Temperatura dziś w dół.
Nie wygląda to jeszcze najgorzej JEDNAKŻE moja przeszłość niestety pokazuje, że przy takim spadku dostaję okresu.
No to chodź ... suczko.
Tylko, czemu Ona zawsze przychodzi kiedy planuje 8 godzin pracy w terenie ?
W każdym razie za oknem świeci słońce, więc nie jest tak źle

Tylko pozostaje myślenie ... co dalej.
Miłego dnia Kochane !
Nie poszłam do ginekologa i nie wybieram się. Wiem, że pewnie powinnam monitorować swój cykl, ale po prostu nie mam na to weny twórczej. Mam w tym miesiącu sporo pracy i delegacji.
Staram się luzować, ale wychodzi jak zawsze. W głowie jedna myśl - zajść w ciążę.
Nie wiem, czy mam zwidy, ale wydaje mi się, że śluz zaczyna robić się wodnisty mimo, że w sumie dopiero co skończył mi się okres.
Natomiast odczuwam objawy wczesnej fazy zapalenia pęcherza. Dlatego szpikuję się uroseptem i żurawiną.
Naprawdę staram się ... nawet wróciłam do mojego ukochanego aerobiku .......
Kontrolne TSH i prolaktyna wyszły średnio. Mimo leków TSH mam 2,6 (a było już 1,2), a prolaktyna ze 180 skoczyła do ponad 400.
Na seks w sumie też mam średnią ochotę.
Ogólnie mam stan nasilonej depresji, dlatego pocieszam się jak zawsze w pierwszej połowie cyklu winem
Może przynajmniej endometrium będę mieć super.
Jeśli to prawda to nie wiem ... walę wszystko.
Podsumuję może ten cudowny cykl:
1. Miesiączka przyszła regularnie ,
2. Dni płodne ... nie wiem kiedy przyszły ... nie umiem oddzielić śluzu płodnego od Conceive+,
3. Program wyznacza mi owulację na 8 dzień cyklu ... myślę, że przestawi na 13-14 ...
4. Nadchodzi zapalenie pęcherza ... wspaniale dawno nie było,
5. Jak zwykle problemy z serduszkami ... stres, stres, stres,
6. Testy owulacyjne z allegro ! Basta ... są po prostu do bani, wcześniej stosowałam Domowe Laboratorium i było elegancko ... a teraz nie wychodzą jak trzeba ...
7. Obecnie oczekiwanie na skok temperatury i luteinę ... ciekawe czy się doczekam ... myślę, że jestem po owulacji, bo cycki bolą jak zawsze i śluz się zmienił...
I kwiatek na koniec, punkt numer ...
8. DOSTAŁAM GRZYBICY!
Więc jest cudownie. Amen.
BASTA.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2016, 09:52
Budzę się rano 6.37 - budzik nie zadzwonił FAK. Trudno, żeby zadzwonił skoro nastawia się go na sobotę.
Zrywam się z łóżka i biegnę do kuchni.
Szykuję euthyrox, witaminy, luteinę dopochwową. DOPOCHWOWĄ. Po czym POŁYKAM wszystko.
Dziwne to uczucie kiedy orientujesz się, że nie ma odwrotu.
Cóż ... minęło już trochę czasu i nadal żyję, więc jest OK

Jestem cudowna.
Po za tym nic się nie dzieje specjalnego.
W końcu się przemogłam i zaczęłam łykać niepokalanek. Nie odczuwam jakoś specjalnie jego obecności w moim organizmie. Porzucę chyba na miesiąc mój związek z bromergonem. Inofem też mi się kończy, mam jeszcze zapas na jakieś 10 dni. Już chyba z 3 miesiące to piję (a niezbyt mi smakuje) i nie mam zamiaru kontynuować.
W związku z tym od przyszłego cyklu:
1. Obserwacja/może monitoring
2. Euthyrox
3. Niepokalanek
4. Witaminy prenatalne
5. 3 miesiąc z luteiną
Jeśli chodzi o ten cykl (w sumie szybko zleciał) to w niedzielę ostatnia tabletka luteiny i w poniedziałek testowanie.
Mam zamiar od przyszłego cyklu zająć głowę czymś innym, może nowa praca itp. i poczekać aż mój mąż bardziej się wczuje. Co ja mam się tylko gimnastykować? Koniec. Chcę mieć dziecko, oczywiście, ale na ten moment chyba nie za wszelką cenę. Nie to nie. Mam deadline do czerwca. Nie wyjdzie ... to przerwa i inne zajęcia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2016, 09:15
Naprawdę nie mam żadnych objawów ciąży ... cycki mi spuchły jak zawsze od progesteronu i czasem odezwie się brzuch, ale to nic nowego.
Moje temperatury to xero z zeszłego cyklu, nie wiem jak to możliwe ... czy to luteina tak miesza w moim organizmie ... utrzymuje temperaturę na w miarę stałym poziomie i ani rusz.
Jutro pewnie się rozczaruje, ale mam intensywny tydzień i muszę wziąć dupę w troki i zasuwać.

Widzę, że jesteś w najgorszej dla psychiki (przynajmniej mojej..) fazie cyklu. Oby szybko @ przyszła, jeśli ma już przyjść i żebyś znów mogła stanąć na nogi. Ja po każdym czasie przedokresowo-okresowym czuję się zmęczona jak po jakiejś chorobie i Dopiero w 4-5dc odzyskują jaką taką wiarę w siebie. Mocno Cię ściskam i przytulam w tym trudnym czasie:* Zapisałam Twój pamiętnik w ulubionych, będę Ci kibicować i mam nadzieję, że już niedługo się u nas zazieleni:)
Podoba mi się to "suczko". Też czekam na moją, aczkolwiek mam nadzieję, że przyjdzie w piątek, bo jutro mam posiew i nie mogę dostać wcześniej, bo nie załapię się na HSG ;) Ja też mam tak, że czekając na okres czuję się, jakbym była trupem ;)
Najgorsze jest to, że człowiek zrobiłby wszystko żeby powstrzymać @ byle tylko oznaczało to małe serduszko w brzuchu. Trzymam kciuki !