Pamiętniki Moze znow pamietnik napisze
Dodaj do ulubionych
1 2

10 września, 21:50

Dzien jak codzien, tym razem pod haslem bol krzyza i stawow. Kolana, lokcie, nadgarstki dokuczaja przy kazdym ruchu. Te nadgarstki sa najgorsze, nie jestem w stanie utrzymac patelni albo czajnika. Kolejne ograniczenie do pokonania doszlo. To by nawet pasowalo, starosc przyszla, a z nia menopauza i kolezanka osteoporoza. Zaczelam suplementowac wapn i magnez, z dodatkiem witaminy D i potasu. Ciekawe jak dlugo wytrzymam. Nienawidze tabletek. To i tak cud, ze jeszcze lykam zelazo.
Tymczasem stary odebral trzy telefony od rodziny, informujace radosnie o kolejnych dzieciach. Zostanie jednoczesnie wujkiem u brata i u siostry, u obojga po raz drugi. Zalamal sie. Na pocieszenie ojciec polecil mu adopcje. Normalnie peklam ze smiechu, ale musialam sie powstrzymac, bo tesciowa byla wielce zainteresowana moim stanem zdrowia i koniecznie chciala ze mna rozmawiac. Tradycyjnie nic jej nie powiedzialam poza tym, ze jestem dorosla i umiem trafic do lekarza, jak mi cos dolega.
Informacje o dzieciach nie zrobily na mnie zadnego wrazenia. Przywyklam. Puscilam staremu pare zlosliwosci w temacie, celujac glownie w jego siostrzenice, ale takze rodzicow i dziadkow. Takie male zlosliwe kombo, po prostu zwrot karmy, jak on mi przy chorobie mojego ojca, tak ja teraz jemu. Czuje, ze nie chce miec z nim dzieci. Moze zechce kiedys z kims innym, ale tez raczej nie, za pozno juz na to. On ciagle o dzieciach mysli, chce i cierpi, bo nie moze. To uderzylam tam, gdzie zabolalo. Jesli czyni mnie to zlym czlowiekiem, trudno, na codzien staram sie jednak byc dobra.

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września, 22:10

11 września, 21:24

A moze to jelita? Siostra taty zmarla na raka zoladka, jej corka jest tez po stomii. Moze i u mnie jakies sensacje w tych rejonach? Przy "dwojce" czuje ciagly dyskomfort i bol. Fakt, z odzywianiem ostatnio bardzo odpuscilam, potrafie ciagnac na kanapkach, pizzy, jogurtach, chipsach lub slodyczach. Oczywiscie wszystkie te produkty wystepuja oddzielnie, dzien slodyczy przeplata dzien chipsow lub kanapek itd. Nawet ostatnio w pracy dziecko mi powiedzialo, ze kanapka z sama wedlina bez warzywa na obiad jest srednio zdrowa. Z tym, ze w tych kanapkach to zamiast wedliny jest pasztet, bo szybciej i taniej, wiec juz kompletna tragedia zywieniowa.
Przy tym naciagam sie za mocno z psem. Prosto po pracy zasuwam z nim godzine na glodnego. Pizze, chipsy lub jogurt jem dopiero po 17:00. Sporty zupelnie odpadaja, nie wyrabiam sie, zreszta o 20:00 jest nowa runda z psem i to biegiem, bo juz jest ciemno, wiec nie ma jak go puscic samopas i trzeba biec z nim. Zabolalo mnie przy prawym jajniku podczas takiego biegu. I tu dochodzimy do meritum, czyli terminu laparoskopii w klinice. Mailowo nie dalo rady umowic, telefonicznie tez nie. Dzwonilam po 17:00, czynne niby do 18:00, ale juz nikt nie odbieral. Jutro musze z pracy probowac.
I jako wisienka na torcie, stary poranne spacery robi w 10 minut, na kiblu spedza natomiast minut 40. Nawet ma jakas prace, ale go do niej odwoze, tracac godzine rano w korkach. Po poludniu ta sama spiewka. Poniewaz 10 minut to stanowczo za malo dla rottweilera, ranki rowniez spadaja na moje barki. I tak wychodzi na to, ze stary nie jest mi juz kompletnie do niczego potrzebny, tolerowalam go tylko ze wzgledu na poranne spacery. Z niecierpliwoscia zagladam codziennie do skrzynki, czy przyszlo cos z sadu. Mogloby juz, czas najwyzszy.

14 września, 22:07

Zawsze bardzo zachwalam mojego psa, nawet jak nabroi, to go usprawiedliwiam i szybko mu wybaczam. Jednak tym razem grubo przesadzil i powaznie zastanawiam sie, co dalej. Pociagnal mnie za kotem, standard w zasadzie, uwielbia ganiac koty. Ale to stalo sie tak nagle i niespodziewanie, ze nie mialam zadnych szans na reakcje i upadlam tak niefortunnie, ze cos mi sie w kolanie jakby przestawilo, boli bardzo, ale tylko podczas ruchu, a i to zalezy jak i w ktora strone. Moze to stluczone miesnie, moze cos innego, siniakow nie ma, opuchlizny tez nie. Nie to jest wazne, raczej to, ze ten pies mnie kiedys zabije albo w najlepszym razie zrobi ze mnie kaleke. Moge upasc glowa na beton, moge zderzyc sie z drzewem, wpasc z nim pod samochod, generalnie takie ciaganie stanowi powazne zagrozenie zdrowia i zycia. Nie wiem, jak ten problem rozwiazac. Rottweiler powinien isc przy nodze, chocby sie walilo i palilo, a moj robi sobie, co chce. Zasadniczo slucha, komendy wykonuje, przy nodze chodzic potrafi, ale ma swoje humory i jak nie kot, to rower, motor, kon czy slon, zawsze sie znajdzie cos, co mu weszlo w droge, na co reaguje wlasnie taka dzika i niekontrolowana pogonia. Szkolki, prywatni trenerzy, internet, ksiazki, wszedzie pietrza sie "dobre" rady, a efekt taki, ze efektu brak. Ja juz go nawet sprzedac chcialam, zawiozlam do klienta, ale oczywiscie sie rozmyslilam. Moze zagladaja tu jakies "psiary" i cos doradza, bo mi juz rece opadaja do tego mojego klocka.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września, 22:09

19 września, 16:59

W recepcji powitala mnie przemila pani z szerokim hollywoodzkim usmiechem, od razu po nazwisku. Zaprosila do poczekalni z nowym obowiazkowym formularzem. Ledwo go wypelnilam, w drzwiach stanela pani doktor i slodkim glosem poprosila do gabinetu, mimo ze w poczekalni bylo kilkoro ludzi. Po drodze zrobilo sie male zamieszanie ze starym, od niego tez chcieli karte ubezpieczenia, w koncu to klinika dla nieplodnych par. Po dosc dlugiej, acz sympatycznej rozmowie, zdolalam wytlumaczyc pani doktor, z czym przychodze. Najpierw twierdzlia, ze oni nie sa od tego typu zabiegow, ze robia tylko laparoskopie diagnostyczne, ale nie maja narzedzi do ewentualnego usuwania zrostow. Gdy nazwalam ich klinike najlepsza na rynku i wychwalilam odpowiednio umiejetnosci doktorow, zgodzila sie na konsultacje z ordynatorem, bo to on robi zabiegi. Powiedzialam, ze wiem, ze juz mi robil, dlatego chce jeszcze raz, bo bylam bardzo zadowolona. Pani stwierdzila jeszcze, ze przy endometriozie, ktora podejrzewamy, szans na naturalna ciaze i tak nie ma, ze nawet usuniecie zrostow nie pomoze przy takich parametrach nasienia, jakie ma stary. Zapytala, czy od razu wpisywac nas na invitro, bo i tak bedzie za darmo. Na koniec postanowila mnie zbadac. Wtedy pierwszy raz uslyszalam od lekarza, ze to zrozumiale, ze mnie tak boli, ze nie chce mnie straszyc, bo to tylko usg, ale na lewym jajniku widzi torbiel, byc moze endometrialna, ktora ordynator na pewno mi obejrzy laparoskopowo. Zapisala na konsultacje u niego za dwa tygodnie. Kazala przyjsc ze starym i jego papierami, od razu i jego sie przeswietli. Wypisala szereg badan z krwi, widzialam na zleceniu dane do operacji.
Potwierdzilo sie prawie cos, z czym standardowa ginekolog od trzech lat sobie nie radzi. Moje bole maja nazwe. To endometrioza. Jeszcze nie oficjalnie, brakuje pieczatki ordynatora kliniki, ale to tylko formalnosc. Ogolnie czuje ulge, bo wreszcie cos wiem. Jest szansa na zminimalizowanie objawow. Bede walczyc, wiem juz z czym i jak. Dlatego na poczatek wracam do diety przeciwzapalnej.

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września, 17:01

21 września, 22:31

Moja najlepsza przyjaciolka znowu postanowila mi pomoc. Tak naprawde pogrzeb taty przezylam w jednym kawalku tylko dzieki niej, to ona trzymala mnie za reke, pozwalala mi swoja sciskac, nawet gdy z bolu juz palcow nie czula. To ona zaprowadzila mnie w kosciele do lawki, a potem na cmentarz i to ona zabrala mnie po wszystkim do siebie i sie ze mna upila. Mam najkochansza przyjaciolke, jaka mozna sobie wyobrazic. Nic dziwnego, ze gdy opowiadalam jej o wizycie, nie ograniczyla sie tylko do wysluchania, ale zaproponowala konkretna pomoc w postaci konsultacji u swojej dietetyczki, celem rozpisania dla mnie diety przeciwzapalnej. Znamy sie i przyjaznimy od zawsze, od przedszkola. Zawsze sobie pomagalysmy, zawsze moglysmy na siebie liczyc, nawet gdy rozdzielily nas kilometry. Przyjezdzajac do Polski od razu najpierw zagladam do niej, dopiero potem do domu. Musialam o tym napisac, chce pamietac, jak wazna jest dla mnie ta relacja i jak bardzo zalezy mi, by tego nie zepsuc.
Poza tym powoli oswajam sie z choroba. To znaczy, ja wiedzialam juz od dawna, ze ja mam, tylko nikt nie umial mi tego zdiagnozowac, o leczeniu nie wspomne. Teksty lekarzy typu, ze takie bole sa normalne albo ze mam sobie lykac ibuprofen lub pigulki antykoncepcyjne, niestety naleza do zenujacej codziennosci. Na razie brakuje mi odwagi, by czytac wiecej na ten temat, pobieznie sie z nim zapoznalam duzo wczesniej, doglebna analize na razie ciagle odkladam na potem. Staram sie nie jesc rzeczy, ktore mi szkodza, staram sie wybierac te zdrowe. Tyle mi chwilowo wystarcza, czekam grzecznie na konsultacje u ordynatora kliniki, na zabieg i konkretne okreslnenie ognisk. Dopiero wtedy bedzie mozna "cos" z nimi probowac zrobic, przy pelnej swiadomosci nawrotow choroby. Najczarniejszy scenariusz to przedostanie sie zrostow do pluc, ogladalam dzis w serialu paramedycznym. Watpliwe, bym byla az taka wybranczynia losu, aczkolwiek moje przeczucie o raku troszke sie spelnilo. W koncu endometrioze oznacza sie miedzy innymi markerem nowotworowym CA 125.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września, 22:33

1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)