Pamiętniki Nadzieja umiera ostatnia
Dodaj do ulubionych
1 2

13 czerwca 2020, 23:33

Jestem już po okresie, ale nie piszę który dzień cyklu bo nie liczę. Mąż na wyjeździe więc w tym miesiącu nic z tego. Wraca po mojej owulacji. Odpuszczam.

Poprzedni cykl zakończył się pozytywnym testem (po czasie), który zapomniałam wyrzucić i mąż go widział. Głupi nie jest, wie co znaczą II. Mówiłam mu, że po czasie to się nie liczy, że na pewno nie jestem w ciąży bo nic nie czuję. Okres spóźniał mi się kilka dni co dla niego było ewidentnym dowodem. Chodził uśmiechnięty, widziałam w jego oczach iskierki nadziei, ale ja wiedziałam że nic z tego. Dla pewności zrobiłam betę- negatywna. Byłam na to przygotowana ale on nie. Widziałam po nim zawód i nic nie mogłam zrobić, czułam się do dupy, znowu.

Mam już dość.

7 lipca 2020, 22:34

8 dc
Trochę mnie nie było dlatego napiszę co się u mnie działo od ostatniego wpisu.

* Byłam u lekarza w sąsiednim mieście skonsultować podejrzenie torbiela, ale na szczęście okazało się, że nic nie ma, więc albo się wchłonął albo to był przerośnięty pęcherzyk (29mm). Swoją drogą trafiłam na miłego i bardzo dokładnego gina. Jeszcze nie miałam tak długiego badania i omawianego każdego szczegółu. Dowiedziałam się, że wszystko w środku mam idealne, wyniki dobre. Byłam zaraz po owulacji, widać było zapadnięty pęcherzyk. Nie brałam w tamtym cyklu ani lametty ani ovitrelle, a mimo to pęcherzyk był i pękł. Jaki jest sens faszerować się lekami i zastrzykami? Pytałam lekarza o inseminację, odradzał, powiedział, że szanse na powodzenie są takie same jak przy naturalnym zapłodnieniu. Zaproponował in-vitro.

* Robiłam badania ANA2- wynik ujemny :)

* 29 maja mąż robił badanie SCD. Wynik miał być po 3 tygodniach, ale wyjechał i nie miał jak odebrać. Stwierdziliśmy, że odbierzemy przy mojej wizycie. Tydzień temu zadzwonili do męża z kliniki, że konieczna jest konsultacja andrologiczna. Nie wiedziałam czy coś jest nie tak z wynikiem czy dzwonią bo długo nie odbieraliśmy wyniku. Wczoraj tam pojechaliśmy i tylko się wkurzyłam, ale o tym później. Udało mi się wejść do gabinetu razem z mężem chociaż jest zakaz przychodzenia z osobą towarzyszącą. Myślałam, że umuwiłam męża do androloga, a okazało się, że to urolog. Nie jestem zadowolona z wizyty. Zrobił co prawda badanie USG, ale powiedział tylko, pokazując na monitor, "to są pana jądra". Pytał męża czy wstaje w nocy siku, czy w rodzinie ktoś chorował na kamicę, czy pali/pije, ale nic nie tłumaczył. Badał zadając pytania, a ja czekałam aż powie że wszystko jest super, że nie widzi żadnych nieprawidłowości, nie mówił nic co mnie irytowało. Na koniec wizyty sama zapytałam czy jest ok i wtedy dopiero mnie uspokoił. Pytałam też co z tym wynikiem DNA plemnika. Przejechaliśmy przecież 150km żeby skonsultować ten wynik , którego jak się okazało, on nie miał u siebie w komputrze. Przepisał suple (Fertilman plus) i kazał przyjść za 3 miesiące i na następnej wizycie omówi wynik. Zagotowało się we mnie. Wyszliśmy. Na recepcji zapytałam o wynik i bez problemu go otrzymałam. Wróciliśmy się do tego urologa, a on zrobił się opriskliwy i nerwowo stukał w klawiaturę z miną mówiącą: "po cholerę oni znowu przyszli, mieli przyjść na następną wizytę, a tak pewnie nie przyjdą skoro mają już wynik i przepadnie mi 200zł".

Wynik badania SCD: Fragmentacja DNA 30%
Nie jest dobrze, ale chyba nie jest tragicznie.

* Prywatnie u nas wszystko wporządku. Miłość kwitnie. W piątek jadę na wizytę do swojego gina. Będziemy nocować w Poznaniu i weekend przeznaczamy na zwiedzanie. Daliśmy sobie jeszcze 2 miesiące. Jak się nie uda to decydujemy się na in-vitro. Oboje stwierdziliśmy, że nie chce nam się już jeździć co miesiąc na wizyty, z których nic nie wynika i zostawiać kupę kasy lekarzom, którzy nie mają na nas pomysłu.

15 lipca 2020, 19:00

16 dc, 4 dpo
W piątek byłam na wizycie w klinice. Mój gin narobił mi znowu nadziei na ciążę, w dodatku bliźniaczą. Zobaczył 2 równe pęcherzyki 20mm, po jednym w każdym jajniku. Przepisał ovitrelle i luteinę od 15.07.
Postanowiliśmy, że spędzimy weekend poza domem. Mąż zrobił mi zastrzyk w hotelu. Wieczorem pojechaliśmy do mojego kuzyna, z którym nie widzieliśmy się kilka lat. Doznałam szoku kiedy okazało się, że mieszka z ... chłopakiem! Bałam się reakcji męża, bo kiedyś nie zareagował zbyt optymistycznie i przyjaźnie widząc gejów trzymających się za ręce, ale tym razem było całkiem inaczej. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, żartowaliśmy, było bardzo miło.
Sobotę poświęciliśmy na zwiedzanie. Byliśmy w Biskupinie. Przejechaliśmy się kolejką wąskotorową, pochodziliśmy, porobiliśmy zdjęcia, aktywnie odpoczęliśmy.
W niedzielę pojechaliśmy na wybory i do mojej mamy na grilla. Nawet się nie pokłóciłyśmy więc dzień uznaje za równie udany jak poprzednie.

25 sierpnia 2020, 13:30

2 dc
Witajcie, mam wrażenie jakby nie było mnie tu z 2 lata, a to tak na prawdę tylko kilka tygodni. Niestety nie wracam z dobrą nowiną. U mnie nic nowego. Jestem po 2-tygodniowym urlopie. Mąż nie dał mi myśleć o niczym innym jak o zwiedzaniu i planowaniu dnia. Było super pomijając jeden dzień, kiedy zrobiłam test i wyszedł negatywny. To był dla mnie wielki cios. Byliśmy wtedy na kilka dni u teściowej, codziennie miałam styczność z dziećmi, dlatego tak mocno mnie to zabolało. Test zrobiłam rano, potem poszłam na wspólne śniadanie i nie miałam chęci nawet patrzeć na ten talerz tylko pójść gdzieś, gdzie nie ma nikogo i się wyryczeć! Teściowa zauważyła, że coś ze mną jest nie tak, ale starałam się wysiedzieć i zjeść. Po słowach męża, że jestem jakaś nieobecna wstałam od stołu i uciekłam do łazienki, szlochałam po cichu. Podsłyszałam jak teściowa mówiła: "teraz to jak ktoś dużo ma to mu się w dupie przewraca". Myślę, że mówiła o mnie. Chciałam jej wytłumaczyć swoje zachowanie jak się uspokoiłam, ale stwierdziłam, że skoro mnie z góry oceniła to nie będę się tłumaczyć, niech myśli co chce.

Skończył się urlop i wróciły myśli o ciąży i staraniach. W styczniu byłam w ciąży i gdyby wszystko poszło dobrze to za miesiąc byłabym mamą. Za 3 tygodnie rodzi moja znajoma :( chyba potrzebuje psychologa!! To już tyle czasu minęło, a u mnie dalej nic, nawet cienia kreski.

Co planujemy dalej?
ON:
- bierze sumlementy
- zdrowo się odżywia
- pozytywne myślenie
ONA:
- dostałam skierowanie na krzywą cukrową
- planuję zapisać się na telewizytę do doc.Paśnika + zrobić potrzebne do niej badania
- muszę wyrwać 4 zęby (ósemki) !!

25 września 2020, 11:20

7 dc
Dawno nic nie pisałam, może nie działo się nic szczególnego, a może po prostu nie miałam weny. Dzisiaj mam taki dzień, że mam wszystkiego dość. Wiem, że powinnam być wdzięczna za różne rzeczy i cieszyć się życiem jednak nie potrafię. Nic mnie już nie cieszy. Staram się bardzo, ale jest co raz gorzej. Chciałabym kłaść się spać bez tego natłoku myśli, bez analizowania każdego dnia, co mogłabym jeszcze zrobić aby zajść w tą wymarzoną ciążę.
Jestem przebadana ginekologicznie, hormonalnie i do pełnej diagnozy brakuje mi tylko immunologii. Czekałam miesiąc aby zapisać się na telewizytę do najlepszego specjalisty w Polsce. Dzisiaj jest właśnie ten dzień, dzień rejestracji, jeden dzień w miesiącu który daje tak wiele nadziei na dziecko. Traktowałam go jako ostatnia deska ratunku i co? Najpierw 15 minut telefon był cały czas zajęty i jak już byłam zrezygnowana udało mi się dodzwonić … byłam 14 w kolejce. Tak bardzo się cieszyłam, jednak szybko spadłam na ziemię bo gdy doszło do rozmowy to usłyszałam, że niestety wszystkie terminy są już zajęte. To był dla mnie cios porównywalny do poronienia. Poczułam się bardzo podobnie, tak jakbym straciła ciążę. Poryczałam się w drodze do pracy i jak już usiadłam do komputera. Przeraża mnie myśl, że dopiero za miesiąc kolejne zapisy na wizytę, która odbędzie się w listopadzie i pewnie znowu mi się nie uda dodzwonić. Te starania mnie wykończą. Mam poczucie, że tracę czas, którego już nie odzyskam.

Wrzesień to miesiąc, w którym mogłabym rodzić gdybym donosiła ciążę. Ta myśl mnie paraliżuje, nie mogę patrzeć już na czyjeś niemowlaki, w głowie mam tylko tą jedną myśl, że ja też byłabym teraz mamą. Na Internety nie mam ochoty wchodzić bo mam wrażenie, że każda dziewczyna, którą znam jest w ciąży, albo przed chwilą urodziła.

Na koniec małe podsumowanie moich postanowień z tamtego miesiąca:
ONA:
- dostałam skierowanie na krzywą cukrową
* Nie zrobiłam jeszcze tej krzywej :/ zawsze było mi nie po drodze. Z urlopu wróciłam chora, potem koleżanka z pracy wzięła 2 tyg urlopu i nie mogłam się zwolnić z pracy, potem wyrwałam zęba i wolałam przeczekać okres rekonwalescencji. Planuję iść w poniedziałek.
- planuję zapisać się na telewizytę do doc.Paśnika + zrobić potrzebne do niej badania
* Nie udało się zapisać, ale badania zrobię jeszcze w tym miesiącu.
- muszę wyrwać 4 zęby (ósemki) !!
* 1 wyrwana, drugiej pozbędę się 5.10

Za 3 miesiące miną 4 lata starań.

8 października 2020, 23:30

20 dc
Nie piszę ile jestem po owulacji bo niestety ten czas spędziłam sama. Chociaż nie do końca sama. Kupiłam sobie intymny sprzęcik, który uprzyjemnił mi prawie trzy tygodnie samotności.

Co u mnie?
Tydzień temu byłam na krzywej cukrowej i insulinowej. Myślałam, że źle zniosę te badanie, że źle się poczuję, ale strach ma wielkie oczy. Poszło gładko może dlatego, że Pani pielęgniarka pozwoliła mi wkropić cytrynę. Dzisiaj mąż odebrał wyniki.

* Kreatynina w surowicy GFR 0,68 mg/dL (0,50-0,90) :)
* eGFR (MDRD) 102 (>90) :)
* Wapń całkowity 2,61 mmol/L (2,15-2,50) :(
* HbA1c (hemoglobina glikowana) 4,82% (4,80-5,90) :)
* Parathormon 40,40 pg/ml (15,00-68,30) :)
* Glukoza na czczo przed obciążeniem 116 (70-99); po 2h 165 (140-199 upośledzona tolerancja glukozy) :O
* Insulina na czczo 8,4 (2,0-25,0), po 2h 71 :O

Ostatnio zbyt często łapię doła. Nie wiem czy to wina pogody, obecnej sytuacji w kraju czy po prostu już siada mi na łeb i nie wytrzymuje. Nie odzywam się do matki, sama jest sobie winna. Nie szanuje moich próśb o nierozmawianie o ciążach. Przy każdej możliwej okazji opowiada o koleżankach z pracy i ich "szczęściu", że nam się też kiedyś uda itd. Może i ma dobre intencje ale ja na prawdę nie mogę tego dłużej słuchać, przynajmniej na razie, pragnę odetchnąć. Co mnie zabolało najbardziej to jej słowa, że może jeszcze jestem nieukształtowana i niegotowa fizycznie na dziecko. Nosz kur.a! W myślach zadaje sobie pytanie co z tymi wszystkimi nastoletnimi matkami, czy one były już wystarczająco wykształcone fizycznie? A ja, 30-letnia kobieta , jeszcze nie? Może mam czekać aż urośnie mi druga macica?!

Zaczęłam analizować swoje życie i to co się w nim dzieje. Zauważyłam dziwny zbieg okoliczności. Otóż:
- 15.10 zakończył się mój pierwszy poważny związek
- 15.10 parę lat później zakończył się mój drugi związek
- 15.10 jest Dzień Dziecka Utraconego (straciłam dwie ciąże)
Czy to przypadek czy jakieś cholerne zrządzenie losu? Nie chcę więcej strat!!
Tak bardzo pragnę mężowi dać to czego pragnie od dawna- potomka. Taka prosta sprawa dla większości, a dla mnie najtrudniejsza walka, która do tej pory przynosi same straty w postaci mojego zdrowia psychicznego, smutku i rozpaczy. Kiedy już wydaje mi się, że jest dobrze, że mam wszystko pod kontrolą, staje się coś co zwala mnie z nóg i moje życie wciąż wygląda jak sinusoida.

Wiecie co? Zakończę ten post słowami mojej babci:
"My też długo staraliśmy się o dziecko ... aż trzy miesiące"

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 23:33

19 października 2020, 22:17

6 dc
Miałam dodać wpis 15 października, ale nie byłam w stanie. To zdecydowanie ni był mój dzień. Pomijając fakt, że był to dzień moich "dzieci" (Dzień Dziecka Utraconego), to jeszcze byłam na pierwszej wizycie u diabetologa i nie usłyszałam niczego dobrego. Wyryczałam się za wszystkie czasy, chyba tego potrzebowałam.

Mam początki cukrzycy i hiperinsulinizm!
Dostałam tabletki i zalecenia co do diety. Od czwartku lecimy ze zdrowym jedzeniem na poważnie.

Dzisiaj jest piękny dzień, bo nasza 7 rocznica związku. 7 cudownych lat z moim ukochanym. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego męża. Mówili, że po ślubie wszystko się zmienia, że uczucie gaśnie, że oboje przestają się o siebie starać ale wiecie co? Jak dla mnie po ślubie jest nasz rozkwit, lepiej niż było przed. Mężu otworzył się uczuciowo, jest bardziej wylewny, więcej przytula i daje wsparcie, którego tak bardzo potrzebuję. Nie ocenia, nie krytykuje, jest. Tak bardzo go kocham, tak bardzo pragnę ściskać w ramionach owoc naszej miłości.

PS. Dostałam dzisiaj podwyżkę :D

15 lutego, 13:36

20 dc, 8 dpo
Witajcie. Jestem z powrotem.
Nie będzie to spektakularny powrót, chociaż po cichu liczyłam na to, że wrócę tu w dwupaku. Życie jak zwykle pisze swoje scenariusze, inne niż moje. Ale wiecie co? Wracam z totalnie innym nastawieniem. Budzę się rano szczęśliwa, wdzięczna i zadowolona ze swojego życia. Chyba zaczynam się przyzwyczajać do tego co los mi daje i do tego czego nie daje. Pozytywne nastawienie do życia zmienia je całkowicie, spróbujcie.

Co się u mnie działo przez ten czas kiedy mnie nie było?
Starałam się wyluzować, przestałam jeździć do kliniki niepłodności odkąd lekarz stwierdził, że zostaje nam inseminacja albo in-vitro. Spotykaliśmy się z przyjaciółmi, debatowaliśmy o wykończeniu naszego pierwszego mieszkania, poswięcaliśmy czas sobie. Starań nie zaniechaliśmy, jednak nie spinaliśmy się jak wcześniej.

Do mojej diagnozy dodałam badanie cytokinów, kiry oraz komórki nk. Te ostatnie mam za wysokie, czekam na resztę wyników.

Pozbyłam się kolejnej "8" z uzębienia. Czeka mnie jeszcze leczenie kilku zębów, potem planuję założyć aparat na dół i wybielić ząbki 😃

Będzie dobrze. Ze wszystkim.

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego, 13:37

23 lutego, 08:49

1dc
Nie spodziewałam się, że będzie inaczej. Odebrałam wyniki cytokin i chyba znalazłam powód naszych niepowodzeń. Od ponad 4 lat starań słyszałam, że wszystko z nami ok, wyniki dobre, musimy czekać.
Od stycznia przygotowywałam się na inseminacje w lutym, już wszystko było gotowe, byliśmy dogadani z lekarzem. Dostałam leki na stymulacje, miałam przyjść przed spodziewaną owulacją na monitoring, lekarz miał wtedy określić dzień inseminacji... nie wyszło tylko dlatego, że owulacja wypadała na weekend, a wtedy klinika jest zamknięta. Stwierdziłam, że to znak żeby tego nie robić. W tym cyklu też owulacja wypada na weekend.

Do rzeczy.
Przeraziłam się wynikami cytokin. Są złe. Próbuje od kilku miesięcy zapisać się do dr Paśnika ale nie mam szczęścia, nie mogę wbić się w wolny termin. Próbowałam już kilka razy różnymi sposobami. On jest moją ostatnią deską ratunku.

Poniżej moje wyniki:
062f1bc8479c.jpg

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego, 09:16

1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego