

W końcu po 4 latach walki mamy sukces, podwójny sukces:)

Chyba nigdy nie byliśmy tak szczęśliwi ...
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)