I wiecie co? Naprawdę wierzę w ten cykl.
Co prawda jest nietypowy, plamienia śród cykliczne, owulacja w 11 dniu (może to inofem tak zadziałał?) i serduszek nie za wiele, bo ta wczesna owulacja była trochę z zaskoku (testy owulacyjne trochę mnie oszukały - traktowałam je jako "negatywne", a tymczasem pokazywały już owulację ... eh ... tanizna z allegro).
Temperatury nie mierzę, bo mnie wnerwia. Zawsze wykres jest obiecujący.
To mój drugi cykl z bromergonem i pierwszy pełny z euthyroxem. Prolaktyna na początku cyklu 180, więc super - uznam za unormowaną. Jutro kontrola TSH i zobaczymy jakie kwiatki wyjdą.
Pozostaje mi tylko podnieść głowę do góry i myśleć pozytywnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2016, 14:30
TSH - 1,2
Progesteron w 5 dp. - 10,87
Pierwszy raz odbieram wyniki z zadowoleniem

Pozostaje czekać
To mniej więcej tak jak z zaglądaniem na ovufriend.W dodatku dziś 8 godzin w jednej pracy i 4 godziny w drugiej.
Przynajmniej czas leci jak szalony.
I dzisiaj też mam humor typu - na pewno nie jestem w ciąży.
Eh...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2016, 13:14
Bo ja to na pewno nie jestem w ciąży.
Jak zwykle.
Więc plan jest taki:
1. Test w poniedziałek.
Jeżeli dodatni (wersja A):
2. B-hCG i zapisać się do ginekologa (skonsultować przyjmowanie bromergonu, euthyroxu i poziom progesteronu).
Jeżeli negatywny (wersja B ):
2. Doczekać do okresu, przecierpieć i zapisać się do ginekologa.
3. Skontrolować TSH i skonsultować dalsze przyjmowanie bromergonu i euthyroxu.
4. U ginekologa:
- monitoring owulacji
- konsultacja poziomu progesteronu w II fazie - może potrzebny duphaston/luteina ?
- wspomnieć o plamieniach okołoowulacyjnych w ostatnich cyklach
Chyba tyle.
Pewnie będziemy realizować wersję "B".
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2016, 12:23
Cycki napuchnięte.
@ brak.
Cierpliwości.
Nie jest fajnie.
Spoko.
Szpikuję się w tym cyklu wszystkimi witaminami i suplementami z możliwych. Nawet nie chcę liczyć ilości połykanych przeze mnie tabletek. Nie zaszkodzą, a może pomogą.
Mam nadzieję, że czwartek-piątek uda mi się zapisać do ginekologa w celach opracowania dalszego planu. Jestem ciekawa co też ciekawego może mi powiedzieć.
Pewnie, że krótko się staram i powinnam wyluzować.
Wtedy zrobię w tył zwrot ;P
Zrobiłam aktualne badanie TSH i zapisałam się na piątek do ginekologa.
Podobno jest wesołym facetem, a ja potrzebuję wesołych ludzi.
W sumie to jestem ciekawa tej wizyty, czy wniesie coś nowego, i czy znajdzie się ktoś, kto zajmie się mną NA POWAŻNIE.
A nie stwierdzi, że jestem młoda, krótko się staram i mam czas.
PLAN GINEKOLOG:
1. Pokazać dotychczasowe wyniki badań
- może by podkręcić progesteron?
2. Omówić plamienia po miesiączce - 7-12 dc. krew w śluzie od kilku cykli.
3. Monitoring owulacji - czy coś tam w ogóle rośnie??
4. Skonsultować długość cykli - czasem 27, czasem 35 dni (faza lutealna stała).
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2016, 13:11
Pozytywnie czy negatywnie?
Nie wiem.
Generalnie miły i rzeczowy. Dokładnie przejrzał wyniki badań, pobrał cytologię i zrobił USG.
1. Badania: potwierdził to, co podejrzewałam, czyli niski poziom (7-11) progesteronu w 2 fazie, a w związku z tym plamienia śródcykliczne. Zupełnie olał poziom prolaktyny i tarczycę. Stwierdził, że wyniki mam dobre i odstawiłby Bromergon i Euthyrox (TSH z 3,86 spadło do 1,99).
2. Wyniki cytologii za 2 tygodnie. W badaniu palpacyjnym wszystko okej.
3. USG: pęcherzyk dominujący na lewym jajniku 14 mm w 9 dc. Wg. doktora okej. Macica w przodozgięciu, endometrium mierzył, ale nic nie powiedział na jego temat. Generalnie obraz USG w normie.
Wnioski??
1. Przepisana luteina dopochwowo w 2 fazie cyklu po owulacji. ZGODA.
2. Odstawić Bromergon i Euthyrox. I tu ZONK. Generalnie przyznał, że nie chce się mieszkać do tego co powiedział endokrynolog. Myślę, że w tym cyklu zostanę przy Euthyroxie N25 i zmniejszę dawkę Bromergonu do 1/2 tabletki.
3. Inofem okej. i suplementy.
4. Starać się w okresie okołoowulacyjnym. No co ty?? Myślałam, że jestem wiatropylna.
5. Jak chcę to mogę do niego przyjść na potwierdzenie owulacji. Jeśli nie to spotykamy się za 3 miesiące.
AMEN.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2016, 10:54
Test owulacyjny pozytywny w 13 dc., śluz dzisiaj niepłodny, wczoraj mieszany, ale 80% dnia kremowy, cycki zaczynają boleć, czyli standard po owulacji.
Po owulacji, która TEORETYCZNIE powinna zaistnieć, bo przecież był pęcherzyk dominujący.
Tymczasem moja temperatura stoi. Co najśmieszniejsze rano było 36,61, a po całodniowym bieganiu i powrocie do domu 36,48 ....
Rano wzięłam pierwszą luteinę hymmm
Zresztą serduszka w dni płodne to też jak zawsze WIELKI kłopot .... Boże ratuj ... Mój mąż chyba myśli,że jestem krową rozrodową. Raz i koniec.
Nie wiem, co jest grane.
W przyszłym cyklu pełny monitoring owulacji!! Koniec kropka.
I jakiś antydepresant.
Temperatura dziś ciut skoczyła, ale i tak uważam, że owulacja była między 13, a 14 dniem. Wskazuje na to śluz i samopoczucie. Temperatura chyba sugeruje 15 dzień, ale wtedy śluz od rana był już gęsty i lepki ...
Czy to możliwe, że skok nastąpił dopiero po 2 dniach?
Oczywiście może to być zasługa luteiny ...
Eh, było się urodzić facetem. Dla nich to lotto.
Czytam pamiętniki innych dziewczyn i czasem im zazdroszczę. Wszystkie mamy ten sam problem, ale niektóre piszą : staramy się z mężem, robimy badania... Już nie wspomnę o ilości serduszek...
Ja mam wrażenie, że staram się sama. Owszem mój mąż mówi, że chce dziecka, ale chyba myśli, że biorą się z księżyca. Zupełnie nie zwraca uwagi na leki, które przyjmuję, a do lekarza pójdzie ze mną: jak przyjdzie czas. Na seks ma największą ochotę po dniach płodnych....
Mężczyźni....
Temperatury przy braniu luteiny mam niższe niż zazwyczaj.
Zastanawiam się, czy ja w ogóle miałam owulację. Większość znaków na Niebie i Ziemi świadczy o tym, że miałam. Ale wykres to mam zagadkowy.
Za wszystkie objawy dodatkowe obarczam luteinę. Cycki mam spuchnięte i podbrzusze mnie ćmi.
Nie mam jakoś za bardzo nadziei w tym cyklu. Jeżeli się nie uda - będę musiała zainwestować w monitoring już na 100% - myślę, że byłabym wtedy spokojniejsza.
Daje sobie jeszcze 2 cykle z luteiną i będę/będziemy musieli podjąć jakieś decyzje co dalej.
Eh ...
Oczywiście nie byłabym sobą i za-testowałam wczoraj w 10 dpo. i to nie z pierwszego moczu, więc wyniku można się domyślić.
Emocje oczywiście są na niskim poziomie, bo tak szczerze mówiąc nie mam już ochoty na kolejny miesiąc mordęgi.
MORDĘGA polega na:
1. Okres - ból jak cholera. Zawsze pytam: dlaczego my kobiety jesteśmy tak katowane?
2. Lekarze, badania - męczące. Nic jak dotąd mądrego nie wymyślili. Jestem młoda bla bla bla
3. Namawianie męża na seks - ten to dopiero nie umie się wcelować w moje dni płodne - tak seks w dni płodne wieje beznadziejnością - zazwyczaj 2 serduszka kiepskiej jakości. DUPA.
4. No i najlepsze na deser - oczekiwanie na testowanie. Głowa wtedy chodzi na najwyższych obrotach. Udało się, nie udało, udało, nie udało ... nie udało.
5. Testowanie - któraś dziewczyna użyła kiedyś tego sformułowania - test wygląda jak polany Vanishem :]
Jakoś ciężko mi już myśleć, że nowy cykl to nowa nadzieja.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2016, 08:10
Koniec nadziei.
Niby 12 dni po - to jeszcze jakaś szansa jest.
Ale myślę, że nie ma.
OESU.
W dodatku czuję się jakbym już dostała @, ale na razie jej nie ma - tylko sporo mlecznego śluzu i nabrzmiały biust.
Mogłabym już dostać tego cholerstwa - to by było przynajmniej pozamiatane.
Tak mam nerwy napięte do granic możliwości.


no i dobrze, że wierzysz ! dobre nastawienie to podstawa :) powodzenia