X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki oczekiwanie na serce pod sercem - IVF - synek jest z nami
Dodaj do ulubionych
1 2 3

4 marca 2022, 09:16

18+1
Mój ciążowy spokój został mocno zakłócony...
Zmarła moja ukochana babcia, nie zdążyłam jej powiedzieć, że zostanie prababcią, a ona tak bardzo na to czekała 😭 Załamała mnie ta wiadomość, z tego wszystkiego trafiłam na SOR z ostrymi bólami brzucha, po kontroli u mojego lekarza prowadzącego dostałam dwa tygodnie zwolnienia, bo mam strasznie napiętą macicę, mam odpoczywać i się nie stresować. Pierwszy raz w życiu jestem na takim długim zwolnieniu i nie bardzo wiem co ze sobą zrobić 🤷‍♀️ Teraz muszę zadbać o dzidziusia i o siebie i to jest najważniejsze. Mamy już prawie 200g synka ❤ Imienia nadal brak 🤭

1 kwietnia 2022, 09:48

21+1
Wczoraj miałam badania połówkowe. Strasznie się stresowałam, nie wiem dlaczego, bo przecież na pewne rzeczy nie mam wpływu 🤷‍♀️ Młody bardzo nie współpracował, nie chciał się ułożyć, w końcu jednak udało się wszystko zbadać i wszystko jest dobrze, wszystkie narządy prawidłowe. Lekarka najdłużej badała serce, ale też wszystko w normie. Strasznie się cieszę 🥰 Dzidziuś waży już 422g i jest 3 dni do przodu. Połowa ciąży pełna stresu i niepokoju za nami, mam nadzieję, że druga połowa będzie mniej stresująca. Nie mogę się już doczekać zakupów dla maluszka ❤ Wróciłam też do pracy, dwa tygodnie zwolnienia pomogły i macica przestała się napinać, muszę podjąć decyzję do kiedy będę pracować, na razie czuję się dobrze, więc chyba jeszcze trochę popracuję.

11 maja 2022, 10:54

26+6
Synek waży już 1093g ❤
Wszystko w normie. Synek ułożony już podłużnie główkowo, oby tak został do porodu. Musiałam zmienić lekarkę, bo moja jest na dłuższym L4. Nowa bardzo przypadła mi do gustu, wszystko mierzyła bardzo dokładnie, ma wszystkie certyfikaty, więc postanowiłam się umówić do niej na badanie prenatalne III trymestru. Wogóle III trymestr kiedy to zleciało 😨 Od 1 czerwca idę na zwolnienie, może w końcu znajdę czas żeby zająć się wyprawką 🙈 Obawa o synka mnie nie opuszcza, jak tylko czuję mniej ruchów, a zdarzają się takie dni, od razu wpadam w panikę, ten stres już mnie chyba nigdy nie opuści 🤷‍♀️

2 czerwca 2022, 20:04

30+0
Dwa dni temu miałam badania prenatalne 3 trymestru. Synek waży już 1452 g. Wszystkie parametry w normie, oprócz tętna płodu... na usg wychodziło 162-172. Od razu w przychodni zostałam podłączona do KTG, zapis nadal nieprawidłowy, podejrzenie tachykardii. Dostałam pilne skierowanie do szpitala, torba spakowana na szybko, oczywiście wpadłam w panikę, pojechaliśmy do szpitala tam kazali mi pić wodę i się nie stresować (serio?) i kolejne KTG i usg. Na ktg zapis idealny, nie przekroczył 150, brak skurczy. Na usg też wszystko dobrze, przepływy ok, łożysko bez cech odklejania, szyjka zamknięta o długości 4cm, wody płodowe w normie. O co tu chodzi? 🤷‍♀️ Nie było podstaw do zatrzymania mnie w szpitalu więc mogłam wrócić do domu. Idealnie zaczęłam swoje L4 🤦‍♀️ Teraz siedzę w domu, ale cały czas z tyłu głowy mam obawy czy wszystko dobrze, jak mam przestać się martwić?

21 lipca 2022, 12:13

37+0
Ciąża donoszona!
Wczoraj miałam wizytę z ktg. Z synkiem wszystko dobrze, waży już ponad 3 kg i jest dwa tygodnie do przodu, pani doktor powiedziała, że mogę już spokojnie rodzić, żeby syn tylko zechciał już wyjść 🙈 KTG wyszło idealnie, mimo że strasznie się stresowałam. Kolejna wizyta za dwa tygodnie, jeśli wcześniej nie urodzę, zobaczymu wtedy czy dzieć dalej tak szybko rośnie i jeśli tak, to dostanę skierowanie do szpitala. Wolałbym jednak, żeby zaczęło się naturalnie, bez wywoływania. W domu wszystko już gotowe i czeka na naszą największą miłość. Cała rodzina czeka na naszego synka. Nie mogę się już doczekać spotkania, chciałabym już Cię poznać syneczku i przytulić ❤

10 sierpnia 2022, 17:00

40+0
A ja dalej w dwupaku 🙈
w zeszłym tygodniu serduszko młodego znowu biło za szybko, dostałam skierowanie do szpitala, tam zrobili kolejne KTG, które wyszło tak samo, jednak lekarze stwierdzili, że wszystko jest ok i nie zostałam przyjęta do szpitala. Kolejne dni to był jeden wielki stres czy wszystko dobrze, a jak wiemy stres nie sprzyja rozpoczęciu akcji porodowej 😔 Wczoraj na wizycie było wszystko dobrze, młody waży juz 3700 😮 jest gotowy do wyjścia, ale jak widać nie spieszy mu się, a ja tak bardzo chciałabym już go poznać, cała rodzina na niego czeka. Kolejna wizyta za tydzień i jeśli nic się nie wydarzy to pewnie dostanę skierowanie na wywołanie, bo to juz będzie początek 42 tygodnia...

9 września 2022, 16:10

Jan przyszedł na świat 18.08.2022 o godzinie 9.23 przez cc 🥰
41+0 po wizycie u lekarza dostałam skierowanie do szpitala, niestety tam gdzie chciałam rodzić czyli na brochowie nie było miejsca, więc pojechałam z mężem na Kamińskiego. Po zbadaniu mnie i zapoznaniu się z moją historią lekarz był zdziwiony, że tak późno przyjeżdżam i że powinnam trafić do szpitala w 39 tygodniu, czyli wtedy kiedy na brochowie mnie nie przyjęli :/
Lekarka stwierdziła, że od razu mnie zostawiają i trafiłam na patologie ciąży. Syn duży, bo szacowali 4070g, KTG skaczące, nie ma na co czekać. Następnego dnia mają podjąć decyzję czy robią cesarkę czy indukują poród. Na porannym obchodzie lekarka zapytała mnie jak chcę rodzić, powiedziałam, ze naturalnie, a ona stwierdziła, że na naturalny poród nie mamy już czasu, bo to może potrwać nawet kilka dni, że gdybym trafiła w 39 tygodniu to by wywoływali, a teraz się boją tętna, tego, że IVF i że dziecko duże. Zdałam się na lekarzy, w końcu oni wiedzą najlepiej. Następnego dnia zrobili mi cesarkę i na świecie pojawił się nasz największy cud, waga 3960g, 56 cm, później okazało się, że był owinięty pępowiną, może stąd było to szalejące tętno? 🤷‍♀️🤔. Kiedy usłyszałam jego płacz, łzy same mi poleciały, pielęgniarki musiały ocierać mi łzy, bo nie byłam w stanie przestać płakać, potem położyli koło mnie najpiękniejsze dziecko świata. Mąż już czekał obok, żeby kangurować młodego , kiedy go zobaczył i przytulił to też płakał. Najpiękniejszy dzień. Potem się okazało, że Jasiek ulewa wodami płodowymi, więc nie mogłam go od razu przystawiać do piersi i rozpoczęła się walka o laktację. Pobyt w szpitalu po porodzie wspominam źle, nie było żadnej pomocy z w karmieniu piersią, od razu proponowali mm. Mąż przywiózł mi laktator i walczyłam, dawałam mm i moje odciągnięte mleko cały czas próbując dostawiać młodego. Był dramat nie radziłam sobie psychicznie z tym, że nie potrafię go nakarmić. Po dwóch dniach coś zaskoczyło, odstawiliśmy mm i przeszłam tylko na moje mleko. To był niesamowity sukces. Teraz są lepsze i gorsze dni, uczymy się siebie, ale kochamy tego małego człowieka najbardziej na świecie. To nasz wspaniały CUD.

14 marca, 09:55

Wieki mnie tu nie było, a Jaś zaraz kończy 7 miesięcy 🙈 To był jednocześnie najpiękniejszy, ale i najtrudniejszy czas w moim życiu. Od początku było trudno, najpierw dopadły go kolki, płakał z przerwami od 18 do 22 kiedy już padał ze zmęczenia, ale przynajmniej ładnie spał w nocy, po 3, 4 a czasem 5 godzin, a ja mogłam się wyspać, potem przyszedł 4 skok rozwojowy i sen się popsuł i nie naprawił się nadal 🤣 Potem Jaś przestał jeść i zaczął się mój dramat, każdy dzień zaczynał się od myśli czy moje dziecko coś zje, karmiłam go na śpiocha, bo inaczej płakał, ale nie jadł, butli nawet nie próbował ciągnąć. Strasznie ulewał. Ostatecznie okazało się, że wędzidełko jest do podcięcia, mimo, że wcześniej sprawdzało je kilku "specjalistów" i wszyscy mówili, że ok. Niestety uraz do jedzenia pozostał i tak walczymy każdego dnia, teraz w nocy je pierś, a w dzień moje mleko z butli, bo w końcu w miarę nauczył się jeść z butelki. Kolki minęły z czasem i żadne leki nie pomagały jedynie czas był dobrym lekarstwem. Wszyscy mi mówili, że z czasem jest trudniej, ale nie jest, jest łatwiej, nie wiem dlaczego mnie straszyli, bo ja uważam, że teraz jest o niebo lepiej. Przez 4 miesiące wszystkie drzemki były na mnie, tylko w 1 miesiącu spał sam, teraz wszystkie drzemki są w łóżku beze mnie, a ja mam czas żeby odpocząć i też potrzeba było czasu żeby nauczył się drzemać w dzień sam. Wcześniej wieczorne zasypianie wiązało się z godzinami kołysania, teraz zasypia sam, ja tylko leżę obok, czasem potrzeba 15 minut, czasem godziny, ale nie trzeba już kołysać. Na początku jazda autem jak nie spał wiązała się z płaczem, teraz jak nie śpi to się bawi.🤷‍♀️ Dlaczego nikt mi nie powiedział, że z czasem będzie łatwiej tylko wszysycy mnie straszyli?
Nie mówię, że zawsze jest super, bo czasem potrafi jęczeć cały dzień 🙈 ale jest kolosalna różnica. Kocham tego małego człowieka najmocniej jak się da, mimo, że czasem brakuje mi cierpliwości. Nie oddałabym go za nic na świecie, każdy jego uśmiech wynagradza mi przepłakane dni. A te momenty kiedy wtula się we mnie i daje mi mokre buziaczki są najwspanialsze na świecie 🥰 Cała rodzina zakochana jest w Jaśku. Mój mąż sprawdza się super jako tatuś, pomaga mi bardzo i od początku tak było, nie mogłam wybrać lepszego taty dla naszego syna ❤️

3 kwietnia, 10:15

Gdyby nie kwestia jedzenia moje macierzyństwo byłoby dużo łatwiejsze. Jest ciężko i było bardzo ciężko ale gdyby mój syn jadł normalnie to wszystko wyglądałoby inaczej. Czasem zazdroszczę matką dzieci, które jedzą tak pięknie i nie trzeba o to walczyć. U nas najpierw było karmienie na śpiocha, potem musiałam kołysać, żeby jadł, potem była walka z butelką, a teraz z rozszerzaniem diety. Są dni, że nawet ładnie je, a są takie, że nawet buzi nie chce otworzyć 😔 Jestem wyczerpana tymi problemami. Zawsze myślałam, że jedzenie jest podstawową potrzebą i to będzie naturalne, ale jak zwykle bardzo się pomyliłam. Każdy dzień to jest stres czy moje dziecko będzie jadło, wykańcza mnie to. Nikt mnie nie rozumie, bo dziecko przybiera, ale nikt nie zwraca uwagi na to ile walki i nerwów mnie to kosztuje 😭
Chyba mi się ulało...

24 kwietnia, 08:55

8 miesięcy 6 dni
Sytuacja jest nadal dramatyczna, a ja jestem na skraju wyczerpania nerwowego. Codziennie sobie mówię, że nie będę się przejmować tym, że nie chce jeść, a potem nadchodzi pora posiłków, ja mam ściśnięty żołądek, zaczynamy spokojnie na luzie, on otwiera buzię do pierwszej łyżeczki, a potem następuje koniec, zajmuje się wszystkim tylko nie jedzeniem, wogle się nie skupia na jedzeniu. Był moment kiedy jadł pięknie, zjadał 60g kaszki rano i 90g obiadku, a teraz wszystko trafia do śmietnika 😭 Jestem załamana, nie wiem jak mam mu pomóc. O BLW wogle mogę zapomnieć, bo wszystko co bierze do rączki od razu ląduje na ziemi, nic nawet nie jest kierowane w stronę ust. Muszę znowu udać się do neurologopedy, bo na pewno potrzebujemy pomocy.
Tak poza tym jest przkochany, wiecznie uśmiechnięty, wczoraj zaliczył pierwszy samodzielny siad, zaczyna się wspinać i wstawać, ogólnie daje nam mnóstwo radości. Spacery trochę się popsuły, ale to pewnie wina skoku rozwojowego i liczę, że wszystko wróci do normy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia, 08:57

26 czerwca, 11:13

10 miesięcy i 8 dni
Za nami 10 miesięcy pięknych i trudnych jednocześnie. Jaś rozwija się dobrze. Powoli zaczyna przygotowywać się do chodzenia, przy meblach treneuje ostro, potrafi też stać samodzielnie bez podparcia, ale myślę, że jeszcze trochę czasu mu potrzeba zanim zacznie chodzić. Jest bardzo żywym dzieckiem, nie usiedzi w miejscu, wszędzie go pełno, chce być na rękach, a po 5 sekundach już odpycha się, bo chce na ziemię. Nie ma nudy 🙈 Bawi się co raz lepiej, potrafi bawić się w akuku i sam zaczyna zabawę, potrafi kołysać misia do spania i robić mu aaaaa. Potrafi klaskać, chociaż ostatnio jakby o tym zapomniał 🤔 Papa nie robi 🤷‍♀️Ale wiele gestów małpuje po nas. Jedzenie to nadal dramat, mogłabym o tym książkę napisać 🤦‍♀️ Zaczął wkładać pokarmy do buzi, ale tak jakby nic mu nie smakuje i wszystko wypluwa, oprócz makaronu, buzię do łyżeczki otwiera tylko jak go czymś zajmę. Neurologopeda mówi, że wszystko ok i mamy czekać aż zacznie jeść. Chrupki potrafi zjadać pięknie i musy owocowe. Spanie to osobna historia, bo Jaś prawie nie śpi. W nocy potrafi się obudzić i być aktywnym prze 2-3 h i na nic kołysanie i śpiewanie. To jedzenie i spanie mnie wykańcza, psycholog niewiele pomógł. Mamy za sobą też pierwszą operacje i pobyt w szpitalu, nie polecam z takim małym dzieckiem 😭 Każdego dnia zaskakuje mnie to nasze dziecko jest cudownym chłopcem i dziękuję za to, że go mam 🙏❤️

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca, 11:16

29 sierpnia, 08:57

12 miesięcy i 10 dni
Minął rok, najbardziej wyczerpujący rok mojego życia. Dzisiaj nie będę pisać jak cudowne jest macierzyństwo, dzisiaj jestem po prostu zmęczona. Roczne dzieci zazwyczaj przesypiają już noce, moje się budzi w najlepszym wypadku 3 razy, w najgorszym potrafi nie spać 3, a nawet 4 godziny, po takiej nocy mam ochotę palnąć sobie w łeb 😭 Roczne dzieci zazwyczaj potrafią juz jeść, mój syn nadal wszystkim pluje zamiast łykać, teraz na dodatek idą mu górne czwórki, więc jest jeszcze gorzej niż zwykle, bo nawet gładkich rzeczy nie chce łykać... Załamuje mnie to. Wiedziałam, że macierzyństwo to nie istagram (którego swoją drogą nie mam) i nie jest usłane różami, ale to co mi zafundowało życie to jakiś dramat. Wiem powinnam się cieszyć, że mam zdrowe dziecko, dobrze się rozwija, ale jestem zwyczajnie zmęczona, w ciągłym stresie, za miesiąc wracam do pracy i nie wiem jak to będzie, jak dam radę funkcjonować przy takich problemach 🤷‍♀️ Caly czas myślę czy to jakas kara, ze ja musze mieć zawsze trudniej niż inni? Zanim urodził się Jaś mówiłam, że po roku będziemy wracać po rodzeństwo, bardzo chciałabym żeby Jaś miał brata lub siostrę, teraz nie wiem czy znajdę na to siły. Najgorsze jest to, że zamiast się cieszyć każdą chwilą ja ciągle na coś czekam, na to, że będzie w końca lepiej i zacznie jeść i spać... Z pozytywnych rzeczy to Jaś jest wesołym chłopcem, uśmiecha się do nas, zaczepia, sam zaczyna zabawę, jest bardzo mądry. Psycholog dziecięcy mówi, że rozwija się super, że pięknie nawiązuje kontakt, fizycznie jest do przodu i duża zasługa w tym nas, bo ciągle z nim latamy po jakiś lekarzach. Cieszę się każdym jego sukcesem i bardzo dziękuję za to, że go mam i nie wyobrażam sobie już życia bez niego, ale zastanawiam się czy gdybym wiedziała, że tak to wszystko będzie wyglądać czy nadal podjęłabym te same decyzje?

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia, 08:57

15 września, 08:22

Bardzo Wam dziękuję dziewczyny za te komentarze. Nie czuję się jak wariatka wiedząc, że tylko moje dziecko tak nie śpi 🙈
Ale dzisiejszy wpis też będzie narzekający 🙄
Od 1 września Jaś poszedł do żłobka, pierwsze trzy dni chodziliśmy razem na 2 godziny, pięknie się bawił, wogle nie zwracał na mnie uwagi, mogłam nie istnieć. Ciocie mówiły, że Jaś to wcale nie będzie miał problemu z adaptacją... Po trzech dniach poszedł sam, wszedł sam na salę i od razu do zabawek, po godzinie dzieci zaczęły płakać i on też do tego stopnia, że nie można go było uspokoić, no i kolejne dni to dramat. Wcale się nie bawi, siedzi tylko przy ciociach, ba podwórku siedzi w wózku, wogle nie chce wyjść do dzieci, ciągle popłakuje, przy oddawaniu go jest ryk 😭 Serce mi pęka, zastanawiam się czy nie zrezygnować, chociaż wiem, że to może minąć i powinnam wytrwać. Nie spodziewałam się, że nawet oddanie do żłobka będzie takie problematyczne, gdzie u nas lęku separacyjnego raczej nie było, a teraz tragedia. Po powrocie do domu idzie na drzemkę (bo w żłobku jest tylko 2h), a potem bawi się jakby nigdy nic, normalne, uśmiechnięte dziecko 🤷‍♀️
1 2 3